Stanisław Frantczak - Dziadek Heruś z Podbrodzia

To on w I 922 r., już w odrodzonej Polsce, jako pierwszy w rodzinie dziadków Greckich zawarł związek małżeński z Marianną Szylkiń z Santoki. Wyprzedził swoich starszych braci Aleksandra i Izydora o 5 i 7 lat. Chodzili oni do szkół w Janiszkach i Starych Swięcianach. Olek całe życie pracował na roli, Izydor był wysokim urzędnikiem w dyrekcji Polskiej Kolei w Wilnie, a Heruś też pracował na kolei w Nowych Swięcianach jako zawiadowca stacji. Pierwsze jednak doświadczenia na kolei Heruś zdobywał podczas służby wojskowej w wojsku carskim pod Murmańskiem, przy budowie torów kolejowych. 12 lat wcześniej starsza siostra Marianny, żony Herusia, Józefa, poślubiła kolejarza, Kajetana Jusisa, który najpierw pracował na kolei w Petersburgu, a po odzyskaniu niepodległości Polski w 1918 r. pracował też na kolei w Nowych Święcianach. Kajetan, szwagier Herusia, starszy od niego o 24 lata, z pewnością służył Herusiowi doświadczeniem i radą, wprowadzał go w tajniki tej pracy.
Po ślubie Heruś z żoną Marianną zamieszkali w Podbrodziu w tzw. koszarce, w budynku należącym do kolei, w pobliżu stacji kolejowej, między torem kolejowym a Żejmianą. W koszarce urodziło się sześcioro ich dzieci, najstarszy Heniuś w 1923 r. i najmłodsza Tereska w 1934 r.
Heniuś w młodym wieku wpadł pod samochód, był kaleką, z trudnością się poruszał. Wyuczył się zawodu zegarmistrzowskiego, w którym do końca życia w 1964 r. pracował. W trudnych chwilach, kiedy wujek Heruś był zesłany na Sybir /Workuta/ wspierał swą rodzinę. W koszarce mieszkali do 1938 r., tj. do czasu wybudowania w pobliżu nowego domu.
Z zesłaniem wujka Herusia na Sybir do Workuty było tak:
Po operacji Armii Krajowej „Ostra Brama", która polegała na wyzwoleniu przy współdziałaniu z wojskiem rosyjskim, Wilna spod okupacji niemieckiej sowieci zaprosił dowódców AK-owskich oddziałów na tzw. razgawor, gdzie byli aresztowani, rozstrzeliwani, albo zsyłani na Sybir. Żołnierzy AK-owców internowano, a potem zsyłano na Sybir.
Dowódca 5-tej Brygady Wileńskiej AK był por. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka". Nie dał się on aresztować, a rozwiązane i rozproszone oddziały AK ponownie zgrupował w 5 BWAK Teraz walczył już nie z Niemcami, ale z sowietami, którzy podstępnie aresztowali i stracili większość dowódców AK.
Stopniowo, poprzez puszczę Rudnicką wycofywał się na Białostocczyznę, gdzie toczył potyczki /NKWD i UB do kwietnia 1946 roku. Po czym oddziały AK przegrupował na północ Polski: Bory Tucholskie, Gdańsk, Koszalin/. Tu wałczył z UB i KBW do 21.X1.1946r., kiedy to rozkazem komendanta ppłk. Antoniego Olechowicza zdemobilizowano oddziały AK w Borach Tucholskich. Walki toczyły się już tylko na Białostocczyźnie i w sąsiednich rejonach aż do 1948 r.
Czy pociąg w okolicy Nowych Święcian został wysadzony przez AK-owców podległych „Łupaszce", czy przez jakąś inną grupę niezorganizowaną, nie wiadomo. Ponieważ stało się to na torach zawiadowanych przez wujka Herusia, sowieci mieli winnego i ukarali go 4-ro letnią zsyłką na Sybir do Workuty. Przez jakiś czas wujka Herusia trzymano w więzieniu w Wilnie na Łukiszkach. Mama przez zaprzyjaźnionego z nami oficera rosyjskiego Kunickiego, który był u nas na kwaterze, starała się o uwolnienie wujka. Kunicki dał adres i pismo do wysokiego rangą oficera rosyjskiego w Wilnie /chyba generała/. Mama ze mną była u niego. Pamiętam, ja czekałem w sekretariacie na wyjście mamy od tego generała, a dwie młode Rosjanki w mundurach wojskowych częstowały mnie czekoladą. Wujka nie uwolniono, ale chyba pozwolono na dostarczenie mu paczki żywnościowej. Pamiętam wyczekiwanie pod dużą bramą więzienną na Łukiszkach na odbiór paczki, podróż pociągiem towarowym w wagonach do przewozu podróżnych. Stałem przy otwartych drzwiach wagonu i wpatrywałem się w krajobraz między Podbrodziem i Wilnem. Pamiętam też odwiedziny u krewnych w Wilnie, chyba było to mieszkanie wujka Izydora na Zwierzyńcu. Po zesłaniu wujka Herusia na Sybir, pozostała rodzina wujka, żona i 6-ro dzieci, żyła w ciągłej niepewności, zwykle po jakimś czasie sowieci wywozili bowiem na Sybir i rodzinę zesłanego. Według Mariana, najmłodszego syna Herusia, nie wywieźli ich, bo zabrakło im transportów. Udało się im szczęśliwie wraz z rodziną Zosi Bilenis /siostrą Marianny/ w 1945 r. ewakuować do Polski. Zamieszkali w Gdańsku - Wrzeszczu. Wujka Herusia zwolniono z Sybiru chyba w 1948 r. Kiedy mama pytała go, jak tam było, nie mógł o tym mówić, tylko po policzku płynęły mu łzy. Zmarł 3.XI.1963 r.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież