Karol Pastuszewski - Leon Brodowski (1918-2013)

Niepowtarzalność Leona Brodowskiego jest zupełnie inna niż zwykłych ludzi, którzy zgodnie z prawami biologii różnią się między sobą. Jego niepowtarzalność brała się z powodów pokoleniowych, politycznych i przede wszystkim światopoglądowych. Nie tylko był człowiekiem wierzącym, takich jest w Polsce wielu, ale ten swój, jak mawiał, lewicowy katolicyzm, szczególnie uwrażliwiony na problematykę społeczną deklarował publicznie, co już w PRL-u wśród ludzi z nerwem działacza było zjawiskiem rzadkim. Czy tylko z tego brała  się jego odmienność? Oczywiście nie! Mało kto uczynił tyle dla współczesnego dialogu polsko-litewskiego co Leon Brodowski.
Był z pokolenia, które weszło w wojnę  w wieku bardzo młodym, ale już dojrzałym.  Zaczętego prawa na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie nie ukończył. Zrobił to dopiero po wojnie w Poznaniu.
Po studiach w pewnym sensie zawisł w próżni mając taki światopogląd i ziemiańskie pochodzenie. Rozumiał i akceptował to, że Polska po 1945 roku może być tylko taka jaką chciał widzieć Wielki Sąsiad. Nie brakowało mu zapału i energii do pracy dla zniszczonego kraju, ale z wymienionych przyczyn trudno mu było zapisać się do partii, czy do któregoś ze stronnictw sojuszniczych, a bez tego i on i dziesiątki tysięcy Polaków płaciło określoną cenę przy rozwijaniu kariery zawodowej. Tacy ludzie nie mogli zajmować żadnych poważniejszych czy kierowniczych stanowisk w życiu społecznym, politycznym bądź gospodarczym, nie mówiąc o wojsku, milicji bądź służbie dyplomatycznej. Ludzi z większymi ambicjami obowiązywała wrogość wobec religii a przynajmniej wyraźne zdystansowanie się w stosunku do Kościoła. Warto pamiętać, że nie dało się też rozwijać żadnej własnej inicjatywy czy własnego pomysłu na życie. W  uspołecznionej gospodarce planowej na coś takiego nie było miejsca, nie mówiąc już o stronie politycznej. Szczególnie wykluczone było działanie lub jeszcze gorzej zakładanie niezależnych od partii organizacji, stowarzyszeń czy klubów. Dziś trudno w to uwierzyć, ale tak było. Nawet ogródki działkowe, sport, turystyka mogły mieć tylko partyjne kierownictwo. Dlatego długie dziesięciolecia PRL-u były dla Leona Brodowskiego, pełnego młodzieńczej energii, dynamizmu, pomysłów ciężkie. Co mógł robić, czym się zająć?
Miał ruchliwy umysł. Niektórzy twierdzili, że może nawet aż za nadto. Na wielu polach widział możliwość samorealizacji, ale zawsze prędko trafiał  na ścianę autorytarnej władzy, ułożonych i z góry zaprogramowanych rozwiązań i schematów. W tych warunkach nie było miejsca, a nawet wręcz negatywnie odbierano oddolne sugestie zmian czy ulepszeń ustroju. Takie rzeczy nie przez takich ludzi i nie z takiego horyzontu można było zgłaszać. Przekonał się o tym, bardzo prędko, gdy z ramienia PAX-u  został szeregowym radnym stołecznej Rady Narodowej i później, gdy w okręgu poselskim dra Hagmajera działał na rzecz higienizacji dwóch wsi  białostockich Filipowa i Raczek. Nie lepiej poszła sprawa z Poradnią Życia Rodzinnego w Warszawie organizowanej wespół z ludźmi zbliżonymi do Kościoła. W krótkim czasie trzeba ją było zamknąć. System okazał się nawet w drobnych sprawach niereformowalny. Co więc robił?
Napisał kilka książek o problematyce społecznej, w tym książkę o przedwojennym młodym działaczu, najpierw katolickim a później komunistycznym, Henryku Dębińskim. Zorganizował w podwarszawskich Laskach bardzo ciekawą sesję poświęconą pamięci charyzmatycznego księdza wileńskiego Henryka Hlebowicza, zabitego przez Niemców.
Wreszcie po latach doczekał się tego, (1988 rok), że można było przystąpić do realizacji ambitnych zamierzeń i wielkich pasji. Jego życiową pasją stało się działanie na rzecz zbliżenia Polski z jej sąsiadami na wschodzie, z którymi połączyły nas wspólne losy historyczne i państwowe, wspólne dole i niedole. Tę pasję zaczął realizować już jako człowiek nie pierwszej młodości, a mimo tego działał z niezwykłą energią i dynamiką. Założył Ogólnopolski Klub Miłośników Litwy i równolegle z nim kwartalnik „Lithuania". Ten periodyk pomyślany został jako pismo państw Europy Środkowo-Wschodniej wchodzących w skład Wielkiego Księstwa. Zamieszczano w nim prace naukowców i publicystów z Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy. Kolportowany był szczególnie szeroko na Litwie.
Idea Klubu była inna niż cele i zadania organizacji o podobnej nazwie. Tamte koncentrowały się, najogólniej mówiąc, na przeszłości, kombatanctwie. L. Brodowski  w oparciu o przeszłość chciał budować mosty między narodami, poczynając od Litwy, z którą tak bardzo byliśmy zwaśnieni w okresie międzywojennym. Szukał płaszczyzn porozumienia i tego wszystkiego co mogło nas zbliżać a nie dzielić. Umiał wciągnąć do tego dzieła czołowych intelektualistów z obu stron granicy. Spośród wielu inicjatyw , jakimi wypełnił działalność Klubu, należy wymienić przede wszystkim organizowanie wielkich międzynarodowych konferencji i znaczących spotkań seminaryjnych poświęconych problemom Europu Środkowo-Wschodniej. Rozwinął wielką akcję prelegencką, edukacyjną i wydawniczą.
Wspaniałe były spotkania dyskusyjne w pięknie odnowionym przez państwo ośrodku konferencyjnym na terenie dawnego klasztoru nad jeziorem Wigry. Na jednej z konferencji  referaty wprowadzające wygłosili wielcy poeci: ze strony polskiej Czesław Miłosz, a litewskiej Tomas Venclova, a z Polaków głos zabierali tacy historycy jak prof. Bardach z Warszawy, prof. Kłoczowski z Lublina, prof. Chrzanowski z Krakowa i szereg innych. Odmienny charakter miały spotkania na terenie Uniwersytetu Warszawskiego młodzieży z Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy z udziałem przedstawicieli z Węgier, Rumunii i Bułgarii, albo udział dużej grupy członków Klubu w bardzo ważnym Kongresie Białorutynistycznym w Mińsku.
Miał rację Adam Michnik mówiąc kiedyś, że Polska jako kraj dziesięć razy  większy od Litwy powinna wykazywać się stosownie większą cierpliwością w toczącym się dialogu dotyczącym różnych spraw w tym i niezałatwionych. Nie jest to dialog głuchych. Jak zauważył dziennikarz polski z Litwy Romuald Mieczkowski liczba tzw. przekonanych nad Wilią i Niemnem rośnie wyraźnie, a więc praca ludzi takich jak L. Brodowski przynosi efekty. Widać to szczególnie w środowiskach opiniotwórczych: intelektualistów, naukowców, a zwłaszcza historyków, działaczy społecznych oraz politycznych.
Trudno nie wspomnieć spotkań parlamentarnego zespołu złożonego z posłów naszego Sejmu i litewskiego Sejmasa. Miał w tym swój udział Leon Brodowski. Współprzewodniczącym zespołu z naszej strony został wicemarszałek Jan Król. Omawiano otwarcie wszystkie trudne, nierozwiązane kwestie, ale chyba najbardziej te dyskusje przysłużyły się ciągnącym się sprawom zwrotu na Litwie polskiej własności prawowitym właścicielom.
Działalność Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Litwy i jego prezesa, któremu pomagała niezwykle twórczo i efektywnie żona Danuta, spotkała się z żywym i życzliwym przyjęciem u naszych sąsiadów. Wyrazem tego były wysokie litewskie odznaczenia państwowe przyznane Leonowi i Danucie Brodowskim. Innym wyrazem była wizyta premiera Brazauskasa na zebraniu klubowym w czasie jego rządowej wizyty w Warszawie.
I to wszystko robiła pozarządowa organizacja społeczna, nie podlegająca żadnemu ministerstwu, żadnej partii politycznej, żadnej, organizacji międzynarodowej. Z wielkim trudem jej animator i kierownik Leon Brodowski zdobywał  pieniądze na działalność, nie mając żadnej stałej z góry zagwarantowanej subwencji.