Gabriela Brygman - Przygody leśniczygo zes Gołąbka

 

Scena I

Borowy anioł
- Pewno zastanawiata się jok było zawdy, jakie bolączki mieli ludzie, jok ni było telewizora łani Internetu… jesteta ciekawe? To zaproszom wos wef podróż po tajemnych ścieżkach pandzlem malowano. Pewnygo dnia, kiedy słońce fest parzyło, a  ptaszyna  ćwierkając fiurgała zes gałanzi na gałonź,  wef leśny krainie,  był  pewien Leśniczy. Był łon postawny, zgrabny, zes uśmiechem łod ucha do ucha. Jednygo dnia lazł łon  przez bór, zachwycuny pogodo i śpawem ptaszyny zatrzymoł sia na chwiełka…


Leśniczy
(wsłuchując się w śpiew ptaków, zatrzymuje się na chwilę)
- O… ooo och, jaki piankny je dzisiej dziań.
(idzie dalej, widzi baby piorące, chowa się w krzakach i podgląda je)

 

Scena II

Borowy anioł
-  Polazł dali,  nagle obaczył  3 baby piorące nade rzeko, wlazł wef krzoki i podsłuchiwoł co łone  ło nim i jego Rózi gadajo.

Baba 1
- A wieta co żem wczorej wef spółdzielni słyszało? 

Baba 2
- Ni?

Baba 3
- No gadej bom ciekawa je!

Baba 1
- No… że tan nosz leśniczy  ma sia łożanić na jesieni.

Baba 2
- Jo jo? Pleciesz trzy po trzy.

Baba 1
- Toć wef wsi gadajo. 

Baba 3
- A z jaką tamój dziołcho sia żani?

Baba 1
- A z tako jedno pinderyndą  łot  Kowalów tamuj zes Kowalskich Błot kole Zalesia.  Łona je wef ciąży zes nim.

Baba 2
- Ty bzdurów napleciesz,  jo?

Baba 3
- Ty żeś je pewna?

Baba 1
- Toć żem obrze słyszała, głucho i kolewrotno żem ni je.

Baba 2
- Toć to je wstyd i hańba, w ciąży przed żonaczką!

Baba 1
- No jo, hańba, hańba. A jako wymalowano i obłuto łona lata po wsi.

Baba 3
- Toć na to ma te lompy by sia pindrować, co ma robić? Toć te je pinerynda zes dużygo gburstwa, wielko pani gburanka!

Baba 2
- Co ty ji tok zazdrościsz aaaa?

Baba 1
- Toć ni zazdroszcza ni ni.

Baba 2
- A zazdrościsz, jeno sia ni wydosz.

Baba 3
- Ty ji ni lubisz, łona ci wadzi, bo ty ześ chciała sia zakroncić kole leśniczygo. A łona ci te szyki pokrzyżowała.

Baba 1
(podniesionym głosem) - Co wy mnie tera za głupoty wygadujeta?! Każdyn jeden wie, że do leśniczygo je kolejka fest jak stondy do Cekcyna i na zat.

Baba 3
- Toć ty żeś plotki po wsi rozwlykła piyrwsza.

Baba 2
- Łosz ci sia zes nosa kurzy, tok  cyganisz. 

Baba 1
(krzyczy rozzłoszczona) - Toć ni cygania!!! Za co wy mnie tero mata!?

Baba 2
- Ni. My Wanda idzim zes tondy, bo zes to głupio guło ni mo co!

Baba 3
- Cyganka żeś je i tyle!  (baby 2 i 3 odeszły, baba 1 została sama)

 

Scena III

Borowy anioł
- Leśniczy słysząc wsitko postanowioł rozprawić sia zes babo, któro wymyśla plotki i je rozsiewa po wsi. Wyszedłszy zes krzaków już mioł lecić do baby, ale zatrzymoł go dziwny hałos.  (Leśniczy staje przestraszony)

Borowy anioł
- Dycht przed leśniczym stanyło trzych  dziadów.  Tan najwiąkszy  wyglądoł jok straszek na wróble ino wisioł na nim rozchandrany frak. Drugi obłuty wef gruby korzuch  na ruskie mrozy, mycka aż na ślepia spadywała i łapawice. A łostatni świacił jak korona na świantym obrazku, już łód samygo początku lesniczymu sia ni widział.

Leśniczy
(wystraszony mówi) - Bidaku toć ty nawet fraka ni mosz dychtownego. (wskazując palcem na 2 dziada) - A ty żeś sia na ruskie mrozy obuł. (patrzy na 1 dziada, po chwili wraca wzrokiem na 3 i mówi kłaniając się) - Niach bandzie pochwalony Jazus Chrystus.

Dziad 1
- Hola, hola! Có żeś taki chwatki. Gadej nom jano kogo żeś pozdrawioł w imię Pana Niabiskiago aaaa?!

Leśny
- Toć najmocniajszago zes wos.

Dziad 1
- Ja żem je najmocniajszy!

Dziad 2
- A właśnie że ja!

Dziad 1
- Ni! Ja!

Dziad 2
- Ni! Ja mom najwianksza siła! Żem je najlepszy wef wszystkim co robia!

Dziad 1
- Ni. To ja!!!  (Dziad 1 i dziad 2 szarpią się między sobą, Dziad 3 stoi.)

Dziad 2
- To który zes nos je najmocniajszy? Niech leśniyczy osądzi!

Leśniczy
- Ja żem pozdrowioł tygo. (podchodzi do dziada 3 i poklepuje go po ramieniu)

Dziad 2
- A z jaki racji? Hm!? Łon nic ni mo, jano rozchandrany frak!

Leśny
- I dlatego żem go pozdrowiał. Łon je najbiadniajszy, a biadni majo jedno wielko siło-skrómność.

Dziad 1
- Łoj bandziesz tygo żałował! Ja żem je słońce! Ja na żniwa spala wszystkie plony mojimi promieniami gorącymi jak łogiń!

Dziad 2
- A ja żem je mróz! Ziómb fest! Na zima zamroża dych wsziysko, ciabie jak bandziesz po boru łaził, gzubów  latających po wsi, zwierzyna, woda wef sudni, wszysko!!!

Dziad 3
(staje obok leśnego i mówi)- A ja żem je wiater co hula po boru, po polach, po rezlonkach. Ja ci pomoga!

Leśny
(ucieszony) - Łojeja.

Dziad 3
- Przy mnie sia ni lękej. Ja mom dziury wef fraku i odegnum słońce ogniste i mrozy siarczyste! (Dziad 1 i dziad 2 wkurzyli się i poszli, każdy w inną stronę).

Leśniczy
- Dziańkuja ci!

Dziad 3
- Tero ja ci banda przyjaznym i ty mnie. A ta twoja pinedynda obrze zrobiła, że zjednała so kraśniaki,  dziańki którym sia wyżarła zes pracharyji i ma tero fest gburstwo.
(Do leśniczego podbiega wystrojona dziewucha, zakrywa mu oczy i pyta.)

Dziewucha
- Łodgadnij którz to je?

Leśniczy
- Rózia?

Dziewucha
- Zes kim żeś tok prawił?

Leśniczy
 (Ogląda się na boki, w ten czas dziad 3 zniknął) - Jyh tok so zes jeleniami żem prawił…
(podają sobie dłonie, idą na spacer). 

Scena IV
W lesie przy ognisku siedzi grupka chłopaków. Nagle z krzaków wychodzi kraśnik. Dwoje chłopaków bierze do rąk kije i chce przepędzić stworzenie, które zbliża się w kierunku ogniska. Nagle jeden z nich wstaje i mówi:

Leśniczy
 - Ostwata tygo zwierza! Toć to je kraśnik. Jok go skrzywdzita to łón da wom popalić. Jachu ciśnij tantu knybel i cho no tutej pogłaskej go, łón ma futro miantke, dej mu chlyba obaczysz jak bandzie jodł.
Jachu odkłada kij, podchodzi niepewnie, głaszcze kraśnika, daje mu kawałek chleba.

Jachu
- Paczta jok chylb żre… a czym sia futruje kraśniki?

Leśniczy
- Łóne durch trawa, jałowce jedzo i nieraz chylyb.
Nagle na dachu starej, opuszczonej chałupy ląduje śnieżnobiały gołąb wydając głos: grochu, grochu.

Jachu
- Paczta wej joki psiankny gołomp.
Wszyscy siedzący chłopacy przy ognisku wstają i podziwiają gołębia. Leśniczy rzuca mu okruszynki chleba, po czym ląduje na dłoni leśniczego.

Jachu
- Co tero je grane?

Leśniczy
- Łón chce tutej gniazado założyć, łón grucha, że ja mom tyż założyć nowa osada, toć mnie sia widzi tan pomysł, żem je leśniczym, (głaszcze kraśnika)  umna obchodzić sia zes zwierzyno i umna wyszkulić innych jok majom sia postawić podłóg stworzaniów zes boru.

Jachu
- Jo wnet bandzie tutej fest chałupów wybudowanych.
Wszyscy siadają przy ognisku i biesiadują dalej. Gołąb odfruwa z powrotem na dach, kraśnik wraca do lasu najedzony. Borowy anioł staje z boku  i przygląda się biesiadniokom do których przybiega młoda wystrojona pana i siada przy leśniczym.

Borowy anioł
- I tok zakończyło sia opowiastka o leśniczym zes Gołąbka, założycielu wsi wef środku boru, nade stegnio któro zawdy wef 18 wieku, lazły wojska zes Napoleonem, zes Zachodu na Wschód.  Leśniczy zes Rózią tyż wiadziali zes kim sia majom zaprzyjaźnić.  A ty wijsz co masz zrobić jok som wef boru napotkosz trzych dziadów,  łalbo jakie stworzanie co żyje  miandzy krzakami, łalbo gołębia? 

KONIEC

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież