Jan Burakowski - Panie Prokuratorze…

Polskie środki masowego przekazu poinformowały szeroko o Pańskiej reakcji na fakt ujawnienia przez polską prokuraturę białoruskim śledczym informacji o kontach bankowych Alesia Bialackiego, szefa Centrum Praw Człowieka „Wiasna”. – Jak relacjonowano, było Panu z tego powodu „zwyczajnie bardzo przykro”. Ale reakcja nie ograniczyła się do osobistej przykrości szefa Prokuratury Generalnej. Zdymisjonował Pan (lub skłonił do dymisji) dwu odpowiedzialnych pracowników PG (Krzysztof Karsznicki i Anna Wiśniewska), a wobec trzeciego wdrożył postępowanie dyscyplinarne (Anna Adamiak) – „za nieuwagę, nierzetelność i brak kompetencji”.
„Gazeta Wyborcza” (z dn. 17.08.2011 r.)  na marginesie rozprawy przeciw Andriejowi Żukowcowi, ujawnia kolejny „skandal prawny” tym razem w Białymstoku. Wojciech Szacki i Małgorzata Olga Olszewska odkryli i donieśli (artykuł „Dymisje po białoruskim blamażu”), że „Sąd w Białymstoku współpracuje z reżymem Łukaszenki, który nagminnie łamie prawa człowieka” a co gorsze „Na Białostocczyźnie wielu ludzi wciąż uważa, że Białoruś to raj na ziemi” oraz, że „Łukaszenka to patriota”. Można więc, ze znacznym stopniem prawdopodobieństwa, przyjąć, że w Sądzie (a może i Prokuraturze) białostockim też „polecą głowy” (setki przykładów wskazuje, że osądy i sądy „Gazety Wyborczej” są ostateczne i nie podlegają apelacji). Pańskie decyzje były poprzedzone wypowiedziami ministra Radosława Sikorskiego i premiera Donalda Tuska zarzucających prokuratorom głupotę, niekompetencję, skandaliczne błędy itd. Minister Sikorski przeprosił nawet za to białoruską opozycję w imieniu Rzeczypospolitej (!).
Na spotkaniu z „mediami” stwierdził Pan też, że  jest „zawiedziony postępowaniem niektórych podległych mu prokuratorów” oraz postanowił, że „w przyszłości prokuratorzy, jeśli otrzymają wniosek o pomoc prawną z Białorusi mają konsultować go z dyrektorem Departamentu Współpracy Międzynarodowej. W niektórych przypadkach będą też konsultacje z Ministerstwem Spraw Zagranicznych”.
19 sierpnia 2011 roku „Gazeta Wyborcza” poinformowała z satysfakcją: „Minister sprawiedliwości popiera postulat prokuratora generalnego, by białoruskie wnioski o pomoc prawną otrzymywała Prokuratura Generalna a nie prokuratury okręgowe. Krzysztof Kwiatkowski nie wyklucza też podobnego rozwiązania w sądach”.
Na marginesie poważnych informacji i decyzji, nasuwają mi się następujące wątpliwości:
1.    Polska uzgodniła z Białorusią w 1994 r. umowę o wzajemnej pomocy prawnej, w myśl której oba państwa zobowiązały się, m.in. do przekazywania informacji o przypadkach sugerujących, że naruszane są przepisy prawne drugiego państwa w zakresie podatków, ceł itp. Posiadanie przez obywatela Białorusi, Alesia Bialackiego, na osobistych kontach w Polsce, Litwie, Austrii, Włoszech itp. znacznych kwot (idących w miliony euro), bez uiszczenia odpowiedniego podatku na Białorusi, jest oczywistym przestępstwem. Czy w takim przypadku kompetentny i uczciwy prokurator (sędzia) podejmując decyzję powinien się kierować literą prawa (dura lex sed lex)   i osobistą dobrą wolą, czy też aktualnymi poglądami aktualnych władz (oraz środków masowego przekazu)?
2.    Wyżej wspomniane oceny premiera i ministra pracy prokuratorów (nie sugestie a kategoryczne oceny) miały miejsce przed jakimkolwiek zbadaniem sprawy przez Prokuratora Generalnego. Czy, w związku z tym, nie mamy tu do czynienia z jaskrawym naruszeniem niezawisłości wymiaru sprawiedliwości?
3.    Czy zapowiedź wymogu każdorazowego konsultowania „na wysokim szczeblu” wniosku o pomoc prawną z Białorusi nie zapowiada faktycznego ubezwłasnowolnienia prokuratorów (bo mają podejmować decyzje nie w zgodzie ze swoja wiedzą prawniczą i dobrą wolą ale na ustalenie wysokich czynników)? Czy odebranie możliwości działania sądom i prokuraturom właściwym terytorialnie i przedmiotowo rozpatrywania spraw nie stanowi naruszenia ducha i litery obowiązujących w RP przepisów prawnych? czy nie jest to przykład krańcowego podporządkowania „niezawisłych” organów wymiaru sprawiedliwości bieżącej polityce – i to dość niskiego lotu?                                                                                     W końcu lat 30–tych XX wieku, sanacyjny minister sprawiedliwości, Witold Grabowski, wprowadził praktykę przesyłania do sądów okręgowych gotowych wyroków opracowanych w Warszawie do użytku kompletów sędziowskich (szczególnie w sprawach politycznych) – ale taki nawrót do zwyczajów II Rzeczypospolitej nie jest chyba najbardziej fortunny.
4.    Ostre sankcje wobec prokuratorów, którzy „zawinili” w sprawie Bialackiego, środowisko prawnicze może przyjąć (i zapewne przyjmie) jako zapowiedź braku tolerancji wobec prokuratorów i sędziów mających poglądy polityczne inne niż „oficjalne”. Czy nie oznacza to „łamania kręgosłupów” prokuratorów niesfornych (a może tylko zwyczajnie uczciwych?). Byłby to dość często słyszalny w Polsce chichot Historii i Polityki: w imię walki o demokrację na Białorusi, wypaczamy demokrację w Polsce.
5.    Podobną do sprawy Alesia Bialackiego w Polsce, decyzję podjęli prokuratorzy (lub władze skarbowe) w kilku krajach – bodajże siedmiu. Tylko w Polsce i na Litwie uczyniono z tego sprawę polityczną. W krajach zachodnich (Austria, Włochy) władze polityczne nie podważają decyzji sądowo–skarbowych, co najwyżej mają wątpliwości.
6.    Brak jakichkolwiek informacji by władze polskie interesowały się wydatkowaniem funduszy kierowanych z „Zachodu” (i Rosji też) na działalność opozycji białoruskiej. A nie jest sprawa tajemną, że znaczna część tych środków jest wydatkowana nie tyle na merytoryczne wsparcie demokracji co na „godne życie” opozycjonistów i ich rodzin a także organizowanie i funkcjonowanie ich „interesów” – na Białorusi a także w innych krajach. Interesuję się tym dlatego, że w tych kwotach mieszczą się też jakieś skromne grosze z podatku od mojej emerytury.

Na zakończenie tej litanii wątpliwości i refleksji uwagi ogólne. – Nagonka na „antydemokratyczny” reżym Aleksandra Łukaszenki ma podłoże nie mające nic wspólnego z jakąkolwiek demokracją. Co najmniej w kilkunastu państwach świata – od Azerbejdżanu poczynając na Wybrzeżu Kości Słoniowej i Zambii kończąc – łamanie demokracji ma wymiar nieporównywalny z praktyką białoruską. Polscy obrońcy demokracji niewiele się torturowaniem i mordowaniem przeciwników politycznych w tych krajach przejmują. Tak się dzieje – zapewne niezupełnie przypadkowo – , że „gorące” fronty walki o demokrację to wyłącznie państwa nie chcące się podporządkować w pełni międzynarodowemu kapitałowi – a mające, na swoje nieszczęście, bogactwa naturalne, wielkie rynki zbytu lub strategiczne położenie (Irak, Afganistan, Jugosławia, Iran, Libia i Syria). Stąd także zagrożenie Białorusi. Ani Waszyngton ani Moskwa nie chcą tolerować w środku Europy zarodka „infekcji antyliberalnej”. Gleb Pawłowski, prezes Fundacji Polityki Efektywnej, doradzającej Kremlowi, wyłożył to bez osłonek komentując narastanie presji ekonomicznej i politycznej Rosji na Białoruś: „Przywództwo Rosji nie mogło dłużej spokojnie patrzeć na tworzenie przez  Łukaszenkę odrębnego, izolowanego modelu ekonomicznego” („Dziennik” nr 35/2007).
Obalenie  Łukaszenki jest w oczywistym interesie kapitału międzynarodowego (a więc i rządów „demokratycznych”). Czy jest też w interesie Polski?
Wątpliwe. Nacisk Zachodu popchnie prawdopodobnie Białoruś w „objęcia” Rosji (ściślej: kapitału rosyjskiego), co zapewne odczują boleśnie w zaświatach duchy Józefa Piłsudskiego i Jerzego Giedroycia. Bezustanna jazgotliwa nagonka antybiałoruska w Polsce na pewno nie sprzyja współpracy gospodarczej między naszymi krajami czy też interesom licznej mniejszości polskiej na Białorusi. Nawiasem: Nasze media „nie wiedzą”, że ok. 80% Polaków na Białorusi popiera „nieludzki reżym” oraz że państwo białoruskie wspiera liczne polskie instytucje i zespoły kulturalne oraz troskliwie odbudowuje i utrzymuje zabytki historii i kultury polsko–białoruskiej (wspomnijmy choćby o Muzeum Adama Mickiewicza w Zaosiu  czy też zamku w Nieświeżu).
Jak z powyższego widać nie jestem „prawdziwym Polakiem” – choć z Białostocczyzną nie mam nic wspólnego. Z ubolewaniem przyznaję też, że nie jestem dumny z „mojego” premiera, „mojego” ministra spraw zagranicznych i „mojego” Prokuratora Generalnego. Nie jestem dumny także z białoruskiego antyłukaszenkowego oświadczenia – apelu czołowych organizatorów „Solidarności” – wczoraj walczących o godność i prawa robotników, a dziś nagrodzonych za to milionowymi fortunami i orderami „Orła Białego”.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież