Krystyna Kukucka - Miasta i wsie (2)


Współczesna Białoruś daleka jest od tej dawnej, chłopskiej. Na niespełna 10 milionów mieszkańców ponad 7 mieszka w miastach, z tego w 14 największych, liczących ponad 100 tysięcy aż 4 miliony 460 tys. To procent znacznie wyższy niż w Polsce. Tym większy szacunek należy się mieszkańcom, że potrafią zagospodarować całą ziemię uprawną, że praktycznie nigdzie nie ma odłogów, gruntów opuszczonych czy zaniedbanych jakie straszą u nas przykładowo na Warmii i Mazurach, Pomorzu... Nie ma też ludzi, którzy biernie czekają na zasiłki i pomoc państwa, samemu nie robiąc nic, żeby własny los odmienić, poprawić. Każdy kawałek ziemi jest wykorzystany i zagospodarowany. W ogóle gospodarność widać niemal na każdym kroku. Nie ma prawie przejawów wandalizmu, niszczenia dla niszczenia, bez celu i powodu, występującego często w naszych miastach. Windy w blokach, może nie najnowszej generacji, ale czyste i utrzymywane w dobrym stanie. W żadnej nie spotkałam wulgarnych napisów, uszkodzonych przycisków czy innych, wstydliwych śladów. Obazgrane ściany domów stanowią rzadkość. Podobnie jak porysowane i zdemolowane przystanki. Ozdoby wykonane z różnych elementów stoją na osiedlowych zieleńcach nie niepokojone przez nikogo. Czystość w miastach, na parkingach, dworcach kolejowych czy autobusowych przybysza z Polski zadziwia. Nie wynika ona z jakichś nadzwyczajnych działań. Tu zwyczajnie nie ma nawyku brudzenia, rzucania śmieci gdzie popadło Łażąc kiedyś, podczas jednego z pierwszych pobytów po Mińsku przysiadłam na ławce koło Uniwersytetu. Przede mną, niemal na środku chodnika leżał śmieć - jakaś torba po chrupkach czy coś takiego. A jednak śmiecą - pomyślałam z nieukrywaną satysfakcją i nie zrobiłam nic. Siedziałam sobie, a śmieć leżał. Przez chwilę. Z przejścia podziemnego wyszedł mężczyzna z torbą pełną zakupów. Przechodząc podniósł śmiecia, mruknął coś pod nosem , wrzucił do pobliskiego kosza i poszedł dalej. Było mi głupio, ale miałam też odpowiedź dlaczego jest czysto...
Prywatnych samochodów zdecydowanie mniej, za to rozbudowana komunikacja zbiorowa. Metro w Mińsku naprawdę śliczne. Każda stacja (głośno i z wyprzedzeniem
zapowiadana) zdecydowanie różni się od innych, tak że nawet człowiek niesłyszący nie może się pomylić. Gorzej z innymi niepełnosprawnymi. Marmurowe perony, choć eleganckie -bardzo śliskie, a przerwa jaka powstaje między peronem a drzwiami wagonu powoduje, że choć nie brak mi sprawności, to do metra wsiadałam zawsze ze strachem i naprawdę nie wiem jak może ją pokonać ktoś o ograniczonej możliwości poruszania. Miejskie autobusy i trolejbusy kursują naprawdę często i docierają praktycznie wszędzie. Prócz tego jeździ jeszcze coś zupełnie nie spotykane na polskich drogach ( a szkoda) tzw. „marszrutki", przypominające skrzyżowanie autobusu z taksówką .Docierają dosłownie wszędzie. Komunikację między miejscowościami zapewniają koleje i rozbudowana sieć połączeń autobusowych, choć to, co jeździ nie zawsze zaliczyć można do szczytowych osiągnięć nowoczesnej techniki. Jeśli autobusu akurat nie ma, też nie należy się specjalnie przejmować. Wystarczy wyjść na drogę. Tu jeszcze nie zaginął zwyczaj podwożenia wędrowców. Tu człowiek do człowieka podchodzi życzliwie.
W miastach i na wsiach praktycznie nie spotyka się osób niepełnosprawnych i nie wynika to z faktu, że ich nie ma. Pracując przez lata w szkole integracyjnej na pewne rzeczy jestem szczególnie wyczulona, a nawet jakbym nie była, twarda(dosłownie Rzeczywistość zmusiła mnie aby na nie zwracać uwagę. Burtniki jak burty. Jakby dosłownie miały odgradzać chodnik od jadących samochodów. Nie przywykłam do czegoś takiego i zanim zaczęłam zwracać uwagę, dosłownie wyłożyłam się na jezdnię w pobliżu fabryki traktorów w Mińsku. Obejrzawszy to z czego spadłam, przyszłam następnego dnia z linijką. Zmierzyłam. Miał 30 centymetrów! Żaden inwalida poruszający się na wózku, nawet z pomocą innej osoby nie jest w stanie czegoś takiego pokonać. A nie był to wyjątek. Może nie aż tak wysokie, ale stanowczo za wysokie widziałam praktycznie wszędzie. Zwłaszcza na mostach i w ich pobliżu. Nigdzie przed domami nie spotkałam podjazdów, nie ma ich też przy żadnych schodach, tak że człowiek nie mogący poruszać się samodzielnie zmuszony jest do siedzenia w czterech ścianach własnego domu. Przykre, bo kraj piękny. Czyżby nie dostrzegano problemu?
Zauważalne jest zainteresowanie uczestnictwem w kulturze. Z teatrów, kin, sal koncertowych Mińska wychodzą autentyczne tłumy. Ale nie tylko Mińska. Praktycznie w każdym mieście jest kino i ma stałą swoją widownię. W większych działają zawodowe teatry. Nikt z moich znajomych nie potrafił zrozumieć, że w Polsce, w mieście 120-tysięcznym może nie być teatru, a kino bywa jedno na kilka powiatów.. .Amatorów skupiają Centra Kultury i Domy Kultury, pozwalające skutecznie rozwijać uzdolnienia i zainteresowania artystyczne i to niezależnie od wieku, zawodu czy stanowiska. U nas w przedsięwzięciach podobnych instytucji uczestniczą albo dzieci, głównie ze szkół podstawowych, albo leciwi seniorzy odbierani jako nieszkodliwi dziwacy, nie mający co zrobić z czasem. Bardzo duże jest zainteresowanie muzyką,( w tym ludową) a szkoły ,muzyczne tworzone są nawet w niewielkich miejscowościach.
Współczesna Białoruś stawia na wykształcenie i oświatę. System szkolny trochę różni się od naszego, ale nie będę go w tym miejscu opisywać. Szkół dużo i wyposażone zdecydowanie lepiej niż ich odpowiedniki w Polsce.
Do Ogólnokształcącej Szkoły Średniej nr l z klasami polskimi w Mińsku trafiłam z grupą bydgoskich dziennikarzy. To, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Szkoła, choć ogólnokształcąca i o profilu muzycznym ma własną siłownię( z której korzystać można do późnych godzin wieczornych), dwie sale gimnastyczne, własny kryty basen, na którym akurat prowadzono zajęcia i własne, szkolne Muzeum Chleba. Tak, właśnie chleba i wszystkiego co wiąże się z jego wypiekiem- od ziarna i jego gatunków, przez dawne narzędzia na sposobie jego wypieku kończąc .Pokazanie historii narodu przez chleb, przez coś co dla człowieka najważniejsze, choć codzienne.
Nieproszeni, pchani ciekawością, zaglądaliśmy do klas. Klasy, jak klasy, właściwie nie
różnią się od polskich. Co podpada, to komputery. W każdej klasie. Jeden, albo kilka. W dodatku, co też widzieliśmy, czynnie wykorzystywane w czasie lekcji. W polskiej szkole praktycznie jest to niemożliwe, mimo że jakby zliczyć wszystkie, być może wyszło by ich więcej. Nasze komputery zostały skutecznie „uwięzione" w pracowniach komputerowych i wykorzystywane podczas regularnych lekcji informatyki. Nie można powiedzieć uczniowi przykładowo na lekcji historii czy fizyki: „poszukaj co na ten temat podają inne źródła". Nie ma na czym, a to samo zadane jako praca domowa jest już zupełnie inną spraw- a oni mogą i robią to. Podobnie z dziennikami internetowymi. Nie pytałam, czy stosuje sieje w Białorusi, ale wpisywanie do niego ocen nie byłoby najmniejszą trudnością, można by go uzupełniać na bieżąco na lekcji. U nas , w Polsce choć dzienniki internetowe są niemal powszechne, o ile nie jest to akurat lekcja informatyki w pracowni komputerowej, tylko przykładowo matematyka, nauczyciel notuje oceny w zwykłym dzienniku i musi je albo wpisać z komputera w pokoju nauczycielskim gdzie komputer jest jeden, a nauczycieli kilkudziesięciu, albo przepisać na kartkę i uzupełniać w domu, niepotrzebnie tracąc czas. Komputery w klasach widziałam nie tylko w Mińsku, zresztą Mińsk, stolica, nie byłby najlepszym przykładem. Podobnie jest w Postawach, miejscowości Lenin (nazwa nie od Lenina a imienia Lena) na Polesiu, a nawet niewielkiej miejscowości koło Żytkowicz.
W miejscowości Lenin szkoła istnieje równo od 100 lat. Mieści się w dwóch budynkach - nowym, przestronnym typowo szkolnym i zabytkowym, starym - tu funkcjonuje potężne muzeum szkoły. Eksponatów nie powstydziło by się żadne profesjonalne muzeum. Zastanawiam się, jak przechowały się do dziś elementy wyposażenia i stare zapisy.. .Teren wokół szkoły zwraca uwagę nie tylko masą kwiatów i zieleni, ozdobami, terenami sportowymi. W wydzielonej części urządzono tam ogród warzywny, który uprawiają sami uczniowie, a plony wzbogacająjadłospis stołówki.
Na wyróżniającym się ciekawą architekturą budynku szkoły pod Żytkowiczami piętno odcisnęła najnowsza historia. Umieszczona na ścianie tablica poświęcona jest 19 letniemu absolwentowi, któremu nie dane było zestarzeć się - zginął w Afganistanie.
Młodzież Polesia, terenu który długo był ostoją kilkudziesięcioprocentowego analfabetyzmu garnie się do wiedzy tak, jakby chciała nadrobić zaległości dziadków. Bardzo dużo studiuje, zdobywa wykształcenie i atrakcyjne zawody.
Nie spotkałam w Polsce człowieka, który powiedziałby o sobie ,jestem szczęśliwy". Nie - jestem szczęśliwy z czegoś, a tak ogólnie. Narzekają i marudzą nawet ci, co nie mają obiektywnie najmniejszego powodu do narzekań. Może to już taka nasza natura? Wielokrotnie z określeniem Jestem szczęśliwym człowiekiem" spotkałam się w Białorusi i nie byli to ludzie ani z pierwszych stron gazet ani szczególnie bogaci czy wyjątkowego sukcesu. Szczególnie w pamięć zapadła mi w pamięć wypowiedź mieszkającego nad brzegiem pięknego jeziora w miejscowości Wiada artysty i twórcy miejscowego muzeum i jego wpis w mój brązowy i wysłużony zeszyt „Jeśli będzie pochmurnie i smutno na duszy, przyjeżdżaj na Polesie... miejscowe burze i wiatr zdejmą wszystkie troski i nowe niebo otworzy się nad wami- Niebo Wiady" I podpis Wienialin B. Przywędrował na Polesie podobno aż zza Uralu, uprawiał z sukcesami sport wyczynowy a o sobie jako człowieku w pełni szczęśliwym mówi mieszkając w białoruskiej wsi i swoim szczęściem gotów jest dzielić się z innymi...
A może to właśnie cecha tego kraju i ludzi...Nie wiem.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież