Stefan Pastuszewski - Polska pomoc i carski odwet (1)

I.
Surowe i bardzo konsekwentne prześladowania starowierów niemal od początku (ukaz z 17 sierpnia 1826) wstąpienia na tron cara (1825–1853) Mikołaja II (1796–1855), w tym przede wszystkim zlikwidowanie bądź włączenie do Cerkwi państwowej na zasadzie jednowieria klasztorów irgizskich (1828–1842), oraz kierżenieckich (1854–1857), będących rezerwuarem duchowieństwa starobrzędowego, spowodowały kryzys w tym środowisku. (W 1850 roku ze 1000 klasztorów starowierskich pozostało 50). Rozwiały się wszelkie nadzieje na zgodę władz na pozyskanie własnego biskupa, o co jeszcze do niedawna zabiegano. Działacze kościelni rozpoczęli wielką dyskusję nad sposobami wyjścia z tej sytuacji, która pozostawiła setki tysięcy wiernych bez posługi duchowej, w tym bez chrztu dopełnionego przez kapłana zastępowanego w takiej sytuacji przez świeckich, głównie przez położne (babuszkinskoje pogrużenije) oraz bez ślubu kościelnego (pożycie małżonków bez ślubu kościelnego traktowano jako nierząd). W czasie tej powszechnej debaty coraz więcej poparcia zyskiwał, zgłoszony podczas zjazdu staroobrzędowców w 1831 roku w Mokwie przez chwalibinskiego kupca, a zarazem naczetczyka Afonija Koźmicza Koczujewa (1804–1863) pomysł pozyskania biskupa na Wschodzie (Egipt, Syria, Palestyna) albo ewentualnie z Kościoła greckiego, który – jak się okazało – nie odstąpił tak dalece od starych obrzędów jak uczyniła to rosyjska Cerkiew nikono–pietrowska (najpoważniejszym odstępstwem był chrzest przez polewanie, zamiast trzykrotnego zanurzenia). Według tej koncepcji katedrę biskupią należało ustanowić za granicą: w Turcji, Austrii lub Polsce, gdzie panowała wolność religijna i mieszkało dużo starowierów 1). W ten sposób po raz pierwszy świadomie sięgnięto po zagraniczną rezerwę eklezjalną. Koncepcję tę jednomyślnie, a nawet entuzjastycznie, niczym dar z nieba, zaakceptowano na soborze mającym miejsce w 1832 roku w centrum popowszczyzny na Cmentarzu Rogożskim w Moskwie. Zwrócono się do współwyznawców w Peterburgu w celu podjęcia wspólnych działań. Ci postanowili wykonać jeszcze jedną próbę w stosunku do władz, nie prosząc już jednak o biskupa, tylko o umożliwienie im sprawowania obrzędów w oparciu o zbiegłych kapłanów, tak jak dotąd bywało. Gdy ówczesny szef korpusu żandarmerii hrabia Aleksandr Christofowicz von Benkendorf przedłożył wniosek carowi Mikołajowi I, to ten, rozeźlony, „schwycił znajdujące się pod ręką krzesło i z tak ogromną siłą rzucił nim o podłogę, że rozpadło się na drobne części. – „Tak ja skruszę raskoł!"– zawołał z wielkim gniewem" 2.
Zadaniem przygotowania misji na Wschód zajął się piotrogrodzki kupiec Siergiej Grigorjewicz Gromow (1770–1840) i jego brat Fieduł Grigorjewicz Gromow (1764 –1848), którzy od 1835 roku patronowali piotrogrodzkiemu centrum popowszczyzny skupionemu wokół molenny pw. Zaśnięcia Bogurodzicy na cmentarzu przy obecnej ulicy Taszkienckiej, zwanym potocznie Gromowskom Kładbiszczem.
Do realizacji tego zadania wybrano dwóch mnichów: Pawła (Pieter Wasiljewicz Wielikodworskij; 1808–1854) i Grierontija (Gierasim Isajewicz Kołpakow; 1803–1868). „Mieli oni zamiar penetrować najpierw takie wschodnie kraje, jak Persja, Gruzja i okolice Araratu, gdzie – jak mniemano – kryją się jeszcze prawdziwi chrześcijanie, a wśród nich znajdują się staroprawosławni biskupi, a potem azjatyckie i europejskie regiony Turcji (…) 6 maja 1836 roku wysłannicy dotarli do Kutaisi. Tutaj jednak zostali zatrzymani przez miejscową policję, która zwróciła uwagę na ich oryginalny ubiór: starobrzędowe, specjalnego kroju kamiławki i krótkie mantie oblamowane na czerwono". 3).
Po trzechmiesięcznym pobycie w areszcie wrócili jednak do Rosji z nowymi planami. Do ich realizacji przystąpili wczesną wiosną 1839 roku. Udali się do austriackiej Bukowiny, do klasztoru w Białej Krynicy, traktując go jako bazę wypadową swojej dalszej misji. Gierontija wybrano ihumenem klasztoru, więc Pawieł dobrał sobie jako towarzysza mnicha Alimpija Miłoradowa (Afanasij Zwieriew), z którym odbył szereg wyjazdów do Lwowa, Czerniowców i Wiednia w celu przygotowania gruntu polityczno–prawnego pod ustanowienie katedry biskupiej w Białej Krynicy, bowiem tamtejsi starowierzy mieli prawo swobody wyznania, darowane im przez cesarza austriackiego Józefa (1765–1790) II (1741–1790) w 1783 roku. W 1842 roku jeździli do Moskwy, głównie po środki finansowe na dalszą realizację misji wschodniej oraz założenie katedry biskupiej. Spotkali się z cesarzem austriackim (1835–1848) Ferdynandem I (1743–1875), który 18 września 1844 roku wydał dekret pozwalający na założenie w Białej Krynicy biskupstwa w oparciu o hierarchę przybyłego z zewnątrz, który natychmiast po instalacji miał prawo wyświęcenia swego następcy oraz innych biskupów i kapłanów.
W tym to okresie mnisi znaleźli się w sferze oddziaływania Hotelu Lambert, prowadzącego swoistą akcję dyplomatyczną za pomocą różnorakich agentów w Europie środkowo–wschodniej. Celem tej akcji było działalnie na rzecz niepodległości Polski poprzez wzmacnianie sił antycarskich, także antyzaborczych w Europie, a szczególnie na Bałkanach. Prowadzący ową półtajną operację na tym terenie był Michał Czajkowski (1804–1886), który skontaktował się z białokryniczanami, którzy z kolei mieli silne powiązania z mieszkającymi w Turcji niekrasowcami, już w październiku 1845 roku, umacniając te relacje w latach 1846–1847. Energicznie włączył się w akcję poszukiwania, a następnie instalowania biskupa w zamian za propagandę „w duchu polityki Czartoryskiego wśród niekrasowców i starowierów w Rosji i Galicji oraz udzielenia pomocy agentom i emisariuszom Hotelu Lambert" 4).
Misja poszukiwawcza wyruszyła w czerwcu 1845 roku do Libanu, Syrii, Egiptu, a potem do Palestyny. Wysłannicy po spotkaniu ze starowierskimi starcami mieszkającymi w skicie w pobliżu Kairu sfalsyfikowali wówczas starowierski mit o ukrywających się biskupach (kryjuszczychsije episkopy) prawdziwej wiary. Odwiedziwszy cztery greckie patriarchaty, stwierdzili również to, co dla starowierów było bardzo ważne, a mianowicie, że w tych lokalnych Kościołach wschodnich zachowała się sukcesja chrztu przez trzykrotne pełne zanurzenie, a nie – jak w Cerkwi nikoniańskiej – przez polewanie. Doszli do wniosku, że zgodnie z kanonami kościelnymi można od tych patriarchatów przejąć cheirotonię wraz z sukcesją apostolską. Podjęli więc decyzję, aby znaleźć biskupa w Konstantynopolu. Tam już czekał na nich, dobrze zorientowany w sytuacji miejscowego Patriarchatu i dobrze w nim notowany, Michał Czajkowski. On wraz z niekrasowcem, kozackim atamanem Osipem Siemienowiczem Gonczarowem (zm.1880) pomógł starowierskim emisariuszom znaleźć odpowiedniego biskupa, który zgodziłby się przejść na starowierie. Fakt ten stał się później dla władzy carskiej i Cerkwi synodalnej powodem do oskarżenia białokryniczan o zdradę państwa, jako że w operacji pozyskiwania biskupa brali udział „polscy emigranci, pany i inni wrogowie Rosji". 5).
Starowierscy mnisi otrzymali do kontaktów z greckimi biskupami i władzami tureckimi tłumacza, Serba z pochodzenia, Konstantina Jefimowicza Ognianowicza. Pracował on w Patriarchacie, a równocześnie był organizatorem pierwszej bułgarskiej akcji wydawniczej w Konstantynopolu. W pierwszym kalendarzu bułgarskim wzywał Bułgarów do kompromisu z Portą i walki o narodową hierarchię kościelną, która stanie się potem podstawą wyzwolenia narodowego. Od 1843 roku został współpracownikiem Agencji Wschodniej Hotelu Lambert, której jedną z idei było oderwanie od rosyjskich wpływów narodów bałkańskich poprzez ich autonomizację, w tym również kościelną.
K.I. Ognianowicz okazał się nie tylko tłumaczem emisariuszy starowierskich, ale i świetnym przewodnikiem po zawiłym labiryncie polityczno–konfesyjnym Stambułu. Dobrze zorientowani lambertczycy wskazali emisariuszom dwóch biskupów, którzy mogliby spełnić ich oczekiwania. Pierwszy kandydat, wprawdzie zgodził się zostać biskupem starobrzędowym, jednak chciał uzyskać na to pozwolenie Patriarchy oraz zachować związek z Cerkwią grecką i służyć według jej zasad. Napełniony świętym gniewem mnich Paweł orzekł, że starowierzy potrzebują biskupa samowładnego i niezależnego, który przystąpi do Cerkwi Chrystusowej zgodnie ze swoim wewnętrznym przekonaniem i opuści raz na zawsze błądzącą Cerkiew grecką. – „Nie można mieszać słodkiego z gorzkim" – powiedział. Biskup obruszył się na te słowa i zagroził interwencją władz tureckich w przypadku dalszych nalegań.6). 
Drugim kandydatem stał się były metropolita bośniacki (1835–1840) Amwrosij (Andriej Popowicz; 1791–1856), zdjęty z katedry przez Patriarchę na wniosek władz tureckich. Był on 22 kapłanem w swoim rodzie i swego syna Georgija też sposobił do stanu duchownego. Prawdopodobnie był Bułgarem z pochodzenia, który owdowiał w trzy lata po zawarciu małżeństwa i został mnichem. Opiekował się jednak synem, z którym od 5 lat przebywał w Konstantynopolu jako biskup bez katedry (biezmiestnyj archijerej), pozostając na minimalnej pensji Patriarchatu, służąc w jego świątyniach i oczekując na nowy przydział. Warunki w jakich żył były wyjątkowo skromne i to one ostatecznie zadecydowały o jego dalszych losach. Wprawdzie po pierwszym kontakcie odmówił starowierskim emisariuszom, zdając sobie sprawę, że proponują mu zdradę Kościoła, ale potem, po widzeniu świętego Mikołaja Cudotwórcy, jak to pięknie się w jego hagiografii pisze, podjął właściwą decyzję.
Emisariusze – kto wie czy nie z inspiracji polskich panów – zwrócili się bowiem do syna Georgija, kusząc go tym, że „zamieni swoje ubogie położenie na życie zabezpieczone, a do tego trzeba niewiele, żeby ojciec odstąpił od podległości tej władzy kościelnej, która była i jest dla niego niesprawiedliwa". 7).
Pod wpływem syna były metropolita znów podjął rozmowy, efektem których było podpisanie 16 kwietnia 1846 roku umowy, na mocy której biskup miał przystąpić do starowieria, wypełniać białokrynickie reguły zakonne i niezwłocznie wyświęcić swego następcę. Miał pozostać na pełnym utrzymaniu Klasztoru Białokrynickiego i co roku otrzymywać 500 austriackich złotych czerwońców (1500 rubli). Syn jego miał otrzymać środki finansowe na wyjazd do Bośni, aby przywiózł stamtąd żonę i przeprowadził się do Białej Krynicy, gdzie miał czekać na niego dom z ogrodem na własność. 
Po miesiącu przygotowań wyruszono statkiem w drogę (mnich Alimpij pojechał do Białej Krynicy, a potem do Rosji w celu przygotowania instalacji biskupa). Eskapadą kierował mnich Pawieł Biełokrynicki i polski agent K. J. Ognianowicz. Były metropolita z fałszywym, wyrobionym przez Agencję Wschodnią Hotelu Lambert paszportem Kozaka–niekrasowca z Majnos (region w Anatolii, w którym przebywali starowierscy emigranci, Kozacy–niekrasowcy) podróżował w kozackim odzieniu. Po drodze jednak spotykał znajomych, w tym w Braile biskupa, w którego sakrze niedawno uczestniczył i musiał przed nimi się ukrywać. Dopiero w Sariksie w Dobrudży, osiedlu starowierskim, mógł swobodnie oddychać. Podczas pobytu w tej miejscowości władze tureckie wystawiły mu paszport biskupi i 28 czerwca 1846 roku Ambroży, już jako hierarcha kościelny, przypłynął Dunajem do Wiednia. K.J. Ognianowicz rozpoczął starania o audiencję u Cesarza. Miano podczas niej przedstawić prośbę o przyjęcie przez metropolię poddaństwa austriackiego i zgodę na sprawowanie posługi biskupiej w Białej Krynicy. W swym wniosku metropolita zapewniał, że pozostawać będzie na utrzymaniu klasztoru, a nie państwa. W audiencji 11 lipca, oprócz metropolity uczestniczyli: mnich Paweł, polski agent K.J. Ognianowicz i wiedeński tłumacz Dworaczek. Cesarz Ferdynand I zapewnił, że uczyni wszystko co w jego i jego urzędników mocy, aby zadośćuczynić prośbie. Wiedeńskie władze poprosiły swego konsula w Konstantynopolu o opinię w tej sprawie, ale – nie czekając na odpowiedź – pozwoliły metropolicie udać się do Białej Krynicy, aby mógł tam świadczyć posługę biskupią zgodnie z Wysokim Orzeczeniem z 18 września 1844 roku. 12 października metropolita, mnich i pilnujący całej operacji polski agent K.J. Ognianowicz przybyli do Białej Krynicy. 27 października odbył się sobór wyrażający zgodę na przyjęcie metropolity Ambrożego do Staroprawosławnej Cerkwi Chrystusowej, co poprzez wyrzeczenie się herezji i obrzęd myropomazania (druga kategoria nawrócenia) nastąpiło 28 października. 2 lipca 1847 roku gubernator zawiadomił metropolitę, że od marca tego roku jest on już austriackim poddanym.
6 stycznia 1847 roku metropolita wyświęcił na biskupa majnoskiego, a zarazem swego następcę mnicha Kiriłła (Kiprian Timofiejew), a 21 sierpnia wraz z biskupem Kiriłłem wyświęcił mnicha Arkadija Dorofiejewa na biskupa sławskiego (Dobrudża).
Starowierska operacja udała się, mimo że pod wpływem carskiego ultimatum, niedwuznacznie grożącego nawet wojną, Klasztor Białokrynicki w 1848 roku na 11 lat zamknięto, a metropolitę, pozbawiono urzędu i zesłano do Zilli w Słowenii, gdzie zmarł w odosobnieniu. Hierarchia starowierska rozwijała się i biskupi, nielegalnie przekraczając granicę, działali już w Rosji, budując, nie zatwierdzoną oczywiście przez państwo, sieć diecezjalną. Starowierzy białokrynnicy nie zdołali jednak poprawić sytuacji Agencji Wschodniej w Dobrudży. Niezręczność agentów: Michała Budzyńskiego i Antoniego Ilińskiego doprowadziła w 1847 roku do szeregu aresztowań, co przestraszyło niekrasowów i wzmogło podejrzliwość władz tureckich.
Niemniej emigracja polska nie porzuciła karty starowierskiej. Polacy dość umiejętnie potrafili wykorzystać olbrzymie niezadowolenie wśród całej popowszczyzny w związku z aresztowaniem 24 kwietnia 1854 roku, z rozkazu generała Aleksandra Uszakowa (1803–1877) dwóch biskupów: sławskiego Arkadija i tulczyńskiego Alimpija, choć ten pierwszy witał w Dobrudży okupacyjne wojska rosyjskie chlebem i solą. Po tym aresztowaniu doszło nawet do poważnego zbliżenia staroobrzędowców z Polakami i Francuzami.8) W końcu lat pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku wystarczyło pomówić z jakimkolwiek Polakiem, „aby usłyszeć od niego, jak sprawa starowierców i polska sprawa są między sobą związane", że staroobrzędowcy to „nasza prawa ręka". Twierdzono, że staroobrzędowcom tak samo są nienawistne cesarskie porządki, jak i Polakom, że pójdą oni razem z Polakami i tylko oczekują, żeby dołączyć do Polaków i uzbroić się przeciwko caratowi.9)
Staroobrzędowców popierał też polski Kościół rzymskokatolicki, co należy rozumieć jako pewnego rodzaju odwet na rządzie carskim za likwidację w 1839 r. unii w Kraju Północno–Zachodnim. Wzrosło też zainteresowanie staroobrzędowcami w Królestwie Polskim. Zaczęto zbierać o nich dokładne informacje i pisać przychylnie.

II.

Polskie i to jeszcze o charakterze agenturalnym współpoczęcie hierarchii białokrynickiej jeszcze długo na niej ciążyło, będąc oczywiście negatywnie dyskontowane przez władzę carską i jej organy, nie mówiąc już o Cerkwii synodalnej, cały czas – dla zapewnienia jedności ideowo–moralnej – wywołującej wroga zewnętrznego państwa, narodu i Kościoła, w postaci katolicyzmu, którego najbliższymi, sąsiedzkimi apostołami byli oczywiście Polacy.
Kiedy na początku lutego 1863 roku w czasie Powstania Styczniowego (polskaja miatież, polskoje wowstanije) do Moskwy przybył nielegalnie metropolita białokrynicki (1847–1873) Kiriłł (Kiprian Timofiejew, zm. 1873), aby omówić Okrużnoje posłanije (1862) oraz doprowadzić do powołania arcybiskupa moskiewskiego, który kierowałby kościołem w Rosji, to podjudzani przez rządowych agentów kupcy i fabrykanci starowierscy zażądali od soboru rosyjskich biskupów, który odbywał się 21 lutego jego rychłego wyjazdu. Panowało, błędne oczywiście przekonanie, że metropolia w Białej Krynicy cały czas pozostaje pod wpływem polskiej agentury, a metropolita może być „przywódcą powszechnego powstania starobrzędowców"1), wzbudzonego pod hasłem wolności religijnej. Tym bardziej, że w tym czasie w Moskwie pojawiły się odezwy rewolucyjne oraz – pod wpływem polskiego powstania – ożywiło się środowisko rosyjskich radykalnych demokratów, inspirowane równocześnie z Londynu przez przywódców Wolnej Drukarni Rosyjskiej. Nie ulega wątpliwości, że grupa A.I. Hercena miała kontakt a Hotelem Lambert, prowadzącym w imieniu rządu powstańczego politykę zagraniczną.
Dochodząca do gospodarczego i politycznego znaczenia plutokracja starowierska, która zdominowała poszczególne sogłasija, a w szczególności pełnohierarchiczną Staroprawosławną Cerkiew Chrystusową (białokrynicką) nie chciała komplikować swoich, nie najlepszych oczywiście, ale w miarę już stabilnych stosunków z caratem. Obawiający się nowej wewnętrznej wojny chłopskiej car Aleksander II podpisał 9 lutego 1861 roku, długo rozważany projekt Ustawy o chłopach uwolnionych od zależności poddańczej, co przez nową elitę gospodarczą, w tym starowierską zostało przyjęte bardzo pozytywnie. Powód – napływ wolnych pracowników, znacznie efektywniejszych niż niewykwalifikowani, pracujący pod przymusem robotnicy pańszczyźniani. (Rok 1861 potraktowany jest przez historiografię jako koniec feudalizmu w Rosji a początek kapitalizmu). Zagrożony wypędzeniem metropolita czym prędzej, czyli 24 lutego 1863 roku wydał list arcypasterski, w którym przeklął rewolucyjnych demokratów z Londynu, bezbożników – jak nazwał – prowokujących starowierów do poparcia polskich buntowników. A jednak 10 marca 1863 roku sobór moskiewski powiadomił metropolitę o konieczności opuszczenia Rosji, co też rychło nastąpiło.
O potraktowaniu metropolity Kiriłła, będącego obywatelem austriackim, jako persona non grata zadecydowały również nie najlepsze stosunki Rosji z Austrią, która w 1853 roku nie poparła wojny Rosji z Turcją, a przede wszystkim wyłamała się z solidarności monarchistycznej (Trójprzymierze), ogłaszając w 1860 roku tzw. dyplom październikowy, będący de facto zapowiedzią monarchii konstytucyjnej, państwa liberalno–centalistycznego. Tak więc przezwisko austrijcy, jakim nacjonaliści i monarchiści rosyjscy określali białokryniczan, miało też w sobie sporo treści związanej za zdradą stanu, co negatywnie nastrajało opinię publiczną, podstrajaną nacjonalistycznie i państwowotwórczo.
Tym bardziej, że Austria starała się uzyskać bezpośrednie korzyści z polskiego powstania.
„Zachowując oficjalnie neutralność, postanowiła ona po cichu mu pomóc. Namiestnik Galicji Mensdorff dostał instrukcje, by postępował oględnie i nie angażował zbytnio rządu przez jakąś energiczniejszą akcję. Mensdorff kazał więc otworzyć granicę dla przemytu broni, a sam odwracał się ostentacyjnie, gdy spotykał na ulicach Lwowa oddziały idące do powstania. Tłumaczył jednocześnie jednemu z dyplomatów angielskich, iż granica z Rosją jest trudna do upilnowania, przechodzi przecież przez liczne i gęste lasy, a on, namiestnik, nie ma dość wojska by ją w całości obsadzić, zresztą, dodał, „wcale nie pragnę mieć ich więcej". Konsularne władze austriackie ze swej strony udzielały każdemu Polakowi wizy wjazdowej, nie pytając, pewnie przez delikatność, o przyczynę nagłego zainteresowania się pięknem gór i lasów Galicji.
Monarchia habsburska chciała przez to ciche poparcie powstania, co do którego trwałości nie miała żadnych złudzeń, osiągnąć kilka realnych korzyści. Pierwszym ujawnionym celem było obalenie Wielopolskiego. Sprawa polska miała też przynieść z sobą odprężenie stosunków z Prusami wobec wspólności, zagrożonych obecnie, interesów na tym odcinku. Ale wielkim celem Austrii było dojście do porozumienia z Rosją na temat Bałkanów. Walka Polaków miała przyczynić się do generalnego załatwienia kwestii wschodniej, a przynajmniej do generalnego zaklajstrowania głębokich rysów walącego się budynku państwowości tureckiej."2)
Chcąc raz na zawsze odciąć się od polskiej, ale też austriackiej, metropolii białokrynickiej próbowano w sierpniu 1863 roku wynieść arcybiskupa władimirskiego Antonija (Andriej Iłarionowicz Szutow; 1800–1881) na urząd metropolity moskiewskiego, a tym samym ogłosić autokefalię, do czego jednak nie doszło, tylko wbrew intencjom metropolity białokrynickiego Kiriłła, który miał innego kandydata, zainstalowano Antonija na urzędzie arcybiskupa moskiewskiego. Idea jedności kościelnej jeszcze zwyciężyła (samodzielna białokrynicka Metropolia w Moskwie powstała dopiero w 1988 roku), choć znacznie pogorszyły się relacje z Metropolią Białokrynicką, której zwierzchnictwo stawało się coraz bardziej pozorne. Przyczyną były oczywiście finanse starowierskiej burżuazji, na które liczyła też Biała Krynica, oraz większa liczba biskupów i wiernych w Rosji niż za granicą, która w założeniu miała być tylko rezerwą eklezjalną, a nie zwierzchnictwem.
Władze cały czas grały kartą polską jako straszakiem. „Przywołano starobrzędowców wspólnot: prieobrażenskiej i rogożskiej i zakomunikowano im, że za granicą piszą, iż Polacy liczą na ich przychylność i że z tego powodu nieprzyjemnie jest monarsze; może to im zaszkodzić i niech oni pospieszą wyrazić swoje uczucia, biorąc przykład ze szlachty i chłopów"3), którzy wciąż pisali, zazwyczaj oczywiście tylko się podpisując, do cara wiernopoddańcze adresy. Władza bowiem podjęła na wielu frontach akcję mającą na celu odcięcie środowisk starowierskich od, wydumanych zazwyczaj, być może nawet celowo wyolbrzymionych, a przynajmniej przerysowanych wpływów polskich. Był to z jednej strony tzw. atak obronny przed wzmocnieniem polskiego powstania przez starowierów, a drugiej spóźniony odwet za dobrze znaną ochranie i rosyjskim dyplomatom, wieloletnią pracę agenturalną Michała Czajkowskiego (1804–1886) w Turcji, Mołdawii i na Bałkanach (1841–1872), między innymi wśród starowierów. Misja ta, choć przyniosła im wiele korzyści (odnowienie hierarchii kościelnej, osadzenie na arenie międzynarodowej), to jednak – wbrew intencjom Generalnego Agenta – nie pobudziła ich do konkretnych wystąpień antycarskich, a tym bardziej do udziału we wspólnym słowiańskim powstaniu przeciwko poszczególnym albo nawet trzem zaborcom Polski naraz. Aresztowanie w 1840 roku współpracujących z M. Czajkowskim niekrasowców w Dobrudży odsunęło ich od Agencji Wschodniej Hotelu Lambert. Niekrasowcy, jako Kozacy zwalczający od setek lat dominację Moskwy, byli najbardziej skłonni do czynu, jednak interes wyznaniowy powstrzymywał ich od konkretnych działań, choć zawarli z Agentem Głównym Hotelu Lambert umowę o wystawieniu 2–3 sotni w przypadku rozpoczęcia walk w Polsce. Układ z Polakami był z punktu widzenia eklezjalnego dlatego niebezpieczny, że Polacy upatrywali wrogów w trzech państwach zaborczych, a i do Turcji mieli wiele zastrzeżeń, a właśnie w tych państwach – oprócz oczywiście Rosji – tkwiła rezerwa eklezjalna starowieria (kształcenie duchownych i innych kadr kościelnych, wydawnictwa, w pewnym też stopniu finanse). Starowierzy – jak zwykle zresztą – na pierwszym miejscu stawiali interes swego wyznania.
Carat oskarżając starowierów o związek z polskim postaniem styczniowym chciał nie tylko zapobiec ich wystąpieniom antypaństwowym, ale też osłabić ich poprzez skierowanie przeciwko nim opinii publicznej. Samodzielna hierarchia białokrynicka była solą w oku Cerkwi synodalnej, która w swej akcji misjonarskiej przyciągała dotąd starowierów do siebie ofertą posługi kapłańskiej w starym obrzędzie (jednowierstwo), a także zawieraniem prawnie uznanych małżeństw, co gwarantowało bezkolizyjne przekazywanie majątku kolejnym pokoleniom, do czego dążyła przede wszystkim starowierska plutokracja.
O tym, że przypisywanie starowierom intencji buntowniczych było przede wszystkim prowokacyjną intrygą nastawioną na skompromitowanie białokryniczan w oczach opinii publicznej świadczy fakt, że na kilka lat przed Powstaniem Styczniowym pracownik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Pawieł Iwanowicz Mielnikow straszył cara i rząd: „Co będzie, jeśli w sytuacji rozejścia się z Austrią na czele wojsk austriackich pójdzie Kiriłł, odziany w starożytne szaty biskupie? Znakiem swego ośmiokończastego krzyża uczyni on Rosji stokroć więcej zła, niż austriackie karabiny i armaty, bowiem wewnątrz Rosji za nim może stać pięć milionów ludzi. I to jakich ludzi! Tych, u których znajduje się znacząca część naszych kapitałów".4)
Uległszy panice, a dla uspokojenia sumienia przypomniawszy sobie, że „nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga" (Rz. 13,1), starowierzy masowo odcinali się od Polaków, choć w istocie, z wyjątkiem niekrasowców w Dobrudży, Budziaku i Anatolii, no i oczywiście białokryniczan w północnej Bukowinie, bliższych kontaktów z nimi nie mieli. Fiedosiejewcy inflanccy i litewscy oraz wołyńscy i podolscy, a także biegłopopowcy z tego drugiego regionu, choć żyli wśród Polaków, to jednak nie nawiązywali z nimi bliższej współpracy, szczególnie o charakterze politycznym. Ich wspólnoty miały przede wszystkim cechy ekskluzywnych grup etno–religijnych, konserwatywnych i hermetycznych.
Starowierzy tak jak i całe społeczeństwo rosyjskie poddani zostali atakowi jednoznacznej propagandy. W ogóle w czasie Powstania Styczniowego w sposób bardzo precyzyjny posłużono się socjotechniką medialną. Obawy rosyjskich rewolucyjnych demokratów, że „car jedną mową sfanatyzuje lud, natchnie go nienawiścią do Polaków i popsuje całą robotę" 5) sprawdziły się. Rozpętała się szowinistyczna propaganda. W rezultacie Powstanie Styczniowe przyniosło wzrost niechęci między obu narodami, podsycanej przez carat i nacjonalnych liberałów rosyjskich. Po raz kolejny posłużono się w kreowaniu opinii publicznej ideowo–mistyczną triadą: Rosja–Car (Pomazaniec Boży) – Prawosławie (starowiercy też mienili się prawosławnymi i to prawdziwymi).
„Żadne wydarzenie w historii Polski nie wywołało w Rosji tak głębokiego wstrząsu jak powstanie lat 1863– 1864. Po bolesnych niepowodzeniach w wojnie krymskiej (1877–1878) obawiano się, że powstanie w Polsce spowoduje nową kampanię zbrojną Zachodu przeciw Rosji. To tłumaczy wyjątkową wrogość, z jaką powitano wśród Rosjan wybuch Powstania Styczniowego, które ostatecznie położyło kres względnie liberalnej polityce Aleksandra II i poszukiwaniom reform społeczno–politycznych w Rosji. Brutalnej sile i okrucieństwu, z jakim dławiono powstanie, towarzyszyła hałaśliwa kampania propagandowa, która starała się zdyskredytować je moralnie i politycznie w oczach Europy i społeczeństwa rosyjskiego. Takie cele przyświecały ówczesnej publicystyce i literaturze rosyjskiej.
W antypolskiej kampanii przodowała zwłaszcza zachowawcza prasa wyrażająca oficjalne stanowisko władz wobec powstania. Główną rolę w ówczesnej polakożerczej nagonce odgrywał publicysta Michaił Nikiforowicz Katkow (1818 1887) i jego pisma „Moskowskije Wiedomosti" i „Russkij Wiestnik". Powstanie Styczniowe traktował Katkow nie jako patriotyczny ruch narodowo–wyzwoleńczy, lecz jako walkę o władzę i szlachecko–klerykalną intrygę, skierowaną przeciw Rosji i przeciw interesom ludu polskiego. Wystąpienia rewolucyjne w ówczesnej Rosji były według niego dziełem owej osławionej „polskiej intrygi", którą szerzyli spiskowcy i emisariusze Rządu Narodowego. 6)
Negowano oczywiście ten powstańczy rząd, nazywając go polskimi, bezrozumnymi separatystami, „Nigdy też przedtem ani później nie pisano w Rosji o Polsce i Polakach z takim uprzedzeniem i wrogością. W walce z Polską i polonizmem cywilizacyjnym, rzadziej niż w okresie powstania listopadowego, odwoływano się do historii, sprawę polską oświetlano przede wszystkim w jej aktualnym wymiarze, jako bezpośrednie zagrożenie niepodzielności imperium i realne niebezpieczeństwo wojny z Zachodem. Całej kampanii antypolskiej starano się nadać odpowiednią podbudowę ideologiczną i historiozoficzną, negując narodową samoistność kultury polskiej i jej przynależność do świata słowiańskiego. Było to szczególnie widoczne w publicystyce słowianofilów". 6)
Sprawę polską z ruchem starowierskim istotnie, dla realizacji swych politycznych celów, czyli zdemokratyzowania państwa poprzez walkę zbrojną, chciała połączyć partia Aleksandra Iwanowicza Hercena (Giercen; 1812–1870) skupiona wokół Wolnej Drukarni Rosyjskiej w Londynie. Uważała ona, że w starowiercach tkwi rękojmia przyszłego rozwoju Rosji, bo cierpią oni za wolność sumienia i wyznania, sprzeciwiają się płaceniu podatków, unikają sądów i rejestrów państwowych. Gdy połączy się ich z postępową inteligencją szlachecką, to razem, w braterskim sojuszu, dokonają rewolucyjnych zmian. Teoretykiem owego braterskiego sojuszu był Wasilij Iwanowicz Kielsijew (1835–1872), zafascynowany starowierstwem autor czterech broszur (1860–1862) pod wspólnym tytułem Zbiór wiadomości rządowych o raskolnikach (Sbornik prawitielstwiennych swiedienij o raskolnikach), będących de facto zbiorem źródeł, to jest materiałów urzędowych gromadzonych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a nielegalnie wywożonych w odpisach za granicę. Odpowiednio skomentowane, miały na celu pobudzić starowierów do działań rewolucyjnych.
Jeśli nie pobudziły, to przynajmniej zainteresowały. W listopadzie 1861 roku przybył do Londynu młody i dobrze wykształcony biskup kołomienski Pafnutij (Polikarp Pietrowicz Owczynnikow; 1827–1907) w celu zbadania możliwości założenia w stolicy Anglii oficyny drukarskiej, klasztoru, a nawet arcybiskupstwa z możliwością przeniesienia metropolii z Białej Krynicy. Rewizyta W.I. Kielsiejewa w Rosji i Królestwie Prus (spotkanie w Wojnowie z Pawłem Pruskim) sprowadziła wzajemne kontakty do wydawania w Londynie literatury starowierskiej oraz dodatku do „Kołokoła" w formie czasopisma społeczno–religijnego „Obszczeje Wiecze" (1862–1864). Spory o treści pierwszego numeru w 1862 roku (czy bardziej konfesyjne, czy bardziej polityczne?) spowodowały, że W.I. Kielsijew opuścił Anglię i udał się do Konstantynopola, aby prowadzić w nim samodzielną pracę propagandową wśród osiadłych w Turcji starowierów, a redakcję przejął Nikołaj Płatonowicz Ogariow (1813–1877).


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora