Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (5) - Sobota, 30 lipca.

Spis treści

Sobota, 30 lipca. Prowadzę "zapiski"; już dość długo i widzę, że  nie będzie to dzieło na miarę "pieśni bohaterskich", także nie będzie to kronika moich czasów. Ale nie kończę pisania, poczekam co ze mnie wyniknie. Mówi się, że na początku było słowo. Niech i tak będzie, ale ktoś to słowo wypowiedział, żeby zaistniało, albo; zanim wypowiedział - przynajmniej pomyślał, nadał sens. Przecież nie była to Nicość. Teraz autorem słów tu zapisanych jestem ja. Ale tyle słów już istnieje w słownikach, że niewiele można dodać, i tyle rzeczy już zostało nazwanych, tyle smaków, zapachów, planet we wszechświecie opisanych słowami; zapach gnoju na wiosnę, lawendy w ogrodzie, końskiej uryny na postoju dorożek. Jest jeszcze smak morza idący ku mnie. Co można dodać od siebie?

Jest lato, garść os kołuje nad straganem z owocami. W upale toczy się tęga, ospała nuda. Po niej idzie drobnym krokiem skromnie ubrana kobieta z trójką dzieci. Patrzą na dorodne jabłka, najmłodszy wyciąga rękę. Kobieta jednak owoce wybiera sama i podaje każdemu. Potem mozolnie szuka w kieszeni, liczy monety, odbiera najstarszemu owoc i oddaje straganiarce. Płaci i odchodzi, nie patrząc, jak sprzedawczyni wtyka jednak jabłko najstarszemu, ale  ten kręci przecząco głową i dołącza do reszty. Upał staje się nie do wytrzymania. Na czarnym tiszercie chłopca napis: "Jezus cię kocha". To pamiątka ze Światowych Dni Młodzieży?

Komentarze   

0 #1 krycha 2017-02-28 06:36
też kiedyś pisałam pamiętnik tylko muszę go poszukać na strychu a może znów zacznę pisać. przynajmniej wnuki będą mięć co czytać za kilka lat
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież