Rafał Jaworski - Słowo ikonofila

Nie omyli się, kto powie, że bóstwo
                               jest w ikonie...  choć nie jest w niej
                                                      przez zjednoczenie fizyczne.
                            
                                                                  Teodor ze Studion

                    W świecie bez prawdy wolność traci swój sens

                                              Jan Paweł II

               Przytoczę zbawczą oczywistość: - Święty Jan Ewangelista przekazuje słowa Jezusa z mów pożegnalnych: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. W trakcie rozprawy przed rzymskim prokuratorem Mesjasz mówi: Tak jestem królem. Po to się narodziłem i po to przyszedłem na świat, aby świadczyć o prawdzie. Każdy, kto opowiada się za prawdą, słucha mojego głosu. Czyli prawda, w Objawieniu Chrystusa, ale i w holistycznym postrzeganiu istoty świata ( zauważam pleonazm swej retorycznej formuły), nie jest sądem odpowiadającym jakieś rzeczywistości: - wyraża i zawiera samą najbardziej realną rzeczywistość.
          Wcielenie zasadniczo zmienia, wręcz niweczy formalne perspektywy judajskiego monoteizmu. Boga nie tylko można usłyszeć (casus „gorejącego krzaku" Mojżesza, „Boga w szumie wiatru" Ezechiela, objawień doznanych przez Proroków Mniejszych), ale można już zobaczyć, dotknąć. Sam Jezus pozostawił „nieuczyniony ludzką ręką" obraz swego Oblicza na płótnie. Sens określenia „wizerunek niesporządzony ręką ludzką" wyjaśnia się w świetle fragmentu Ewangelii św. Marka 14,58 : - obraz to przede wszystkim samo Słowo wcielone, które objawiło się w świątyni swego ciała (J 2, 21). „Od tej chwili Prawo Mojżeszowe zabraniające stosowania wyobrażeń (Wj 30, 4) traci swój sens, a ikony Chrystusa stają się przez to niepodważalnym świadectwem istnienia Boga." . Kościół prawosławny czci w dniu „Świętego Oblicza" obraz Boga, który stał się człowiekiem. Tradycja pierwsze ikony Matki Boga przypisuje św. Łukaszowi. Trzy typy ikon maryjnych: - Eleusa (słodko miłująca), Hodegetria (wskazująca drogę, np. Matka Boska Częstochowska) i Hagiosorittisa (samotnie stojąca), w wersji najpierwotniejszej, mają być malowane ręką Ewangelisty. Kościół ortodoksyjny podkreśla z wielką determinacją, że Matka Najświętsza uznała za natchnione Duchem Świętym wizerunki Św. Łukasza i tchnęła weń łaskę i siłę. I one (łaska i siła) pozwalają na przenoszenie z obrazu na obraz (przez symbolikę i modlitewne skupienie usiłującego je „przenosić") autentycznych cech Bogurodzicy. Siła i łaska, są w tej koncepcji teologicznej, kopiowane (wręcz transmitowane) z wizerunku na wizerunek (jeśli zachowuje się procedury duchowo-formalne i wzory odtwarzania). Dlatego dla tej dziedziny sztuki (a właściwie emanacji prawd ponadczasowych) potrzebne są reguły teologiczne, a nie tylko artystyczne, choć i te zmieniają się pod naporem czasu i natchnienia indywiduum, nie odchodząc od fundamentów stosownej dogmatyki obrazu jako Słowa. Obraz ma być komunikatem zbawczym, chce się dotknąć sfery najbardziej intymnej, a nie zaskakiwać wyrazem tylko estetycznym.
            Nie jest prawdą, że chrześcijanie pierwszych wieków in gremio odrzucali obrazy Chrystusa, Theothokos, świadków wiary. Dowodem tego są malowidła w katakumbach. Ikona pierwotna, to specyficzna sztuka sakralnego obrazu, dziedzina prostego wyrażania najgłębszej duchowości. Jej forma często jest tak ascetyczna (znaczy „surowa"), że koresponduje technicznie z pewnymi nurtami współczesnego nam „profanum". Te figuratywne przedstawienia, domena kostycznego wzoru plastycznego, powstały w Bizancjum: - jako synteza Jerozolimy przemienionej, filozoficznych Aten, synkretycznego Rzymu, Egiptu z jego nagrobnymi portretami z Fajum, najogólniej esencji hellenizmu historycznego na bazie judaistycznej wiary w Jedynego Boga (wykonałem karkołomny skrót).
             Sacrum ikony jest wyzwaniem i duchowym policzkiem dla sztuki współczesnej. Jest wyśmiewane w „artystycznych" kątach, jako przejaw braku kreatywności. Z punktu widzenia tzw. sztuki współczesnej, sztuka ikony, jawi się jako jałowe odtwarzanie zużytych modeli religijnych, które należy odrzucić i sugerowaną „jałowość" obnażyć poprzez prowokację typu humbug.
           Sceptycyzm, co do istnienia stałej wartości, ogniskującej świat, prawdy pojmowanej nie jako dyskursywne tezy o zasadach funkcjonowania cywilizacji i człowieka, ale samą rzeczywistość, w cywilizacji zachodniej XX-ego wieku, zwyciężył bezdyskusyjnie i funkcjonuje pragmatycznie. Kategoria prawdy jest podejrzana aksjologicznie i w sferze praktyki poznania, bowiem założona teza mówi, że Prawdy nie ma, a nawet prawda wywiedziona z udokumentowanego zespołu faktów powinna (w świetle dogmatu nieufności i kwestionowania oczywistości) być poddana procesowi interpretacji. To tezy post-marksowskiej ponowoczesności, choćby tej spod znaku jej „nadpłynności" rodem z intelektu typu majora KBW Zygmunta B. Każdy człowiek wyzwolony z „jarzma grzechu", pojmowanego jako po prostu grzech, ma swoją prawdę (a wszystkie są równoprawne). Jednak jeśli przyjmiemy takie założenie, to stwierdzenie typu prawdy nie ma jest tylko wiele kłamstw, per analogiam ma tę samą wartość logiczną i filozoficzną. Anty-wartość emocjonalną łatwo kwestionować. Tak oto fundamentem naszego bytowania jest kłamstwo! A najwyższym stopniem kłamstwa jest kłamstwo w sztuce. Sanktuarium sztuki będzie niedostępne dla tych, którzy Prawdę kochają bardziej od Piękna.  Można by nawet dodać: - dla tych, którzy Prawdę kochają bardziej od brzydoty nowatorstwa. Porozmawiajmy więc o kłamstwie najwyższym. Piękno to byt w świetle prawdy otulony dobrem – taką definicję piękna nazwać można opisowo-sentymentalną. Ale pomyślmy o hierarchii bytów i  nie zapominajmy o frazie Rilkego z „Duinejskich elegii": Piękno to tylko przerażenia początek, straszliwy jest każdy anioł... –  i  te słowa nałożone na uprzednie nadają temu nazywaniu wymiar duchowy i ostrzegają, że teraz poznajemy per speculum in enigmatae - jak pisze Św. Paweł Apostoł – przez zwierciadło i w tajemnicy. Nasza cywilizacja to cywilizacja śmierci, cywilizacja  pieniądza (jako  ekwiwalentu wszelkich wartości). W tej aurze przemijają też tzw. Artyści (tzw. bo oderwani od ludzkości jako zbioru person), przemijają pod presją tworzenia rzeczy nowych,  szukania dróg zasadniczo innych niż zastane, co ironicznie wyraził Poeta:    

Najpiękniejszy jest przedmiot
którego nie ma
Nie utopił się w nim szczur (...)

        Dekomponuje się „człowieka wewnętrznego" i naturalną przestrzeń, która go otacza. Bogate kopaliny dzieł zastanych i mitów ponadczasowych, toposów i archetypów, niezwykle trudno współczesności przeżyć, ogarnąć i zrozumieć. Najtrudniej – pokornie akceptować. Nasza mentalność jest przesycona ciągłym strachem o jutro, zakotwiczona w ciągłych próbach „bycia na bieżąco".
W szczególności domena plastyki poddana jest chorobie wiecznego awangardyzmu, infantylnej niedojrzałości, prowokacji dla prowokacji, formalnym eksperymentom, za którymi najczęściej czai się upiorna pustka czasów szpetoty i zbiorowej jałowości. Nastały czasy opisane w antyutopiach Witkacego i  Huxleya: – społeczność konsumentów własnych odchodów i garstki  artystów  tworzących tylko dla siebie i dla siebie nawzajem, których dzieła są hermetyczne dla umysłów ogółu. Zapomniano, że jak uczył Pseudo-Dionizy Areopagita rzeczy widzialne są obrazem niewidzialnych, a  obrazy świętych są emanacją Boga. Zapomniano elementarnej oczywistości, że sztuka, aby sztuką była, musi zachować harmonię  formy z treścią, a winno tworzyć się dla treści przez formę, nie dla osiągnięcia jakiegoś szczególnego efektu. Fakt, że istnieją Muzea Sztuki Współczesnej świadczy, że ta sztuka, aby sztuką była, musi być opatrzona przymiotnikiem. Nam wszystkim potrzebna jest:

Siła cichej modlitwy i miłości siła
I siła ślepej wiary                       
             /cytat z Anny Piwkowskiej/

        Te trzy to wątek, osnowa i krosno ogólnej kultury pokory, która  cieszy się rzeczywistością, którą manifestuje. Ją trzeba zaszczepiać współczesnemu człowiekowi, by uznał prostą prawdę, że nasza ojczyzna jest w Niebie, a tu żyjemy jak „jednodniowe jętki" z wiersza Noblisty. Z tej pokory może wyrosnąć synteza skończoności i nieskończoności, konieczności i wolności, nieba i ziemi, ciała i ducha. Wtedy człowiek (więc i twórca) może przez rzeczy cielesne dojść do ponad materialnej rzeczywistości jak opisywał Jan z Damaszku: „Oddajemy hołd Bogu, gdy czcimy księgi, dzięki którym słyszymy Jego słowa. Podobnie dzięki malowanym podobiznom oglądamy odbicie Jego kształtu cielesnego, Jego cudów i ludzkich działań. Uświęcamy się, przeżywamy pełnię wiary, radujemy się, doznajemy błogości, wielbimy, czcimy, oddajemy hołd jego kształtowi cielesnemu. I oglądając kształt cielesny docieramy myślą, jak tylko to jest możliwe, również do chwały Jego boskości. Ponieważ mamy podwójną naturę, będąc złożeni z duszy i ciała, nie możemy dotrzeć do rzeczy duchowych w oderwaniu od cielesnych. W ten sposób przez kontemplację cielesną dochodzimy do kontemplacji duchowej."
W naszej epoce coraz mniej ludzi, którzy chcę oddać sprawiedliwość, temu co jest, czyli rzeczywistości; tych co chcą być  „pasterzem bycia" i nie wnoszą pretensji do tytułu – „pana swego bytu". Współczesna indywiduacja rozmywa indywiduum. I teraz zaakcentujmy ponownie, dla banalnego kontrastu, przesłanie dydaktyczne duchowości ikony. Podam swój przykład, sprawdzalny obiektywnie. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku dostałem kalendarz ikon znajdujących się w polskich muzeach. Przewracając go kartka po kartce, miesiąc po miesiącu nasiąkałem obrazem, jego specyfiką, kunsztem i tym, co wymyka się nawet metaforze. Był tam Chrystus, który przyjdzie sądzić, Grupa Ukrzyżowania, Św. Kosma i Damian, św. Praksewia. Reprodukcje tak mnie zafascynowały, że chciałem ich obecności codziennej w moim życiu. Wyciąłem i nakleiłem reprodukcje na deski. Zawiesiłem na ścianach. I znalazłem się w świętym kręgu, zupełnie inaczej postrzegając świat. Nastąpił czas chromej kontemplacji. Zacząłem wizerunki rozdawać. I odwrotnie - ludzie zaczęli przynosić reprodukcje, abym je oprawił, eksponował. Z tego rzemiosła, które i teraz czasem z nawyku uprawiam, kiedy zacząłem posługiwać się pigmentami barw na nośniku lnianego oleju, wyrosła praca nad tworzeniem ikon. Z krainy duchowej „ułudy" wróćmy do klasycznego „pisania" Logosu. Przytoczmy: - Zasady malarza ikon:
        „Przed rozpoczęciem pracy przeżegnaj się; módl się w milczeniu i daruj swym winowajcom. Pracuj w skupieniu nad każdym szczegółem ikony, jakbyś pracował przed samym Bogiem. W czasie pracy módl się, by wzmocnić się fizycznie i psychicznie; unikaj przede wszystkim zbędnych słów i zachowuj ciszę. Swe modlitwy kieruj w szczególności do tych świętych, których oblicza malujesz. Pilnuj, aby umysł twój nie rozpraszał się, a święty będzie blisko ciebie. Gdy masz wybrać kolor, wyciągnij w głębi swego serca rękę do Boga i spytaj Go o radę. Nie bądź zazdrosny o pracę swego bliźniego; jego powodzenie należy również do ciebie. Gdy twa ikona jest już skończona, podziękuj Bogu, że w miłosierdziu Swym obdarzył cię łaską malowania świętych wizerunków. Niech twa ikona zostanie poświęcona poprzez umieszczenie jej na ołtarzu. Bądź pierwszą osobą, która się przed nią pomodli, nim przekażesz ją innym.
Nie zapominaj o radości obdarowania świata ikonami, radości pracy przy malowaniu ikon, radości sprawiania, że święty jaśnieje przez twą ikonę, radości zjednoczenia ze świętym, którego oblicze malujesz."
        W tradycji prawosławnej ikona nie jest obrazem o charakterze dewocyjnym ani dekoracją świątyń i nabożeństw; jest przedmiotem kultu, nieodłącznym od liturgii miejscem obecności łaski, sakramentalnym znakiem niewidzialnej obecności Trójjedynego. Ikona przenosi (lub stara się przenieść) wiele poziomów znaczeń, oddziaływań, sugestii. Przytoczę podstawowe pięć dzięki którym można odczytać jej „ezoteryczny" język:
1.    poziom dosłowny – przedstawiana osoba, scena biblijna i jej temat, tematu konteksty;
2.    poziom edukacyjny, co z treści wynika racjonalnie i faktograficznie, i w jakim kontekście historycznym i profetycznym;
3.    poziom alegoryczny – sens obrazu jako symbolu i znaku; tutaj zaczynają się schody dla interpretacji poprzez intelekt;
4.    poziom moralno-etyczny, wręcz aksjologiczny – ikona nie jest tylko przekazem informacji, ma oddziaływać na kontemplującego widza, otwierać go na inny wymiar rzeczywistości, bardziej realny, konkretnie eschatologiczny (ostateczny), soteriologiczny (zbawczy);
5.    poziom anagogiczny (gr. „wznoszenie się") – proces stopniowego wchodzenia w inny świat, prowadzący do istotowego, choć cząstkowego, zjednoczenia z Bogiem (czy zbliżenie się do przenikania jestestwa boskimi energiami), doświadczenie bezpośredniego kontaktu z tym, kogo ukazuje ikona.
        Zapewnie wielość poziomów odczytu wskazuje na uniwersalność obrazu w tym kontekście funkcji założonego przekazu. Każdy odbiorca może odczytać sacrum według możliwości swego odczuwania, zasobów wrażliwości, intelektu.
        Prawda, o ile jest wyraziście wyrażana, pod prąd obowiązującym schematom, zawsze zwiastuje przelanie ludzkiej krwi. Jej duszny zapach ciąży również na tradycji ikonofilstwa; nie na sztuce, jej ponadczasowa czystość (w intencjach tworzenia) jest nie do podważenia. Przelana krew nie wynikała z ekspansywnej agresywności i duchowej nad-wierności dla Dobrej Nowiny chrześcijaństwa, ale z kontrowersji doktrynalnych w głębi pozornie ukształtowanej konfesji. To krew realna dziesiątek tysięcy wyznawców Chrystusa wylana przez innych wyznawców Chrystusa kilkanaście wieków temu i ponownie kilka wieków temu na innym już terytorium. Dwa wielkie spory: - o ikonoklazm i opór starowierców wobec reformy Patriarchy Nikona, to historia autentycznych kontrowersji dogmatycznych, zbrojnych walk, indywidualnego męczeństwa, tyranii władzy, odporu dla błędu i nieugiętości przegranych, dla których tragedia wygnania była rajem wolności.
           Sferze sztuki ikony jestem praktykiem, „konsumentem", ale i „producentem", nie roszczę sobie żadnych prerogatyw do uznania swej biegłości w teorii.
            Ikona... treść przesłania Boga niesiona z pokolenia na pokolenie, figura wieczności wbudowana w doczesność. Nie ma tu miejsca na żadne wirtualne gry esc – enter…. super extra, wahania nastrojów w kruchcie czy w dostojnym prezbiterium salonów „kościołów otwartych" (na wyjście z Kościoła wiernych rzeczywiście).
        Pytajmy o relacje (bez pryncypium relatywizmu): - o wolność wiary w kontekście kultu ikony, o powierzchowne przeciwieństwo, ale i o niesienie „wsteczności" Bogoczłowieczeństwa pod prąd epokom „postępu": - kontra mizerii, której kulturowo-poznawczą wyższość uzurpują sobie „kapłani" nowoczesności w aktach obrazoburstwa.


                              

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora