Stanisław Michalkiewicz - Rady „pożytecznego idioty

Nie ustają rozpamiętywania ostatnich wyborów prezydenckich na Białorusi. Jak wiadomo, towarzyszyły im demonstracje na skalę dotąd niespotykaną. Ale bo też do tegorocznych wyborów włączyły się nie tylko agentury amerykańska i unijna – w tym oczywiście – polska, ale również – agentura rosyjska, która na Białorusi – podobnie zresztą jak i u nas - musi być wyjątkowo rozbudowana i głęboko ukorzeniona. Stąd też i demonstracje miały niespotykaną skalę, bo wszyscy musieli się wykazać. 

Do grona zatroskanych przyszłością demokracji na Białorusi dołączył doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego, Henryk Wujec – biłgorajski chłop opętany przez Żydów. Pan Wujec jest przez Żydów tylko opętany, więc w odróżnieniu od nich, jest prostolinijny i szczery. Dzięki temu jego ocena wydarzeń na Białorusi pozwala nam lepiej poznać stan umysłowej fermentacji w środowisku naszych mężyków stanu. H. Wujec nawołuje, by o przyszłości Białorusi rozmawiać z Rosją, bo dla Rosji Łukaszenka jest „obciachowy". Dlaczego jest „obciachowy"? Ano dlatego, że raz „zbliża się" do Rosji, a raz – do Unii Europejskiej. Krótko mówiąc – w zależności od sytuacji lawiruje między ostrzami potężnych szermierzy, zachowując równy dystans do każdego z nich, czyli utrzymując tyle niepodległości swego państwa, ile w tych warunkach można. Jeśli tak, to wystawiałoby to raczej dobre świadectwo Aleksandrowi Łukaszence jako prezydentowi, który ma stać na straży niepodległości swojego państwa – ale oczywiście ani w oczach prezydenta Komorowskiego, który takiej sztuki nawet nie ośmiela się próbować, ani – tym bardziej – w oczach Henryka Wujca – nie jest to żadną zaletą.

Co w tej sytuacji oznacza nawoływanie, by w sprawie Białorusi UE rozmawiała z Rosją? Następstwem takich rozmów byłby zapewne sprawiedliwy podział wpływów na Białorusi między Rosję, a UE – taki sam, jak w Polsce, gdzie strategiczni partnerzy podzielili się nawet tubylczymi dygnitarzami według formuły „wasz prezydent, nasz premier". Rezultatem byłaby likwidacja jakiejkolwiek niepodległości Białorusi. Z punktu widzenia Rosji korzyść z takiej likwidacji byłaby oczywista – ale jaki interes w likwidowaniu niepodległości Białorusi ma Polska? O możliwości rozciągnięcia polskich wpływów na dawnych Kresach Wschodnich nie ma mowy, bo ani Niemcy, ani ruscy szachiści tubylczym mężykom stanu na to nie pozwolą, zatem nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Muszę tedy przyjąć, że Henryk Wujec, swoim zwyczajem demonstruje sławną „postawę służebną" – tym razem wobec Rosji, jako że prezydent Bronisław Komorowski, któremu doradza, najwyraźniej przypadł w udziale zimnemu rosyjskiemu czekiście Włodzimierzowi Putinowi, podczas gdy premier Donald Tusk – Naszej Złotej Pani Anieli /Merkel/. Ponieważ nie jest przy tym wykluczone, że obydwaj strategiczni partnerzy łupiliby Białoruś – podobnie jak Polskę – za pośrednictwem żydowskich grandziarzy, to i entuzjazm Henryka Wujca dla takiego scenariusza jest trochę lepiej zrozumiały.

„Dziennik Polski"

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież