Hubert Możdżeń - * * * (ujrzałem ją)

ujrzałem ją
gdy wychodziła z kawiarni
hej! - krzyknąłem

 

mogła się jawić jako miraż
ale wolałbym
by okazała się cielesna
by czuła, gdy będę ją dotykał
by muśnięcie jej ust
było doświadczeniem duchowym
wykraczaniem poza granice
mojej rzeczywistości
by było jak dotykanie gwiazd

 

wyszła z kawiarni
hej! - krzyknąłem
nie odwróciła się
poszła dalej przed siebie
pobiegłem za nią
skręciłem w tę samą uliczkę
lecz jej tam nie było

 

zniknęła wśród innych
szedłem dalej przed siebie
minęło kilka godzin
ściemniło się
nastała noc
usiadłem na trotuarze
rozmyślałem
czy była prawdziwa?
czy była jedynie mirażem?

 

spojrzałem na rozgwieżdżone niebo
poczułam jej obecność
wiedziałem że jest
choć wysoko i daleko odo ranie
bo rzecz miała - się tak
że była z gwiezdnego pyłu

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież