Daromiła Wąsowska-Tomawska - Cudzoziemska dama

Maria Szymanowska z Wołowskich (1789-1831)

W owych czasach uchodziła za najwybitniejszą w Europie pianistkę polską. W Petersburgu pamiętano, że Maria Szymanowska otrzymała od Aleksandra I tytuł „pianistki Jej Wysokości Cesarzowej Wszechrosji”. W latach 20-tych XIX wieku koncertowała w Niemczech, Francji, Anglii, Włoszech. Liczne pieśni, utwory kameralne o salonowym charakterze, kompozycje w stylu brillant (mazurki, polonezy, walce, etiudy) uległy zapomnieniu.

 

Wiadomo, że był okres, gdy polskim muzykom, którzy zdobyli światową sławę, przypisywano obcych nauczycieli. Tak było z Fryderykiem Chopinem, było i z Marią Szymanowską. Wciąż mówi się, że była uczennicą Irlandczyka Johna Fielda. Z nim spotkała się po raz pierwszy znakomita pianistka, gdy miała 33 lata. Pobierała nauki tylko u warszawskich pedagogów. Warszawa nie była „wschodnią prowincją Europy”, lecz takim centrum muzycznej kultury, które mogło wykształcić artystów na miarę europejską – mówi muzykolog radziecki Igor Bełza.

Maria Agata z Wołowskich Szymanowska zaślubiona z członkiem żydowskiej grupy religijnej – frankistą Józefem Szymanowskim miała troje dzieci. Były bliźniaki Helena i Romuald oraz Celina, która 22 VII 1834 roku wstąpiła w związek małżeński z Adamem Mickiewiczem. Była młodsza od męża o 14 lat. Od trzech  lat nie żyła już jej matka. Poeta poznał Marię Szymanowską w czasie pobytu w Rosji. To ona opracowywała Mickiewiczowi   muzycznie teksty. Też w latach 1828-1831 była pierwszą wykonawczynią utworów Fryderyka Chopina. Gdy Chopin grał swe pierwsze koncerty w Warszawie, Karol Kurpiński dyrygował orkiestrą. Dyrygował też, gdy występowali wirtuozi, tacy jak Paganini, Lipiński czy Maria Szymanowska. Chopin często słuchał „królowej tonu” i wiedział, że była pierwszą polską pianistką, która zdobyła światowe uznanie. Zmusiła fortepian do „śpiewu” – pisała rosyjska prasa. Tę trudną do osiągnięcia sztukę, Chopin doprowadził do najwyższego stopnia doskonałości, kontynuując narodowe tradycje ojczystej muzyki.

Miała wyjątkowy urok. Kompozytorzy pisali dla Marii Szymanowskiej utwory. Swoją „Bagatelę” b-moll, Ludwik van Beethoven skomponował dla tej, którą nazwał „cudzoziemską damą”. To na mazurkach Szymanowskiej i nokturnach wzorował swe kompozycje młody Fryderyk Chopin. Dalekie europejskie podróże koncertowe, zniewoliły liczne serca m.in. Rossiniego, Pleyela, Schumanna, który mówił o kompozycjach „najwartościowsze, jakie stworzyła muzyczna kobiecość”. Polska pianistka zawładnęła sercem Johanna Wolfganga Goethego, pana starszego od niej o 40 lat. Zakochany poeta stracił dla niej głowę. Poświęcił jej serię poematów pt. „Pojednanie”. Gdy dla niego zagrała, nazwał siebie człowiekiem ponownie „rozwiniętym”. 70 – letni Goethe zakochany również w 19 – latce, oświadczył się i rozważał małżeństwo z Marią Szymanowską. Lekarz odradzał jednak związku, ze względu na delikatne zdrowie poety. Para niechętnie się rozstała. Gdyby zapytać, czy z późniejszym kompozytorem Karolem Szymanowskim istniał rodzinny związek  Marii Szymanowskiej, należałoby odpowiedzieć, że takiego pokrewieństwa nie stwierdzono.

W owych czasach, nawet najwybitniejsi artyści, na arystokratycznych stołach wciąż traktowani byli jako „gorszy rodzaj”. Nie siadali przy stole z wysoko urodzonymi. Od średniowiecza ceremoniał przewidywał, że artyści, uzyskawszy „pozwolenie okazania przed królem swego talentu, dawali koncert podczas stołu królewskiego”. Muzycy grali niczym kapela dworska, zaś król z rodziną spożywał potrawy. Nowe prądy społecznościowe wolno rozluźniały etykiety dworskie. Wyłomu takiego dokonała Maria Szymanowska w 1823 roku. Król saski w swej letniej rezydencji w Pillzitz, nie przy zastawionym stole, lecz w wysuniętym fotelu, wysłuchał koncertu tej sławnej „fortepianistki”. Na dworze hiszpańskim zaś zachowywano duży dystans wobec artystów. Przełomu dokonał dopiero 20 lat później Franciszek Liszt. W Paryżu po upadku rządów Napoleona nie było już tak sztywnych barier. Po skończonym koncercie, goście salonu zasiadali do stołu, artyści znikali bocznymi drzwiami i spożywali pokarmy oddzielnie.

Było rzeczą niespotykaną, by muzycy grali koncert z pamięci. Koncertująca w Poznaniu 30 VI 1823 roku Maria Szymanowska grała z pamięci, o czym z uznaniem pisała prasa. Jeszcze nawet kilka lat później, też rzeczą niezwykłą był grany na pamięć koncert Klary Wieck, żony Schumanna. Musiały upłynąć lata, zanim przyjął się zwyczaj grania na koncertach z pamięci. Przyczynił się do tego Franciszek Liszt, który od najmłodszych lat nie patrzył prawie w nuty. Na koncercie 11-letniego pianisty obecny był Ludwik van Beethoven. Siedział w pierwszym rzędzie. Wstał. Wszedł na estradę i pocałował małego wirtuoza w czoło.

Małżeństwo Marii Szymanowskiej zakończyło się rozwodem ale otworzyło karierę zawodową pianistki. W Petersburgu wychowywała córki i komponowała. Prowadziła słynny salon, który odwiedzała elita stolicy Rosji m.in. (Puszkin, Glinka, Kryłow). Zmarła w 1831 roku w Petersburgu podczas epidemii cholery. Pochowano  pianistkę na specjalnym cmentarzu św. Mitrofana, który nie zachował się do naszych czasów.

Artysta, który korzysta z wszystkiego co go otacza – zadziwia i nie musi budzić pytań. Czyżby przyczyną była genialna indywidualność, upór, talent i karkołomna praca?