Tadeusz Zubiński - Osobisty chutor Pana Boga (2)

Stało się najgorsze. Łotwa ogłosiła oficjalny upadek Latvijas Krajanka. Jak podał litewski portal Delfi eksperci podliczyli, że upadek banku będzie kosztował łotewską gospodarkę ok. 1 proc. PKB kraju. Łotwa wystawiła listy gończe za oligarchą łotewskim Rosjaninem Władimirem Antonowem- głównym udziałowcem Latvijas Krajbanka i prezesem litewskiego banku Snoras Litwinem Baranauskasem, który posiadał pakiet mniejszościowy. Obaj byli właścicielami litewskiego banku Snoras. Rosjanin miał ponad 68 proc, a Litwin 25 proc udziału. Litwa, która nacjonalizowała Snoras, nie zdążyła aresztować Baranauskasa i ten zbiegł do Wielkiej Brytanii. Wystąpił tam o azyl. Od rana 24 listopada tak na Litwie jak i na Łotwie przed zamkniętymi oddziałami Snoras i Krajbanku ustawiały się kolejki tych, którzy domagają się zwrotu lokat.
Znów już jesteśmy przy Rosjanach. Kisa to potoczne określenie korony wdzięków kobiecych, ale także osoba i zjawisko społeczno-socjologiczne na Inflantach. Jaka jest geneza tego zjawiska? Zwykle jest tak: Dima spotyka Svietkę. Obydwoje są piękni, młodzi i zakochują się w sobie. Ona studiuje w instytucie pedagogicznym, będzie nauczycielką albo przedszkolanką, on jest na politechnice, w przyszłości ma zostać inżynierem. Pobierają się, kochają, dostają albo kupują mieszkanie, rodzą im dzieci, zwykle jedno, rzadziej dwoje, bo u Rosjan rodzi się dramatycznie mało dzieci. Oczywiście, mają samochód, często i mają daczę. Te dwa elementy staną się w przyszłości mieszanką wybuchową. Przez parę lat są wciąż piękni, młodzi, zakochani i szczęśliwi. Mija parę pierwszych lat, oboje pracują, awansują, obrastają w dostatki, dzieci im podrastają. Aż pewnego dnia Dima przypadkiem spotyka Wołodię, kolegę z wojska albo ze studiów i oczywiście idą na porządny ochlaj. Tym razem płaci Dima, ale przecież Wołodia też ma swój honor i szybko chce się zrewanżować koledze. Dodatkowo dla kompani zdzwaniają się z Żenią, którego dawniej nie znosili obaj, ale teraz lubią, i dawaj, idę nie w Polską, ale w Łotwę, z identycznym zresztą skutkiem. – No i poszłooo! – jakby napisał Józef Mackiewicz. Wódka pokonała miłość, jak kto u Rosjan nader często bywa. I co dalej? Czarny scenariusz dramatycznie się dopełnia. Teraz już Dima pije z kolegami regularnie, chodzi z nimi na rybałkę, czyli wędkuje, grilluje, śpiewa przy ognisku, gra w karty też z nimi, no i z wódką. Svietka, o przepraszam, już pani Swietłana gaśnie, ale pracować musi, bo ma dzieci i cały dom na swojej głowie. Aż staje się to, co stać się musi. Pewnej niedzieli, jesiennej, a to już późny wieczór i mgła jak cholera była, Dima z kolegami w czterech albo pięciu wracają szybkim wozem z daczy. Byli na polowaniu. Oczywiście wracają pijani i radośni jak małe prosięta. Naprzeciw, w też szybkim wozie, Rosjanie. Nie uznają wolnej jazdy, gnają Witia i jego trzej druhowie. Powracają z grilla, z fasonem po kozacku, bo obchodzili na bogato urodziny Witii. Trach, oba wozy z prędkością 100 km na godzinę zderzają się czołowo. I co? W jednej chwili przybyła na Łotwie 9 wdów. Co robi nasza znajoma pani Swietłana. Ano wyprawia swemu Dimie żałobne nabożeństwo w cerkwi i okazały pogrzeb. Rosjanie gremialnie powracają do religii. Cóż z tego, że pani Swietłanie – już wdowie bardzo ładnie jest w żałobie, darmowe żale – przecież życie musi trwać. Ma na głowie dzieci, dom, kredyty, pracę. Rosjanki są nie tylko piękne, ale i zaradne, pracowite też są bardzo. Więc zdeterminowana pani Swietłana pracuje bardziej pilnie, awansuje, już sama obrasta w majętności. Lata jej lecą w samotności, dzieci kończą szkoły, usamodzielniają się i wyfruwają z gniazda. Pani Swietłana pewnego dnia zauważa, że jest w domu sama, wieczorami cóż pozostaje dla niej: kot, kwiaty, telewizja, spotkania z koleżankami, które zresztą spieszą się do rodziny i mężów. Ona nie musi się do nikogo spieszyć, nie musi, a to wcale nie znaczy, ażeby nie chciała się śpieszyć, tylko nie ma do kogo. Patrzy w lustro, jest zadbaną panią, elegancką – stać ją na to, zachowała piękną figurę – dzięki basenowi, rowerowi – nic tak dobrze nie robi na cellulitis jak godzina jazdy na rowerze, ale co dzień – moje panie, regularnie chodzi do spa, fitness, kosmetyczki, fryzjera, zna języki, sporo świata widziała, świetnie prowadzi swoje volvo. Wciąż jest atrakcyjną dojrzałą kobietą z bardzo kobiecymi potrzebami. Ponieważ pani Swietłana i w pracy i w domu znakomicie się posługuje nowoczesnymi środkami mediów elektronicznych, to wstawia swoje intymne ogłoszenie do właściwego erotycznego portalu przykładowej treści: zadbana 50-latka, zamożna, ale proszę nie liczyć na sponsoring, pozna mężczyznę do lat 30 w celu odbycia dyskretnych spotkań – wiadomo o co chodzi – 3–4 w miesiącu, nie jestem prostytutką. Dołącza parę swoich lekko prowokujących męskie oko zdjęć plus swoje namiary na telefon komórkowy. Oczywiście, natychmiast zgłaszają się liczni młodzi i chętni, pani Swietłana telefonicznie dokonuje wstępnej selekcji. Ci którzy przeszli przez pierwsze sito mają szanse na spotkanie przy kawie i dobrym winie, w miejscu jak najbardziej publicznym. Z tego zawężonego grona pani Swietłana wybiera dwóch lub trzech. Ci szczęśliwcy trafią do jej łóżka. Po seksualnej konsumpcji dochodzi do wyboru tego jednego jedynego i ustalenia zasad związku, ile razy w miesiącu spotykamy się i gdzie? Jaki zakres rozkoszy seksualnych np. oral i anal, sposoby bezpiecznego seksu, jakie dodatkowe atrakcje i wyposażenie, np. sesja zdjęciowa itp. Pani Swietłana zostaje kisą jakiegoś Koli albo Wowy, kawalera albo żonatego. Bycie czyjąś kisą nie jest w żadnym stopniu uwłaczające dla wolnej kobiety, nie robi się z tego aż tak wielkiej tajemnicy, gdyż jest społecznie akceptowane. Pani Swietłana czuje się w pewniej sposób dowartościowaną, przecież interesuje się nią młodszy mężczyzna, no, znowu jest pełną kobietą.
Ledwo weekend w Jurmale nad morzem w listopadzie okazał się bardzo ożywczy i obiecujący, a tu już idą święta, najpierw katolickie, po nich szykują się prawosławne, wkrótce spadnie prawdziwy inflancki śnieg. Ryga już została bosko iluminowana, jeśli choinka, to tylko żywa jodełka. Czekam na występ ukraińskiego Cyrku Liliputów, to będzie dla mnie powrót do najwcześniejszego dzieciństwa. Przyjdą solidne mrozy i można będzie przechodzić Daugavę po lodzie i przejechać się kuligiem po łatgalskich lasach, w scenerii i w atmosferze, jak z sienkiewiczowskiego Potopu. Tak, bo to prawda, że osobisty chutor Pana Boga znajduje się wciąż na Inflantach.  
Jak dziadek krówkę sprzedawał – bajka rosyjska
Na targu dziadek krowę sprzedawał,
ale nikt mu dobrej ceny za nią nie dawał.
choć wielu krówkę oglądało
jednak jeszcze nikomu nie spodobała się. 
Gospodarzu, sprzedajecie swoją krówkę?
Sprzedam, bo od ranka z nią stoją na rynku.
Nie za dużo, aby chcecie dziadku za nią wziąć?
Ja nie chcę z was skóry zdzierać, bierzcie jak swoją.
Ona jakaś chorowita, chudzinka ta wasza krówka.
Oj, troszku pobolewa, ot, bieda przeklęta
A mleka, ile ona daje mleka?
Mleka, jak dotąd nie widziałem od niej ani kropelki.
Zeszedł dzień cały jak dziadek tak na bazarze targował
i nikt mu za krowę dobrej ceny nie dawał.
Aż podszedł taki jeden młodziak i się nad starym zlitował.
– Ojczulku powiada– widzę, że ręka u was do targu za ciężka
postoję ja przy was
i waszą chudzinę sprzedać spróbuję.
Podszedł kupiec z grubym portfelem
i od razu do młodziaka zagaduje:
Krówkę sprzedajesz?
Tak, kupujcie, jak was nas stać na to,
krowa popatrzcie sami, to nie krowa, ale skarb.
Tak, powiadasz, ale ja widzę, że ona zabiedzona, bardzo chuda.
Ale skądże ona bardzo tłusta i znaczny udój daje.
A wiele z tego mleka od niej będzie?
– Nie wypijecie przez cały dzień – odpowiedział młodziak.
Wtedy dziadek popatrzył na swą krówką i powiedział:
– Po jakie licho ja cię, Burionka, chciałem sprzedawać?
Ja swą krówkę nie sprzedam nikomu.
Taka skatina mnie się tylko należy.
Z rosyjskiego przełożył Tadeusz Zubiński

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież