Anna Kühn-Cichocka - Było lato

Do dziadka szło się obok zagajnika. Potem
po obu stronach drogi było żyto i już
w sandałach miałeś pełno piasku.
Tu zawsze było lato.
Dziadek w koszuli z podwiniętymi rękawami
siedział na ganku. Ćmił fajkę, udawał
że przebiera jabłka i co raz spoglądał na drogę.
Kiedy skręcaliśmy na ścieżkę między porzeczkami

i agrestem, już nas widział i poganiał ciotkę
z gotowaniem obiadu.
Potem witał poważnie i przestrzegał czego nie wolno
zrywać i na które drzewa włazić. Jak co roku.
Ciotka gotowała pyszną zupę i na powitanie
zalewała się łzami. Przez otwarte okna wpadały
muchy, zapach kwiatów i szept sadu.
Mieliśmy pewność, że są wakacje, że tak będzie
zawsze na wieki wieków. Bo przecież inaczej
być nie może, tu gdzie całą słodycz świata mają
w sobie kosztele chrupane w cieniu drzewa.

Aż któregoś roku zagajnik stał się lasem i zamiast
żyta, ktoś posiał nowe domy. Na ganku stał pusty
stołek dziadka. Ciotka dłużej niż zwykle oblewała
łzami nasz przyjazd. Słońce zawsze wszystkiego ciekawe
skryło radosną gębę za szarą chustką przedwieczoru.
Kwiaty pachniały jak kiedyś i sad niestrudzenie szeptał
dziadkowe przestrogi dzieciom
których już nie było.