Wacław Arefijewicz Fiedotow - Deportacja starowierów z Augustowszczyzny

O naszej wywózce z Gabowych Grądów i Boru 18 marca 1943 roku wiedzieliśmy już dzień wcześniej. Powiadomili nas zaprzyjaźnieni ludzie z sąsiednich wsi, Polacy, którym kazano dla nas przygotować podwody.
– Ja byłbym nie w porządku, gdybym was nie ostrzegł- powiedział jeden z nich.
Pamiętam, że zabraliśmy najpotrzebniejsze rzeczy, które zapakowaliśmy do worków. Matka zdążyła jeszcze upiec chleb. Całą noc nie spaliśmy. O godzinie 6:00 rano przybiegła córka sąsiadki, która oznajmiła, że jesteśmy otoczeni przez wojsko.
Niemcy dwie godziny przed wywózką każdej rodzinie wręczyli list, w którym była odpowiednia informacja co do dalszych naszych losów. Dostaliśmy też jakieś pieniądze na drogę. Zarządzono, że krowy, konie trzeba dostarczyć w jedno miejsce koło molenny. To ja zaprowadziłem tam nasze krowy. Konie, bydło i trzodę chlewną zabrano, wypłacając jednak pewne, minimalne odszkodowanie. Później zwierzęta te odsprzedano okolicznym rolnikom, z których część wyraźnie cieszyła się z pozbycia się innowierczych sąsiadów.
Ktoś doniósł okupantom, że współpracujemy z partyzantką radziecką i przechowujemy broń. W chatach zrywano więc podłogi, w szkole i molennie też szukano broni, której jednak nie znaleziono. To nas uratowało od śmierci.
Przed wywózką przyszło do nas dwóch Niemców w cywilu. Poznali moją siostrę Justynę (Usolija), bo ona pracowała w kuchni u komisarza w Augustowie. Spodobały się im kwiaty w naszym ogródku. Chwalili je. Powiedzieli (jeden mówił po polsku):
– Proszę się nie bać. Jedziecie na roboty do Niemiec. Tam będzie wam lepiej.
Uwiązany koło budy pies ujadał. Niemiec - cywil wyjął pistolet i go zastrzelił.
Do każdego gospodarstwa podstawiono wozy z sąsiednich wsi. Załadowaliśmy tobołki i ruszyliśmy w stronę stacji kolejowej w Augustowie (ok. 12 kilometrów). Po drodze zrewidowano nas i odebrano ostre przedmioty, jak siekiery, piły. Za każdym wozem szło po dwóch uzbrojonych żołnierzy niemieckich.
Zawieźli nas na stację kolejową i tam, w zasadzie już bez straży, oczekiwaliśmy na załadunek do wagonów towarowych.
    Do jednego wagonu ładowano po kilka rodzin. Pojechaliśmy na teren Prus Wschodnich przez Olecko, Gołdap, Węgorzewo, Nordenburg, Gerdauen.
W każdym mieście odczepiano wagon, a ludzi kierowano do Arbeitsamtu, a następnie do bauera do prac polowych.
Nas skierowano do miejscowości Mülk powiat Gerdauen (obecnie Żeleznodarożnyj) do gospodarza Ottona Thide, weterana I wojny światowej. Zakwaterowali całą rodzinę w czworakach, jeden pokój z kuchnią, podłoga z cegieł. Sami przygotowywaliśmy posiłki.
Mężczyźni skierowani zostali do prac polowych, siostra do oporządzania trzody chlewnej. Gospodarz płacił nam po 2 marki dziennie. Otrzymywaliśmy kartki żywnościowe.
Rygory były surowe. Gdy pewnej soboty nie pracowaliśmy, to gospodarz wezwał żandarmów, którzy zamknęli nas w areszcie w pobliskim miasteczku Klein Gnie (Obecnie Mozyr Nowyj). Następnego dnia żandarmi polecili nam za karę pociąć trzy metry sześcienne drewna w gospodarstwie pewnej wdowy. Pracę wykonaliśmy w mig. Zwolniono więc nas do domu.
Żandarmi panoszyli się w terenie. Pewnego dnia jechało ich dwóch na rowerze. Zgodnie z panującymi wówczas zasadami zdjąłem czapkę i powiedziałem: – Morgen. Ten drugi zsiadł z roweru i zapytał, dlaczego mu się nie ukłoniłem. Odpowiedziałem, że pozdrowiłem ich obydwu.
– Przed każdym z nas trzeba osobno zdejmować czapkę – pouczył mnie gniewnie.
Jako młodemu mężczyźnie groziła mnie wywózka na roboty w głąb Rzeszy, więc podczas meldowania zmieniliśmy datę moich narodzin z 1927 roku na 1928 rok, gdyż tych drugich roczników nie wywożono. I tak już pozostało w moich papierach po dziś dzień.
Po wojnie okazało się, że wywózka kontrolowana była przez operujący na naszym terenie oddział partyzantki radzieckiej. Dowódca tego oddziału poinformował później Akulinę Batus, że oni cały czas nas śledzili i gdyby kolumnę naszą skierowali do Szczebry za Augustowem, gdzie zazwyczaj Niemcy rozstrzeliwali (zamordowano tam między innymi osoby niepełnosprawne zebrane z powiatu augustowskiego), to ów oddział miał nas odbić.    

x x x
    Mój ojciec Arefij Iwanowicz Fiedotow, urodzony w 1878 roku w Gabowych -Grądach, zmarł w 1945 roku. Matka Melania Wasilijewna, urodzona w Budzie Ruskiej
w 1885 roku z domu Iwanow, zmarła w 1966 roku. Ojciec miał dwóch braci, którzy wyemigrowali do Ameryki. Ojciec też chciał wyjechać do Ameryki, ale na prośbę starej matki został w Gabowych Grądach na niewielkim gospodarstwie. Jako żołnierz armii carskiej został powołany do wojska w czasie pierwszej wojny światowej. Brał udział przez przeszło trzy lata w walkach z Niemcami. Po wojnie w 1918 roku powrócił do kraju, do Wolnej Polski. Włączył się aktywnie do prac w parafii staroobrzędowej jako przewodniczący Rady Parafialnej w latach 1935-1939. W latach 1936-1939 był sołtysem wsi Gabowe Grądy i dlatego był typowany przez sowietów do wywózki na Sybir, lecz przeszkodziła temu wojna niemiecko-radziecka. Wywieźć też mieli innych kułaków.
    Siostra Glikieria, zdrobniale Łusza, urodziła się w 1919 roku w Gabowych Grądach. Szkołę podstawową ukończyła w Gabowych Grądach. Następnie wstąpiła w 1935 roku do Gimnazjum Rosyjskiego im. Aleksandra Puszkina w Wilnie przy Naczelnej Radzie Staroobrzędowej w Polsce, sponsorowanej przez rodzinę Pimonowych.
W okresie okupacji radzieckiej studiowała na drugim roku Instytutu Pedagogicznego
w Grodnie. Po wojnie ukończyła Akademię Rolniczą w Olsztynie na wydziale mleczarskim. Pracowała w tym zawodzie w województwie gdańskim. Ostatnio była wykładowcą języka rosyjskiego w jednej ze szkół w Gdańsku. Zmarła w 1956 roku.
    Z terenu Suwalszczyzny moja starsza siostra Jewdokija Persjanow wraz z rodziną wyjechała na teren Litwy. Osiadła na gospodarstwie po Niemcach. W 1941 roku Niemcy powrócili jednak na swoje siedliska, więc starowiercy zostali najemnymi robotnikami rolnymi u bauerów. Szwagier Prokop Presjanow był rybakiem i po zajęciu Litwy przez sowietów wyemigrował do Obwodu Kaliningradzkiego. Osiedlił się na Mierzei Kurońskiej, gdzie pracował w kołchozie rybackim w miejscowości Rybaczyj. Tam też obecnie zamieszkuje moja dalsza rodzina.