Stefan Pastuszewski - Świadectwo starowieria w XXI wieku

Z trzech pojęć, etnonimów i konfesjonimów (staroprawosławie, starowierie, starobrzędowość) obejmujących interesujące nas zjawisko etno–religijne wybrałem pojęcie starowieria z racji filozoficzno–religioznawczego charakteru poniższych rozważań. Wiara jest bowiem nie tylko składnikiem ludzkiego światopoglądu, ale też rzutuje na mentalność i zachowanie człowieka. W religioznawstwie rosyjskim nazywa się to bytowoje christijanstwo. Życie wiarą to jednak inne życie niż życie z wiarą, traktowaną jako czynnik zewnętrzny wobec człowieka. W pojęciu tym nie idzie o dogmaty i akcentowanie poszczególnych prawd wiary, tylko o sposób wyznawania, czy wręcz praktykowania wiary. Starowierzy żyją wiarą. Wiara jest integralną, codzienną, a nie świąteczną i okazjonalną częścią ich życia, choć w różnych regionach, ale też na różnym etapie życia jednostkowego intensywność życia wiarą jest różna (koncepcja cykliczności według J.J. Atanasowej). Stara wiara to wiara tradycyjna, bliska Źródła, niezmienna, reprodukowana w tym samym kształcie przez pokolenia. To w europejskiej perspektywie społecznej – archetyp chrześcijańskiej cywilizacji.

Pojęcie staroprawosławia jest z kolei pojęciem apologetycznym, z międzykonfesyjnych pism polemicznych, jednoznacznie lokujących się po ortodoksyjnej, wschodniej części chrześcijaństwa. Choć interesujące nas zjawisko etno–religijne z tej właśnie tradycji chrześcijańskiej wyrosło, to jednak z racji swego uniwersalnego charakteru (bliskość Źródła, wierność Tradycji, archetypiczność) posiada rangę ogólnochrześcijańską.
Pojęcie starobrzędowość natomiast, mimo że najpowszechniej używane (głównie w opracowaniach rosyjskojęzycznych), przeakcentowuje formy zewnętrzne, które choć w starowieriu są bardzo ważne, gdyż żywo symbolizują poszczególne prawdy wiary, to jednak nie one są istotą jego fenomenu. Są tylko jego znakiem zewnętrznym, a nie sednem. Pojęcie to wygodne jest nauce laickiej, głównie językoznawstwu, etnografii i antropologii, bowiem redukuje religijność człowieka do bezrefleksyjnie powtarzanych formuł i sloganów oraz zewnętrznych obyczajów i zachowań, w tym przypadku postrzeganych jako archaiczne. Pojęcie to lansuje też Kościół nowoprawosławny, aby udowodnić swoim wiernym, że też się nie zmienił, że też tkwi w nurcie starej, prawowiernej konfesji, a różni nas tylko obrzęd. Jak w rzeczywistości jest? Coraz więcej parafii nowoprawosławnych powraca do starych symboli i obrzędów, jak krzyż trójzestawny, śpiew unissono, modlitwa na lestowce…

Starowierie silne jest dzięki pięciu żywiołom (źródłom wewnętrznej energii), niewyczerpującym się, wzajemnie się wspierającym. Żywiołom, na których zostało rozpięte. Są to żywioły duchowo–społeczne; energie, silne motywacje duchowe, intelektualne i emocjonalne, przekazywane z pokolenia na pokolenie w procesie socjalizacji i wychowania.
1.    Szczere, czynne, w tym intensywnie obrzędowe, a więc chrześcijaństwo
symboliczno–zmysłowe, wciąż pobudzające sferę duchową, uwznioślające życie   człowieka. Równocześnie chrześcijaństwo bazujące na wprowadzeniu w życie Przykazania Miłości,  z którego wynika nieprzeciwstawianie się poprzez przemoc złu.
2.    Osobiste, choć w środowisku wspólnoty, przeżywanie wiary, której celem jest zbawienie duszy jednostki (stąd tyle rozłamów z uwagi na indywidualne drogi do zbawienia)
3.    Dążenie do wolności–osobowej i społecznej (wolny człowiek, wolny Kościół), jako wyraz chrześcijańskiego wyzwolenia w Bogu. „My powinnyśmy postępować jak ludzie wolni a nie wykorzystujący wolność do przykrycia zła" (1P, 16).
4.    Patriotyzm narodowy (rosyjskość), czasem przeradzający się w szowinizm i ksenofobię, a nawet bałwochwalczo–pogańskie uświęcenie ziemi ojców (święta Ruś), mistyczna wiara w mesjańskie posłannictwo Rosji, rosyjski prometeizm (Trzeci Rzym, ostatnie chrześcijańskie państwo w świecie). Przez narodowość rozumie się tu utożsamianie się z dziejami narodu i chęć wspólnego z narodem budowania przyszłości. Patriotyzm ten często stał w opozycji do patriotyzmu państwowego. (Współcześni czasowiennicy na uchodźctwie wręcz utożsamiają zachowanie języka z zachowaniem wiary).
Fenomen silnego związku religii z narodowością w starowieriu wynikł z funkcjonowania w Rosji do czasów raskołu narodowej teokracji (pojęcie Ałły Glinczykowej; Raskoł ili zryw  „russkoj reformacji"). Przez pojęcie to rozumie się przeniesienie w sferę polityczną uregulowań religijnych, w pełni akceptowanych przez naród. Dla narodu tego wiara, bez wątpienia silnie rytualna, była głęboko zinternalizowana, swojska, rodzinna, idąca z głębi narodowej duszy, a więc nie poddająca się jakimkolwiek zmianom. Teokratyczno–paternalistyczne państwo podczas reform nikono–aleksiejewskich, wymuszonych odgórnie, wbrew woli większej części narodu, przeobraziło się w feudalno–imperialne, policyjno–urzędnicze z wyraźnymi cechami totalitaryzmu, z których później skorzystał komunizm, jako z gotowej bazy społeczno–mentalnej. Rozpoczął się też wtedy proces mimowolnej, ale też i nieświadomej i świadomej (car Piotr I) sekularyzacji społeczeństwa. Cerkiew nowoprawosławna stała się ogniwem tego systemu i długo była przez większość narodu rosyjskiego traktowana jako coś obcego.

5.    Mistyczna wiara w złoty wiek, kult świętej przeszłości, przeradzające się niekiedy w zachowawczy, ortodoksyjny konserwatyzm i automatyczne odrzucanie wszelkich innowacji cywilizacyjnych

Najżywotniejsze okazały się te nurty starowieria jako fenomenu etno–religijnego, które posiadały umiejętność przystosowania się do nowych warunków cywilizacyjnych, a równocześnie dzięki tym swym pięciu żywiołom zachowały zdolność kultywowania swych ekskluzywnych tradycji religijnych i narodowych. Są to obydwa Kościoły popowskie i bezpopowski Kościół pomorski. Potrafią one, mimo silnego naporu deprawacyjnej cywilizacji konsumerycznej o wymiarze globalizacyjnym, kierować się własnymi zasadami, zaś w celu uniknięcia permanentnego konfliktu z otoczeniem, zbytnio nie odróżniać się od tego otoczenia obyczajami swoich wyznawców w codziennym życiu społecznym i jednostkowym, o ile te obyczaje jaskrawie nie kolidują z tradycyjną, rytualną wręcz obyczajowością religijno–kululturową, którą często ograniczają do obrębu praktyk religijnych (dni świąteczne, chram, rodzina, środowisko). Przestrzenią odrębności obyczajowej są enklawy starowierskie (dzielnice, wioski) skupione wokół cerkwi lub molenny.
Mimo kultywowania wczesnochrześcijańskiej wspólnotowości i soborowości Kościoły te zdecydowały się na mniej lub bardziej posuniętą społeczno–prawną instytucjonalizację, a nawet ograniczoną (starochrześcijańska zasada autonomii zboru) centralizację w skali państwowej, ale też światowej (np.Wspólna Rada Staroprawosławnej Pomorskiej Cerkwi w Peterburgu). Ów kompromis ze zinstytucjonalizowanym światem XX i XXI – wiecznym pozwala im przede wszystkim reprodukować kadry przywódcze i wyrównywać potencjał między terenowymi ogniwami Kościoła. Dzięki instytucjonalizacji i centralizacji ośrodki konfesyjne (duchowni, starsi zboru, priczt) mniejszych lub większych społeczności, rozproszonych na ogromnej przestrzeni, mimo idącej z zewnątrz globalizacyjnej erozji, zachowują swą żywotność. Sogłasija i tołki, które nie przystosowały się i nie zinstytucjonalizowały, w zasadzie obumarły, z wyjątkiem tych, które uciekły na obszary dające szansę egzystencji ekskluzywnych, zamkniętych, amorficznych grup, jak Syberia i Daleki Wschód lub przestrzenie z natury swej wielonarodowościowe i wielokulturowe, jak Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Ameryka Południowa. Są to przede wszystkim czasowiennicy i nietowcy oraz nie dokonujące samookreślenia się teologiczno–eklezjalnego, grupy do nich zbliżone, kultywujące starowierie z pierwszych faz jego rozwoju.  

Z punktu widzenia socjologii, w sferze starowieria można wyodrębnić Kościół z całą swoją dogmatyką i eklezjologią od jego społeczno–kulturowego otoczenia, skądinąd ściśle zrośniętego z Kościołem (życie wiarą). Kościół staroprawosławny zachowuje chrześcijański uniwersalizm w kanonicznej tradycji Prawosławia (niezmienność dogmatów, 7 sakramentów, Liturgia, trójstopniowa hierarchia, sakralny język cerkiewno–słowiański), w wydaniu jednak Kościoła lokalnego, co też jest wyróżnioną cechą samego prawosławia. (Kościół rzymsko–katolicki jako instytucja ma charakter Kościoła światowego). Uniwersalizm ten na swój sposób posiada nawet Kościół pomorski, tylko w nim kapłaństwo i pełnia życia sakramentalnego są jakby zamrożone. W czasowiennctwie natomiast oczekują one na przebudzenie.
Społeczno–kulturowe otoczenie Kościołów staroprawosławnych (wspólnota, obszczyna) jest bez wątpienia nacjonalne (rosyjskość), a z uwagi na kultywowane archaiczne tradycje, nawet zamknięte, ekskluzywne. Nie przysłania jednak ono zbytnio uniwersalizmu swego Kościoła. Jest to więc Kościół lokalny pielęgnowany na niwie jednego z narodów Bożego świata.
Typ starowierskiej wspólnoty etno–religijnej wytworzył się naturalnie, w procesie społeczno–historycznym, a nie sztucznie, jako ideologia kreująca nową rzeczywistość, co ma miejsce w przypadku ideologii etnofiletyzmu, która w ostatniej dekadzie XX wieku legła, u podstaw odrodzenia Ukraińskiej Greko–Katolickiej Cerkwi (Ukrainska Grieko–Katolicka Cerkwa) i Ukraińskiej Autokeficznej Prawosławnej Cerkwi (Ukrainska Awtokiefalna Prawosławna Cerkwa). Można nawet mówić o pewnym epigonizmie tych obydwu społeczno–religijnych fenomenów w porównaniu ze starowieriem. Poprzez prześladowania ze strony państwa i Cerkwi panującej starowierska wspólnota etno–religijna siłą rzeczy pozostała oddzielona od państwa i funkcjonuje jako wolny Kościół, choć od czasu do czasu starowierzy uczestniczyli w akcjach państwowych (np. tłumienie Powstania Styczniowego przez starowierów inflanckich, udział w walkach II wojny światowej, starowierscy posłowie pomorscy w łotewskim Sejmie).  


Nie kategoria ilości jest miarą obecności i znaczenia starowieria w XXI wieku, ale kategoria jakości. Jedna duża parafia rzymsko–katolicka w Polsce równa się co do ilości jednemu sogłasiju, ale nie o tej parafii mówi się z zainteresowaniem, tylko o sogłasiju. Jeden zakon rzymsko–katolicki, porozmieszczany precyzyjnie, w świetnej organizacji, po całym świecie równa się wielkością Cerkwi białokrynickiej (załóżmy – 1 milion), ale to na tę Cerkiew skierowane są obiektywy badaczy archetypów cywilizacyjnych z całego globu.
Zanim spróbujemy odpowiedzieć, jakie jest starowierie na tle współczesnego świata, powiedzmy coś o jakości tego świata. Jest on bardzo zróżnicowany i mimo postępującego procesu globalizacji wciąż dzieli się na kilka bloków cywilizacyjno–kulturowych. Skupmy się na najbliższym nam, euro–amerykańskim bloku i choćby pokrótce opiszmy jego stan z punktu widzenia życia duchowego i społecznego człowieka. Trzeba mieć oczywiście świadomość, że i ten blok nie jest jednorodny i ma dwa skrzydła: zachodnie o długiej tradycji demokratyczno–liberalnej oraz wschodnie, tknięte przez blisko trzy czwarte wieku deprawacyjnym eksperymentem komunistycznym, a ponadto jest ono zmieszane z azjatyckim typem cywilizacji. Jednak od początku XX i XXI wieku różnice te zaczynają się zacierać z uwagi na intensywny proces globalizacji (cywilizacja informatyczna, wzmożona ruchliwość społeczna).
Indywidualizacja i urynkowienie kolejnych sfer życia człowieka powodują w tej części świata uwiąd więzi społecznych, skrajną atomizację społeczeństw. Ludzie zamieniają się w cząstki elementarne, bez wzajemnej odpowiedzialności za siebie. Każdy jest biernym, choć często bardzo sprawnym ogniwem wielkiego procesu produkcji dóbr materialnych i duchowych oraz świadczenia usług, w wielu przypadkach zbędnych, ponad naturę ludzką. Jest również, powodowanym zewnętrznie, choć mającym subiektywne poczucie wolności wyboru, intensywnym, a raczej nad – intensywnym, ale też chaotycznym konsumentem dóbr i usług. W urynkowionym życiu od szkoły przez pracę po czas wolny, interes prywatny ważniejszy jest od dobra wspólnego, które przez nowe pokolenia nawet nie jest rozumiane. Rynek odpowiada nie tylko na potrzeby, ale je wmawia, wytwarza, uzależnia człowieka od siebie, co widać choćby po telefonach mobilnych, internecie oraz innych gadżetach elektronicznych.  Zdeprawowała się też – z punktu widzenia. Społecznej Nauki Kościoła– sfera społeczno–ekonomiczna i polityczna. Jak przenikliwie zauważył Günter Grass na łamach „Süddeutsche Zeitung" z 4 lipca 2011 roku: „System kapitalistyczny wspierany przez neoliberalizm, zdegenerował się do roli maszynerii, która niszczy pieniądze i w oderwaniu od odnoszącej niegdyś sukcesy społecznej gospodarki rynkowej służy już tylko sobie samej – jako nieprzyjazny społeczeństwu mołoch, którego skutecznie nie ogranicza żadne prawo! (…). Potężne banki, dzięki lobbingowi uczyniły zakładnikami pochodzący z wyboru parlament i rząd. Banki odgrywają rolę losu – losu nieuniknionego. Wiodą własny żywot. Oderwały się nawet od gospodarki. Ich zarządy i wielcy akcjonariusze tworzą społeczeństwo równolegle. Skutki ich ryzykanckiego zarządzania finansami ponosić muszą ostatecznie obywatele jako płatnicy podatków. Żyrujemy banki, których pochłaniające miliardy czeluści mają niewyczerpany apetyt."
Skartelizowana polityka, demokracja fasadowa, biurokratyczna nomenklatura, rządy technokratów odbierają środowiskom i jednostkom podmiotowość. Władza, albo wyaelienowuje się, albo prowadzi politykę populistyczną w oparciu o sondaże rynkowe. Między partiami toczy się jałowy spór na tematy zastępcze. Dane biurokracji, rozrastającej się do monstrualnych rozmiarów, potężne instrumenty prawne nie zobowiązują wcale tejże biurokracji do zwiększonej odpowiedzialności, chociażby tylko prawnej. Wręcz przeciwnie – biurokracja wymyka się nie tylko odpowiedzialności, ale wszelkiej kontroli, z wyjątkiem kontroli formalnej, czyli pozornej. Kasta urzędniczo–polityczna, ściśle splatając się z oligarchią biznesową pozostaje poza zasięgiem skutecznej kontroli, krytyki i oceny. Urynkowione i uzależnione są również media, z jednej strony pozostające na usługach producentów i polityków, z drugiej – populistycznego, trywialnego rynku mas. Centrale biznesowe, politycy i media stosują wobec mas przemoc symboliczną na poziomie skojarzeń, nawyków myślowych, wyobraźni, samooceny.
Codzienna powódź wiadomości, wzmocniona wylewami z bezkresnego Internetu przerasta możliwości każdego, kto chciałby być dobrze poinformowany. Przesycony konsument informacji nie ma już możliwości ucieczki przed tym potopem. Żyje w ciągłym szumie, raczej agresywnym, który wzmaga jego, sztucznie przecież zaaplikowane, łaknienie nowości. Na wielu forach medialnych już nawet nie zalew informacji, ale szalejące na różne strony tsunami. Kolejne tematy licytujące się bez ładu i składu o to, który ważniejszy. Między ludźmi coraz mniej jest płaszczyzn porozumienia, bo każdy żyje własnym, prywatnym życiem, jakże różnym od życia drugiego człowieka z racji pluralistycznej palety wyboru. Ma miejsce powszechna ucieczka w prywatność.
Wywołany przez cywilizację konsumpcji,  w tym postmodernizm, ale też przez nadprodukcję idei, zanik światopoglądu religijnego lub innych światopoglądów zastępczych powoduje reizację życia człowieka, sprowadzenie go do kategorii egzystencjalnych, naturalistycznych wręcz. Dominuje wyniszczająca pustka duchowa i ideowa. Horyzontalność myślenia wyparła wertykalność. Fragmentaryczność światopoglądów, permisywizm kulturowy, relatywizm wartości, cynizm, niszczenie wszelkich kanonów, podwójne standardy moralne, chwilowość – oto cechy epoki post–modernizmu. Chrześcijaństwo w swych różnych odsłonach przegrywa na płaszczyźnie społecznej w zderzeniu z amorficznym post–modernizmem, głównie z jego etyką dostosowawczą.
Styl życia współczesnych wyznawców Chrystusa niewiele różni się od postaw innych ludzi. Współczesne chrześcijaństwo zachodnie zostało wchłonięte przez światowość. Szerzy się agnostycyzm konsumeryczny. Ma on miejsce także w krajach byłego bloku socjalistycznego i byłego ZSRR, które – odrywając się od swoich korzeni i dotychczasowej drogi – przechodzą, z małymi wyjątkami (Białoruś), transformację naśladowczą, uniformizującą. Na obszarach tych obserwuje się duchowe, ideowe i moralne zamieszanie, co grozi perspektywą społeczno–politycznej destabilizacji i utratą charakteru narodowego.
Są też pozytywy współczesnej cywilizacji, jak umiejętność rozwiązywania konfliktów bez wojen, bezpieczeństwo socjalne i większe szanse samorealizacji jednostki, silniejsze poczucie wolności osobistej, ale wszystko to pozostaje na poziomie hic et nunc i nie sięga dalej, głębiej, w transcendencję. Subiektywne poczucie czasu skróciło się do chwili, człowiek nie wybiega, choćby myślą i uczuciem, w wieczność. Nie jest już podmiotem, osobą, ale atomem, rzeczą, często zazwyczaj zewnątrzsterowaną. Bielmo komfortu życia hic et nunc przysłania perspektywę transcendentną, nawet choćby tylko nieuchronność śmierci.

Czym na tle tego rozkojarzonego, rozdrganego, rozkrzyczanego i rozpędzonego świata, coraz bardziej przypominającego wielki śmietnik, wyróżniają się starowierzy?
Przede wszystkim intensywnością swoich barw (Ap 3,15) i… spokojem, a także wynikającą z tego spokoju (pokoju–raczej) radością życia. Ilekroć obcowałem ze starowierami, tylekroć… uśmiechałem się. Rodziny i terytorialne wspólnoty lokalne żyją w harmonii, jakby za murami klasztoru. Zresztą duch monastycyzmu przenika starowierie nawet poza klasztorami.
1.    Czy są ostańcami przeszłości? Żywymi skamielinami? Reliktami minionej epoki? Czy, jak chce I.J.Truszkowa, zakonserwowanym późnośredniowiecznym prawosławiem? Nie! Nie są bowiem mechanicznymi naśladowcami tego, co minione, Tradycji. Tradycję tę autentycznie przeżywają. Traktują ją nie jako uciążliwy spadek, ale jako dobre dziedzictwo chrześcijańskie, choć bez wątpienia w lokalnym, rosyjskim wydaniu. Niemal codziennie w konfrontacji z agresywną światowością weryfikują faktory tej Tradycji, a więc na swój sposób czynią ją żywą, wpisaną w swoje hic et nunc. Uważają, że Tradycja ta w swej osnowie, ale nierzadko też w szczegółach jest nienaruszalna, tak jak Pismo Święte, Objawienie Boże. Oczywiście, że w ich interpretacji, bo wszystko co myślimy i mówimy jest tylko ludzką interpretacją rzeczywistości, w tym transcendencji. Jednak ta starowierska interpretacja – wydaje się – jest dość bliska Prawdy, Istiny.
2.    Rzeczywistość jest tak wielowarstwowa i tak splątana, że nie ma sensu dzielić jej na sacrum i profanum. Wszystko jest sacrum, jako dzieło Boże i wszystko jest zarazem profanum, jako że dzięki wolności danej człowiekowi przez Boga, rzeczywistość ta potrafi odpaść od Boga i czasem popada we władzę szatana, albo przynajmniej pozostaje materialistycznie obojętna. Starowierie nie dzieli rzeczywistości, ale konsekwentnie akcentuje w niej sacrum, stąd sakralne, wyraźne symptomy w życiu codziennym, moralności, obyczajowości, wyglądzie, ubiorze, które symbolizują określone prawdy wiary. I dużo czasu poświęconego czci Boga, modlitwie, medytacji. Zegar i kalendarz każdego wyznawcy są bardzo tożsame z zegarem i kalendarzem liturgicznym, co do reform Piotra I było powszechnością w całej Rosji.
3.    Człowiek ma tylko siebie, swoją okolicę, swój czas. I drogę – ku zbawieniu lub potępieniu. Musi wybierać, musi się trudzić, aby z dobrej drogi nie zejść. On jest dla siebie samego i dla Ojca najważniejszy. Starowierie w sposób fenomenalny łączy chrześcijański personalizm, osobność osoby ludzkiej ze wspólnotowością, Kościołem, w tym także z gorsetem hiper–symbolicznych obyczajów i rytualnych zachowań. Ta wspólnotowość nie zabija jednak wewnętrznego poczucia wolności i indywidualności, bowiem życie moje nigdy nie może być życiem twoim i vice versa. Wspólnotowość wraz ze swoim gorstem obyczajów pomaga mi natomiast nie zejść z drogi ku zbawieniu, choć też nie daje gwarancji, bo ostatecznie decyduje Sędzia.
Relacja między światem wewnętrznym człowieka a światem zewnętrznym wobec niego, przechylona jest w starowieriu na korzyść tego pierwszego. Także relacja między jednostką a zbiorowością też sprzyja osobie ludzkiej. Celem jest bowiem osobiste zbawienie. Rodzina, parafia, Kościół–tak, ale to ja sam muszę zadbać o swoje zbawienie. Nikt za mnie tego nie uczyni. Przynależność do wspólnoty automatycznie mnie nie zbawi, choć na pewno mi pomoże (przerażająca praktyka samospaleń i samozagłodzeń).
Tym różni się starowierie od sekt, choć trzeba przyznać, że różne jego odłamy przybierały czasem sekciarski charakter.
4.    Starowierie nie zwraca uwagi na znaki czasu w sensie dostosowywania się do nich. Choć wypatruje znaków eschatologicznych, to jednak wie, że „o dniu owym lub godzinie nie wie nikt – ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec" (Mk 13,28). Jak wykazały badania Aleksandra Prigarina w naddunajskim Budżaku, mistyczne nastroje końca XX wieku (2000–2001) u starowierów nie były wcale intensywniejsze, niż w środowiskach innych wyznań, oczywiście że w tej przestrzeni geograficzno–kulturowej, silnie nasyconej postsowieckim indyfertyzmem religijnym, w wielu przypadkach splątanym ze ślepym poszukiwaniem prawdy w religiach i para–religiach Dalekiego Wschodu, notabene konsekwentnie odrzucanych przez starowierów.
Dla starowieria jeden jest tylko pewny znak i drogowskaz zarazem – Ewangelia. A ta jest niezmienna. Nie modyfikuje więc swojej egzegezy Ewangelii i stylu swego życia do znaków czasu, tylko powtarza ją za Apostołami i Ojcami Kościoła. Dziedzictwo apostolskie i dziedzictwo Kościoła pierwszego tysiąclecia są niezmiennym, mocnym fundamentem, do którego oczywiście dochodzi fundament kultury staroruskiej.
Przebrzmiały już w starowieriu tradycjonalistyczne obskurantyzmy, jak zakaz spożywania kartofli jako czarciego owocu, chodzenia po kamiennych, nie mówiąc już o betonowych, mostach, automatyczne odrzucanie kolejnych innowacji technicznych, w tym radia, telewizji, internetu. Część starowierów przyjęła bowiem swego czasu anachroniczny pogląd, że skoro religia się nie zmienia, to i kultura, a wraz z nią świat też nie mogą się zmienić, a jeśli jednak się zmieniają, to nas to nie dotyczy. Świat natomiast w swym cywilizacyjnym wymiarze (technicznym, technologicznym i prawno–organizacyjnym) się zmienia, ale za to religia oraz człowiek w swej istocie pozostają te same. – Jesteśmy wierni Pismu i Tradycji chrześcijańskiej, ale też naszej kulturze, bo ona jest wyrazem naszego człowieczeństwa i naszej religii – mówią starowierzy XXI wieku, korzystając, o ile one nie niszczą człowieka, ze współczesnych osiągnięć cywilizacyjnych. Nie znaczy to wcale, że innowacje te nie wpływają korodująco na starowierski etos, ale zmaganie się z tym procesem – o paradoksie! – ożywia, jak już wspomnieliśmy, staroprawosławną Tradycję. Indywidualizuje ocenę świata zewnętrznego, zmuszając do dokonywania ustawicznych wyborów na planie osobowego zbawienia. Starowier refleksyjnie podchodzi do ofert świata zewnętrznego.
Starowierie pozostaje w opozycji wobec chrześcijaństwa aktualnego, dostosowującego się do rytmu i stylu życia, mód, chimerycznie zmiennych potrzeb emocjonalnych, interesów różnych grup, a nawet dominujących, choć też zmiennych, światopoglądów praktycznych, a w istocie, jedynie podsuwanych przez media, standardów myślenia. Są one mniej lub bardziej prostą funkcją czasu, czy jak kto woli – znaków czasu. Starowierie jakby pozostaje poza czasem. Kultywuje zdrowy oświecony konserwatyzm (zdorowyj proswieszczennyj konsierwatizm).
5.    Starowierie traktuje Chrystusowy nakaz misyjny (Mt 24,14) raczej pasywnie, poprzez świadectwo, a nie czynnie, poprzez misjonarstwo. Poprzez służbę w chramach i molennach, poprzez modlitwę, życie codzienne. Nie we wszystkich sogłasijach ma to miejsce, bowiem w grę wchodzi też zalecenie Pawłowe: „Nie wprzęgajcie się nierówno w jarzmo z niewierzącymi. Bo cóż wspólnego ma prawość z bezprawiem?" (2Ko 6, 14). Ale większość starowierów jest otwarta, a już na pewno Cerkiew białokrynicka, na wszystkich szukających Prawdy. Mówi się, że starowier nie tylko opowie o Bogu, ale i nakarmi, napoi, da nocleg,…rozpali banię (Mt 25,35–45).
Starowierzy żyją w swoich, chroniących swoją odrębność i pilnujących swojej tożsamości (policyjna rola centrów konfesyjnych) wspólnotach, często topograficznie odsuniętych od światowego wiru. Wciąż funkcjonują wioski starowierskie, a w większych miejscowościach – odrębne dzielnice skupione wokół cerkwi lub molenny.
Starowierzy nie oglądają się na innych, starają się ich nie oceniać. Pismo mówi: „Nie unoś się gniewem z powodu złoczyńców, ani nie zazdrość czyniącym nieprawość" (Ps 37,1). 
Ale też sami starają się innym zła nie czynić. Jakże wzruszająco i wciąż aktualnie brzmi prostoduszna deklaracja skierowana do bolszewickich prześladowców 25 stycznia 1925 roku przez mnichów z Kureniewskich Monastyrów: „My nikomu w niczym nie przeszkadzamy, a nasza religijna nauka nikomu zła nie przynosi".
Nikomu nie przeszkadzamy, na place i ulice nie wychodzimy, ale samym sobą o Chrystusie świadczymy. Może to za mało jak na dzisiejsze, medialne czasy, ale taka już jest specyfika tego wyznania, fragment większej całości, więc nie ma sensu jej zmieniać. Bo gdy z gmachu obyczajowości i stylu życia wyjmie się jedną cegłę, to gmach ów powoli zacznie się rozsypywać. Niemniej współczesne starowierie oparte jest na dialogu z inaczej myślącymi i inaczej wierzącymi, choć nie na dialogu ekumenicznym, czyli ujednolicającym. Dowodzi tego wystąpienie metropolity moskiewskiego Kornilij a na Wszechświatowym Rosyjskim Narodowym Soborze (świeckim) w 2006 roku.
6.  Starowierie uprawia żywą Niwę Pańską, gorący Kościół. Letni Kościół rodzi bowiem niespełnionych chrześcijan. Niespełniony chrześcijanin jest zagubiony – traci poczucie kierunku i on z kolei prowadzi innych do zguby. Gorliwości służby Bożej, choć nie mierzona liczbą wiernych, ale ich zaangażowaniem, przeżyciem, życiem wiarą buduje innych, rodzi zainteresowanie, zmusza do refleksji, wzbudza szacunek. Jest misją poprzez świadectwo własnej wiary. I życia według tej wiary.
7.    Wciąż aktualny jest etos staroprawosławnego chrześcijanina:
– gorliwość w służbie Bożej
– mir domowy wraz z naturalną hierarchią wewnątrz rodziny
– wielodzietność
– troska o zdrowie, unikanie sytuacji grożących zdrowiu, (np. nikotynizm, narkomania, alkoholizm), lekkostrawna dieta (liczne posty)
– pracowitość (chrześcijańska etyka pracy jako służby Bogu)
– uczciwość, prawdomówność
– chrześcijańska miłość innych ludzi, troska o chorych i ubogich (bogadielnie)
– troska o wspólne dobro, szczególnie dobro ludzi wierzących (popieczytieli)
– rodzinna i społeczna samopomoc, negacja egoizmu
– dzielenie się bogactwem i pomyślnością
Cnoty te i zachowania mają wymiar jednoznaczny, radykalny, choć obecnie są coraz rzadziej ostentacyjnie manifestowane, pozostając raczej cichym przykładem, świadectwem
8.     Starowierie jakby ze swej natury wywołuje czynne chrześcijaństwo. Nie rozwija zbytnio swojej teologii, bowiem uważa, że nie ważne jest, co Bóg czyni i zamierza, tylko, co człowiek powinien czynić wobec Boga i ludzi.
9.     Niezmienność. Nie znaczy to wcale, że starowierie jest trwałe jak diament (istniało swego czasu adamantowo sogłasije) i nie ima się jego czas. Pod wpływem takich czynników zewnętrznych, jak rewolucja naukowo–techniczna, upowszechnienie wykształcenia, globalizacja, ale też za sprawą rosyjskiego eksperymentu komunistycznego i ateistycznego, stępiły się w nim tendencje fanatyczne i sekciarskie, na dalszy plan zeszła idea eschatologiczna, większość sogłasiji przestała odrzucać naukę i technikę, zmiękczyły się granice między poszczególnymi sogłasijami i tołkami, świat zewnętrzny zaczął wydawać się mniej groźny, a polityka i państwo mniej szatańskie. W rezultacie osłabły tendencje izolacjonistyczne, a autonomiczne wspólnoty wierzących (zbory) zaczęły ze sobą współpracować na różnych płaszczyznach instytucjonalizacji, a nawet i centralizacji. Nie można jednak wyciągnąć wniosku, że ten potężny niegdyś ruch religijno–społeczny (15 milionów przed 1917 rokiem) zatracił swoje specyficzne cechy, jak to usiłują wmówić niektórzy badacze. Czy zmniejszenie się ilościowe, niemal dziesięciokrotne od rewolty październikowej, jest oznaką kryzysu, skoro jakość wiary w zasadzie pozostała na nie zmiennym poziomie?
10. Stygmat (chrześcijańskiego, za wiarę) męczeństwa i to nie wybranych jednostek, ale całej społeczności, choć w różnych okresach historycznych, w różnych zakresach i o różnej intensywności. Obecnie ów stygmat nabiera żywotności w borykaniu się z erozją globalistyczną. Świat zewnętrzny znów atakuje, ale miękko, podstępnie, stosując przemoc symboliczną oraz podporządkowując człowieka mechanicznemu obiegowi pieniądza.

Gdy tak zestawimy cechy współczesnego starowieria z ewangelikalnymi, fundamentalistycznymi, choć nie sekciarskimi denominacjami chrześcijańskimi na Zachodzie, to zbyt wielkiej różnicy w przestrzeni duchowej nie będzie. Bo i być nie może, gdyż tkwią one blisko tego samego źródła, czyli Biblii. Starowierie wyróżnia się jednak in plus jako zjawisko długiego trwania, o nieprzerwanej, choć bez wątpienia preryferyjnie nacechowanej, ciągłości od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Ewangelikalizm Zachodu ma charakter przebudzenia, powrotu, reformy, podczas gdy ewangelikalizm staroruski jest kontynuacją.
Wyróżnia się większą spójnością i większą konsekwencją w wyznawaniu wiary, choć w pewnych zakresach i okresach naznaczone ono było sekciarstwem i to w starorosyjskim, peryferyjnym, jeśli idzie o Europę zachodnią, wydaniu. Inne jego wyróżniki, niestety ograniczające zakres jego chrześcijańskiego świadectwa, to rosyjskość i mocne zakorzenienie w kulturze słowiańskiego Wschodu.

Do chrześcijańskiego świadectwa starowieria trzeba dotrzeć, ono raczej do nas samo nie dotrze. Ale i Europejczykom bliżej jest do niego niż do starożytnych Kościołów chrześcijańskich Azji Zachodniej i północnej Afryki. Świadectwo starowieria potrzebne jest jako drogowskaz światu XXI wieku, światu pogubionemu, zatomizowanemu, żyjącemu z dnia na dzień, bez transcendentnego celu. Potrzebna jest ochrona chrześcijańskiego archetypu, który legł u podstaw cywilizacji europejskiej. Ów archetyp, ów skarb, póki co pozostaje w dobrych rękach.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora