Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (5) - Niedziela, 21 sierpnia.

Spis treści

Niedziela, 21 sierpnia, późne popołudnie. Sierpień nad morzem w tym roku zawodzi. Coraz to krótkie, gwałtowne ulewy, potem chwila ze słońcem, niepewna. Stoję w ogrodzie, przyglądam się ludziom na głównej ulicy. Rodzice, dziadkowie, dzieci. Idą. Bo co innego mogą robić, kiedy nie mają nic do roboty? Jedzą, pokrzykują, oglądają. Idą i wracają. Lody, latawce, trąbki, klaksony. Główna ulica zatłoczona do granic wytrzymałości. Dopiero późnym wieczorem zdaję sobie sprawę, jak bardzo trzeba mi było ciszy i  jak kojąco wpływa na mnie ludzka nieobecność. Ale rano powtórzy się wszystko od nowa. Dlatego do kiosku wychodzę przed ósmą. Potem już tylko weranda lub cień jabłoni w głębi ogrodu. Trochę kawy.

"Gdzie  są ci chłopcy nadzy/ biegnący w stronę słońca/ na jakich wydmach pasą/ swoje cienie/ gdzie są dziewczyny smagłe/ rozpięte na strunie wieczoru/ z jakich obłoków spływają/ echa ich galopad/Pylące wzgórza piasku/ odeszły za nimi/ na drugą część dnia/ opustoszała równina/ zapada noc".

Komentarze   

0 #1 krycha 2017-02-28 06:36
też kiedyś pisałam pamiętnik tylko muszę go poszukać na strychu a może znów zacznę pisać. przynajmniej wnuki będą mięć co czytać za kilka lat
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież