Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (5) - Wtorek, 16 sierpnia.

Spis treści

Wtorek, 16 sierpnia. Opowiadał mi mój syn, dziennikarz o tym, że w latach dziewięćdziesiątych był w Londynie świadkiem rozmowy przy kawie pewnego warszawskiego profesora (nazwijmy go prof. S.) z dwoma panami wysokich, arystokratycznych rodów (oznaczmy ich literami Cz.  P.) mieszkającymi na emigracji. Rozmowa dotyczyła przeszłości ich rodów i zasług przodków dla Rzeczpospolitej. Ponieważ obaj panowie licytowali się coraz zapalczywiej i zaciekle stawali w obronie niektórych zachowań szlachetnych ponoć protoplastów, prof. S włączył się do dyskusji i zacytował dokument z XVII wieku, w którym zapisano, że J.W. Pan Cz. pokłóciwszy się z J.W. Panem P. zebrał całą służbę pałacową i wszystkim kucharkom, lokajom i innym fornalom nadał nazwiska i imiona, które nosił jego adwersarz oraz jego żona. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Po kilku tygodniach, na polowaniu J.W. Pan P. wszystkim chłopom, którzy naganiali zwierzynę, psiarkom i gajowym, a także ich psom nadał nazwisko i imiona swego wroga. Fakt ten został także odnotowany w stosownym dokumencie, którego nazwę, datę powstania i miejsce archiwum, w którym jest przechowywany, prof. S. podał dokładnie. Po tym wykładzie profesora przy stole zapanowała cisza.

Dlaczego wspominam to z pozoru anegdotyczne zdarzenie? Złości mnie bowiem coś, co nazywa się polityką historyczną, a jest w istocie zakłamaniem, albo w najlepszym razie omijaniem niewygodnych faktów. Wiemy przecież, że tzw. "herbowych" w dawnej Polsce było 8; 12 procent. Dzisiaj tych, których przodkami byli mieszczanie i chłopi jest niewielu, przynajmniej niewielu chce się do tego przyznać. A przecież większość intelektualistów, pisarzy, aktorów ma chłopskie korzenie, jednak mało który z nich próbuje odważnie przeciwstawić się powszechnemu zakłamaniu. Wskazują na to nie tylko ich nazwiska, ale maniery, także sposób myślenia- o sobie, kraju, nas wszystkich. Jeszcze w pierwszych latach po wojnie, ja to pamiętam, odbywały się kursy dla analfabetów! Znam ludzi, którzy zajęli poniemieckie domy we wsiach  Pomorza Zachodniego i nie  znali elektryczności. To też jest nasza historia.

Na mojej ulicy rodzinnego miasteczka na Pałukach po sąsiedzku mieszkała rodzina, której syn był w wieku poborowym i został  w 1946 r wcielony do wojska. Wrócił w trumnie. Co się stało? "Chłopcy z lasu" obrabowali sklep, pobili sprzedawcę i zarekwirowanym chłopskim wozem wracali z łupem do siebie. Milicja wezwała pomoc, ruszyła stacjonująca niedaleko jednostka wojskowa i podczas strzelaniny zginął syn naszych sąsiadów. Taką prawdę o "żołnierzach wyklętych" ja znam. Ale czy znają ją młodzi Polacy? Przykłady zakłamywania historii można mnożyć. Tylko po co, ile taki proceder jest wart? W latach pięćdziesiątych już to przechodziliśmy, po co powtarzać głupstwa po raz drugi.

Nie znaczy to, że nie doceniam wszystkich działań ludzi walczących o wolność, przelewających krew w obronie ojczyzny. Mój dziadek walczył w 1918 roku w Powstaniu Wielkopolskim, kuzyn mojego ojca zginął od kuli niemieckiej w tym samym powstaniu. Ale w innych zrywach było więcej emocji niż chłodnego namysłu, organizacyjnego bałaganu zamiast realizmu i wojskowego profesjonalizmu. Dlatego warto pomniki traktować jako hołd bohaterom, ale i przestrogę przed działaniami nieprzemyślanymi, przeprowadzanymi byle jak, bez liczenia się z kosztami. Jako ostrzeżenie przed ludźmi o chorych ambicjach, większych niż ich i nasze możliwości. Most Karola w Pradze stoi od stuleci, a my po każdej zawierusze musimy budować swoje gniazda od nowa. P.S. Dopisane  24 sierpnia, po lekturze "Polityki" art. "Jaka przeszłość nas czeka". Choć nie zawsze zgadzam się z tezami tego pisma, to wymieniony wyżej tekst, jak zresztą inne, także w innych czasopismach, potwierdzają moje przekonanie o zafałszowaniu naszej historii. Jeżeli chcemy wiedzieć więcej, niż podręczniki nam podają o bohaterach i sztandarach to znajdziemy obiektywną i kompletną wiedzę w dokumentach i opracowaniach; obrazy polskiej sarmacji, opisy niewolniczej doli chłopa, błędów w polityce wschodniej w XVII wieku, kompletny brak organizacji wielu przedsięwzięć, z których jesteśmy dumni, a powinniśmy je pokazywać ku przestrodze potomnym. I nie we wszystkim słuchać "marcowych docentów" i IPN-owskich profesorów. Dla własnego dobra!

Komentarze   

0 #1 krycha 2017-02-28 06:36
też kiedyś pisałam pamiętnik tylko muszę go poszukać na strychu a może znów zacznę pisać. przynajmniej wnuki będą mięć co czytać za kilka lat
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież