Janusz Gryz - Tytuły

To właśnie cud, że ciekawość nie ginie w formalnej edukacji.
A. Einstein

1.
W wieczornej witrynie księgarni zajmującej narożnik teatru „Wybrzeże”, ten, w którym mieściła się kiedyś kasa, tytuł austriackiego myśliciela i krytyka współczesnego społeczeństwa Ivana Illicha „Odszkolnienie społeczeństwa”.

„Pewne słowa są pszczołami dla umysłu. Drażnią go, uparte jak te owady. To słowo mnie ukłuło”. – powiada Sokrates z dialogu „Eupalinos albo architekt” Paula Valéry′ego. Ten tytuł mnie ukłuł, duszę moją ku sobie obrócił.

Pierwsza myśl: co zrobić z hordami dzieci i młodzieży, jeśli zlikwiduje się szkoły? Wszak J. Brodski napisał: Trzeba wam wiedzieć, że trudno o bardziej złowrogą hałastrę niż dzieci chodzące do szkoły.

Druga myśl: wielu ludzi wybitnych – uczonych, artystów – nie pokończyło szkół, choćby Edison, którego nazwisko stało się synonimem geniuszu wynalazczego i który twierdził, że na pojęcie geniuszu składa się 2 % inspiracji i 98 % perspiracji (potu, tj. pracy), a który odbył tylko trzy miesiące formalnego wykształcenia, nazwany przez nauczyciela tumanem za to, że zdawał zbyt dużo pytań.

A przecież: der Schüler fragt, und durch die Art seiner Frage erzeugt, er ohne es zu wissen, im Geist des Lehrers seine Antwort, die ohne diese Frage nicht entstanden wäre. Czyż nastoletni Ibn Sina (Awicenna) nie nauczył swojego nauczyciela słynącego jako znawca filozofii Abu Abdallaha an-Natiliego- jak pisze w swojej autobiografii – „wielu rzeczy, których do tej pory nie znał […] i rozproszyłem niektóre gnębiące go wątpliwości”.

Trzecia myśl: niepochlebna opinia holenderskiego pedagoga Erazma z Rotterdamu o nauczycielach zapamiętana z jego „Pism moralnych”: Jeśli ktoś nie nadaje się do żadnej funkcji, jest powolny, leniwy, niepojętny, żarłoczny, jest konformistą, robimy z niego nauczyciela. I dodajmy gwoli ścisłości, że opinia ta mimo upływu pięciu wieków nic a nic się nie zestarzała. W klasie piątej szkoły podstawowej nauczycielka języka polskiego uznała za słuszne odmówić mi postawienia trójki z minusem, która dawała promocję, i tak to – o ironio! – powtarzałem klasę z polskiego. I później, kiedy po uniwersyteckiej polonistce zostałem nauczycielem, nigdy nikogo nie posadziłem, uważając, że drugoroczność jest zbrodnią. Co ważniejsze?: człowiek czy opanowanie najczęściej zupełnie zbędnej mu w późniejszym życiu wiedzy, człowiek czy chełpliwa pycha nauczyciela, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy. I narzuca się z nieodpartą siłą – przyznajmy: nieusprawniony – sąd Krupskiej: czto niet płochich uczenikow, a jest tylko płochije priepodawatieli. O ile wiem w szwedzkiej oświacie pojęcie drugoroczności nie istnieje.

Czwarta myśl: Nauczyciel powinien być wykształcony. Wykształcenie to umiejętność najszybszych asocjacji, chwytanie w lot, bycie czułym na aluzje. Nauczyciel powinien być młodszy od ucznia, powinien „szybciej biegać”:

Zaczem się zwrócił i rozpuścił rące
Nogi, sposobem biegnącego męża
O płaszcz zielony na werońskiej łące:
A biegł tak szybko, jak ten, co zwycięża.
(Piekło XV, 121-124)

Piąta myśl: mit że szkoła coś uczy, jest mitem jak najbardziej.

Szósta myśl: trzeba koniecznie kupić tę książkę, sęk w tym, że nie ma za co, można pożyczyć, ale mam awersję do brania do rąk książki, którą już ktoś wcześniej czytał (jak to mówią: książki i żony się nie pożycza, bo książki nie oddadzą, a żonę oddadzą po przeczytaniu; z książkami jest jak z kobietami: z tych, które przepłynęły przez życie, pamięta się dwie albo jedną, przy czym książki pamięta się dłużej; parafrazując Chamforta: w kobietach – jak w książkach – jest dobre tylko to, co w nich jest najlepsze.

Siódma myśl: o przeczuwanym jej bogactwie otwierającym bramy myślowych horyzontów.
Ósma myśl: unifikujące, dławiące indywidualność, represyjne, tzn. wykorzeniające przynależnego młodości ducha przekory, buntu, nonkorfomizmu właściwości szkoły będącej przeciwieństwem placówki, w której dokonuje się swobodna wymiana myśli, jakby jej przewodnią dewizą były przytoczone przez Montaigne′a w „Próbach” słowa:

        Ciernie, co nie kłują wiosną
        Nie kłują też, gdy podrosną.

Dziewiąta myśl: szkoła (nauczyciel) powinna wydobywać z ucznia to, co w nim ukryte, czego on sobie nie uświadamia, wszak, za Jungiem, w każdym z nas tkwi swego rodzaju prawiedza, doświadczenie całej ludzkości, a tymczasem co robi owa szkoła (nauczyciel) – wtłacza w ucznia niepotrzebną, w życiu zupełnie nieprzydatną.

Dziesiąta myśl: motto powieści Henryka Grynberga „Życie ideologiczne”: Szkoło, szkoło, gdy cię wspominam – ogarnia mnie przerażenie.
Jedenasta myśl: wyznanie cygańskiej poetki Bronisławy Wajs znanej jako Papusza: Gdybym się nie nauczyła czytać i pisać, ja głupia, byłabym może szczęśliwa i kuzynka mistrza Rameau: Niech mnie diabli wezmą, jeślim się czegoś kiedykolwiek uczył, a mimo żem się niczego nie nauczył, nie jest mi przez to gorzej, i Kalibana z „Burzy”:

Nauczyłeś mnie mówić;
i co mam z tego?
Tyle,
że kląć potrafię.

Dwunasta myśl: słowa Iwana Bunina z opowiadania „Nad miastem”: niekiedy wznosiliśmy się nad mieszczański zaścianek, który nas gnębił przez długie dni i wieczory chodzeniem do szkoły, gdzie więdło nasze dzieciństwo, pełne marzeń o podróżach, bohaterstwie, ofiarnej przyjaźni, o ptakach, roślinach i zwierzętach, o ulubionych książkach! Tomasz Mann w „Szkicu autobiograficznym” z 1930 roku oświadcza bez ogródek: Nienawidziłem szkoły, […] Gardziłem nią jako środowiskiem, krytykowałem maniery jej władców i wcześnie zająłem wobec niej stanowisko, które było […] opozycją przeciw panującemu w niej duchowi, dyscyplinie, metodom tresury.

Trzynasta myśl: szkoła jako instytucja kształcąca jednostki pozbawione inicjatywy, bierne, niesamodzielne, apatyczne, uległe, których zawołaniem życiowym zdaje się być powiedzenie: jakiegoś mnie, Boże stworzył, takiego mnie masz.

Czternasta myśl: szkołą jako miejsce ideologicznej i religijnej indoktrynacji państwa.

Piętnasta myśl: Rousseau i jego dziecko wychowywane przez naturę.

Myśl szesnasta: racjonaliści francuscy traktowali wychowanie ze strony państwa jako okoliczność uwarunkowaną historycznie, a zatem przejściową jak i samo państwo zresztą.

Myśl siedemnasta: Goncourtowie piszą w „Dzienniku” (8 stycznia 1861 r.): Oświata jest wielką plagą współczesności.

Myśl osiemnasta: Póki żyjemy, winniśmy się uczyć, powiada Seneka, lecz koniecznie dodajmy: tylko broń Boże w szkole.

Na szczęście zaczyna padać deszcz, więc mogę przetrwać te duszne mozoły i z czystym sumieniem schronić się w znajdującym się tuż obok lokalu „Kasia”, który powstał z zabudowy arkadowego przejścia-niezbywalnej architektonicznie części teatru. Żywi albowiem mają ciało, które pozwala im odejść od pozowania, mogą skończyć zadawać pytania i odpowiadać na nie samemu sobie. W czasie spożycia.

Myśl dziewiętnasta: napisać felieton, co też niezręcznie czynię na bibułkowych, rybkowanych serwetkach wywołując uśmiechy sąsiadów.

Szczypta autoironii zawierająca szczyptę komizmu: społeczeństwo powinno wystrzegać się utopii wymyślonych przez nieudanych artystów, późną porą przy kawiarnianym stoliku, piszących jak filozof Chryzyp, który składał swoje książki z cytatów, do tego stopnia, że jak powiadał Apollodors, gdyby wyjęto z nich to, co cudze, zostałby czysty papier.

2.
Pierwszy wyraz: hybryda rzeczownika odczasownikowego brzydka jak nieszczęście. Drugi wyraz: wyprawy z wszelkiej ekspresji, wyjałowiony jak pole, na którym sadzono przez lata kartofle i kartofle.

Zestawienie: prowokacyjne, dywersyjne, anarchiczne pada na umysł wydziedziczony, niepraktyczny, spekulatywny, indolentny, dochodzi do zachwycającej eksplozji jasnowidzenia, iluminacji będącej źródłem wiedzy nie erudycji. Inne tytuły siermiężne, obywatelskie, konserwujące status quo, syte jak mieszczański bandzioch po niedzielnym obiedzie. Ten głodny, traktowany z lekceważącym poczuciem pogardliwej wyższości, odstawiony za margines groteski, kabaretu nieledwie, wyrzucony poza nawias akademickich nawet zainteresowań. Przeczucie jednak, że to głodny będzie wywyższony znajdujące paraboliczne potwierdzenie w nauce Jezusa. A skoro tak, to czy Illich, nacechowany niedowiarstwem i sceptyczną inteligencją nie ma pochodzenia żydowskiego jak np. przedstawiciele „żydowskiego felietonizmu” Roth czy Tucholsky, jak tysiące umysłów oryginalnych, rewolucjonizujących porządek, tym samym, poza innymi przyczynami zanalizowanymi mistrzowsko przez profesor Hannach Arendt, ściągających na siebie Verfolgung und Judenpogrom?

Najwyraźniej alkohol zaczyna działać, kręci mi się w głowie, skojarzenia na drodze asocjacyjnego prawa przeistoczalności, arbitralności i bezzasadności wręcz metafizycznie ale autorefleksja jeszcze sprawna. Jakbym wcielał się w Kästnera, który spotkał się pod koniec stycznia 1969 roku im Café Mape am Kurfürstendamm z Reich-Ranickim, w 1969 roku- pierwszym roku mojej zasadniczej służby.

3.
Przejaśniło się, ustał deszcz i nawet słonce mrygało, więc jak królik zahipnotyzowany przez węża ciągnę pod witrynę, a tam niezauważony drugi tytuł włoskiego reżysera filmowego, poety i powieściopisarza Pier Paolo Pasoliniego „Po ludobójstwie”.

Pierwsza myśl: pojęcie ludobójstwa stworzył Żyd, Raphael Lemkin, który całe życie poświęcał definiowaniu wydarzeń z 1915 roku w Armenii - masakrze popełnionej przez Turków na Ormianach.

Druga myśl: w opowiadaniu „Geolodzy” wchodzącym w skład „Opowiadań kołymskich” Warłam Szałamow wspomina Aszota - ormiańskiego terrorystę z bojowej grypy eserów, która w 1926 roku zabiła trzech tureckich ministrów z Talaatbejem na czele winnym rzezi Ormian.

Trzecia myśl: 14 marca 1921 roku w Charlottenburgu, dzielnicy Berlina ormiański student Saghomon Therilian przystawił pistolet do potylicy byłego ministra spraw wewnętrznych Turcji, Talaat Paszy i strzelił z okrzykiem „Za śmierć mojej rodziny”. Został przez sąd niemiecki uniewinniony.

Czwarta myśl: Franz Werfels, Die vierzig Tage des Musa Dagh-die Geschichte der Verfolung und Ermordung der Armenien während des Ersten Weltkriegs.

Piąta myśl: czy rzeź Żydów przez Kozaków i ukraińskich chłopów w połowie XVII wieku nie przypomina ludobójstwa.

Szósta myśl: w kinie Leningrad na marcowym przeglądzie filmów świata „Konfrontacje” film Pasoliniego „Dekameron”.

Siódma myśl: mord na plaży w Ostii.

Ósma myśl: …

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież