Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (5) - Środa, 24 sierpnia.

Spis treści

Środa, 24  sierpnia. Moi przyjaciele wiedzą, że wśród książek które zbieram uparcie, są nie tylko dzienniki, ale też wszelkiego rodzaju słowniki. Właśnie mam przed sobą nowy nabytek, chociaż od wydania książki minęło ponad pół wieku. Chodzi o "Słownik rzemieślniczy" Henryka Kuronia, który  nakładem WPLiS w Warszawie ukazał się w 1963 roku. We wstępie autor powiada: "Celem słownika jest wprowadzenie ustalonych przez Komisję Słownictwa Technicznego obowiązujących nazw wszystkich narzędzi, przyrządów i uchwytów, a także maszyn używanych przez rzemiosło. Potrzeba takiego ujednolicenia jest widoczna na każdym kroku. W poszczególnych dzielnicach Polski używane są od lat przez rzemiosło nazwy obce duchowi języka polskiego". Cytuje także przedmowę do Wileńskiego Słownika Języka Polskiego z 1861 roku, gdzie podkreśla się, że "nic tak dobitnie i tak całkowicie nie przedstawia geniuszu narodowego, jego bogactwa treści duchowej, jego stosunku z niebem i ziemią, jego właściwego sposobu zapatrywania się na wszystko, jak mowa". Żeby jednak szybciej trafić do czytelnika, autor uderza także w lżejszą nutę, cytując fragment tekstu Juliana Tuwima "Ślusarz": "Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel  krypować? Żeby tychter był na szoner zrobiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie robię...".

No a potem właściwy słownik, porządna rzemieślnicza robota: rysunki narzędzi używanych w poszczególnych zawodach, ich nazwy prawidłowe i żargonowe, potoczne. I refleksja: ilu zawodów już dziś się nie uprawia, a ile nowych doszło przez ten czas! Ile maszyn i narzędzi przybyło, wtedy nieznanych (ich budowa, przeznaczenie). Ile nowych słów-nazw na te wynalazki, głównie pochodzenia angielskiego, bo ten język dominuje w nowoczesnym nazewnictwie - informatyce, automatyce. Ale dawne zawody i nazwy wtedy używanych narzędzi mają swój urok.

Mój dziadek Walenty z Pakości był szewcem i  w warsztacie miał żelazne kopyto które zwało się "drajfus". Nazwa pochodzenia niemieckiego wskazuje, że można było trzy czynności wykonać na tym przyrządzie: uformować cholewę, przymocować podeszwę i obcas, piętkę. Byłem wiele lat później w słupskiej fabryce obuwia, tam pracownik formujący przy maszynie "piętkę" buta nazywał się "klepacz tyłów". Też ładnie. Na stronie 164 hasło: strug. Ale to za mało powiedziane, to po prostu poezja! Ile słów, ile odmian, a ile zastosowań tego narzędzia! Popatrzmy chociaż na kilka z nich. Strug (obr. drewna); hebel, strugiel, strużnik.

Strug bednarski; ośnik, ośniak, sznitmajzel, rajsmajzel, cugmajzel! Ale zostawmy obróbkę drewna, bo jest tu jeszcze kilkadziesiąt nazw dla różnych strugów. Także kowale używali  struga kopytnika, obcinacza, skrobaka, wyrzynaka, wybiornika, hufajza - zanim dopasowali podkowę do końskiego kopyta.  Także cieśla miał rowkowniaki, heble fugowe lub po prostu fugowniki.  A były jeszcze strugi wątorowe zwane strugielami lub carmajzelami... i druga strona słownika zapełniona objaśnieniami tego pożytecznego narzędzia. Cała przyjemność czytać kolejne hasła, oglądać rysunki i ich opisy. Dzisiejsze słowniki są równie ciekawe, chociaż czasem irytujące, jak np. słowniki Bartka Chacińskiego, rejestrujące języki młodzieżowe. Cóż, nowe czasy, nowe obyczaje i język, który je opisuje.

Komentarze   

0 #1 krycha 2017-02-28 06:36
też kiedyś pisałam pamiętnik tylko muszę go poszukać na strychu a może znów zacznę pisać. przynajmniej wnuki będą mięć co czytać za kilka lat
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież