Stefan Pastuszewski - W zaklętym kręgu lingwizmu i ateizmu

Więcej się spodziewałem niż otrzymałem…

Tak można określić moją reakcję po lekturze zbioru artykułów pod redakcją Michała Głuszkowskiego i Stefan Grzybowskiego „Starobrzędowcy za granicą". Jest to dość przypadkowy, bez tematu wiodącego zestaw na zasadzie: co mam na warsztacie, to dam. Wprawdzie ideolog tej pracy -Iryda Grek-Pabisowa usiłuje powołać konceptualny „fenomen odłączenia i przemieszczenia się danej grupy na obce terytorium w otoczeniu innej kultury przy zachowywaniu przez długi okres własnych wartości mimo niesprzyjających warunków, niekiedy nawet kosztem rezygnacji z wygód i spokoju" (s.21), a redaktorzy dodają do tego „emigrację wewnętrzną" (s.12), to jednak takie zarysowanie obszaru badawczego mija się z istotą staroprawosławia. A jest nią świadoma i niezwykle konsekwentna ucieczka od świata opanowanego przez Antychrysta, ucieczka w celu osiągnięcia indywidualnego zbawienia - czy to w obrębie Rosji, której to obręb nigdy nie został precyzyjnie określony, a w dawnych wiekach nie miał takiego delimitacyjnego znaczenia jak dziś, czy w tym obszarze świata, który według naszej obecnej świadomości nazywamy „zagranicą". Redaktorzy ze względów, nazwijmy to finansowo-organizacyjnych (zbiór powstał pod auspicjami Komisji do Badań Starobrzędowców przy Międzynarodowym Kongresie Slawistów), taki też „międzynarodowy" temat ukuli. A przecież można było skupić się na wzajemnym przenikaniu się kultur, w tym w obrębie języka, między ekskluzywną grupą etno-religijną starobrzędowców, obojętnie gdzie oni na tym świecie się znajdują, a szeroko pojętym otoczeniem i też byłoby „międzynarodowo". Notabene ów naciągany „internacjonalizm" zaowocował niewiele wnoszącymi, bo z istoty banalnymi streszczeniami każdego artykułu w języku rosyjskim i angielskim, bądź polskim i rosyjskim, jeśli artykuł został sporządzony po angielsku. Przykładem tego może być świetna praca ukraińskiego badacza Aleksandra A. Prigarina „Glokalizacja w środowisku starobrzędowców w Budżaku". Dziwić się jednak należy użyciu języka angielskiego do analizy staroprawosławia. Język polski nie posiada wystarczającego zasobu leksykalnego do ujęcia tego obszaru (kryzys desygnatu), a cóż dopiero angielski.

Tytuł omawianego zbioru, a tym samym zakres pola badawczego jest nietrafiony także dlatego, że większość pomieszczonych prac ma charakter językoznawczy. W zasadzie z wyjątkiem mało precyzyjnej enuncjacji I. Grek-Pabisowej „Starobrzędowcy poza granicami Rosji", powtarzającej jej stare, sfalsyfikowane już dawno rozpoznania (vide tejże: Starobrzędowcy, 1999) oraz Olgi G. Rownowej „Poligloci mimo woli; sytuacja językowa w gminach starobrzędowców Ameryki Południowej" nie ma wiarygodnych informacji o kierunkach i zakresie emigracji starowierców. A przecież ich wyjątkowa mobilność należy do istotowej cechy tego etnosu.

Zupełnie przypadkowe zdają się być w tym właśnie zbiorze prace z rozdziału „Artystyczne inspiracje starobrzędowców. Literatura, sztuka sakralna". Jaki sens ma zastanawianie się nad stosunkiem niemieckiego eseisty katolickiego Reinholda Schneidera (1903-1958) do postaci i nauk protopopa Awwakuma Pietrowa oraz opisywanie światopoglądu malarza Jerzego Nowosilskiego przez pryzmat „starej wiary?. Mało pożyteczne są również niektóre teksty z rozdziału „Z historii badań wspólnot starobrzędowców na świecie", a w szczególności Swietłany W. Wasiliewej „Fenomen starobrzędostwa w badaniach pracowników Państwowego Uniwersytetu Buriackiego". Charakter pastoralny, a nie naukowy, choćby tylko  ze względu na współautorstwo biskupa hierarchii białokrynickiej Apolinarego Dubinina ma tekst „Starowierska (lipowańska) młodzież w Rumunii". Znajduje się w nim jednak kapitalne stwierdzenie określające sytuację staroprawosławia w dzisiejszym świecie agresywnego konsumpcjonizmu: „Dzisia,j kiedy wszystko wolno i nie ma już prześladowań, bardzo trudno jest czerpać siłę duchową ze społeczności, wyjątkowo  wrażliwej na nowe impulsy. Dlatego też, dla zachowania wiary i języka, trzeba czerpać siłę duchową z samego siebie, z własnej woli" (s.329).

Największym grzechem omawianego dzieła jest jednak jego abnegacja religioznawcza.

I. Grek-Pabisowa, która według redaktorów „przyczyniła się do znacznego podniesienia poziomu naukowego całości" (s.12), pisze nonszalancko, że „nieistotne są w niniejszych rozważaniach różnice konfesyjne", banalizując je do trywialnego „podziału na popowców i bezpopowców" (s. 22). Powtarza tym samym swoją ignorancję w tym zakresie, którą podziwiałem na równi ze znakomitym warsztatem lingwistycznym, od kilku lat czytając jej prace. Zupełnym absurdem jest mówienie o „dwóch kierunkach konfesyjnych-popowców i bezpopowców na Łotwie" (s.25). Obecność popowców na Inflantach była i nadal jest incydentalna. Pewne grupy biegłopowców pojawiły się tam po pierwszej wygonce z Wietki w 1735 roku. Obecność bezpopowców jest tam tak śladowa, że współcześni pomorcy, zwalczając schizmę nowopopowców (S. Piczugin, P. Kolesnikow, A. Ponomariew, W. Wołkow) w 2006 roku w Jakubowie (Jçkabpils) wręcz mówią - na wzór Cerkwi patriarszej - o swym terytorium kanonicznym na Inflantach. („Świat Inflant" 2006, nr 12, s.6). Wspomniana badaczka Staroprawosławną Pomorską Cerkiew w Republice Łotewskiej mianuje popowską i, bezpodstawnie uniwersalizując całe staroprawosławie, nawet się nie zająknęła o niezwykłej roli czasowienniczestwa w obrębie mniejszości rosyjskich w obu Amerykach („Świat Inflant" 2010, nr 13, s. 6-9). Jakby naśladując Panią Matkę, jednak trochę lepiej zorientowana w konfesyjnych różnicach, Olga. G. Rownowa, pisze o jakichś staroobrzędowcach, którzy w 2005 roku w sześć rodzin pozytywnie zareagowali na prezydencki program Powrotu Rodaków do Rosji i wyemigrowali z Urugwaju do wsi Koszłakowo w Powicie Szebiekińskim w Obwodzie Biełgorodzkim. Byli to właśnie czasowiennicy. Chcieli oni w ramach starowierskiego ekumenizmu  (s.331) wspólnie modlić się z mieszkającymi tam pomorcami, lecz zostali przez nich potraktowani jako heretycy z racji zmieszania sukcesji chrztu przednikoniańskiego z nikoniańskim („Świat Inflant" 2010, nr 13, s. 6). Decyzję tę zatwierdził Zjazd Kierowników Duchownych Staroprawosławnej Pomorskiej Cerkwi, który odbył się w dniach 10-11 grudnia 2008 roku w Sankt-Peterburgu.

Po omacku w konfesyjnej mgle przemieszcza się też Przemysław Adamczewski, który na dodatek w bardzo wtórnym poznawczo, zależnym od słabych obcojęzycznych opracowań i złym językowo artykule „Zarys historii starobrzędowców w Estonii" na dodatek w sposób skandaliczny miesza nazwy miejscowości po polsku, rosyjsku i estońsku. Jego onomastyka nie ma żadnej konsekwencji. Największym osiągnięciem P. Adamczewskiego w zakresie rozumienia Kościoła chrześcijańskiego, a zarazem efektem ślepej translacji jest „sakrament ślubu"(s.50). Jak we mgle w liturgice wschodniego chrześcijaństwa porusza się Halina Wątróbska, autorka artykułu „Starowierski Irmologion nutowy na kriukach". Słowo iroms przypisuje ruszczyźnie (s.260), podczas gdy jest to słowo greckie (eirmos), oznaczające połączenie, szereg, jako że iroms, jest odą wspominającą starotestamentalne zdarzenia jako zapowiedzi nowotestamentalnych. Symbolicznie łączy obydwa Przymierza, a w świecie formy, harmonijnie łączy w składzie stóp i zwrotek następujące po nich tropary (trokary). Tekst ów osłabia powołanie się na, nieweryfikowalne publikacje internetowe, jako że one nie podają źródeł (s. 204). Pewne kłopoty z właściwym staroprawosławiu nazewnictwem ma też Marta Florkowska w artykule „Krzyż w życiu starobrzędowców Polski i Litwy". Używa nietrafionego pojęcia „krzyż ośmioramienny" (s.274), zupełnie jakby belka pionowa krzyża też była ramieniem, podczas gdy idzie tu, o przyjęte od dawna w polskim religioznawstwie, pojęcie „krzyża ośmiokończastego".

Zbiór „Starobrzędowcy za granicą" mimo dramatycznie starannej redakcji (jakże trudno jest redagować międzynarodową zbiorówkę!) posiada też mankament w postaci braku, choćby krótkich not o autorach. A już sprowadzenie (na okładce) autorstwa reform w Cerkwi ruskiej w XVI wieku do samego tylko patriarchy Nikona Minowa przy pominięciu sprężyny tych reform (tzw. grecki projekt)- cara Aleksego Michałowicza Romanowa, tchnie archaizmem. Już od kilku lat czołowi badacze staroprawosławia mówią wprost o reformach nikono-michajłowskich.

Większość wspomnianych mankamentów recenzowanego dzieła wynika według mnie z faktu, że zaprezentowani tam badacze nie wyszli jeszcze z, zaklętego przez socjalistyczną rzeczywistość, kręgu językoznawczego i ateistycznego sposobu badań staroprawosławia.

 

Red. Michał Głuszkowski i Stefan Grzybowski: Starobrzędowcy za granicą, Toruń 2010, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ss. 364

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora