Jan Stanisław Smalewski - Z oddalenia

Już nie ma mnie. Zapomniały o mnie ścieżki,
którymi wędrowałem bez celu. – Brak celu
nazywano wtedy spacerem. - Dzisiaj mówi się,
że było to błądzenie po manowcach.

Nie ma mnie w tamtej wiosce, ani miasteczku
- nie wiem nawet, czy beze mnie jeszcze istnieją.
Zapewne ścieżki zarosły, z pewnością stare stodoły
się rozpadły, a płoty przestały odgradzać.


Nic już nie jest takie samo. Niczego nie ma za remizą,
jeśli takowa istnieje. A były tam niezłe uciechy.
Głupimi szczenięcymi zabawami nazywał je ojciec.
Jeśli głupie było zapadanie zmroku,

jeśli podglądanie kąpiących się w stawie sąsiadek
i jeśli szczenięcą była ciekawość ciała kobiety,
jak teraz nazwać ciekawość braku wszystkiego,
co odeszło. Czemu mnie nie ma tam w miejscu,

gdzie chętnie nadal bym bywał, za czym tęsknię,
co mi się śni czasami. To znaczy tamta wioska,
tamto miasteczko i tamta remiza z gwarem. I staw
z nagością. I zmierzchy zakrywające to wszystko.

                                        Naćmierz, 9 sierpnia 2016

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież