Stefan Pastuszewski - Polaryzacja w łonie starowieria

Polskie powstanie wbrew intencjom jego popleczników, czyli rosyjskiej emigracji londyńskiej, ale też oczekiwaniom „panów z lasu", związało zarówno staroobrzędowców z Imperium, jak i przebywających zagranicą z caratem, jeszcze bardziej umacniając w ich świadomości faktor nacjonalistyczny. Przeciwnym biegunem stała się Polska i polskość, utożsamiane z wrogiem Rosji oraz z łaciństwem, czyli wrogiem prawdziwego chrześcijaństwa. Tym bardziej, że polskich powstańców popierała rosyjska emigracja rewolucyjno-demokratyczna, nie kryjąca swego racjonalistycznego światopoglądu, co było szokiem dla fanatycznie wierzących mas rosyjskich, w tym starowierów. Inflanccy starowierzy zaatakowali powstańców, a dobrudżscy niekrasowcy i lipowanie, dotychczasowi sojusznicy w wojnie krymskiej, odwrócili się od nich.
Na początku maja 1863 roku w Tulczy, znajdującej się na terenie tureckiej Dobrudży zorganizował oddział złożony z polskich wychodźców Zygmunt Miłkowski (p.s. Teodor Tourosz Jeż; 1824-1915) zamianowany przez Komitet Centralny naczelnikiem powstania na Ukrainie (Ruś). Zamierzał on przedostać się na Podole, „w celu podania ręki tamtejszemu powstaniu, które wcale nie istniało i o którem nikt w tej słonecznej i na żyznych łanach utuczonej prowincji, nie myślał tak dalece, że komitet miejscowy na wieść o zamiarach Miłkowskiego, groził ogłoszeniem go zdrajcą kraju. (…) Naczelnik powstańczy (…) sądził jednak, że samo pojawienie się zbrojnego zastępu polskiego, obudzi drzemiące uczucia patriotyczne w Podolakach i zmusi ich do tłumnego porywu". 1)  
Nic z tego! Problemy wystąpiły z tworzeniem owego zbrojnego zastępu. Zawiedli potencjalni sojusznicy-starowierzy, o czym soczystym językiem pisze uczestnik powstania i jego historyk Walery Przyborowski:
„W Tulczy samej i jej okolicach od dawna mieszkali wychodźcy rosyjscy, kozacy, t. z. „Nekrasowcy", którzy nie lubili Po-laków (od niedawna – przyp. S.P) i w gruncie rzeczy byli Rosyanami. Mniej więcej w tej porze, gdy organizowała się i wyruszała na Multany wyprawa Milkowskiego, w Tulczy zjawiło się dwóch Rosyan, Wasil i Iwan bracia Kielsiewowie, Herceniści zapa-leni, współpracownicy „Kołokola", którzy poczęli agitować między Nekrasowcami, ażeby przyłączyli się do wyprawy, oraz żeby wysłali emisaryuszów nad Don, Terek i Kubań, do dawnych siedlisk swoich, dla poruszenia kozactwa tam-tejszego. Ale Nekrasowcy słuchać o tem nie chcieli, owszem podrażnieni mocno temi propozycyami, podejrzliwie pa-trzyli na zbieranie się Polaków w Tulczy i o wszystkiem co się tam robi, donosili posłowi rosyjskiemu w Konstan-tynopolu, hr. Ignatiewowi. Na skutek tych doniesień, Tulcza zaroiła się od szpiegów rosyjskich, a niepowścią-gliwe gadulstwo polskie, ułatwiało niezmiernie ich zadanie". 2)
Większość niekrasowców bowiem przeszła już na stronę gosudara-oswobodziciela –zniewalanych (oswoboditiel poroboszczennych). 30 maja (11 czerwca) W.I. Kielsijew pisał do A. Hercena: „Złość na Polaków straszna" (Ozłoblenije protiw polijakow  strasznoje"). 3) Namawiany przez niego Gonczar, aby poparł zbiorową petycją niekrasowców A.I. Hercena i polskich powstańców, zadziałał przeciwnie. Przesłał do rządu rosyjskiego list, w którym wyraził w imieniu swoim i dobrudżskiej społeczności kozackiej solidarność z polityką cara i chęć powrotu do Rosji. 4) Inicjatorem tego wystąpienia był biskup sławski Arkadij (Szaposznikow), który z jednej strony sympatyzował z liberalną polityką cara Aleksandra II, a z drugiej raził go, ale też Gonczara, materializm światopoglądowy londyńczyków, przechodzący wręcz w ateizm. Rosyjscy rewolucyjni demokraci, solidaryzując się z polskim powstaniem, obciążali go w ten sposób w starowierskiej świadomości.  
Taka zmiana stanowiska dobrudżskiego kozactwa wywołała ostrą reakcje władz tureckich, cały czas w tym zakresie inspirowanych przez Sadyka Paszę. Postanowiły one zaaresztować biskupa, atamana i dwunastu ze starszyzny niekrasowskiej, lecz zmiana miejscowej administracji i wzgląd na wieloletnią służbę Gonczara w tureckim państwie uchroniły ich przed tym. 5)
Organizacja oddziału przez Z. Miłkowskiego przeciągała się, pułk pod wodzą Sadyka Paszy nie przyłączył się, do niego, Agencja Wschodnia kierowana przez Władysława Jordana nie udzieliła żadnej pomocy i ostatecznie, źle uzbrojony, Pierwszy Batalion Oddziału Wschodniego Wojska Narodowego Polskiego w liczbie 300 ochotników zakończył formowanie się 11 lipca. Przeprawił się przez Dunaj na teren Budziaku, należącego wówczas do Rumunii, gdzie 17 lipca  po potyczce z wojskami rumuńskimi został rozbrojony.
Na początku listopada 1863 roku upełnomocniony przez pragnącego odzyskać wpływy w Rosji, białokrynickiego metropolitę Kiriłła, archidiakon Filaret udał się do Moskwy, aby wraz z soborem tamtejszych biskupów wypracować arcypasterskie przesłanie, będące teologiczno-społecznym drogowskazem dla wszystkich starowierów na czas obecny. Tekst tego przesłania metropolita podpisał 24 lutego 1864 roku, a wydrukowane w Jassach, zadziałało w kręgach rosyjskich rewolucjonistów oraz wśród Polaków niczym wybuch bomby.6) Metropolita Kiriłł pisał:
„Tym samym nakazuję wam, umiłowani, abyście okazywali swojemu carowi pokorę i mądre poparcie, co nie jest sprzeczne z wiarą i pobożnością, a od wszelkich wrogów i zdrajców uciekajcie, tak jak od siejących zamęt buntowniczych Polaków, jak od złych do szczętu bezbożników gnieżdżących się w Londynie, którzy skądinąd swoimi publikacjami niepokoją państwa europejskie i rozsiewających plugawe nauki trzykroć przeklętego wroga Chrystusa, dziesięciotysięcznokroć przeklętego, podłego nauczyciela szatańskiego, niegodziwego Woltera, gorszącego cały świat swoją diabelską nauką, który całe swoje życie poświęcił na wytrzebienie do końca wiary w Boga Chrystusa". 7) Idąc dalej w swej religijnej retoryce metropolita wyjaśniał, że rosyjskie słowo wolnodum, czyli wolnomyśliciel, zapisane w cyfrach ekwiwalentnych do słowiańskich liter  składa się na sumę 666, czyli liczbę Antychrysta, z którym walka jest przecież jednym z głównych zadań starowieria.
W ten sposób Polacy znów, choć na zasadzie â rebours, dodali impulsu, rosyjskiemu staroprawosławiu, głównie popowszczyznie, która dotychczasowego wroga w formie caratu zamieniła na wroga zewnętrznego, a dotychczas antychrystową władzę Romanowych, religijnie usankcjonowała. Zresztą zapowiedź takiego stanowiska znalazła się już w Piśmie Okólnym z 28 lutego 1862 roku, napisanym w okresie przedpowstańczego wrzenia. Teraz zaś przeciwnik Okrużnogo posłanija, metropolita Kiriłł, pod wpływem sytuacji nawrócił się. Okólnikiem swym wzywał do modlitw o zdrowie i zbawienie i o zwycięstwo, pozostającego w Bożej opiece, wielkiego Gosudara, naszego Cara i Wielkiego Księcia, Aleksandra Nikołajewicza.
Należy jednak zaznaczyć, że tak jak Pisma okólnego nie przyjęła część popowców, tak związków z caratem nie zadzierzgnęła po polskim powstaniu część bezpopowców, choćby wymienić stranników i nietowców. Były to jednak coraz mniejsze segmenty starowieria, bo większość, sterowana przez swych możnych popieczytieli w postaci kupców i przemysłowców coraz silnej wiązała się z państwem.

1)     Walery Przyborowski, Dzieje 1863 roku, tom III, Kraków 1902, Wydawnictwo W.L. Anczyca i Spółki, s.315
2)      Ibid, s.324
3)      Litiernaturnoje Naslednictwo, t.62, s.177-178
4)     W. I. Kielsijew, Ispowied', s.371
5)     Siergiej Aleksandrowicz Zienkowskij, op. cit., s.517-519
6)     Ibid, s.520
7)     Nikołaj Iwanowicz Subbotin, Raskoł kak orudije, s.328-329


3.3.5. Współpraca starowierów z caratem

Wystąpienia przeciwko powstańcom miały miejsce przede wszystkim na Inflantach oraz częściowo na Litwie i północnej Białorusi, a ich przyczyna tkwiła nie tylko w rządowej propagandzie i działalności carskich agentów, lecz również we wspomnianym już traktowaniu starowierów przez polskich właścicieli ziemskich nie jako wolnych chłopów, tylko pańszczyźnianych, co godziło w, też mające podłoże religijne, starowierskie poczucie wolności. Panowie samowolnie podwyższali opłaty czynszowe i rugowali niepokornych z ziemi. Główną przyczyną była jednak para-religijna wiara w Cara-oswobodziciela, co dał im ziemię, a którego usiłowali obalić miatieżnicy, będący na dodatek heretykami.
Stosunek starowierów do powstania polskiego nie wszędzie był wrogi. Na Suwalszczyźnie nie odnotowano wystąpień antypaństwowych, a nawet niektórzy starowierzy prawdopodobnie walczyli w szeregach powstańczych. Ta, powtarzana przez E. Iwańca, hipoteza wzięta jest z pracy Piotra Łossowskiego i Zygmunta Młynarskiego Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy w Powstaniu Styczniowym, którzy z kolei bazowali na bardzo lapidarnych, nie podających jednak przynależności wyznaniowej, spisach osób ukaranych za udział w powstaniu, a zgromadzonych w Aktach Zarządu Generał- Policmajstra w Królestwie Polskim. Wspomniani autorzy na podstawie samego tylko brzmienia nazwiska (Iwan Ałytynow), pruskiego poddanego, wysnuli też hipotezę, że był to starowier mazurski. 1)  Nie ulega jednak wątpliwości, że ludność mazurska polskiego pochodzenia sympatyzowała z powstaniem.
W reakcjach starowierów na Powstanie Styczniowe tkwiło również echo, przerażającej ich idei Agencji Wschodniej Hotelu Lambert, wywołania wszechsłowiańskiego powstania w trzech zaborach. Jakby chcąc temu zaprzeczyć, fiedosiejewscy mazurscy 22 czerwca 1863 roku wręczyli następcy tronu pruskiego, późniejszemu królowi Ferdynandowi III (1831-1888), adres zapewniający o lojalności wobec Królestwa Prus i modłach do Boga, by „strzegł on niezłomnie państwo pruskie, pokonując wszystkich jego wrogów". Adres ten wręczył w Wojnowie popieczytiel (opiekun) tamtejszego klasztoru fiedosiejewskiego Tichon Grigorijew Krymow (ur. 1805), a ihumen Pawieł Prusskij (Piotr Iwanowicz Ledniew; 1821-1895) powitał następcę tronu chlebem i solą, co w tym kręgu kulturowym jest wyrazem najwyższego szacunku. Nic też dziwnego, że próby Wolnej Drukarni Rosyjskiej włączenia w ruch rewolucyjny tego ośrodka jako zagranicznego, a nie uległego moskiewskiego, też spaliły na panewce. Zapewne ów starowierski gest był efektem tzw. Konwencji Alvenslebena z  28 lutego 1863 roku, czyli tajnego układu rosyjsko-pruskiego o wspólnym zwalczaniu Powstania Styczniowego, przygotowanego przez nowego Ministra Spraw Zagranicznych Królestwa Prus Otto Bismarcka (1815-1898). Miał na celu przeciwstawienie się propowstańczym sympatiom ludności mazurskiej, głównie polskiego pochodzenia oraz odcięcie się od wpływów ośrodka londyńskiego, o których tajne służby obu państw dobrze wiedziały.
Antypolska, socjotechniczna propaganda rosyjska miała też swoje podłoże w reakcji Zachodu, z którym bardziej się liczono po przegranej wojnie krymskiej. „Sympatie propolskie były wtedy ogólne i szczere. Społeczeństwa zachodnie przez ostatnie trzydzieści lat były stale pod ciągłą propagandą polską. Każdy wybuch wolnościowy w Europie łączył się z Polakami".2) Z racji tego, że rozbiory Polski scentralizowały sojusz trzech absolutystycznych państw broniących porządku feudalnego „każde powstanie polskie stawało się od razu wielkim wydarzeniem międzynarodowym. Koła rewolucyjne wielu krajów udzielały mu gorącego poparcia. Szczytowym momentem była Wiosna Ludów w 1848 roku, podczas której sprawa polska była obecna na barykadach wszystkich rewolucji w Europie". 3)
Święte Przymierze państw zaborczych, mające na celu zachowanie monarchiczno-feudalnego porządku, w zasadzie rozpadło się w okresie wojny krymskiej (1853-1855), z której Rosja wyszła pokonana, z niekorzystnym traktatem pokojowym, mając przeciwko sobie koalicję europejską. Austria wkroczyła już na drogę konstytucyjnego rozwoju. W Prusach trwał kryzys konstytucyjny, którego wyniku nie można jeszcze było przewidzieć. W Rosji car przeprowadzał reformy wewnętrzne, które budziły uznanie liberalnych kół na Zachodzie. Utrzymał się jeszcze sojusz Rosji z Francją ze względu na sprawy wschodnie i bałkańskie, a to oznaczało – wymagane przez Francuzów – ustępstwa wobec Polaków i koniec paskiewiczowskich metod rządzenia Królestwie Polskim. Zaostrzyły się również stosunki cara z rządem austriackim, zarówno na skutek uznania przez Rosję Królestwa Włoskiego, jak i z powodu sprawy serbskiej, w której dla wszystkich widoczna była zgodna współpraca rosyjskich i francuskich dyplomatów.     
Nowa, dokumentująca słabość Rosji, sytuacja międzynarodowa, po wojnie krymskiej wpłynęła na rządy wielu krajów, które z inicjatywy Anglii i Francji wszczęły akcję dyplomatyczną w stosunku do Rosji, wzywając ją do pozytywnego rozwiązania sprawy polskiej. Zaprosiły do tej akcji inne kraje. Przyjęcia zaproszenia przez stolice europejskie miały różne przyczyny. Szwecja, Dania, Włochy, szukając przymierza francuskiego, przyłączyły się chętnie do interwencji, dyplomatycznej i czekając na dalsze kroki Paryża. Hiszpania była bardzo czuła na swój prestiż i dlatego uważała, iż musi zabrać głos w kwestii ogólnoeuropejskiej. Holandia, Portugalia, Belgia nie widziały przyczyny dla odmówienia Francji i Anglii, zarówno ze względu na łączące je interesy handlowe, jak i ze względu na motywy natury psychologicznej, czyli owe powszechne sympatie propolskie. Interwencje dyplomatyczne Anglii, Francji i Austrii w sprawie polskiej miały miejsce w kwietniu, czerwcu i sierpniu 1863 roku. Związane one były z żądaniami dalszych ustępstw dla Polaków, a przynajmniej z humanitarnym obejściem się z nimi.
Starowierzy z byłych ziem Rzeczypospolitej skorzystali z łaski carskiej na równi z innymi tamtejszymi chłopami, bowiem w 1864 roku zniesiono też pańszczyznę i wprowadzono uwłaszczenie w Królestwie Polskim, a przedtem, w 1861 roku, lecz z realizacją od 1863 roku na Inflantach, Litwie i Białorusi. Fiodor Dostojewski tak napisał w swoim notatniku z lat 1863-1864: „Wyzwalając w Polsce chłopów i nadając im ziemię, Rosja przekazała tym samym Polsce swą myśl, zaszczepiła jej swój charakter. A owa myśl – to łańcuch, którym teraz Polska z Rosja złączone są nierozdzielnie".
Starowierzy oraz chłopi polscy, litewscy i białoruscy przyjęli ukazy uwłaszczeniowe jako dobrodziejstwo znad Newy, tym bardziej, że otrzymanie ziemi w Królestwie Polskim oraz w Kraju Północno-Zachodnim odbywało się na warunkach znacznie korzystniejszych niż w innych regionach Imperium Rosyjskiego, co oczywiście miało na celu odciągnięcie włościan od buntowszczyków. Ukaz carski z 13 marca 1863 roku zniósł wszelkie powinności chłopów na rzecz panów, a ukaz z 1 maja 1863 roku obniżył wartość wykupu ziemi o 20 procent, co oczywiście wymagało zgody właścicieli, która z kolei była po upadku powstania wymuszana przez władze.
Choć nie wszyscy starowierzy popierali ostrą reakcję na Powstanie Styczniowe i choćby tylko częściowo utożsamiali się z rewolucyjną agitacją emigracji rosyjskiej, a wiernopoddańczego F. Jermiłowa nawet w Moskwie pobito, to jednak w 1863 roku i w następnych latach nie wdawali się oni w politykę inną niż walka o swoją sprawę w łonie trudnej, niewdzięcznej, surowej, ale kochanej Świętej Rusi. Gwarantując carowi swą lojalność, jakoby wywoływali jego akceptację ich działań społeczno-ekonomicznych.
Rozpoczęta po powstaniu 1863-1864 roku akcja rusyfikacji w Kraju Północno-Zachodnim, czyli w znacznym stopniu na byłych ziemiach Rzeczypospolitej, w szczególny sposób adresowana była do starobrzędowców, którzy przecież sprawdzili się w czasie miateiży, a ponadto byli osadnikami od kilku pokoleń wrośniętymi w te ziemie (starożyły). Choć w dalszym ciągu skłaniani byli oni do jednowieria, to równocześnie otrzymali – choć okresowo – pewne przywileje za zasługi w tłumieniu polskiego powstania. W efekcie łatgalscy, należący do Guberni Witebskiej starowierzy mieli znacznie lepiej niż ich ryscy współwyznawcy z Guberni Liwlandzkiej. Starowierzy, jakby sami wymierzając sobie sprawiedliwość, natychmiast zaczęli budować nowe molenny i remontować stare. W Rzeżycy fiedosiejewscy założyli klasztor żeński 4), a  poza granicami miasta filippowcy urządzili cmentarz (obecnie ul. Sinincyna), a przy nim molennę w „ubogiej chatce". 5) Było to oczywiście niezgodne z prawem. Po stłumieniu powstania, już 18 czerwca 1864 roku komendanci wojskowi trzech inflanckich powiatów Guberni Witebskiej otrzymali rozporządzenie naczelnika Kraju Północno-Zachodniego generał-gubernatora Michaiła Nikołajewa Murawiewa (1796-1866), aby wstrzymać te przedsięwzięcia, bowiem prawa w tym zakresie nikt nie zmienił 6) (zakaz budowy nowych i remontu starych chramów z 1826 roku, powtórzony w 1845 roku). Niemniej przez pewien czas nie represjonowano przekraczających to prawo, tylko obserwowano uważnie sytuację, bowiem chciano wykorzystać starowierów w operacji poszerzenia żywiołu rosyjskiego na tym terenie. I tak w 1890 roku kowieński gubernator Mielnickij (Gubernia Kowieńska była najaktywniejsza w powstaniu na terenie całego Kraju Północno-Zachodniego) opracował program ekonomicznego i kulturalnego rozwoju rosyjskich osad, w tym przede wszystkim starowierskich, w celu umocnienia i rozszerzenia rosyjskiej własności ziemskiej. W zachodnich guberniach, w tym także w Guberni Witebskiej, ziemia, państwowa którą uprawiali chłopi do momentu wybuchu polskiego powstania została im przekazana na własność, a nadziały z majątków prywatnych miały obniżoną cenę wykupu. Skonfiskowane na mocy ukazu z 10 grudnia 1865 roku majątki polskich właścicieli ziemskich uczestniczących w powstaniu były rozprzedawane z pierwszeństwem dla Rosjan. Zakupu tych i innych gruntów poza obrębem miast nie mogli dokonać bez zgody generał – gubernatora ani Polacy ani katolicy innej narodowości, na przykład litewskiej i łotewskiej, choć i pod tym względem w skorumpowanej Rosji zdarzały się wyjątki. Przywilej zakupu ziemi wydawano też za szczególną lojalność. Z akcji tej skorzystali rosyjscy urzędnicy i oficerowie, chłopi staroobrzędowcy, a nawet bezrolni (bobyle). Korzystali też z niej, głównie w Łatgalii, ale też i na Litwie, niemieccy luteranie, zawsze dotąd wierni rosyjskiemu tronowi. Dopiero w 1885 roku pozwolono włościańskim licom polskogo proischożdienija, czyli w istocie katolikom, nabywać majątki do 10 dziesięcin.
Ta globalizująca, mechanicznie łącząca katolicyzm z polskością, zaproponowana przez M.N. Murawiewa polityka władz (Wieszatiel jednoznacznie stawiał na rosyjskość i prawosławie, jako jedyny gwarant utrzymania tego regionu w  granicach Imperium) była kontynuowana przez co najmniej dwadzieścia lat i przyczyniła się z jednej strony do wzbudzenia antagonizmu litewko-polskiego, nie mówiąc już o katolicko-prawosławnym, zaś z drugiej – jakby na zasadzie rykoszetu – do rozwoju litewskiej tożsamości narodowej, która od tego momentu kształtowała się w opozycji, i do polskości, i do rosyjskości.
Niechęć do Polaków wśród młodzieży litewskiej – według litewskiego badacza Mykolasa Biržiski (1882-1962) miała „grunt przed sobą uprzednio przygotowany w domu rodzicielskim, gdzie, niedawno tylko uwłaszczeni rodzice, nieraz opowiadali o czasach pańszczyźnianych i obchodzeniu się z nimi panów, o powstaniu polskim, o prześladowaniach przez rząd katolików po powstaniu, za co również i Polaków przeklinano jako „sprawców tego". Wszystko to, w połączeniu z naturalną u „synów chłopskich" nieufnością i niechęcią względem pogardzających nimi „synów szlacheckich", odgradzało studenterię litewską od polskiej". 7)
Działalność rusyfikacyjną N.M. Murawiew rozpoczął już w czasie powstania. Pod karą 25 rubli zakazał w Wilnie mówić po polsku, prowokując tym samym Litwinów do odżegnywania się od Polaków: „Czas już jest – zwykł Murawiew się odzywać – żeby Litwini, zaprzestając mówić po polsku, dali dowód, że zrzucili jarzmo Polaków" 8) Kto wie, czy to właśnie wtedy, stosując zasadę devide et impere, nie zantagonizowano po raz pierwszy ludności Litwy, wmawiając Litwinom, że Polacy ich uciskają. Generał – gubernator próbował nawet wprowadzić język rosyjski do religii rzymskokatolickiej. „Obracał część znaczną ogromnych sum pochodzących z kontrybucji, pobieranych z majątków szlachty litewskiej, na rozbudzenie w ludzie rosyjskim pojęcia, co to jest ojczyzna" 9)
Starowierzy z byłych terenów Rzeczypospolitej ochoczo włączyli się w akcję rusyfikacji tych ziem (pewna ich część przybyła z innych regionów Rosji, aby nabyć konfiskowane polskie i litewskie grunty), co – oprócz pamięci o wystąpieniach zbrojnych przeciwko powstańcom i donosach na nich – pogłębiło przepaść między nimi a innymi narodami, szczególnie polskim i litewskim. No cóż, zawsze była to i po dziś dzień taką pozostaje, radykalna rosyjska grupa etnoreligijna, dla której przywiązanie do narodowości i tradycji ma wymiar wręcz mistyczny. No i – podobno jak Żydów – cechuje ją wyjątkowy spryt w wykorzystywaniu zewnętrznych okoliczności. Na pewno jest to cecha nabyta w reakcji obronnej na wieloletnie prześladowania i próby marginalizacji społecznej.
W zasadzie to dzięki dobremu rozegraniu przez starowierów karty polskiej w latach 1863-1864 rozpoczął się dla nich korzystniejszy okres, którego kulminacją była, ogłoszona w 1905 roku pełna wolność religijna, a dzięki niej złoty wiek starowieria (1905-1917).   
Władze natomiast rozegrały tę powstańczą kartę polską według schematu wypracowanego w 1612 roku, kiedy po wywołaniu atmosfery totalnego zagrożenia nie tylko wolności, ale i religii udało się zjednoczyć przeciwko zewnętrznemu wrogowi różne warstwy społeczne (dwa pospolite ruszenia, zakończone wypędzeniem Polaków z Moskwy). Schemat ten przećwiczono w 1812 roku w czasie najazdu Francuzów i częściowo w latach 1830-1831 podczas Powstania Listopadowego. Po jego szczęśliwym dla Rosjan zakończeniu car (1825-1854) Mikołaj I (1796-1855) wydobył bowiem mit Iwana Susanina, który w 1613 roku sprytem i bohaterstwem przeciwstawił się polskim najeźdźcom. W 1834 roku imperator odwiedził kostromski Klasztor Ipatijewski, w którym przed polskimi hufcami skrył się w marcu 1613 roku pierwszy car z dynastii Romanowów – Michiał Fiedorowicz (1596-1645). Zwizytował też dziedziczny majątek Romanowów Domnino w pobliżu wsi Dieriewienki, w której starostą był niegdyś Iwan Susanin. Wizyty te ożywiły stary mit i podniosły patriotyczną temperaturę. Być może nawet skłoniły otoczenie dworskie do podpowiedzenia tego tematu kompozytorowi Michałowi Glince (1804-1857), który za namową swego berlińskiego (1833-1834) nauczyciela Siegfrieda Dehna szukał możliwości wprowadzenia na scenę ludowej muzyki rosyjskiej i napisał w 1835 roku operę Iwan Susanin, której tytuł z inspiracji dworu zmieniono na Życie za cara. „Myśl o muzyce narodowej oraz bardziej mnie opanowała" – napisał w pamiętniku. Polska przygoda z 1613 roku znana była w Petersburgu także dzięki operze Catterino Cavosa (1776-1840) pod tytułem… „Iwan Susanin", a napisanej w 1815 roku, kto wie czy nie bezpośrednio pod wpływem epopei 1812 roku, będącej jakby powtórzeniem narodowego zrywu z 1612 roku. C. Cavos, zwany z ruska Katerino Albertowiczem Kawosem, od 1798 roku, piastował funkcję dyrektora teatrów cesarskich, z niebagatelnym uposażeniem osobistym w wysokości 21.000 rubli rocznie.
Tym razem jednak włączono do wspólnej akcji wywołania, sławnego już rosyjskiego pospolitego ruszenia, póki co głównie w debacie publicznej, choć trzeba wciąż pamiętać o napadach zbrojnych na Inflantach i Litwie, izolujących się dotąd oraz izolowanych przez państwo starowierów, bowiem zarówno Polacy jak i rosyjscy demokraci z Londynu wywołali ich na polityczną scenę, naiwnie licząc na ich poparcie. Później, w 1941 roku włączenie tego ruchu religijnego we wspólną, ojczyźnianą sprawę (Wielikaja Otieczestwiennaja Wojna) powtórzył W.I. Stalin, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej, w ramach likwidacji religii oraz niszczenia szpiegów, kazał rozstrzeliwać starowierskich księży, nastawników i aktywnych wiernych. 10). I starowierzy białokryniccy włączyli się, walcząc na wielu frontach oraz zbierając 1.200.000 rubli na cele wojenne.
Atmosfera, rozgrzana przez antypolską propagandę oraz wycofanie się starowierów z bliższych związków z Polakami i z rewolucyjno-demokratyczną emigracją rosyjską trwała przez następne lata po Powstaniu Styczniowym, które mimo wszystko pobudziło miejscowych rewolucjonistów do zamachu na cara w 1866 roku (karakozowskij wystrieł). Wówczas to powróciło, teraz już pod postacią standardu powszechnej świadomości, oskarżenie starowierów, związanych oczywiście z Polakami, o czyhanie na życie cara. Ów zamach w oczach poety Borisa Nikołajewicza Ałmazowa (1827-1876) był dalszym ciągiem „polskiej intrygi", dziełem „lachów wiarołomnych".
Pawieł Iwanowicz Mielnikow (pseudonim Andriej Pieczerskij) wspomina 1866 rok:
„Pamiętam galowy spektakl w Teatrze Mariinskim, na który wzięli mnie rodzice z braćmi (ukończyłem wówczas osiem lat). Szła opera Glinki „Życie za cara". Ledwie tylko zaczęła się uwertura, jak rozległy się krzyki: „Komissarow! Komissarow". (Osip Iwanowicz Komissarow uchronił przed śmiercią cara (1835-1881) Aleksandra II (1818-1881) podczas zamachu 4 kwietnia 1866 roku u wrót Parku Letniego w Peterburgu. Wybił wtedy pistolet z dłoni Dmitrija Karakozowa). Siedział on z żoną w ministerialnej loży. Wstali. Wszyscy machają chusteczkami, krzyczą, intonują hymn. Uwertura przerwana, orkiestra wraz z chórem w bojarskich kostiumach wykonuje hymn. Powtarza kilka razy. Wywołują Komissarowa. Komissarow kłania się na wszystkie strony. W końcu owacja cichnie. Zaczyna się pierwszy akt, ale w każdym antrakcie owacje. W akcie drugim, w którym wyobrażona jest polska uczta, przy pierwszych dźwiękach mazurka dają się słyszeć hałasy, szum, wciąż silniejszy i silniejszy.
Okrzyki „Polacy precz!", zagłuszają orkiestrę i śpiewaków. Kurtyna opuszcza się, znów hymn. Śpiewacy w bojarskich kostiumach śpiewają: „Boże, cara chrani". Potem, podczas sceny w lesie, znów okrzyki „Polacy precz!". (Dołoj poliakow!) i znów wywoływanie Komissarowa, którego bladego i zdenerwowanego wiodą na scenę. Wszyscy machają chusteczkami, sala wpada w uniesienie". 11)
Nic też dziwnego, bo O.I. Komissarow urodził się nie gdzie indziej, tylko w Mołtwinie, obok to której wsi ofiarnym bohaterstwem wykazał się w 1613 roku legendarny Iwan Susanin. Ludzie twierdzili, że taka zbieżność to nie przypadek, że O.I. Komissarow wychował się w atmosferze bohaterstwa i dlatego postąpił tak a nie inaczej.
Reakcje na „Życie za cara" w 1866 roku opisywał też historyk Nikołaj Iwanowicz Kostomarow (1817-1885):
„Komissarowa z jego żoną usadowili w jednej z loż balkonu obok paradnej loży carskiej.
Publiczność wiele razy zwracała się ku niemu z głośnym krzykiem „Ura!". Jeden z poetów Apollon Nikołajewicz Majkow (1821-1897) czytał ze sceny wiersze, w których w imieniu narodu wyrażał dezaprobatę dla gnuśności społecznej i czynił aluzje, że jeśli przestępca jest nieznany, to wszyscy uważają, że nie jest on Rosjaninem.
A że po takiej sugestii podejrzenie padło na Polaków, to wyraziło się wówczas tym, że publiczność z oburzeniem zaczęła tupać, kiedy w drugim akcie zaczęto tańczyć poloneza. Takież samo tupanie rozległo się w trzecim akcie, kiedy Polacy weszli do chaty Iwana Susanina.
Komissarowa zaprowadzono z loży na scenę i postawiono przed publiką, kiedy chór śpiewał pieśń Chwalcie, Chwalcie (Sławsija, Sławsija); wówczas to zamiast nazwiska Susanina słychać było nazwisko Komissarowa".12)
Antypolska atmosfera w latach sześćdziesiątych XIX wieku sięgała zenitu absurdu.
P.I. Mielnikow, monarchista zapamiętały, ale trzeźwy obserwator, odnotował w swoich zapiskach, opisując publiczne dysputy misjonarzy nowoprawosławnych ze starowierami, odbywające się w 1866 roku na moskiewskim Kremlu:
„Mówi się o wierze, a potem schodzi się na Polaków i na to, że trzeba być za carem i Rosyjską Ziemią bez podziałów religijnych. W dzień Świętego Eliasza trzy razy spoliczkowano za, pozbawioną należnego szacunku, wypowiedź o carze.
Przy mnie jakaś „młoda bródka", prowadząc wywód o „idei prawa", zaproponowała, aby relikwie złożone w soborze pw. Zaśnięcia Bogurodzicy poddać analizie chemicznej. O mało
co tego człowieka nie pobito, lecz skończyło się tylko na obruganiu i wypędzeniu.
– „Kto to?" – zapytałem zażywnego starobrzędowca.
– „Na pewno Polak" – odparł starzec.
– „Ale przecież on czysto po rosyjsku mówi" – zauważyłem.
– „Nu, to może z Peterburga…! – mruknął rozmówca".13)
To wywołanie Peterburga wynikało z powszechnego wówczas przekonania, że to nad Newą czai się zdrada przeciwko carowi, co unaocznił ów karakozowskij wystrieł, czyli zamach na monarchę 4 kwietnia 1866 roku. W przekonaniu tym było coś na rzeczy, bowiem Aleksander II zginął 1 marca w 1881 roku w zamachu bombowym nomen omen w Peterburgu. Bezpośrednim zamachowcem był Polak Ignacy Hryniewiecki. Wraz z carem zginął staroobrzędowiec Kozak Aleksander Matwiejewicz Malenczew, który był ochroniarzem monarchy. W wyniku tego wydarzenia w kręgach starowierskich, tak bardzo czczących cara-oswobodziciela, Polska i polskość jeszcze bardziej zostały napiętnowane.
Niemniej na blisko 50 lat sprawa polska zeszła z forum europejskiej polityki, a Polacy zyskali opinię narodu politycznie bezrozumnego. W wyniku propagandowego wykorzystania groźby interwencji Zachodu na rzecz Polski, która znów chciała okatoliczyć Rosję, oraz odebrać jej prawowite ziemie, nastąpiło trwałe poróżnienie z narodem rosyjskim, w tym ze starowierami, którzy na pewien czas jakby powrócili do Rosji z emigracji wewnętrznej i zdjęli z caratu antychrystową pieczęć.
„Od dalszych komplikacji związanych z Powstaniem Styczniowym wyratowała Rosję wojna Austrii i Prus przeciw Danii, która od początku 1864 r. całkowicie pochłonęła uwagę gabinetów, odsuwając sprawę polską na dalszy plan. Nowy układ sił politycznych, przewrót przymierzy, jaki dokonał się w wyniku powstania styczniowego, oznaczał dla Królestwa Polskiego koniec polityki ustępstw autonomicznych, powrót do reżimu wojskowego i całkowitą likwidację odrębności Królestwa.
Po powstaniu styczniowym sprawa polska skreślona została z porządku dziennego dyplomacji europejskiej, lecz prawie przez trzydzieści lat posługiwał się nią w polityce zagranicznej Otto Bismarck, który przy jej pomocy utrzymywał chwiejący się sojusz trzech mocarstw rozbiorowych".14)
 1)      Piotr Łossowski i Zygmunt Młynarski, Rosjanie, Białorusi i Ukraińcy w Powstaniu Styczniowym, Wrocław 1959, Ossolineum, s.161-162  
2)    Stanisław Bóbr-Tylingo, op.cit., s.78
3)    Irena Kobderowa, Międzynarodowy aspekt Powstania Styczniowego, w: red. Stefan Kieniewicz, Powstanie Styczniowe 1863, t. I, Warszawa 1963, PWN, s. 62
4)    NIARB, F. 1430, op.1, t.15, d.32162; t.17, d.36640
5)    Latvijas Valsts Vçstures Archîvs (LVVA), F.754, op.1, d.10, L.6-7
6)    Ibid, s.576
7)    Lietuvos valstybës istorijos archyvas, F.378, BS 1864 m, d 248, l. 46
8)    Natalia Kicka, Pamiętniki, Warszawa 1972, I.W. PAX, s.575
9)    Ibid, s.576
10)    Piotr Łossowski, Po tej i tamtej stronie Niemna, Warszawa 1985, S.W. „Czytelnik", s.17
11)    Olga Łuniewa, Władza i staroobrzędowcy Naddunaju: sowietyzacja 1941 roku; „Świat Inflant" 2011, nr 14, s.4-7
12)    Rossijskij Gosudarstwiennyj archiw literatury i iskusstwa, Fond 321, Opis. L. Ed. chr.21. L. 6-7
13)    Nikołaj Iwanowicz Kostromarow, Istoriczeskije proizwiedienija. Awtobiografija, Kijów 1989, s.607-608
14)    Otdieł rukopisiej Rossijskoj nacijonalnoj bibliotieki, Fond 478. Opis 1, Ed. chr.25. l. 6 ob.
Irena Kobderowa, op. cit, s.94-95


3.3.6. Udział starowierów w rusyfikacji


Choć różny był stopień udziału inflanckich, litewskich i białoruskich staroobrzędowców w tłumieniu Powstania Styczniowego, to jednak korzyści z tego związania się z władzą były dla staroobrzędowców regionu niemal identyczne. Były to głównie korzyści społeczno-ekonomiczne (uwolnienie od pańszczyzny, uwłaszczenie, zaufanie władzy skutkujące powierzaniem różnych funkcji, zazwyczaj też przynoszących korzyści materialne), bo nie – przynajmniej początkowo – w sferze eklezjalnej. Wynikło to raczej z rygorystycznego przestrzegania prawa przez naczelnika Kraju Północno-Zachodniego M.N. Murawiewa niż z ogólnej polityki państwa, która w pierwszym okresie panowania cara Aleksandra II była w stosunku do starowierów mniej surowa niż jego poprzednika (na przykład rozporządzenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 29 sierpnia 1842 roku o rozważnym stosowaniu represji wobec raskolników i to przy ścisłym przestrzeganiu prawa, rozdzielenie przeciwraskolnicznych działań władz świeckich i duchownych).
Gdy, jakby w nagrodę za antypolskie wystąpienia, prześladowania raskolników w tym regionie ustały, to ci „ośmieliwszy się, zaczęli remontować molenny, budować nowe, co początkowo nie wywołało przeciwdziałania lokalnych, władz"1). Jednak już  18 czerwca 1864 roku N.M. Murawiew wydał wojskowym naczelnikom powiatów inflanckich (dyneburski, rzeżycki, lucyński) polecenie niedopuszczania do tego typu działań, „bo prawa nikt jeszcze nie zmienił". W rezultacie zapieczętowano z polecenia wileńskiego generał –gubernatora M.N. Murawiewa i jego następcy Konstantina od 1865 roku von Kauffmana (1818-1882) w latach 1864-1865 roku większość inflanckich molenn, wybudowanych po 1842 roku i to jeszcze bez pozwolenia 2). Jako czynne pozostaůy jedynie, wybudowane wczeúniej w Rzeczynie (Rečinia), Kampiszkach (Kampiđki), Ciskadach (Tiskâdi). W 1867 roku znów pieczćtowano molenny, a ciskadzką zburzono. Działania te nie zmniejszyły wcale stopnia lojalności staroobrzędowców regionu wobec caratu, zbudowanego z jednej strony na poprawie ich sytuacji ekonomicznej, a z drugiej – o proweniencji religijnej – na odbudowie zaufania do władcy pochodzącego do Boga, czyli wreszcie cara nie-Antychrysta. Aż do rewolty październikowej starowiercy personifikowali poprawę swojej sytuacji materialnej w osobach: Aleksandra II jako cara-oswobodziciela i N.M. Murawiewa jako tego, który upodmiotowił ich w strukturze państwa, dając im konkretne zadania obywatelskie podczas tłumienia polskiej miatieży, ale też ze szczególną troską o nich nadzorował przeprowadzenie reformy rolnej. Dał im szansę wykupu zasekwestrowanych majątków polskich.
Mit o carze – oswobodzicielu wyzwolił emigrację zwrotną, głównie z Prus. Dla caratu kolonia mazurska stanowiła nielada problem, który starała się rozwiązać konwencja rosyjsko-pruska z 1844 roku, na mocy której miano przesiedlać do Rosji starowierów, którzy wyemigrowali do Prus po tej dacie. Zaostrzono też kontrolę graniczną. W 1841 roku w kręgach starowierskich rozeszła się wieść, że car wydał manifest głoszący, iż po święcie Świętej Trójcy nastąpi przymusowe przechrzczenie na prawosławie. Rozpoczęły się ucieczki do Królestwa Polskiego i do Królestwa Pruskiego. Kiedy sprawa się wyjaśniła, rozpoczął się ruch w przeciwnym kierunku. W czerwcu 1867 roku do cara pojechała delegacja z Wojnowa w składzie: znany z lojalistycznego listu wobec władz pruskich w 1863 roku opiekun tamtejszego klasztoru Tichon Grigorijew Krymow, jego syn Nikołaj Tichonowicz Krymow i wydawca Konstantij Jewfimowicz Gołubow. Wieźli oni paterę z carskim monogramem i napisem „Carowi-oswobodzicielowi od rosyjskich osadników w Powiecie Wojnowskim w Prusach". 2 lipca delegacja podczas audiencji, klęcząc na kolanach, zwróciła się do monarchy: – Przyjmij, Wielki Gosudarze, serdeczne wyrazy oddania od rosyjskich osadników w Prusach. Choć mieszkamy w Prusach, to nasze serca płoną do ojczystej Rosji i do Ciebie, oswobodzicielu".
Wysłannicy poprosili o umożliwienie przesiedlenia się na dogodnych warunkach do Guberni Kowieńskiej. Car przystał na to, chwaląc ich, że nie zapomnieli Rosji, języka i tradycji. Reemigracja małymi grupami, jednak po przejściu na jednowierstwo, nastąpiła.
Jakby w dowód wdzięczności za oswobodzenie i carską łaskawość okazaną przez M.N. Murawiewa fiedosiejewscy polscy, bo tak w kręgach wyznaniowych nazywano bezpopowców z tego regionu, zaczęli z kolei w wielkie święta modlić się za cara, co było niezgodne z ich dotychczasową nauką, ściśle przestrzeganą przez ich współwyznawców z innych regionów. Dotychczas, pozostający jakby na emigracji  wewnętrznej, inflanccy, litewscy i białoruscy starowierzy nie dość, że stali się lojalnymi obywatelami Imperium, ale wręcz jego oparciem w regionie, w którym rosyjska ludność pozostawała w wyraźnej mniejszości. Stało się to szczególnie ważne na przełomie XIX-XX wieku, kiedy nacjonalistyczne ruchy polskie, litewskie i łotewskie niosły niebezpieczeństwo separatyzmu. 4) Należało więc jeszcze mocniej związać starowierów z państwem.
Plan zasiedlenia polskich terenów starowierami, których z racji ich chrześcijańskiego etosu pielgrzymkowego łatwo było przemieszczać, z powodzeniem realizowano w Augustowskiem. W 1865 roku założono w oparciu o przybyłych z Rosji starowierów wieś Gabowe Gądy, która dziś jest najsilniejszym ośrodkiem tego wyznania Polsce. Władze carskie oczywiście pomogły wybudować molennę. Popowstańczą molenną jest również chram z 1885 roku w Wodziłkach na Suwalszczyźnie, drugiej co do aktywności religijnej parafii pomorskiej w II Rzeczypospolitej.
 2 grudnia 1904 roku car Mikołaj II wydał ukaz o porządku państwowym, w którym wyeksponowano zasadę tolerancji religijnej, co zaowocowało cyrkularzem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 2 marca 1905 roku nakazującym gubernatorom skasować wszystkie rozporządzenia uniemożliwiające wyznawanie wiary raskolnikom i sektantom. Na kanwie tych decyzji gubernator kowieński P.W. Wieriowkin wystąpił z inicjatywą legalizacji starowierstwa w zachodnich guberniach, „które nie raz udowodniło w trudnych latach, jaka nierozerwalna więź łączy je z sercem Rosji" 5). Uważał, że wolność religijna i ekonomiczne wsparcie sprawi, przy pomocy oczywiście Banku Rolnego (Kriestianskij bank), że do tego niestabilnego politycznie regionu przybędą liczne rzesze migrantów z guberni centralnych. W ten sposób kontynuował on ideę N.M. Murawiewa oparcia rusyfikacji w Północno-Zachodnim Kraju na staroobrzędowcach, oczywiście obok prawosławnych, w tym przede wszystkim coraz liczniejszej rzeszy funkcjonariusz państwowych i wojsku. Gubernator podkreślał głęboki patriotyzm tej grupy etnoreligijnej, który objawił się szczególnie podczas wojny rosyjsko-japońskiej na tle obojętności tutejszych Polaków i Litwinów.  
Ukaz o umocnieniu reguł tolerancji religijnej z 17 kwietnia 1905 roku umocnił patriotyczno-monarchistyczne stanowisko staroobrzędowców regionu. 10 maja 1905 roku w imieniu 28 tysięcy wiernych z Guberni Kowieńskiej wożacy fiedosiejewscy, do których przyłączyli się pomorcy i filippowcy wysłali do cara Mikołaja II adres dziękczynny, w którym napisali między innymi: „Tu, na zachodnich kresach, my, nosiciele rosyjskich pierwiastków, wierni interesom naszej rosyjskiej ojczyzny, jesteśmy gotowi ponieść ofiarę dla jej obrony. Dzień i noc modlimy się do Boga, aby Najświętszy Stwórca pomógł tobie pokonać wroga". 6)
Podobny adres wysłano w imieniu 25 tysięcy starowierów z Guberni Wileńskiej.7) Wspomniany ukaz wyzwolił społeczno-polityczną aktywność starowierów regionu. W reakcji na antyrządowe i antyrosyjskie wystąpienia Polaków i Litwinów zaczęto zwoływać własne zjazdy i powoływać lokalne rady.8) Patriotyczno-monarchistyczne nastroje dominowały na Zjeździe Staroobrzędowców Całego Północno-Zachodniego, Nadwiślańskiego i Bałtyjskiego Krajów i Innych Miast Imperium Rosyjskiego, kiedy odbył się 25-27 stycznia 1906 roku w Wilnie. Uchwalono, że z czełobitnią o ochronę ekonomicznych, politycznych i kulturowych interesów staroobrzędowstwa regionu pojedzie do cara deputacja z Arystarchem Moisiejewiczem Pimonowym (zm. 1915) na czele. Jego brat Arsienij Moisiejewicz; 1863-1939 stał się tak lojalnym obywatelem II Rzeczypospolitej, że wybrano go senatorem. W czasie okupacji lojalność okazywał też Niemcom jego syn Boris Arsieniewicz; 1901-1963. Petycję wręczono carowi na spotkaniu staroobrzędowców całej Rosji 21 lutego 1906 roku w Carskim Siole.
Od 1905 roku staroobrzędowcy z Inflant, Litwy i Białorusi, już ręka w rękę z miejscową administracją, budowali rosyjski segment tego regionu. W czasie I wojny światowej walczyli na jej frontach pod sztandarem z dwugłowym orłem, ale też większość z nich w ramach bieżenstwa uciekła wraz z nowoprawosławnymi przed Niemcami w głąb Rosji. W odróżnieniu od niektórych kręgów starowierskich w Peterburgu 9) nie wiązali się oni z rewolucjonistami, stanowiąc lojalne zaplecze chylącej się ku upadkowi monarchii.   
Ta odniosła się do nich opiekuńczo, miedzy innymi władze gubernialne wsparły w 1912 roku budowę molenny pw. św. Mikołaja w Suwałkach. W tym samym roku wybudowano też molennę w Pogorzelcu.


 ) Władimir Władimirowicz Nikonow, Starowierije Łatgalii, Rzeżyca 2008, Rezeknienskaja Kładbiszczeskaja Staroobriadczeskaja Obszczyna, s.151
2) LVIA, F. 3783S, 1864; d. 98,100,304
3) P.Siemienow, Gieograficzesko-staticzeskij słowar' Russijskoj imperia. t.4, t.a, Peterburg 1868, s.363-364
4)  Aleksandr Juriewicz Biendin, Staroobriadcy siewierno-zapadnogo kraja i włast': osobiennosti wzaimotnoszenij (1905-1906) „Staroobradczestwo" 2009, nr 13, s.16
5) LVIA, F.378.op.1905.D.352.L.18
6) Ibid., L.55
7) Ibid, L. 43
8) Aleksandr Juriewicz Biendin, op. cit.s.17
9) Stefan Pastuszewski, Rozkwit, uwiąd i tradycja starowierskiej przedsiębiorczości; „Świat Inflant" 2012, nr 1, s.1-5

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora