Stanisław Januszkiewicz - NOWOROCZNA IMPRESJA WILEŃSKA

Na białym wzgórzu dąb sękaty
portale gajów podwileńskich
przedzielił,
bo tu nie widać wcale pól.

Wracając z łowów
ze zwierzyną,
wkroczyłem z mrozu do komnaty
ja, małomówny Litwin-król.

Gdy rozgrzał likwor i kominek
i polifonii tętniący barok –
tudzież niewieścia delikatność słów
budziła mnie do dalszych czynów.



Jak niedźwiedź byłem pewny w barach –
za oknem złocił się księżyca nów –
antiąua ars poetica vilnensis     
współgranie miasta i dąbrowy.

Zaś wzgórz otaczający mur
i w tym zamczysko uczuć mych,
jak na dywanie morderowym
wymowne na bajeczny wzór.

Mnie zauroczył wdzięk wilnianki –
i nagle wybuchł ponad miarę
dla nas obojga szczęścioból!

O brzaskiem z trudem obudzony,
nie przy jej boku - pewny w barach
leżę samotny -
żaden król...

              ***

 Z tym zastrzeżeniem,
że masz do końca zrealizować u boku Mistrza,
razem z innymi aktorami,
następne akty dramatu.

Z inwencją wrażliwego serca,
z polotem czy bez,
ale cierpliwie:
nie robiąc ujmy dobru i pięknu
oraz wierności Prawdzie Najwyższej,
Bogu Trójjedynemu przyznając
Chwałę i potęgę.

A wtedy doświadczysz
powszechnego aplauzu mieszkańców Nieba!

                       ***

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież