Stefan Pastuszewski - Polska pomoc i carski odwet (5)

3.4. Uznanie przez Kościół rzymskokatolicki

Ks. Filip Pošalić, pomagając wraz z M. Czajkowskim znaleźć biskupa białokrynickim wysłannikom, na pewno – znając centralizację Kościoła rzymskokatolickiego – działał w porozumieniu z Watykanem, a już bez wątpienia ze swoją franciszkańską zwierzchnością, a ta bez wątpienia pozostawała w porozumieniu z rzymskimi dykasteriami. Na Bałkanach bowiem miały miejsce zmagania nie tylko dyplomatyczno-wojenne, ale i międzykonfesyjne. Rzymski katolicyzm nie chciał oddać całego pola prawosławiu, choć bez wątpienia był w tym regionie znacznie słabszy. I dlatego też na rękę był mu nowy Kościół działający wbrew Rosyjskiej Prawosławnej Cerkwi, przypisującej sobie od czasów patriarchy Nikona i cara Aleksieja Michajłowicza misję opieki nad lokalnymi, pozostającymi w tureckiej niewoli, choć w istocie zbytnio nie ograniczanymi w pracy duszpasterskiej, Kościołami lokalnymi. No i pozostawały jeszcze nie wyrównane rachunki związane z likwidacją Kościoła unickiego na byłych terenach Rzeczypospolitej.
N.I. Ndieżdin – carski agent, który deptał po piętach popowcom odwiedzając klasztory w Białej Krynicy i Sławie w latach 1844-1845, odnotował w swoim raporcie, że za radą unickiego metropolity w Galicji Michała Lewickiego mnisi Pawieł i Alimpij odbyli z powodzeniem swoją eskapadę do Wiednia, aby przedstawić opór władz lokalnych we Lwowie i Czerniowcach wobec zamiaru sprowadzenia biskupa. 1
Nic też dziwnego, że w oficjalnej watykańskiej misji, która w 1901 roku przybyła do Białej Krynicy uczestniczył Polak, który w młodości uznał się za Ukraińca, czyli greckokatolicki arcybiskup lwowski, metropolita galicyjski Andrzej Szeptycki (hrabia Roman Maria, 1865-1944), choć jeszcze przed objęciem katedry, na którą z biskupstwa stanisławowskiego został postawiony w 1900 roku. Jego dodatkową legitymacją był fakt, że był posłem - wirylistą do galicyjskiego Sejmu Krajowego (do 1914 roku). Jako gorliwy unita mógł on też rozważać możliwość przyciągnięcia starowierów do swego Kościoła. Przewodniczącym tej delegacji był jednak biskup francuski (Francja cały czas dbała o swoje interesy na Bałkanach), któremu towarzyszył zakonnik jako sekretarz.
Delegację watykańską przyjął metropolita Afanasij (Aggiej Fiodorowicz Makarow, zm. 1905), który do rozmów merytorycznych wyznaczył mnicha Pafnutija (Polikarp Pietrowicz Owczynnikow; 1827-1907). Tłumaczem był abp. A. Szeptycki, świetnie znający język rosyjski. Pierwszym tematem debaty były przyczyny rozejścia się staro- i nowobrzędowców, a drugim ich stosunek do Kościoła rzymskokatolickiego.
Ojciec Pafnutij nie omieszkał wskazać na rzymskokatolicki rodowód inkwizycji, która w postaci Duchownej Dekasterii zagościła też w rosyjskiej Cerkwi synodalnej i za jej sprawą „polały się potoki rosyjskiej krwi-krwi staroprawosławnych męczenników".2 Starowierski mnich wskazał też na najnowsze błędy dogmatyczne Kościoła rzymskokatolickiego: dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi i dogmat o nieomylności Papieża.
Niemniej rozmowa zakończyła się wyrazami wzajemnego szacunku, co gwarantowało pozytywnie relacje na co dzień. Ważne były one szczególnie dla metropolity A. Szeptyckiego, a zarazem galicyjskiego posła, z uwagi na bliskie sąsiedztwo starowieria. Wizyta w istocie była swoistą akceptacją apostolskiej ważności (sukcesji) hierarchii białokrynickiej; inaczej hierarchowie by jej nie odbili. Oczywiście, że żadnego oficjalnego komunikatu Watykan nie wydał.
Wizyta rzymskokatolickiej delegacji odbiła się szerokim echem w rosyjskiej prasie, co jest kolejnym dowodem na to, że temat starowieria był istotnym faktorem budowy nowej rosyjskiej tożsamości, co – za sprawą słowianofilów i narodników – miało miejsce od połowy XIX wieku. Prasę zelektryzował sam fakt poważnego zainteresowania się Kościoła rzymskokatolickiego rosyjskim raskołem, jako że Kościół ten pośrednio do rozłamu w połowie XVII wieku się przyczynił.
O wizycie pisały „Cerkownoje Wiedomosti" (1910, nr 27). W artykule „Nasz raskoł" watykańską delegację nazwano komisją wywiadowczą, a jej uczestników ciekawskimi turystami. Stwierdzono, że o. Pafnutij nie mógł przedstawić żadnych innych realnych przyczyn rozdzielających staro-i nowobrzędowstwo, oprócz „historycznego rozdzielenia, które jak choroba, przejdzie z czasem". Sprowokowany takimi zarzutami, mnich- naczetczyk wydał w 1901 roku w Czerniowcach broszurę Rozmowa w Białej Krynicy o współczesnych problemach kościelnych (Biesieda w Biełoj Krynice o sowiriemiennych cerkownych woprosach), która jest w zasadzie jedynym merytorycznym dokumentem owego kontaktu przedstawicieli dwóch Kościołów. Mnich Pafnutij miał za sobą bogatą działalność kościelną. Pochodząc z rodziny neo-beigłopopowskiej przeszedł do białokryniczan, gdzie w latach 1858-1860 był biskupem kołomienskim. To on odwiedził w 1861 roku rosyjski ośrodek emigracyjny w Londynie z zamiarem ustanowienia tam katedry biskupiej. Po sporze z arcybiskupem moskiewskim Antonijem przeszedł na jednowierie, gdzie jako znakomity mówca-misjonarz przez 15 lat prowadził coniedzielne otwarte debaty na moskiewskim Kremlu, zyskując przez to przydomek Panfutija kremlowskiego. Jednak w 1882 roku powrócił na łono Staroprawosławnej Cerkwi Chrystusowej i w pokorze, jako zwykły mnich, zamieszkał w Białej Krynicy, pomagając od czasu do czasu w kancelarii metropolitarnej.
Mnich Pafnutij we wspomnianej broszurze, propagandowo wobec innych staroobrzędowców, wyeksponował podjęcie sporu o ogłoszony w 1854 roku przez papieża Piusa IX dogmat o niepokalanym poczęciu NMP. Chciał się w ten sposób odciąć od stawianego białokryniczanom przez neo-biegłopopowców 3 zarzutu o przejęciu przez inoka Pawła Białokrynickiego tegoż dogmatu, o czym świadczyć miało jego Kratkoje soobrażanije. W rzeczywistości chyba mnich Pafnutij zbyt ostro nie spierał się z rzymskokatolikami, bowiem metropolita A. Szeptycki kontynuował po tym spotkaniu kontakty z białokryniczynami. Korespondował z wybitnym intelektualistą, zwanym z niekonwencjonalnych poczynań, niżegorodzkim biskupem Inokietijem (Iwan Grigorijewicz Usow; 1870-1942). W korespondencji tej rozważano szereg problemów teologicznych i obrzędowych. 7 czerwca 1907 roku pisał, ze Lwowa: „Skoro Wasza staroobrzędowa Cerkiew nie ma w rzeczywistości żadnych herezji, a jej obrzędy istniały do oddzielenia się od Cerkwi wielkorosyjskiej, to według mnie nie może być poważnych przeszkód w ustanowieniu wzajemnych relacji. Zawsze powtarzam, że dla przywiedzenia do jednego Chrystusowego stada staroobrzędowych dzieci, zaistniałych dzięki łasce państwa katolickiego (Austria- przyp. S.P.), potrzebna jest tylko miłość do Kościoła powszechnego".7 Metropolita de facto uznał, że kapłaństwo starobrzędowe jest kanoniczne, co potwierdził przyjmując w 1908 roku do Kościoła greko-katolickiego, księdza Jewstafija Susalewa, uznając jego stan kapłański (w suszczem sanie). Kapłan ów został wyświęcony przez wspomnianego biskupa Inokientija, ale wydalono go ze Starobrzędowej Cerkwi Chrystusowej za pijaństwo i niemoralne prowadzenie się. Wspomniany ksiądz zorganizował w 1909 roku w Peterburgu –jedyną w dziejach – unicką parafię starobrzędową". Fakt ten stał się dla apologetów białokrynickiej popowszczyzny dowodem uznania ich hierarchii duchownej przez Watykan.
W zasadzie na tym kończy się polski udział w tworzeniu i umacnianiu Starobrzędowej Cerkwi Chrystusowej.
Warto jednak wspomnieć, że jak starowierzy zdradzili Polaków i Litwinów w czasie Powstania Styczniowego, tak ich zmysł narodowy skłonił ich ku zdradzie Austrii, też dobrodziejki, w czasie I wojny światowej. Metropolita Białokrynicki Makarij (1848-1921) wezwał wiernych z Bukowiny i Rumunii do modlitw za rosyjskiego imperatora i zwycięstwo Rosji nad jej wrogami. Wówczas to władze austriackie aresztowały go i osadziły w więzieniu w Radowcach (rodu Radauti). Uwolnienie przyszło od wojsk rosyjskich, które zajęły Bukowinę.
Oswobodzony metropolita zwrócił się do rosyjskiego gubernatora Czerniowców C. Jewrieinowa, aby przekazał carowi od metropolity i wszystkich wiernych archidiecezji uczucie wdzięczności za ochronę przez rosyjskie władze starowierskich świątyń oraz uczucie miłości i oddania Wielkiemu Gosudarowi, jak również zapewnienie służby Rosji i Tronowi.
Imperator Mikołaj II skierował przez gubernatora następujące słowa: „Przekażcie staroobrzędowemu metropolicie Makaremu moją wdzięczność za wyrażone uczucie i za jego gotowość bycia wraz z wiernymi sługami Tronu".
Ten wiernopoddańczy adres był z jednej strony przekreśleniem tradycji niekrasowców walczących z caratem, z drugiej wyrazem niewdzięczności w stosunku do Austrii, która umożliwiła powstanie hierarchii białokrynickiej. Ale taka już chyba jest uroda starowierskiego ekskluzywizmu, skupionego tylko na sobie, na swoim interesie eklezjalnym. W grę wchodzi również rosyjski nacjonalizm para-religijny.
Taka postawa wynikła nie tylko z kompleksu prowincji hierarchii emigracyjnej, ale i z konsekracyjnych powiązań, czyli trywializując z relacji kto kogo. Ksiądz z Jass Makarij został, po postrzyżynach zakonnych 4 czerwca 1900 roku wyświęcony na katedrę tulczyńską przez wspomnianego metropolitę i współkonsekratora, którym był arcybiskup sławski Irinarch. Po śmierci głównego konsekratora, na białokrynicki stolec metropolitarny wprowadził tegoż biskupa Makarija 10 września 1906 roku moskiewski arcybiskup Ioan w towarzystwie trzech biskupów. Po akcie tolerancyjnym 1905 roku rosyjscy hierarchowie zaczęli bowiem rozjeżdżać się po terenie, a równocześnie sprowadzać Metropolię Białokrynicką do właściwej, określonej przy jej zakładaniu, roli rezerwy eklezjalnej, a nie centrali. Problemem w tej regulacji była oczywiście ranga obu jednostek kościelnych: w Białej Krynicy metropolia, a w Moskwie tylko archiepiskopia. Moskwiczanie za wszelką cenę chcieli to zmienić.
12 grudnia 1915 roku metropolita Makarij wyjechał do Moskwy, gdzie przyjmowano go bardzo uroczyście i o mało co nie wybrano na metropolitę moskiewskiego, na co jednak białokryniczanin nie wyraził zgody, twierdząc: – „Jeśli otworzy się droga do moich owiec, ja muszę bezzwłocznie pojechać. A jeśli, nie daj Bóg, zginą wszyscy, będę ich opłakiwać jak Jeremiasz, siedząc na popiele". Działania wojenne na pewien czas uniemożliwiały bowiem powrót na Bukowinę, wiec metropolita odwiedził kilka miast Rosji, w tym Peterburg, odprawiając tam uroczyste nabożeństwa. Cerkiew synodalna, sterowana przez władze, nie protestowała, czego nie omieszkałby uczynić w innym, pokojowym czasie. Caratowi zaś zależało na sojusznikach, w tym przypadku piątej kolumnie szczególnie osadzonej wrogiej Austrii.
Po rewolucji lutowej 1917 roku w armii doszło do rewolucyjnego rozprężenia.  Zrewoltowane bandy żołnierzy rosyjskich przechodziły przez Bukowinę, w tym Białą Krynicę, grabiąc. Spalono klasztor, pobito metropolitę. Ciężki byłby jego los, w końcu zdrajcy austriackich interesów, gdyby po wojnie Bukowina pozostała przy Austrii. Jednak Traktat Wersalski przyznał ją Rumunii. Tak więc wielki miłośnik monarchii i wierny syn Rosji spokojnie zmarł w styczniu 1921 roku w 73 roku życia w rumuńskiej Białej Krynicy, gdzie został pochowany.  


  N.I. Nadieżdin, O zagranicznych raskolnikach, s.102
2 Fiedor Jemilianowicz Mielnikow, Kratkaja istorija dreiwleprawosławnoj (Staroobriadczeskoj) cerkwi, Barnau 2006, Wydawnictwo AKOOX-I, s.297
3 Biełokrynickaja ijerarchija; nasza pozicija. Biełokrynickij ustaw, Moskwa 2004, Missionierskij Otodieł Russkoj Driewleprawosławnoj Cerkwi, s.24-30
4  Mitropolit Andriej Szeptyckij; Zyttija i dijalnist' , t.1, Lwów 1995, Izdatielstwo „Swiczado", s.96-97
5 Biełokrynickaja ijerarchija…, op.cit.s.31


3.5. Bieżeństwo
W sierpniu 1915 roku doszło do niebywałego exodusu ludności rosyjskiej z Królestwa Polskiego, Białorusi, Litwy, Ukrainy. Szybki marsz armii państw centralnych skłonił lokalne władze do wywołania masowego uchodźstwa, które przeszło do historii pod nazwa bieżeństwa. Za namową urzędników, a przede wszystkim duchowieństwa prawosławnego i nauczycieli ludowych Rosjanie, w tym starowiercy, ale także Polacy i katolicy (ok.25 procent całej masy) porzucili swoje siedziby i z najbardziej niezbędnym sprzętem oraz inwentarzem przemieścili się w głąb Rosji. Struktura narodowościowa uchodźców z terytorium Imperium Rosyjskiego objętych okupacją niemiecką była następująca:
Białorusini i Rosjanie– 2 026 000, Polacy– 513 432, Łotysze – 285 814, Żydzi –199 582, Litwini – 85 552, Ormianie – 120 167, inni –269 582.1
Perfidia tych, którzy wywołali ów spontaniczny exodus polegała na tym, że w odróżnieniu od ewakuacji, którą rozpoczęto już jesienią 1914 roku, kosztów tej masowej wędrówki nie pokrywało państwo, a zyskiwało ono ręce do pracy na zapleczu frontu i na mniej zaludnionych obszarach Rosji, która od wieków cierpiała na niedostatek siły roboczej. Rozgłaszano więc, że lutry wszystkich zabijają i wszystko palą.
Na początku roku 1915 miały jeszcze miejsca zwycięstwa wojsk rosyjskich, które zajmowały większą część Galicji i walczyły u Karpatach o drogę na Węgry. W marcu 1915 roku po kilkumiesięcznym oblężeniu Rosjanie zdobyli twierdzę w Przemyślu. Ale już Niemcy i Austria przygotowywały uderzenie na pozycje rosyjskie pomiędzy Wisłą i Karpatami – chodziło o przecięcie linii komunikacyjnych armii rosyjskiej walczącej w górach. Starannie przygotowana ofensywa niemiecko-austriacka rozpoczęła się 2 maja 1915 roku, 4 maja przełamany został front rosyjski pod Gorlicami i armia carska zmuszona została do szybkiego odwrotu. W czerwcu Austriacy wkroczyli do Przemyśla i Lwowa. Niemcy natomiast w sierpniu zajęli Warszawę, twierdzę Modlin, Brześć Litewski, a we wrześniu Wilno. Od końca października 1915 roku front wschodni ustalił się mniej więcej na linii wiodącej od Zatoki Ryskiej poprzez Dyneburg i Pińsk do Tarnopola.
Status bieżeńców określała Ustawa o zabezpieczeniu potrzeb uchodźców. Podlegali oni, Ministerstwu Spraw Wewnętrznych Rosji. Na początku września 1915 roku pomoc dla tej grupy ludności została uznana przez Wszechrosyjski Związek Miast za kwestię wagi państwowej. W praktyce sprawy bieżeńców przeszły pod nadzór wojska, bowiem administracja nie radziła sobie z tym problemem.
Sprawą pomocy dla bieżeńców zajmowały się też różne organizacje, które można podzielić na dwie grupy. Pierwszą stanowiły te, które wykorzystywały struktury administracji państwowej i miały swoje oddziały w poszczególnych guberniach, powiatach, a nawet gminach. Należy tu wymienić: Komitet Jej Imperatorskiej Mości Wielkiej Księżnej Tatiany Nikołajewny, Komitet Jej Imperatorskiej Mości Księżnej Jelizawiety Fiodorowny, poza tym Komitet Wszechrosyjskiego Związku Ziemstw, oddziały Wszechrosyjskiego Związku Miast, oddziały Rosyjskiego Czerwonego Krzyża, Drugą grupą były organizacje tworzone przez poszczególne narodowości: Polaków. Litwinów, Żydów, Białorusinów. Należy dodać, że w sprawę pomocy charytatywnej dla uchodźców zaangażowane były znane osobistości. We wspomnieniach bieżeńców z Białostocczyzny pojawia się postać księżnej Sofii Nikołajewny, synowej Lwa Tołstoja, która stała na czele oddziału organizacji dobroczynnej w guberni kałużskiej. Do 1916 roku utworzono ponad tysiąc instytucji do spraw pomocy uchodźcom.
Bieżeńcy zamieszkali w różnych rejonach Rosji. „Mieszkańcy dzisiejszej Białostocczyzny podają u swych wspomnieniach nazwy 28 guberni: samarska, moskiewska, saratowska. Obwód Wojsko Dońskiego, tambowska, tomska, jarosławska, kałużska, riazańska. charkowska, Namiestnictwo Kaukaskie, woroneżska, kazańska, niżenowogrodzka, permska, symbirska, astrachańska, orenburska, penzenska. petersburska, smoleńska, tobolska, estlandzka, Generalgubernatorstwo Irkuckie, Generałgubernatorstwo Turkiestańskie. mohylewska, twerska, ufijska. 2
Augustowscy staroobrzędowcy ewakuowali się w okolice Saratowa. Gdy część z nich powróciła po 1918 roku, to zastała swoje zagrody zrujnowane (Gabowe Grądy, Bór, Pijawne Ruskie), a niektóre zajęte przez innych gospodarzy. Cierpliwość starowierska, praca jako kult Boga, pogodzenie się z losem pomagały im zagospodarować się na powrót. Starowierzy przywykli bowiem do ciągłych wędrówek i zaczynaniu wszystkiego od nowa.  
Znane jest też bieżeństwo starowierów wileńskich. Najpierw wileńscy pomorianie pomagali bieżeńcom suwalskim, lecz pod naporem frontu jesienią 1915 roku, kierowani przez Arsenija Maoiejewicza Pimonowa (1863-1939) w dużej liczbie osiedli w Orenburgu, gdzie miał on wraz z bratem swoje posiadłości. Stworzył on im niezłe warunki bytowe, osadzając w barakach i budując dla nich molennę. Zorganizował też szpital wojskowy.
Bieżeńcy zaczęli wracać w rodzinne strony, kiedy warunki takie stworzył im traktat niemiecko-rosyjski, podpisany 3 marca 1918 roku w Brześciu Litewskim. Woleli wrócić na tereny okupowane przez Niemców niż przebywać w Rosji opanowanej rewolucyjnym chaosem, z którego zrodziła się potem wojna domowa. Najwięcej bieżeńców powróciło jednak dopiero po Traktacie Ryskim podpisanego przez Polskę i Rosję Radziecką w marcu 1921 roku. Powrócił też A.M. Pimonow wraz ze współwyznawcami, już jako formalny przewodniczący rady wileńskiej wspólnoty starowierskiej. Z niezwykłą energią przystąpił do jej umocnienia, co nie było łatwe w sytuacji wojennej, a szczególnie w Wilnie, przechodzącym z rąk do rąk.
Ludność powracająca z Rosji nie była już taką sama pod względem ideowo-moralnym, ale też orientacji politycznej. W jednym z opracowań polskiego MSW napisano: „Ludność niepolska, ewakuowana do Rosji, z bliska zetknęła się z bolszewizmem, a zastawszy po powrocie do Kraju, zniszczone gospodarstwa, nie mając należytej opieki i pomocy materialnej władz państwowych, łatwo uległa agitacji kierunków radykalnych". 3
Chodziło tu oczywiście o komunizm, co jednak prawie nie dotyczyło wileńskich starowierów, kierowanych przez znakomitego przedsiębiorcę i polityka (w latach 1930-1939 był on senatorem z ramienia BBWR). Jak zwykle zaczęli się skupiać na swoich interesach, zarówno wyznaniowych, jak i osobistych, nie wdając się – oprócz mniej lub bardziej szczerej manifestacji lojalności wobec państwa – w bliższe relacje z władzą, ale też z bujnym życiem politycznym II RP. Do tych relacji wydelegowali bogatych i sprytnych Pimonowych, którzy bezboleśnie przeprowadzili polskie starowierie przez rafy życia społeczno-ekonomicznego i politycznego dwudziestolecia międzywojennego. Powracający z bieżeństwa starowierzy nie mieli łatwej sytuacji. Zastali zniszczone lub zajęte gospodarstwa. W Gabowych Grądach zniszczono drewnianą molennę, tak więc trzeba ja było stawiać od nowa (także z drewna).

1    Helena Głogowska, Białoruś 1914-1929. Kultura pod presją polityki, Białystok 1996, s.24
2    Bożena Diemjaniuk, Bieżeńcy, Łomża 2005, Oficyna Wydawnicza „Stopka", s.32
3    Archiwum Państwowe w Lublinie, UWL WSP sygn. 429, s.86-87

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora