Ewa Poniznik - Miłość i bunt we współczesnej poezji białoruskiej

Po upadku Związku Radzieckiego Białoruś stała się państwem niepodległym, a język białoruski stał się w państwie drugim językiem urzędowym. Jednak objęcie 1994 roku prezydentury przez Aleksandra Łukaszenkę i prowadzenie przez niego rządów autorytarnych, wywołało sprzeciw urodzonego w latach 60. pokolenia literackiego, według którego nowa władza był równoznaczna z ponowną utratą wolności. Sceptycznie do nowej sytuacji odniosło się młode pokolenie lat 70., dla którego wolność była tak naprawdę pojęciem abstrakcyjnym. Zachowało ono chłodny dystans zarówno wobec zwolenników Łukaszenki, jak i jego przeciwników. Nie widziało alternatywy dla polepszenia obecnej sytuacji.

Narastający sceptycyzm pojawił się wraz z delegalizacją wielu literackich czasopism oraz wydawnictw, a także wprowadzeniem zakazu publicznych zgromadzeń i spotkań autorskich pisarzy nie należących do zwolenników A. Łukaszenki. We wstępie do antologii Pępek nieba twórca, Andrej Chadanowicz tak zarysował sytuację współczesnego białoruskiego pisarza:

Białoruski pisarz, jeśli jest niezbyt lojalny wobec obecnego systemu politycznego, z rzadkimi wyjątkami praktycznie nie ma gdzie publikować, a czytelnik w związku z tym w zasadzie nie ma co czytać (…). Dlatego niezwykle wzrasta znaczenie występów na żywo (…). Co więcej, tego rodzaju imprezy gromadzą niewiarygodną liczbę publiczności (…). Taka publiczność jest gotowa na wiele: na przykład będzie słuchać poezji bez mikrofonów, jeśli ich z przyczyn technicznych zabraknie. Albo będzie słuchać czytanych, czy śpiewanych słów w plenerze, jeśli urzędnicy zabronią wstępu do sali.

Twórczość białoruska jest bardzo mało znana na świecie. Szczególnie twórczość współczesna, tym bardziej opozycyjna, wyrażająca sprzeciw wobec obecnie panującej tam władzy. Młodzi autorzy – opozycjoniści nie mogą rozpowszechniać swojej twórczości w uznawanej przez obecne władze prasie, nie mogą tworzyć w ojczystym języku, organizować spotkań autorskich i tworzyć legalnych ugrupowań literackich. Uznawani są za nacjonalistów wrogo nastawionych do obecnego systemu politycznego, czyli niebezpiecznych. Często zatem spotykają się w domach prywatnych i publikują za granicą, bo jest to jedyny sposób na rozpowszechnienie utworów takich, jakie chcą tworzyć.

Pokażę tu kilka przykładów, w jaki sposób współcześni poeci białoruscy sprzeciwiają się się panującemu w ich kraju ustrojowi politycznemu, jak w swoich utworach odnoszą się do ojczyzny, wobec której wyrażają zarówno miłość, którą poświadcza pisanie w ojczystym języku oraz bunt, niejednokrotnie ukryty w stosowanych przez nich metaforach i innych środkach stylistycznych. Warto zaznaczyć, że w poezji wielu młodych twórców, dostrzega się nie tyle bunt, niezgodę, co bezradność wobec zastanej sytuacji. Wyraźnie zaznaczają oni różnice między krajami zachodnimi, a swoim krajem, określając Zachód jako stronę możliwości, szans rozwoju i przeciwstawiając temu Wschód, jako brak perspektyw, miejsce, w którym nic nie może się zmienić.  Sytuację tę doskonale charakteryzuje urodzony w latach 80. poeta Andrej Adamowicz:

Kiedy budzę się o świcie,
Brak mi czasu,
Żeby dowiedzieć się, kto wygrał.
(..)
Brak mi woli,
Żeby sięgnąć po notes.
Kiedy widzę, jak słońce zachodzi na zachodzie,
Nie starcza mi wyobraźni i natchnienia,
Żeby wyobrazić sobie, że jutro wzejdzie na wschodzie.
(...)

Pomiędzy pierwszym a dwudziestym zapalanym przez podmiot liryczny papierosem, nie dzieje się tak naprawdę nic, co mogłoby zmienić jego sytuację. Budzi się on, przeżywa dzień i zasypia samotnie. Jeszcze dosadniejsze nawiązanie ówczesnej sytuacji politycznej i wyraźną aluzję do rządów A.  Łukaszenki, znajdujemy w wierszu Wasza wysokość:

(...)
Wasza Wysokość! Świat oszalał!
Uciekam! I jeszcze nazywają mnie Groźnym!
Wasza Wysokość powinieneś się ukryć.
Brałbym na spytki i oskarżał wszystkich,
Bo jestem młodszy i styl mam swobodniejszy,
Ale świat wyłupił mi oko, złamał nogę,
Nawet rentgen nic nie wyświetli – tak jest ciemno.

Wasza Wysokość nie zna granic!
(...)

Ostatecznie, w wierszach Adamowicza, znajdujemy takie rozwiązanie, a jednocześnie brak rozwiązania:

(…)
Wiatr tutaj od dzieciństwa
Uczy ludzi milczenia.
Dlatego każdy liczy na siebie
I w rezultacie zwycięża.
(...)

Satyryczny, czy może raczej szyderczy sposób przedstawiania rzeczywistości znaleźć można u Hleba Łabadzienki. Wiersze tego autora swoją strukturą przypominają wyliczanki i dziecięce gry. Jednak pozornie prosta, figlarna forma, niesie z sobą przejmującą treść:

(…)
w telewizorze
ulewa
i tylko jeden typ nam zalewa
podsuwam szczyptę soli cielęciu
nagle mi trawa
słuchaczem się stanie
nie puszczę babci nie puszczę już więcej
na głosowanie

Uczucie do ojczyzny jest uczuciem trudnym. Kolejny przedstawiciel literatury młodego pokolenia, Anatol Iwaszczanka, miłość do kraju porównuje do miłości między kobietą, a mężczyzną. Jest to jednocześnie miłość i nie-miłość. Kraj się jednocześnie kocha i nie kocha. Jest to uczucie nieodwzajemnione przez obydwie strony:

on kochał ją
ale bez wzajemności
i ona kochała jego
ale bez wzajemności

Trudno bowiem kochać kraj, który nie daje szans, nadziei, nie przynosi zmian, ale jest to kraj ojczysty, więc siłą rzeczy się go kocha miłością fatalną, niespełnioną.

O bezgranicznej miłości do języka białoruskiego i walce z systemem, dosadnie pisze mieszkająca od przeszło dziesięciu lat w Stanach Zjednoczonych, również urodzona w latach 80. poetka, Walżyna Mort:

(...)
A kiedy wydało się, że jesteśmy własną mową
i wyrwano nam język zaczęliśmy rozmawiać oczyma
A kiedy wydarto nam oczy zaczęliśmy rozmawiać rękoma
Kiedy nam odrąbano ręce rozmawialiśmy palcami u nóg
Kiedy nam przestrzelono nogi, kiwaliśmy głową na tak
i kręciliśmy głową na nie. A kiedy głowy zjedzono nam
żywcem
wpełzliśmy z powrotem do wnętrza naszych śpiących matek
jak do schronu
żeby urodzić się na powrót.
(...)

Utwory Mort przybierają formę manifestu, jawnego buntu wobec narzuconej przez ustrój rzeczywistości, gdzie lepiej urodzić się niemym, niż mówić w ojczystym języku, ponieważ język ten nie istnieje oficjalnie, nie można się nim posługiwać, ponieważ jest jak śmierć. Pojawia się tu wewnętrzne rozdarcie, gdyż nie sposób porzucić swą mowę i poddać się „systemowym wymaganiom”. Podmiot liryczny w tekstach poetki jest skłonny do największego poświęcenia, boi się, ma świadomość, że jego sprzeciw nie jest dobrze postrzegany, jest wręcz niebezpieczny, a mimo tego jest w stanie oddać życie w obronie języka.

W niektórych utworach poetów młodego pokolenia tli się nadzieja na lepszą przyszłość. Trudno jednak jednoznacznie określić, czy jest to nadzieja prawdziwa, ponieważ przebija przez nią sarkazm. Tak mamy na przykład w twórczości wspomnianego już Chadanowicza, u którego:

(…)
Drzewa by raczej rąbać, tłuc kamienie,
tunele kopać, doły i kanały:
liczymy dni, czekamy na widzenie,
wielbimy świat w tych ramach doskonały.

Wierzymy, że to łajno dni codziennych
w nawóz się zmieni niby mączka z kości.
Łykiem powietrza spoza krat okiennych
uczymy się oddychać na wolności.

Ojczyzna w tym i innych tekstach Chadanowicza zostaje porównania do więzienia, a wolność jest pojęciem iluzorycznym, nie jest to bowiem wolność prawdziwa, pełna, gdzie człowiek mógłby swobodnie oddychać. Zjawisko wolności przeziera przez kraty, w związku z czym trudno jej zaczerpnąć. Wiersze Chadanowicza mówią raczej o wolności odległej, niedostępnej, są przesycone goryczą, niejednokrotnie w groteskowy sposób ukazują panującą w kraju dyktaturę, na przykład:

(…)
czekamy, aż nam o północy nasz bonza
powie z ekranu: „Niech żyje Białoruś!”
(...)

Po przeanalizowaniu poszczególnych fragmentów utworów wymienionych w pracy twórców, dostrzegamy, że wiele z nich jest pisanych w klasycznej formie. Często są to wiersze rymowane, stylizowane na piosenki. Niejednokrotnie są to utwory satyryczne, czy raczej sarkastyczne, szydzące z otaczającej rzeczywistości, gdzie człowiek stoi pośrodku i nic nie może zrobić, ponieważ znajduje się „za kratami” systemu. Podmiot liryczny znacznej części przytoczonych tu wierszy znajduje się w konflikcie tragicznym, w sytuacji bez wyjścia, cokolwiek zrobi, zrobi źle; sprzeciwi się bowiem albo władzy, albo swojemu sumieniu. Pozostaje mu zatem „śmiech przez łzy” i próba odnalezienia się w kraju „bez powietrza”.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież