Jarosław Tadeusz Leszczyński - WOKÓŁ JEZIOR BRASŁAWSKICH

Od Meklemburgii (dawniej kraj słowiańskich Obodrytów) we wschodnich Niemczech poprzez Pomorze poprzez Pomorze, Mazury, Suwalszczyznę, Wileńszczyznę (tą najszerzej pojętą, po obu stronach dzisiejszej granicy białorusko–litewskiej) aż po Inflanty (Łotwa, Estonia), pomiędzy pasem nizin a wybrzeżem Morza Bałtyckiego ciągnie się pas pojezierzy. Są to obszary pagórkowate o tysiącach mniejszych i większych oczek wodnych będących pozostałościami po zlodowaceniach. Chociaż wysokości nad poziomem morza tych wzgórz wykraczają co najwyżej nieco 300 m n.p.m. to dość duże różnice w poziomach powodują, że takiego krajobrazu nie powstydziłyby się Góry Świętokrzyskie, a nawet niektóre pasma pogórzy podkarpackich. Tak więc od Meklemburgii ciągną się następujące pojezierza: Meklemburskie, Pomorskie, Mazurskie, Litewskie (dzielące się na Suwalskie i Wileńskie) oraz Inflanckie.
       W skład Pojezierza Litewskiego, a ściślej biorąc Wileńskiego wchodzą Wielkie Jeziora Brasławskie, leżące na terenie Białorusi (w II Rzeczypospolitej wchodziły w skład województwa wileńskiego), w kącie gdzie schodzą się granice trzech państw – wyżej wspomnianego, Litwy i Łotwy.
       Stolicą tej krainy jezior jest miasteczko powiatowe Brasław. Jeziora te noszą nazwy Drywiaty, Nowiata, Nieśpisz, Niedrowo, Snudy, pociech itp. O Brasławiu pisałem już w jednym z poprzednich swoich artykułów. Dziś przyszłakolej na omówienie kilku miejscowości leżących wokół tych jezior.
       Nad Jeziorem Pociech, ok. 10 km na północ od Brasławia leży miasteczko Słobódka z gorującą nad nią bryłą neoromańskiego kościoła, widocznego z odległości wielu kilometrów. Miejscowość leży przy drodze z Brasławia do Drui.
       Słobódka dawniej nosiła nazwę Bychówka. W 1889 r. posiadała 27 domów, w których mieszkały 303 osoby. Był tu wtedy zarząd gminy, szkółka wiejska, kasa pożyczkowa i kościół parafialny.
       W okresie międzywojennym w Słobódce stacjonował Batalion Korpusu Ochrony Pogranicza "Słobódka" w związku z niedaleko stąd przebiegającą granicą z ZSRR i Łotwą.
       W 1921 r., po ukończeniu Studium Nauczycielskiego w Lublinie, został skierowany do pracy w Słobódce Józef Czechowicz, wybitny polski poeta awangardowy dwudziestolecia międzywojennego. Pracował tu przez półtora roku.
       Obecna zabudowa Słobódki jest w większości drewniana. Centrum stanowi trójkątny rynek, jedyny element miejski Słobódki, która przypomina raczej dużą wieś niż osiedle o charakterze miejskim. Przy rynku wznosi się kościół rzymskokatolicki p.w.    Najświętszego Serca Jezusowego.
       Pierwszą świątynię drewnianą na tym miejscu wzniesiono w 1800 r. z fundacji Stanisława Mirskiego z niedalekiego majątku Zawierz, pełniącego funkcję pisarza wielkiego litewskiego i jego żonę Stanisławę z Korczyców. Nosił wezwanie Opatrzności Bożej. Obecny w stylu neoromańskim został postawiony w l. 1901–1903. Przy tej okazji zmieniono jego tytuł na Najświętsze Serce Pana Jezusa.
       Kościół jest budowlą trójnawową typu bazylikowego przeciętą transeptem. Posiada pięciobocznie zamknięte prezbiterium i dwie zakrystie. Od frontu posiada dwuwieżową fasadę. Każda z wież posiada po 5 kondygnacji. Szczyty wież wieńczą po 4 trójkątne frontony z blendami. Wieże kończą szpiczaste hełmy w formie ostrosłupów sześciobocznych. Środkową część fasady wieńczy trójkątny szczyt. Nad portalem frontowym oraz na bocznych ścianach transeptu umieszczone są okrągłe okna–rozety. Wewnątrz sklepienie kolebkowo–krzyżowe. Kapitele kolumn oddzielających nawę główną od bocznych posiadają motywy roślinne. Kościół otoczony jest kamiennym murem z ceglaną bramą od frontu.
       Na miejscowym cmentarzu katolickim są nagrobki z napisami wyłącznie w języku polskim.
       Przy drodze ze Słobódki do Brasławia, we wsi Maśkowce, na półwyspie oddzielającym Jezioro Niedrowo od Jeziora Nieśpisz wznosi się pagórek o stromych zboczach i spłaszczonym wierzchołku. Znajduje się tam grodzisko o powierzchni ok. 1 ha. Od XI do XIV stulecia, gdy tereny te należały do Księstwa Połockiego, funkcjonował tu gród obronny. Spełniał on rolę przygranicznej strażnicy na granicy z Litwą. Szczyt grodziska liczy 160 m n.p.m., a zarazem 30 m ponad taflą okilicznych jezior. Jest znakomitym punktem widokowym.
       O ile Słobódka zamieszkała jest przez Polaków wyznania rzymskokatolickiego, o tyle Maśkowce są prawosławną wsią białoruską.
       Na zachód od brasławskich kompleksów wodnych, na półwyspie pomiędzy jeziorami: Strusto (od południa) i Snudy (od północy) wznosi się góra Majak. Liczy ona 175 m n.p.m. oraz 45 m ponad taflami tych akwenów. Podobnie jak z grodziska w Maśkowcach, ze szczytu Majaku rozlega się wspanialy widok na kompleks Jezior Brasławskich. Góra Majak leży w pobliżu wsi Kieziki.
       Na południe od kompleksu Jezior Brasławskich, w szczególności Jeziora Drywiaty leża jeszcze Achremowce, Miłasze i Marcebolibo. Zatrzymajmy się na początku w pierwszej z nich. Na płd.–zach skraju wsi Achremowce leżą pozostałości majątku Belmont. Dobra te nosiły niegdyś nazwę Dwór Olgierdowszczyzna. W późniejszych czasach od nazwiska Achremowiczów dobra jak i pobliską wieś nazwano Achremowcami. Kolejnymi właścicielami byli Salmanowiczowie, którzy w 1748 r. sprzedali posiadłości (w tym zapewne czasie nosiła ona już nazwę Belmont) wojewodzie mińskiemu, Janowi Augustowi Hylzenowi (1702–1767), pochodzącemu ze spolonizowanego rodu inflanckiego. Ostatni przedstawiciel rodu Hylzenów – Idzi – sprzedał w 1798 r. Belmont Mikołajowi Manuzziemu, awanturnikowi pochodzącemu z Wenecji, zwanemu Diabłem Północy.
       Hr. Mikołaj Manuzzi był dyplomatą przy placówkach Republiki Weneckiej w Madrycie i Paryżu. Później przybył do Petersburga i tam znalazł się w gronie zalotników ubiegających się o względy przyszłej carycy Katarzyny II. Wśród innych jej amantów poznał Stanisława Augusta pracującego w poselstwie polskim. Po jego wyborze i koronacji na króla polskiego jako jeden z pierwszych przybył do Warszawy w celu pogratulowania wyboru. Będąc człowiekiem przystojnym, elokwentnym i pełnym towarzyskiej ogłady szybko wkradł się łaski króla i jego otoczenia. Z dworem monarszym w Warszawie związał się na wiele lat. Był zausznikiem króla i w jego imieniu spełniał rozmaite sekretne misje. Często jeździł do Petersburga i szpiegował na rzecz Rosji, będąc na usługach księcia Grzegorza Potiomkina. Mimo tej pozycji towarzyskiej przybysz z Italii stale cierpiał na chroniczny brak pieniędzy i ciągle szukał okazji do uniezależnienia się finansowego.
       Okazja taka trafiła się w 1773 r.  W wyniku romansu Stanisława Augusta z wdową Jadwigą ze Strutyńskich Ciechanowiecką, w wyniku którego ta ostatnia zaszła w ciążę. Aby uniknąć skandalu po narodzinach dziecka wydał kochankę za Manuzziego. Wkrótce po ślubie przyszedł na świat syn, któremu nadano na imię Stanisław, zapewne na cześć biologicznego ojca. Monarcha nadał państwu młodym starostwo opeskie na Brasławszczyźnie, a Manuzziemu polski indygenat i tytuł szambelana królewskiego. Małżonkowie od połogu żyli w separacji. Jadwiga niedługo po połogu zabrała syna i wyjechała do krewnych. Zmarła na gruźlicę w 1778 r., w wieku zaledwie 42 lat.
       Manuzzi osiadł na Brasławszczyźnie. Okazał się dobrym administratorem starostwa opeskiego, które wkrótce zaczęło mu przynosić upragnione dochody. Nie był jednak lubiany przez patriotyczną szlachtę brasławską. Był tu człowiekiem obcym, intruzem, znano motywy jego ożenku i sposobu w jaki uzyskał starostwo opeskie. Nie wierzono w jego lojalność wobec Rzeczypospolitej, skoro często wyjeżdżał do Petersburga.
       Po śmierci żony jej majątek powiększył rosnącą fortuną Manuzziego. Zabrał on do siebie kilkuletniego "syna" Stanisława co zapewnilp mu dodatkowe dotacje prawdziwego ojca, który do końca życia traszczył się o chłopca. Poparcie króla sprawiło, że Manuzzi czuł się coraz pewniej. Podczas wojny polsko–rosyjskiej w 1792 r., gdy do Brasławia wkroczyły wojska rosyjskie generała–lejtnanta Dołgorukowa, pośpieszył do miasta i wygłosił wiernopoddańcze przemówienie, zgłaszając akces do Targowicy. Rosjanie wyznaczyli go na przywódcę targowiczan w powiecie brasławskim, ten jednak się wymówił i wysunął na to stanowisko 19–letniego wówczas "syna" Stanisława. Przeniósł się wtedy do Bohinia i wykorzystując poparcie wojsk rosyjskich rozpoczął krwawą rozprawę z sąsiadami, która zyskała mu miano Diabła Północy.
       Jednym z najbardziej znanych jego wyczynów było zrównanie z ziemią przy pomocy wojsk rosyjskich miasta Uhor jako wyraz zemsty, za to że jego mieszkańcy ośmielili się zaprotestować przeciwko bezprawiom Manuzzich.
       Nienawiść do Manuzziego i targowiczan była przyczyną masowego udziału mieszkańców Brasławszczyzny w Insurekcji Kościuszkowskiej, w 1794 r.  Wystraszony Manuzzi pod osłoną ekskorty rosyjskiej spakował część swoich bogactw z zamiarem wywiezienia ich do Rosji. Zamiar ten udaremniły powstańcze oddziały dowodzone przez rotmistrzów Mirskiego i Łobudzia, która rozproszyła ekskortę i odebrała przewożony majątek, który przekazano do dyspozycji władz Insurekcji w Wilnie.
       W styczniu 1795 r. obaj Manuzziowie znaleźli się w Petersburgu i caryca Katarzyna II chcąc wynagrodzić poniesione przez nich straty wyznaczyła im obu dożywotnie pensje w wysokości 1000 zł rocznie dla Mikołaja i 600 zł rocznie dla Stanisława. Pensje te pozwoliły na prowadzenie im arystokratycznego domu w stolicy carów.
       Po wstąpieniu na tron carski Pawła I (1796 r.) Mikołaj Manuzzi pośpiesznie udał się z gratulacjami dla nowego monarchy i wkradł się w jego łaski. Umożliwiło mu to potwierdzenie własności skonfiskowanym sąsiadom dóbr i zdobycie dla siebie starostwa brasławskiego.
       Mający za sobą protekcję carską Manuzzi wrócił na Brasławszczyznę. Ponieważ pałac w Bohiniu został zniszczony przez powstańców kościuszkowskich, dlatego Diabeł Północy nabył w 1798 r. majątek Belmont od Idziego Hylzena. Tam w wyremontowanej i rozbudowanej rezydencji urządził swą główną siedzibę, mimo, że nadal często bywał w Petersburgu. Jego wpływy kończą się tam wraz ze śmiercią cara Pawła I w 1801 r.   Brasławscy sąsiedzi Diabła Północy wytoczyli mu szereg procesów o zgarnięcie włości, bezprawne wycięcie lasu, grabież, podpalenia, pobicia, łapanie poddanych i zakuwanie ich w dyby. Miał przeciwko sobie nie tylko drobną szlachtę, ale również magnatów, m.in. książąt Mirskich i Ogińskich. Zaczął przegrywać procesy.
       W 1806 r. stary Manuzzi zamieszkał w swoim ulubionym folwarku Albinowa, zaś w Belmoncie zaczął gospodarować Stanisław Manuzzi (1773–1823). Chociaż także targowiczanin i naturalny syn króla Stasia był człowiekiem zupełnie innego pokroju niż jego prawny ojciec. Ukończył kolegium jezuickie w Połocku. Był człowiekiem bardzo religijnym. Po objęciu rządów w Belmoncie zakończył na mocy ugody sądowej spory ze wszystkimi sąsiadami. Jak chce tradycja mikołaj Manuzzi nie mógł tego faktu ścierpieć i zmarl w 1809 r. Stanisław jako dobry gospodarz wprowadził uprawę na wielką skalę nowego gatunku lnu. Był filantropem. Ofiarował znaczne kwoty na szkółki parafialne, bibliotekę i szkołę na szlachty. Jego żona prowadziła kilka zakładów dobroczynnych, a wśród nich pensję dla panien. mimo niesławnej pamięci obu ojców (nominalnego i naturalnego) Stanisław Manuzzi zdobył zaufanie szlachty brasławskiej, która wybrała go na posła i marszałka powiatu brasławskiego. Pałac belmoncki był ośrodkiem życia towarzyskiego tutejszej okolicy. Stało się to m.in. dzięki poślubionej przez hrabiego w 1800 r. Konstancji Platerówny (1782–1874), która była osobą towarzyską, odznaczającą się wybitną urodą i lubianą przez sąsiadów.
       Zwyczaje, a także architektura pałacu naśladowały dwór carski w Peterhofie. Obowiązki dworskich szambelanów w pałacu belmonckim pełniło kilku uboższych szlachciców z okolicy. Oni też przyjmowali przybywających gości. Państwo Manuzzi pojawiali się tylko do obiadu, a ich pojawienie poprzedzane było ceremonialnym otwarciem drzwi na oścież przez służbę. Obecnym przy stole wolno było rozmawiać tylko przyciszonymi głosami. Po skończonym posiłku wszyscy ustawiali się w półkole, a hrabia z żoną kolejno podchodzili do każdego gościa, zamieniali po kilka uprzejmych słów, a następnie wycofywali się do swych apartamentów.
       Stanisław Manuzzi zmarł w 1823 r. Konstancja przeżyła go o ponad pół wieku. Byli bezdzietnymi i dlatego wdowa po śmierci męża przekazała Belmont swojemu bratu, Ignacemu Wilhelmowi Broel–Platerowi (1791–1854). Pałac spłonął jak się zdaje, podczas Powstania Listopadowego, w które Plater był zaangażowany. Z rozkazu Michała Murawiewa (osławionego później jako "Wieszatiel" w czasie Powstania Styczniowego) został aresztowany i osadzony w Twierdzy Dyneburskiej. Szczęśliwie jednak dzięki energicznym działaniom żony wkrótce został zwolniony.
       Mimo dużej rozległości (55000 ka) majątek belmoncki by zadłużony, co uniemożliwiło odbudowę spalonego pałacu, który przetrwał pod postacią ruiny aż do II Wojny Światowej.
       Tymczasem Platerowie urządzili się w stojącym w pobliżu dużym budynku, który wcześniej mieścił wspomnianą pensję dla panien.
       Poźniejszymi właścicielami Belmontu byli Feliks Witold Broel–Plater (1849–1924) i wdowa po nim, Elżbieta z Potockich (1874–1960). Majątek przetrwał do 1939 r. kiedy to został zlikwidowany po najeździe sowieckim na Polskę.
       Z inicjatywy Feliksa Witolda Broel–Platera podmokłe lasy poprzecinano spławnymi kanałami ciągnącymi się przez jeziora zą po rzekę Dzisnę. Na obrzeżu Puszczy Belmonckiej powstała osada przemysłowa zwana Platerowem, w której wielu mieszkańców okolicznych wsi znalazło pracę i opiekę medyczną. Mieszkańcy Platerowa zajmowali się eksploatacją bogactw leśnych. Dla ich dzieci zbudowano ochronkę, która de facto była zamaskowaną polską szkołą zakazaną przez carat.
       Platerowie zgromadzili w Belmoncie kolekcję dzieł sztuki (pozostałych po Hylzenach i Manuzzich), archiwum i bibliotekę. W 1915 r. w obawie przed zbliżającymi się wojskami niemieckimi część zbiorów wywieziono do Petersburga, skąd już nigdy nie wróciły. W czasie działań wojennych I Wojny Światowej spłonął budynek pełniący funkcję mieszkania właścicieli wraz z resztą pozostawionej tam kolekcji. W okresie II Rzeczypospolitej Platerowie wybudowali w pobliżu ruin pałacu skromny dworek.
       W czasie II Wojny Światowej zniszczeniu uległy ruiny wielkiego pałacu, dworek Platerów, a także wszystkie zabudowania gospodarcze.
       W Achremowcach zachował się cmentarz grzebalny z neogotyckim kościółkiem. Przeważają groby z polskimi napisami, aczkolwiek nierzadko posiadającymi błędy ortograficzne. Nekropolię porastają stare drzewa.
       W położonej około 4 km na południe od Jeziora Drywiaty wsi Miłasze znajduje się również cmentarzyk z przewagą grobów polskich. Na uwagę zasługuje zbiorowa mogiła żołnierzy AK poległych pod Marcebolibo w starciach z partyzantką radziecką.
       Partyzantka radziecka zgodnie z instrukcjami otrzymywanymi z Moskwy nie zamierzała tolerować polskich oddziałów na terenach uważanych za swoje, mimo że były ich sojusznikami w walce z hitlerowskim najeźdźcą. W tej sytuacji konflikt między partyzantką radziecką a polską był nieunikniony, a jego wybuch był tylko kwestią czasu.
       Do konfrontacji doszło 6 kwietnia 1944 r., w ostatnich miesiącach okupacji niemieckiej na tych terenach (Niemcy zostali wyparci z Wileńszczyzny w lipcu t.r.). Partyzanci z AK pod dowództwem "Wawrzeckiego" (Kazimierza Krauzego) kwaterowali w niewielkiej, położonej wśród bagien wsi Marcebolibo, na południe od Jeziora Drywiaty, przy zachodnim skraju lasów belmonckich. AK–owcy zostali zaatakowani przez radziecką brygadę partyzancką im. Żukowa, posiadającą miażdżącą przewagę w uzbrojeniu. Nasi partyzanci wycofali się z ogromnymi stratami w stronę wsi Złoto. W walce zginęło przynajmniej 20 Polaków. Także ci, którzy nie zdołali się wycofać zostali aresztowani. Z pogromu ocalało tylko 17 partyzantów oraz ich dowódca "Wawrzecki". Sowieci także spacyfikowali wieś "Marcebolibo" paląc jej zabudowania i mordując część mieszkańców. Był to odwet za pomoc udzieloną partyzantom. Z jednej zachowanej mogiły w czerwcu ekshumowano prochy poległych AK–owców, których uroczyście pochowano na cmentarzu w Miłaszach.
       Po bitwie marcebolibskiej oddział "Wawrzeckiego" wycofał się z zagrożonego terenu. Brał udział w akcjach na posterunki policji litewskiej w Gajdach, Rymszanach i Opsie.
       Po wejściu Armii Radzieckiej na Wileńszczyznę polscy partyzanci zostali przez nią rozbrojeni i internowani w różnych miejscach Wileńszczyzny. Część wywieziono do Kaługi, zaś oficerów osadzono w obozie w Riazaniu.