• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Krzysztof Rogucki - Białoruś a gry geopolityczne

    Przez cały 2010 r. czarne chmury z różnych stron zaczęły zbierać się nad Białorusią, a finałem tych niekorzystnych tendencji były dramatyczne wydarzenia w wieczór wyborczy 19 grudnia 2010 r. Wszyscy wielcy gracze regionu: Rosja, UE, Stany Zjednoczone są zainteresowani w zmianach politycznych na Białorusi. Pomimo że jest to państwo stabilne politycznie (system prezydencki) i ekonomicznie (socjalistyczny etatyzm o socjalnym charakterze), co jest ewenementem w skali regionu, to Łukaszenka napotkał w swojej niezależnej polityce balansu między Rosją a UE zasadnicze przeszkody, niełatwe do zniwelowania. Pierwsza z nich to rosnące uzależnienie ekonomiczne od Rosji: 60% importu i 30% eksportu, rentowność rafinerii uwarunkowana bezcłowym kontyngentem, a jeżeli do tego dodamy surowce i politykę obronną oraz otwarte zakusy Rosji, aby ograniczyć rolę Białorusi jako szlaku tranzytowego ropy naftowej do Europy Zachodniej, to Mińsk ma się czym niepokoić. Drugi zasadniczy problem to konieczność przebudowy archaicznej gospodarki, w której państwo ustala ceny i posiada 80% własności. Zacofana technologicznie struktura gospodarcza potrzebuje inwestycji bezpośrednich, a inwestorów nie przyciągnie prawodawstwo dopuszczające tylko mniejszościowe udziały dla obcego kapitału w państwowych przedsiębiorstwach. Pierwszy problem Łukaszenka próbował rozwiązać przez dywersyfikację źródeł energii w postaci importu ropy naftowej z Wenezueli, średnio droższej na tonie o 250 dolarów od bezcłowej rosyjskiej. Problem zasilania kapitałowego próbowano rozwiązać, oferując „dla każdego coś miłego": Rosji – unię celną, UE – udział w prywatyzacji, Chinom – kapitałową enklawę w postaci specjalnych stref ekonomicznych, napomykano o ułożeniu na nowo stosunków z USA...

    W połowie 2010 r. białoruskiemu prezydentowi, wahającemu się przez podpisaniem umowy o unii celnej, rosyjskie telewizje zadały dotkliwy cios, wyświetlając filmy prezentujące go jako „ostatniego dyktatora Europy". W telewizji NTW pokazano film pod prowokacyjnym tytułem „Ojciec chrzestny", przedstawiający w złym świetle przywódcę Białorusi, a w jej ślady podążył państwowy kanał Russia Today. Białoruska delegacja w Astanie na szczycie Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej nie kryła oburzenia emisją filmu, który odebrano jednoznacznie jako wywieranie presji w rokowaniach na temat unii celnej. Dyplomata białoruski w Moskwie tak to skomentował: „Przedstawianie takich bluźnierczych oskarżeń pod adresem szefa państwa jest niedopuszczalne. To domysły, które nie mają żadnych podstaw". Ostatecznie Białoruś podpisała umowę celną z Rosją i Kazachstanem. W zamian udało się jej wynegocjować obniżenie rosyjskich ceł na ropę o 15% i wzrost cen o 12% za tranzyt rosyjskich surowców energetycznych. Unię celną skrytykowała szefowa unijnej dyplomacji Margaret Ashton, unia ta – jej zdaniem – ogranicza światowy handel i utrudni Kazachstanowi, Białorusi, Rosji przystąpienie do WTO.

    Na odcinku rosyjskim nie był to jedyny policzek. Po planowanym otwarciu w 2011 r. rurociągu BTS-2 Rosja zrezygnowała z przesyłania ropy odcinkiem Odessa-Brody. Polityka energetyczna Moskwy od dawna zmierzała do dywersyfikacji linii przesyłowych i eliminacji państw tranzytowych, pozbawienia je zdolności do wywierania wpływu na rosyjską politykę i marginalizowania ich znaczenia politycznego w regionie. Oznacza to, że na Zachód nie popłynie rosyjska ropa ani przez terytorium Białorusi ropociągiem „Drużba", ani przez terytorium Ukrainy przez odcinek Odessa-Brody, który łączył się z rurociągiem „Przyjaźń" przebiegającym przez Polskę. Znaczy to też, że Naftoport w Gdańsku straci rocznie możliwość transportowania 2 mln ton rosyjskiej ropy na Zachód. Jeżeli w 2011 r. odcinkiem BTS-2 rosyjska ropa dotrze do portu w Primorsku, a stamtąd do Europy Zachodniej, to Kreml może dowolnie regulować dopływ ropy do rurociągu „Drużba" na terenie Białorusi. W dalszych planach Moskwy ważne miejsce zajmie ograniczenie roli ropociągu Ventspils- Nowopołock, który dostarcza surowiec do białoruskich rafinerii. Kontra Łukaszenki była natychmiastowa i pod koniec października 2010 r. Białoruś i Ukraina podpisały umowę, na mocy której ropa popłynie nieużywanym ropociągiem Odessa-Brody i dostarczy surowiec na... Białoruś! Szkopuł w tym, że rentowność białoruskie rafinerie osiągają tylko przy wykorzystaniu bezcłowym kontyngentu rosyjskiej ropy. Powodzenie tego przedsięwzięcia zależy od przychylności i stabilnej postawy politycznej Ukrainy i Azerbejdżanu, a to jest jego podstawową słabością.

    W polityce Łukaszenki widoczna była od pewnego czasu chęć poprawy własnego wizerunku, która znalazła wyraz we względnej liberalizacji i demokratyzacji procesu wyborczego podczas ostatnich wyborów prezydenckich, czego przykładem jest dostęp kandydatów do telewizji, dopuszczenie finansowania kampanii z prywatnych pieniędzy, dotowanie kampanii wszystkich kandydatów przez budżet. Na godzinę przed wiecem opozycji antyłukaszenkowskiej na Placu Październikowym media obiegł widok pobitego przez nieznanych sprawców Uładzimira Nieklajeua, prorosyjskiego kandydata na prezydenta, co skutecznie podgrzało atmosferę na ulicach. W dzień I tury wyborów prezydenckich na wiecu na Placu Październikowym zbiera się kilkunastotysięczny tłum (między 5-20 tys.), przechodzi na Plac Niepodległości i szturmuje gmach rządowy. Siły porządkowe w środku budynku (skąd wiedzieli, że demonstranci uderzą na gmach rządowy?) odpierają brutalnie atak demonstrantów, aresztowania obejmują ponad 600 demonstrantów, w tym 11 Rosjan. W domach aresztowanych przeprowadzono rewizje. Kto jest odpowiedzialny za tę sytuację? Nadgorliwość służb? Desperacja opozycji? Działalność obcych wywiadów? Z braku wiedzy na temat rzeczywistych wyników wyborów i odpowiedzialności za zamieszki na Placu Niepodległości, można się pokusić o kilka wniosków: większość społeczeństwa białoruskiego popiera Łukaszenkę głównie z braku sensownej alternatywy, nieufnie odnosząc się do prorosyjskich i prounijnych kandydatów; po wyrzuceniu z Białorusi obserwatorów z OBWE, zamrożeniu kontaktów z MFW i EBOiR, sankcji wobec władz w Mińsku, Rosja jest głównym beneficjentem białoruskiego przesilenia politycznego. Wprawdzie białoruska prasa rządowa odpowiedzialnością za grudniowe wydarzenia obarczyła wywiady: polski i niemiecki, co jest dość zrozumiałe dla wyobraźni przeciętnego Białorusina, to wydaje się, że jest to typowa dobra mina do złej gry. Nieprzejednane stanowisko sądu w Mińsku, mimo nacisków rosyjskich, w sprawie przedterminowego zwolnienia aresztowanych Rosjan oraz podpisanie 27 grudnia 2010 r. przez Białoruś, Azerbejdżan i Wenezuelę porozumienia o dostawach ropy naftowej, wskazuje że „Baćka" coraz bardziej boi się sytuacji, gdy Kreml szykuje dla niego rolę drugiego Bakijewa. Zauważmy, że zgodnie z podpisanymi umowami Wenezuela od 2011 r. będzie sprzedawać Białorusi 5 mln ton ropy rocznie w ramach transakcji swap (na Białoruś dotrze ropa azerska rurociągiem Odessa-Brody, a wenezuelską ropę przejmie Azerbejdżan i wyśle ją tankowcami do USA), mimo zniesienia przez Rosję od 1 stycznia 2011 r. ceł wywozowych na ropę i produkty ropopochodne.

    Scenariusz przyszłych wydarzeń, który rozstrzygnie, w jakim kierunku pójdzie Białoruś, zawiera trzy warianty: niezależny (lawirowanie między Rosją a UE), prorosyjski (likwidacja buforowej roli Białorusi przez przesunięcie wpływów rosyjskich na Zachód), prozachodni (otwarcie Białorusi na wpływy Europy Zachodniej, Partnerstwo Wschodnie). Kluczową rolę w tym procesie odegra przebudowa systemu ekonomicznego, która wymusi powstanie politycznych reprezentacji tych trzech kierunków. Realizacja pierwszego, jeżeli Łukaszenka nie chce czekać spokojnie na swój upadek – oznacza próbę  unowocześnienia gospodarki z zachowaniem dotychczasowego układu sił polityczno-gospodarczych, zasilanie kapitałowe z wielu źródeł, aktywną politykę bilateralną z krajami bałtyjskimi, Ukrainą, Azerbejdżanem w sprawie dywersyfikacji źródeł energii. Kierunek  prorosyjski to poszerzenie zależności gospodarczej i politycznej od Rosji, wypieranie wpływów UE na Białorusi i w dalszej perspektywie wylansowanie „białoruskiego Janukowycza". Najmniej realny jest wariant trzeci, mający pewne wsparcie w środowiskach spauperyzowanej, wielkomiejskiej inteligencji. Ale fiasko wariantu trzeciego nie musi specjalnie martwić poszczególnych państw członkowskich, które mogą z powodzeniem wchodzić na rynek białoruski, jak już teraz czynią Niemcy i Holandia. Nie jest to sprzeczne z wariantem pierwszym. Dla Polski najgorszy jest scenariusz prorosyjski oznaczający de facto likwidację niepodległości Białorusi. Realistyczna i pragmatyczna polityka Polski względem Białorusi wymagałaby wyjścia poza typowe stanowisko UE, a to oznacza kompromis z Łukaszenką w sprawie dwóch ZPB (sztywne stanowisko Warszawy w tej sprawie ogranicza sprawcze zdolności polskiej dyplomacji) i zaangażowania polskiego kapitału na Białorusi, bez oglądania się ideologiczne uprzedzenia.