Stefan Pastuszewski - Politologiczna mniemanologia

Od nauki oczekuje się przynajmniej dążenia do prawdy, jeśli już nie dojścia do niej. Politologia, o ile oczywiście jest nauką, a nie quasi-naukową refleksją nad zjawiskami politycznymi, winna więc wykazywać maksimum obiektywizmu i dystansu wobec tych zjawisk. Politolog, który ulega emocjom i powtarza poglądy spolityzowanych mediów to żaden politolog.


Trudno jest wymagać od wywiadu z pracownikiem naukowym precyzji, ale w ogólnych zarysach winien on wystrzegać się mniemanologii i …polityki. A takim nie jest niestety wywiad Expressu Bydgoskiego z dr Arkadiuszem Czwołkiem z UMK (11.03.2011, s.11) pt. Białoruski mistrz polityki lawirowania. Ów doktor, przed którym redaktor Przemysław Łuczak zdaje się stać na baczność, bowiem nie dysponując żadną wiedzą o Białorusi, pyta jak dziecko Pana Ojca, wygłasza – bez powołania się na jakiekolwiek badania – tezę ministerstw spraw zagranicznych USA i UE, że poparcie dla A. Łukaszenki wynosi tylko 30 procent. Wkrótce jednak pada sprzeczne z tą tezą stwierdzenie, iż nawet gdyby ostatnie wybory były uczciwe, to prawdopodobnie Łukaszenka i tak by je wygrał, choć dopiero w drugiej turze. Skąd nasz pan doktor wie o nieuczciwości i o drugiej turze? Prawdopodobnie od R. Sikorskiego, który tę demagogiczną, choć chwytliwą hipotezę roztrąbił na cały świat (Świat Inflant 2011, nr 2, s. 6). O tym, że nasz doktor utożsamia się z politykami, a nie jest obiektywnym obserwatorem wydarzeń świadczy też zdanie: Sankcje ekonomiczne uderzyłyby przede wszystkim w zwykłych obywateli, a tego nie chcemy. Kto? My, czyli politycy, a nie politolodzy!
Choć banalnych tez, wziętych z bieżącej taktyki walki UE i USA z suwerennością, głównie ekonomiczną Białorusi, jest w ustach naszego doktora wiele, to jednak równocześnie głosi on kilka ośmieszających tę taktykę prawd: Że program telewizyjny Biełsat nadawany za pośrednictwem satelity Astra jest dostępny, ledwie dla paru procent ludności Białorusi. Że protesty przeciwko Prezydentowi RB obejmują tylko Mińsk. Że opozycja, z którą większość społeczeństwa się nie identyfikuje jest rozbita. (W tym momencie pan doktor zaprzecza początkowej teorii o tylko 30-procentowym poparciu dla A. Łukaszenki).
Pan doktor ma jakby za złe władzom RB, że starają się zapewnić obywatelom skromne, ale stabilne życie. Używa przy tym niezbyt precyzyjnego pojęcia: rozbudowany system rozdawnictwa socjalnego. Szkoda, że tykając, kompromitującego nas wszystkich problemu dwóch Związków Polaków na Białorusi nie mówi o nikłym ich znaczeniu w życiu Polaków zza Buga, których – według niego może być nawet milion. Nie, panie doktorze! Tylu może być obywateli przyznających się do przodków z polskim obywatelstwem. I należy do nich nawet A. Łukaszenka (Świat Inflant 2009, nr 3, s. 11). W inflancko-białoruskim tyglu o krew polską bardzo łatwo. Może więc zamiast uprawiać politogenną mniemanologię pan doktor zbadałby metodami bardziej naukowymi obecność świadomości polskich korzeni wśród obywateli RB? A już doprawdy fascynujące byłyby badania funkcjonowania wertykalnego systemu prezydenckiego na Białorusi i napoleońskiego stylu sprawowania władzy (bonapartyzm). Jak się mają Dekrety (ukazy) prezydenckie do Ustaw parlamentarnych? Co z tych Dekretów dociera do praktyki społeczno-gospodarczej? Czy przypadkiem nie przypominają one uchwał KC KPZR w relacji z ustaleniami Rady Ministrów? Jak splata się współczesny scentralizowany aparat rządowy ze staroruską gromadnością (wiecze) w rozwiązywaniu problemów lokalnych? Czy tranzytowe położenie Białorusi jest jej atutem czy przekleństwem?
Ciekawych pytań politologicznych w stosunku do naszego wschodniego sąsiada jest bardzo wiele i do nich na pewno należą – zauważone zresztą przez pana doktora – sprzeczne interesy gospodarcze państw europejskich na Białorusi oraz koncertowa nieudolność Polski w obronie swoich interesów w tym kraju. I jeśli się to wszystko spokojnie rozważy, to być może zrodzi się postulat dla polityków, że lepiej z Białorusią budować mosty niż kopać okopy pod dyktando obcych dowódców. Gdzieś przecież musimy prowadzić swą ekonomiczną ekspansję, bez której w kapitalizmie nie ma rozwoju.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora