Stefan Pastuszewski - Kozacy starowierscy pod polskim dowództwem

Współpraca Michała Czajkowskiego ze starowierami miała głównie na celu wbicie klina w państwowo-cerkiewny organizm Imperium Rosyjskiego, ale też pozyskanie siły zbrojnej do ewentualnej walki z tym Imperium podczas wojny narodów. Zarówno ekspedycje Agenta Głównego do niekrasowców w Anatolii i Dobrudży, połączone z kontaktami z dobrudżskimi Zaporożcami, którzy jako nikonianie starowierów, będących z kolei Kozakami dońskimi, nie akceptowali, odbywały się pod kątem przygotowań do walki zbrojnej. Czayka, świadcząc mniejsze lub większe usługi dyplomatyczne, gromadził zobowiązania. Jego najbliższym współpracownikiem w tych operacjach był bogaty, mieszkający w Dobrudży, ale często przesiadujący w Konstantynopolu, ataman Osip Siemienowicz Gonczarow, któremu w korespondencji Agencji Wschodniej przypisano pseudonim Gancz. To on 22 września 1855 roku w Konstantynopolu witał Adama Mickiewicza (1798-1855) chlebem i solą. Nie był niekrasowcem, ale przechrzcił się i związał się ze starowierami na dobre i na złe.
M. Czajkowski raportował 16 czerwca 1846 roku do Władzy:
„Ganczarow daje jak najgorętsze zaręczenia swojej dobrej woli, i Nekrasowców Niżu, zaręcza za ich gotowość i przyrzeka że za przyjazdem P. Budzyńskiego, doprowadzi Kuźmę Wasilika, mianowanego hetmanem wszystkich nekrasowców Niżu przez Władzę Turecką – Sitkarowa i innych kilku z ważniejszych ludzi do zaręczenia P. Budzyńskiego w obecności jego i Staryżana o gotowości Nekrasowców na nasze zawezwanie, o niezłomnem postanowieniu złączenia ich sprawy ze sprawą naszą – Dostanie Biskupa bardzo dobre zrobiło wrażenie – Gancz: zapewniał że Ihumen Mnichów Starowierskich. przybyłych na Niż i osiadłych w Sławie, Mn: Arkadi, jest tak oświecony jak Mn: Paweł, i będzie nam wielką pomocą w działaniu na Starowierców w Kraju.
Ganczarow przyprowadził do nas jednego ze starszyzny Nekr: z Binewle, Leona Martinowicza Czehałuka, który oświadczył swoją wdzięczność za Biskupa, i gotowość swoją i swoich do wystąpienia przeciwko Moskwie, toż samo powtórzył co nam mówił Mn: Paweł, że Binewle da snadno trzystu jeźdźców, że koni i wszystko co trzeba dostaną sami, i że przyjdą na czas i miejsce przeznaczone – Ganczarow powiedział że o konie dla Nekrasowców Niżu turbować się nie trzeba gdyż oni sami je dostaną, i że jak najskrupulatniej pokaże P. Budz: wielu jeźdźców każda z pięciu wiosek Niżu dać może – Gancz: mówił jako o wielkiej korzyści dla naszej sprawy, mianowanie Hetmana na wszystkie wioski Niżu człowieka zacnego, rozumiejącego naszą rzecz i gotowego na rozkaz. Kuźma Wasiliko ma być takim, i jeśli tak jest to pewnie że wielka korzyść.
Gancz: takoż powiedział o dość ważnej rzeczy, że Dońcy stojący za Dunajem (Budziak – przyp. S.P.), pomagali przy przeprawie zbiega z Carstwa Moskiewskiego na Turczyznę, a teraz przeprawiają bydło i konie kradzionym sposobem – Z tej dyspozycji można korzystać do zaprowadzenia stosunku – może na to nam się przyda Mn: Arkadi, P. Budzyński będzie próbował użyć go do zawiązania i utrzymywania stosunków z Dońcami stojącymi na granicy.
Czehałuk mi oznajmił, że Tichon Osipowicz Butuk, który był atamanem kiedy ja byłem w Binewle, i który tego roku znowu został obranym, po przerwie dwuletniej, ma przysłać dwóch ze starszyzny dla naradzenia się zemną jak mają postępować z Portą. Mn: Paweł w Binewle mówił starykom o tem że nam winni dostania Biskupa, i że tam wielka jest dla nas wdzięczność. Czehałuk Leon w 1827 i 1828 był dowódcą eskorty będącej przy (...) Hussejnie Paszy, a brat jego pochodnym atamanem pod Szumlą (obecnie Szumem – przyp. S.P..), a teraz atamanem wojska w przerwie nieurzędowania Butuka.
Ganczarow zapewniał, że wszystkich Nekrasowców wyprowadzić można, oświadczając im, że Szamil wystąpi na Kaukazie przeciw Moskalom i posunie się za Terek, i że flota francuska zbliży się ku Bałtyckiemu i Czarnemu morzom, że w tenczas wszyscy bez wahania się wsiądą na koń i pójdą". 1)
Jak widać, w raporcie tym wyeksponowana jest rola swoistego agenta wpływu, przypisana mnichowi Pawłowi Białokrynickiemu, który jak okazuje się – po pozyskaniu metropolity podczas miesięcznych przygotowań do wyjazdu do Wiednia – odwiedził współwyznawców w Bin-evle, umacniając ich w wierze miedzy innymi wiadomością o biskupie zdobytym przy pomocy Polaków i katolików (ks. F. Pašalić). Równocześnie Agent Główny jakby projektował utęsknioną wojnę narodów, która miała przynieść wyzwolenie Polsce. Jasno określał rolę starowierów w tej wojnie, zobowiązanych do współpracy z Polską w zamian za odrodzenie ich hierarchii duchownej, a także na kanwie odwetu za stłumienie powstania K.A. Buławina (1707-1710). Dużo w tych rachubach naiwnego idealizmu oraz nieznajomości starowierskiej rzeczy, skupiającej się jak każdy fenomen ekskluzywny, przede wszystkim na sobie.
Mimo różnych przeszkód M. Czajkowskiemu „w niedługim czasie udało się zgromadzić materiał palny przeciw Rosji, a narody (mieszkające w Turcji – przyp. S.P.) skłonić do szukania pomocy w Anglii i Francji". 2)
Eugeniusz Tarle pisał:
„Dziwny to był człowiek ów Czajkowski. Fantasta, dyletant w polityce i w literaturze, której się oddawał, to zapalony patriota polski, to całkiem osobliwego swoistego typu ukrainofil, marzący o jakiejś urojonej polsko-ukraińskiej republice kozackiej, człowiek o szlachetnych porywach, a zarazem zdolny do nieoczekiwanych, a bardzo niskich postępków, od dawna był już tematem nieustannych rozważań wśród emigracji polskiej... Jego ideą było, aby z Kozaków odszczepieńców, którzy uciekli ongiś z Rosji przed prześladowaniami religijnymi, utworzyć osobny oddział kozacki, a następnie i odrębne wojsko słowiańskie, które pozostając w Turcji, stałoby się ostoją szerokiej autonomii wszystkich narodów słowiańskich". 3)
Marzyła mu się Polska szlachecko-kozacka pod berłem A.J. Czartoryskiego, ale za to z M. Czajkowskim jako atamanem Kozaków.
Wybuch wojny wschodniej (krymskiej) 1 listopada 1853 roku wysunął M. Czajkowskiego, a raczej od 18 grudnia 1850 roku, Sadyka Paszę na pierwszorzędne stanowisko. Wysoka Porta powołała go do Rady Ministrów jako rzeczoznawcę wojskowego. Karol Brzozowski (1821-1904) złożył na jego ręce projekt użycia Kozaków z Dobrudży dla uformowania odrębnego oddziału.
Sadyk Pasza przystąpił więc do formowania pułków Kozaków otomanskich, w których obok Kozaków rosyjskich i Bułgarów znaleźliby się również Polacy. Chciał, by w razie jakiegokolwiek sporu zbrojnego z zaborcami Polska, mając swoje formacje, mogła walczyć nie w pojedynkę jak w 1831 roku, ale przy boku państw sprzymierzonych, z realną perspektywą wywalczenia swojej wolności.
Udało się Sadykowi przy pomocy własnych funduszy zebrać w Konstantynopolu w ciągu dwóch miesięcy trzy sotnie. 11 stycznia 1854 r. z pierwszym szwadronem ruszył do Adrianopola, drugi szwadron pod dowództwem Mehmed Beja Luboradzkiego czekał na konie i osiodłanie, trzeci formował Tomasz Wierzbicki. Zgodnie z zobowiązaniami wobec Wielkiej Porty niekrasowcy tworzyli osobne sotnie (szwadrony) na swoich koniach, ze swoim umundurowaniem i uzbrojeniem.    
W sumie Sadyk Pasza sformował sześć sotni kozackich. Różne były i są opinie co do wartości bojowej i morale tych oddziałów oraz kompetencji samego Mehmeda Sadyka, który z efendiego, czyli pana dosłużył się generalskiego tytułu paszy.
Jako straż przednia armii Omera Lutwi Paszy zajął las Deli Orman (Szalony Las) pod Silistrą, potrafił utrzymać łączność między tą oblężoną twierdzą a armią turecką, zaś kiedy armia rosyjska poczęła ustępować, odznaczył się pod Ramadan i Fratešti i pierwszy wkroczył do Bukaresztu. Komendę (gubernator wojenny) nad Bukaresztem (6 sierpnia-6 września 1854) sprawował do chwili wkroczenia Austriaków do tego miasta i razem z armią turecką cofnął się na linię Seretu, a potem Prutu. W pierwszych tygodniach 1855 roku mógł przejść Prut i wkroczyć na Ukrainę, do czego zachęcali go przewodniczący tureckiej Rady Wojennej Reszyd Mustafa Alehmed Pasza (1802-1858) i pośrednio też cesarz Francji (1852-1873) Napoleon III (1808-1873). Jednakże brakło mu wiary w powstańcze siły Polski i Rusi, a jako wódz nie chciał brać odpowiedzialności za działania w większej skali, co dowodzi jego chwiejnego charakteru i swoistej niesamodzielności (zawsze pozostawał na czyjejś służbie). Był marzycielem spraw wielkich, lecz realizował tylko drobne i to niezbyt precyzyjnie. Tłumaczył się później niechęcią głównodowodzącego Omera Lutwi Paszy (1806-1871) i tym, że generałowie tureccy, znajdujący się pod jego komendą, otrzymali zakaz przechodzenia Prutu. Ostatecznie kozacy Sadyka rozbili w marcu 1855 roku obóz pod Burgas, gdzie stacjonowali kilka miesięcy.
Nie ulega wątpliwości, że gorliwi religijnie niekrasowcy raczej nie chwytali za broń, a chcąc się wywiązać ze swych zobowiązań za biskupa, kierowali do oddziałów bardziej awanturniczych ziomków. Adam Lewak, trzeźwy biograf Sadyka, tak pisał:
„Stan korpusu tureckiego, którym dowodził Czajkowski, nie był dobry; niespodziany atak gen. Uszakowa pod Maximeni na Boże Narodzenie r. 1854 wywołał popłoch aż do Warny. Zginął wówczas kpt. Garczyński, jedną sotnię, rozbito zupełnie. Kozacy zebrani pod Burgas nie przedstawiali się dobrze. Oprócz emigrantów z Rosji, rozpitych i zdegenerowanych resztek zaporożców i nekrasowców, żołnierzami byli Cyganie, Żydzi, Rumuni i uwolnieni na wojnę rozbójnicy. Kilku oficerów i część pierwszej sotni była polską. Emigracja polska nie chciała wstępować do Kozaków; Czajkowski nie dawał im rękojmi oficera z fachowym wykształceniem, nie wykazał się zdolnościami administracyjnymi ani siłą ideową, niezbędną dla legionu polskiego na grząskim terenie wschodnim. Kozakom brakowało też ekwipunku i uzbrojenia, w które rząd turecki nie mógł ich zaopatrzyć. Powody te skłoniły Władysława Zamoyskiego do utworzenia dywizji polskiej na Wschodzie, tzw. kozaków sułtańskich na służbie Wielkiej Brytanii. Rozpoczęła się walka między Czajkowskim a Zamoyskim, w której oprócz motywów osobistych najważniejszą rzeczą był spór między wschodnim i zachodnim rozumieniem sprawy polskiej."4)
6 lipca 1854 roku formowanie drugiego pułku rozpoczął zwycięzca spod Kałuszyna w 1831 roku Władysław Zamoyski(1803-1868). Jego formacja była w większości polska i katolicka, podczas gdy Sadyka Paszy – stanowiła zbieraninę różnych narodowości, w tym Kozaków, zarówno niekrasowców jak i zaporożskich. Gdy Austria zajęła księstwa naddunajskie (Serbia, Wołoszczyzna, Mołdawia), to oba pułki otrzymały rozkaz wymarszu do Azji, co jednak nie nastąpiło. 5 października 1855 roku do pułku Sadyka stacjonującego w Burgas przybył Adam Mickiewicz, który poparł go w konflikcie z W. Zamoyskim. W liście z 19 listopada 1855 roku do Seweryna Gałęzowskiego (1801-1878) poeta pisał:
„Sadyk teraz został z samymi Kozakami ukraińskimi, kubańskimi i lipowańskimi. Oficerów ma tylko polskich i bardzo dobranych rzadkiego poświęcenia i zacnych ludzi. To, co mówiono o nadużyciach, rozruchach i bitwach w obozie, jest fałszem (…). Mogę zaręczyć jako świadek naoczny, żem pułków piękniejszych, żwawszych i porządniejszych me widział. Tym smutniej mnie było widzieć ten zawiązek niszczony fatalnym wpływem Zamoyskiego, który tu postępowaniem swoim szachrajskim Turków przeciwko Polakom oburza".5)
Jednak po śmierci A. Mickiewicza 26 listopada 1855 roku zaczęła się powolna likwidacja wojsk kozackich, a wraz z nią spadek wpływów Sadyka w Turcji. Nie miał on już zewnętrznego poparcia, na co również wpłynęła jego konwersja na islam, z którego zaczęła wynikać nieskrywana obsesja antykatolicka. Po zawarciu pokoju niekrasowcy i zaporożcy dobrudżcy rozeszli się do domów, a pułk dragonów, którym dowodził Sadyk Pasza był bardzo słaby i rozproszony. Kozacy, ale już nie niekrasowcy, pełnili kolejno służbę na granicach: greckiej i serbskiej, a jeden szwadron w Stambule u boku Sułtana. Nie zdecydował się więc na pomoc Powstaniu Styczniowemu poprzez manewr od strony Ukrainy. 29 kwietnia 1863 roku Komitet Centralny jako Rząd Narodowy wystosował do niego wezwanie następującej treści:
Jenerale!
Doszło niewątpliwie do Twej wiadomości, że już od 3 miesięcy Polska toczy zaciekły bój z odwiecznym a nieubłaganym swym wrogiem – carską Moskwą, bój na śmierć i życie, którego ostatecznym celem musi być i będzie niepodległość i wolność całej Ojczyzny naszej od Bałtyku do Czarnego Morza, od Odry do Dniepru i Dżwiny. Na dane hasło powstał naród cały, a trąba wojenna zagrzmiała w Koronie. Litwie i Rusi. Waleczna i bohaterska młodzież skupia się pod sztandarem wolności, a liczba obrońców Ojczyzny z dniem każdym powiększa się i wzmaga. Jenerale! Ojczyzna wzywa Cię przez usta Rządu swego, byś stanąwszy na czele swych mężnych i walecznych szyków powiększył liczbę dzielnych jej obrońców. Ojczyzna wzywa Cię jako prawego i wiernego swego syna. bo ma do tego prawo, bo ma na to przekonanie, że w Twym sercu, chociaż okrytym dziś obcej narodowości suknią, goreje święty ogień Twej synowskiej dla niej miłości; że odgłos ojczystej trąby wojennej znajdzie w nim odbicie. Śmierć wrogom - Polsce zwycięstwo! Do boju więc spiesz, Dzielny Wodzu, Ojczyzna Cię czeka, wróg Cię czeka.
Wiedząc, że Sadyk Pasza przeżywa obecnie problemy, w tym również z samym sobą, KC jako RN zaapelował również na wprost do sadykowych żołnierzy:
Komitet Centralny jako Rząd Narodowy do walecznych szyków jen. Michała Czajkowskiego
                                                              Oficerowie i żołnierze!
Od 3 już miesięcy bracia wasi toczą walkę z wrogiem, który Ojczyznę ujarzmił, a was skazał na wygnanie i tułactwo. Niedawno, gdy promyk nadziei zaświeci! dla naszej świętej ziemi, zebraliście się pod obcym sztandarem, by choć pośrednio nieść jej pomoc swoją. Sposobność znikła, a wy wraz z swoim dzielnym wodzem zostaliście nieopodal od granic Ojczyzny, by być gotowymi na każde jej wezwanie. Chwila nadeszła! Oficerowie i żołnierze! Dziś macie otwarte pole, by na własnej ziemi i pod własnym sztandarem uderzyć piersią w pierś wroga, w niej utopić spisy swoje, a miecze stępić na jego karkach. Ojczyzna was wzywa do walki na śmierć i życie, mężne hufce braci waszych już was czekają na równinach Podola. Spieszcie się więc, bracia, spieszcie co prędzej, by z mieczem w dłoni wspólnie nami zawołać: Niech żyje Polska! Śmierć wrogom! 6)
Z tymi obydwoma wezwaniami został do Stambułu wysłany przez Wydział Prowincjonalny Rusi komisarz Zaremba Perłowski w celu uzgodnienia wyprawy zbrojnej, która miała poprzez Rumunię uderzyć na Podole. Nic z tego! Sadyk – podobnie jak w 1855 roku nie zdecydował się przekroczyć Prut, a jeszcze swoich żołnierzy odwodził od takiego kroku.
Sadyk, zawiedzony co do polityki polskiej emigracji, a w zasadzie odsunięty przez nią na bok wątpił również w powodzenie powstania. Załamany generał po śmierci Ludwiki Śniadeckiej (1800-1866), która była jego prawą ręką a nawet kierowała wieloma jego politycznymi przedsięwzięciami przeniósł się na Ukrainę, akceptując władzę Rosji, której panowanie uznał za dziejowy dopust, z którym trudno walczyć. Propagował nawet potrzebę zgody z Rosją. Car przyznał mu 100 rubli miesięcznej pensji. 18 grudnia 1872 roku stanął w Odessie. 4 stycznia 1886 roku popełnił samobójstwo. Klęska!
A jednak polityka A.J. Czartoryskiego, a przede wszystkim działalność Agencji Wschodniej w Stambule, osłabiła znacznie wpływy Rosji nad Bosforem, na Bałkanach i terenach pogranicza turecko-rosyjskiego. Nie spełniły się carskie zamiary. Carogród nie stał się stolicą obrońcy prawosławia, a na kopułach meczetu Aja Sofia, dawnej prawosławnej świątyni pw. Mądrości Bożej, nie pojawiły się krzyże.
Poważne konsekwencje dla polityki rosyjskiej miały inne rezultaty kilkudziesięcioletniej działalności Hotelu Lambert. Zaktywizowała ona w Europie Zachodniej nastroje antyrosyjskie i sprzyjała ich konsolidacji. Niemiecki badacz zagranicznej polityki A.J.Czartoryskiego, Hans Henning Hann w swej pracy Aussenpolitik in der Emigration die Exildiplomate Adam Jerzy Czartoryskiego 1830 – 1840 (Monachium – Wiedeń 1978) tak podsumował tę działalność: „Trudno by pojąć rozmiary rusofobii w europejskim liberalizmie, i później w ruchu socjalistycznym, jeżeli nie weźmie się pod uwagę efektywnej pracy propagandowe) polskiej emigracji i jej sympatyków".
Działalność Agencji Wschodniej skłoniła narody bałkańskie, aby w swym dążeniu do swobód religijnych i politycznych szukały oparcia nie w Rosji, ale w Europie Zachodniej, co zresztą widoczne jest po dziś dzień; Bałkany są pod tym względem rozdarte.
Przede wszystkim sprawa polska – dzięki Wielkiej Emigracji, a zatem w głównej mierze dzięki Hotelowi Lambert – obecna była w stosunkach międzynarodowych przez dziesięciolecia. Jej echa przewijały się nawet, gdy „ostatni król polski" już nie żył (1861). Był to kapitał, który po latach w międzynarodowej dyplomacji zaczął wydawać owoce. 7)
Związek kozackich starowierów z polską formacją polityczno-wojskową podtrzymał ich dążenia emancypacyjne, ale równocześnie co nieco ich zdemoralizował. Zachowała się następująca relacja samego Sadyka mówiąca o wahaniach dobrudżkich niekrasowców, czy przypadkiem nie stanąć po stronie Rosji, której wojska pod koniec 1854 roku zajęły część Dobrudży:
„Niekrasowce przywieźli odpowiedź z Tulczy. Była to mazbata (opinia – przyp. S.P.) rady, podpisana i podpieczętowana przez gubernatora, kadiego i wszystkich członków rady, oprócz biskupa i rządców kozackiego i tatarskiego, którzy natenczas nie zasiadali w radzie. Ta mazbata była niesłychanej zuchwałości. Zaczynała się od rozumowania, że ponieważ władze wojskowe tureckie znajdują się bardzo daleko od Tulczy, a władze wojskowe rosyjskie są na drugiej stronie rzeki, ponieważ wojska sułtańskie na pierwsze pokazanie się wojsk rosyjskich uciekają, a wojska rosyjskie wcale się nie boją wojsk sułtańskich, jest więc rzeczą naturalną i logiczną, że władza miejscowa Dobrudży zostawiona sama sobie stara się o względy generała Uszakowa dla bezpieczeństwa okolicy i jej mieszkańców, że z tego powodu obowiązaną jest władza miejscowa składać raporta i odbierać rozkazy od generała Uszakowa (…). Radzą mi tak, jak radzili Kałabałyk Jussuf Paszy i Czerkiesowi Ali Bezi Paszy, żebym się wynosił co prędzej z Dobrudży dla uniknięcia ucieczki takiej, do jakiej zmuszonymi zostali Alienak Mustafa Pasza i Sarkosz Ali Pasza.
Ta mazbata była mi przywiezioną nade dniem, a w kilka godzin później przybył do mnie w odwiedziny biskup Dobrudży z mnogim orszakiem rozmaitych posługaczy.
Niekrasowce mi powiedzieli, że biskup przyjechał wywiedzieć się o wrażeniu, jakie na mnie zrobi mazbata, i o rozporządzeniach, jakie wydał z tego względu, i że nie podpisał mazbaty, ale był obecny na radzie i wie dobrze, co na niej zrobiono, takoż że rada tulczańska dostała trzy tysiące karabinów, którymi uzbroiła mieszkańców z zaleceniem bronienia się od baszybuzuków i Kozaków (formacje otomańskie – przyp. S.P.).
Zima na nowo się rozpoczęła, Dunaj zamarzł na dobre i śnieg pokrył ziemię.
Przyjąłem bardzo gościnnie biskupa, uraczyłem go biesiadą obfitą i smaczną, odlaną dobrym winem. Biskup był z aniołami Bachusa i Morfeusza (259), jednakże wprzódy posłał posłańców do Tulczy zawiadomić swoich towarzyszy, że nie mają się czego obawiać. Puszczono tych posłańców przez łańcuch czat, a ze zmrokiem wieczornym był otrąbiony alarm i trzy sotnie Kozaków regularnych, a czwarta niekrasowców wyszły ze mną z Gropa Czaban". 8)
Skoro biskup Alimpij witał się z aniołami Bachusa i Morfeusza, to cóż dopiero żołnierze żyjący w trudnych polowych warunkach! A były to między innymi sotnie (szwadrony) starowierskie z Żuriłówki (Jeri-kioj) i Sarikioj, zachowujące odrębność swego pochodzenia (trzy sotnie były natomiast bułgarskie). Nie bez podstaw A. Lewak pisał o ich rozpiciu i zdegradowaniu. Niemniej podczas przeprawy przez zimowy Dunaj w lutym 1854 roku „pobożne rycerstwo, starowiercy po kilkakrotnym przeżegnaniu się krzyżem świętym puścili się miedzy kry lodowe". 9)
Po zawarciu pokoju niekrasowcy rozeszli się po domach, jednak późniejszy ich los nie był zbyt pomyślny. Dali się zdegradować do pozycji rajów, czyli niemuzułmańskich poddanych Sułtana, a nie jego, mających więcej przywilejów, żołnierzy. Sadyk Pasza tak opisał tę operację:
„W kilka lat po wojnie hr. Władysław Zamoyski sprowadził do Paryża Ganczarowa, starowierca z Dobrudży, którego ja używałem w czasie wojny za mojego namiestnika cywilnego w osadach kozackich. Przedstawiał go u dworu, sadzał go u stołu ministra p. de Thouvenel, mówił, że to jest naczelnik Kozaków tureckich, którzy brali udział w koalicji przeciwko Rosji. Tak go uchodził pochlebstwami i jezuickimi radami, że ten obałamucony podał żądanie do rządu francuskiego i angielskiego, żeby w nagrodę ich usług wojennych w czasie wojny koalicyjnej wyrobili im u sułtana uwolnienie od służby wojennej i od wszelkich powinności wojskowych, z odebraniem wszelkich przywilejów, jakie mieli dotąd z powodu służby wojennej, a zrównanie ich stanu ze stanem innych poddanych Wysokiej Porty rajów.
Było to zrobionym na zniszczenie raz na zawsze firmanu mnie wydanego po wojnie do osadzenia wojskowo Kozakami wyspy Sulina i Leti. Firman mówił, że kolonizacja ma być złożoną z Kozaków zamieszkałych w Turcji, mających przywileje wojskowe i powinność służby wojennej, i tych, którzy się wpiszą w rejestr.
Ganczarow nie był ani niekrasowcem, ani Zaporożcem, dwie gałęzie Kozaków, którzy mieli przywileje i są obowiązani do powinności wojennej. Należał on do raskoła, który się sam zasymilował, czyli podszył pod przywileje niekrasowców.
Ganczarowa ja wpisałem w rejestr ze stopniem bimbaszego Kozaków, stopień majora. Turcja przyjęła prośbę i Kozacy całego raskoła zostali rajami. Ganczarow żyje jeszcze i opłakuje stratę przywilejów, i złorzeczy swoim radcom.
Ta ostatnia okoliczność najlepiej wykazuje, na jakie to błędy fanatyzm religijny, prawdziwy czy udany, kierował Polaków. Poświęcali rzeczywistą polskość z urojonej obawy prawosławia i swobody ludu. 10)
Ta smutna konstatacja, kończąca Moje wspomnienia o wojnie 1854 roku świadczy, że Michał Czajkowski, choć początkowo z interesu politycznego, a potem za sprawą codziennych kontaktów, rzeczywiście stał się przyjacielem starowierów i misja wśród nich była jedną z ważniejszych jego działań na pograniczu rosyjsko-tureckim.
Polacy jeszcze raz próbowali zagrać kartą starowierską po Powstaniu Styczniowym. W 1868 roku nowy agent wschodni, a zarazem dyrektor kolonii polskiej w Adampolu, Tadeusz Oksza-Orzechowski (1837-1902), nie dość, że usiłował przejąć formację wojskową Sadyka Paszy, a jeszcze chciał przechwycić jego związki z niekrasowcami. I przechwycił. Utworzył wywiad pod nazwą Biura Korespondencyjnego, który prowadził różne tajne operacje i gry na Bałkanach. Opracował dwuletni plan wywołania w Rosji buntu typu pugaczowskiego. Główną jego siłą, antycarskim materiałem palnym mieli być starowiercy z guberni: Moskiewskiej, Kurskiej, Woroneżskiej, Tambowskiej i Sybirskiej.
Hotel Lambert wydał na tę akcję 600.000 franków. W maju 1868 roku na teren Rosji przeniknęło dziewięciu emisariuszy z listami polecającymi od dobrudżskich niekrasowców. Miał nimi przewodzić samozwaniec Piotr III, w którego wcielił się Aleksander Kryłowskij.
Było to odniesienie do samego J.I. Pugaczowa, który podczas powstania występował pod imieniem Piotra III (1728-1762), męża Katarzyny II, zamordowanego z inicjatywy swej żony po sześciomiesięcznym tylko panowaniu. Jako pierwszy zaczął liberalizować rosyjski system państwowy. 18 lutego 1762 roku wydał manifest zwalniający szlachtę od obowiązku służby wojskowej i cywilnej, 21 lutego zlikwidował Tajną Kancelarię, czyli tajną policję, wydał dekrety o jawności postępowania sądowego i o tolerancji wyznaniowej. Wśród wielbiącego go ludu zachowała się wiara, że Piotr III żyje i wróci w odpowiednim momencie jako mściciel. Wiarę tę usiłowali tym razem wykorzystać Polacy, mając już zresztą doświadczenia z samozwańcami z pierwszej połowy XVII wieku.
Szybko jednak rosyjskie tajne służby, śledzące od samego początku ten spisek, zaaresztowały emisariuszy i od tego momentu datuje się koniec polskich kontaktów z niekrasowcami. 11)
To, że niekrasowcy włączyli się w walkę przeciw władzom carskim wynikało co najmniej z dwóch przyczyn. Po pierwsze był to rewanż za odrodzenie hierarchii starobrzędowej, której brak – popowcom w końcu – im bardzo doskwierał, po drugie była to zadawniona zemsta za zdławienie powstania J. Buławina, a jeszcze wcześniej J.I.Pugaczowa oraz wielopokoleniową tułaczkę po północnych wybrzeżach Morza Czarnego.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora