Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (5) - Środa, 27 lipca.

Spis treści

Środa, 27 lipca. Coraz bardziej widać, jak media i ludzie nimi zarządzający kształtują "masową wyobraźnię", zaludniają ją wybranymi przez siebie tematami, zdarzeniami, ludźmi. Ledwo minęła gorączka "piłkarska", a już zaczęła się fascynacja warszawskimi obradami NATO, by dojść do całodziennego i nocnego komentowania, cytowania i dyskutowania o tym, gdzie był, co jadł i co mówił papież Franciszek. Oczywiście wszystkie te wydarzenia miały inny charakter i pod wieloma względami nie dają się porównać, ale można z ich obserwacji wysnuć kilka ciekawych wniosków. Pierwszy z nich to nagle ujawniona wśród Polaków potrzeba przynależności.

Po zwycięskim meczu polskiej jedenastki z klubu wyskoczyła grupa podnieconych  kibiców, którzy wołali wygraliśmy! Kiedy zapytałem: Kto, my? patrzyli na mnie jak na nie-Polaka. A przecież komentatorzy sportowi, dziennikarze wszystkich gazet wmówili im (nam?) że to myśmy wygrali, bo "wszyscy Polacy to jedna rodzina". Podobnie było w czasie obrad przywódców państw członkowskich NATO; znów myśmy wygrali, uzyskaliśmy najwięcej, staliśmy się równoprawnym członkiem itd. Widać, z jaką łatwością politycy i ich media zagospodarowali potrzebę wspólnoty, która nagle ujawniła się w naszym społeczeństwie i dostarczyli nam powodów do dumy, radości z uzyskanych sukcesów. A swoją drogą nie wyobrażam sobie wspólnoty tak bardzo podzielonego społeczeństwa w chwilach próby, gdy jedność może być naprawdę potrzebna. Skin wykonujący rozkazy przełożonych,  facet w dresie, obok drugi z czubem na łbie odgruzowujący Warszawę? A Schetyna i Kaczyński  rozmawiający przy jednym stole? No cóż, cuda się zdarzają. Szczególnie, gdy obok stoi następca św. Piotra.

Zawsze wydawało mi się, że katolicy uważają papieża za nieomylnego w sprawach wiary. Ale nie Polacy! Każde słowa papieskie interpretują po swojemu, a niektórzy nie zgadzają się z wszystkim, co Franciszek głosi na spotkaniach. Chyba, że to ateusze "najnowszego sortu", którzy dotąd  byli katolikami i naukę Kościoła przyjmowali w całości, a nie tylko to z niej, co jest im wygodne.

Niestety, wszystkie objawy jedności, zgody i dumy trwają u nas krótko. Potem ; według danych z badań zewnętrznych; jesteśmy społeczeństwem najbardziej skłóconym i narodem, którego członkowie nie ufają instytucjom, sąsiadom, nawet najbliższym sobie ludziom. Na taki fatalny obraz pracujemy wszyscy: politycy, media, koledzy z pracy, sąsiedzi. Indywidualizm, egoizm, nieumiejętność pracy zespołowej; i ta polska bezinteresowna zawiść... A przecież rozwój państwa, a więc nas wszystkich nie jest możliwy bez wspólnych działań, także w dobie globalizacji żadne państwo europejskie samodzielnie nie ma szans na trwałe sukcesy. I tego musimy się uczyć, jeśli chcemy przetrwać jako państwo o europejskiej tożsamości.

Komentarze   

0 #1 krycha 2017-02-28 06:36
też kiedyś pisałam pamiętnik tylko muszę go poszukać na strychu a może znów zacznę pisać. przynajmniej wnuki będą mięć co czytać za kilka lat
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież