Karol Pastuszewski - Wilno jak z pocztówek

Dostaliśmy potężną dawkę wiedzy o Wilnie, zawartą w dwóch grubych tomach – łącznie ponad tysiąc stron. Wiedzy o ludziach, wydarzeniach, o historii tego miasta, o jego wzlotach i upadkach, dolach i niedolach. Zasługa to autora prof. Mieczysława Jackiewicza, ale także i wydawcy Biblioteki Wileńskich Rozmaitości w Bydgoszczy, dra Henryka Dubowika.

Jak twierdzi świetny historyk wojskowości Jerzy Kirchmayer, który swego czasu przez 10 lat mieszkał w Wilnie, utarło się mówić przed wojną, że w Warszawie wypada mieszkać, Krakowem trzeba się chlubić, Lwów to cześć związana z ofiarą „Orląt,” do Lublina nie wypada się przyznawać, z Poznania można kpić, natomiast Wilno po prostu trzeba kochać.

 Rzeczywiście, to miasto do dziś Polacy darzą sentymentem,  ale nie tylko dlatego, że kochał je uczeń tutejszego gimnazjum, późniejszy Naczelnik Państwa i Wódz w zwycięskiej wojnie 1920 roku Józef Piłsudski. Wilno jakżesz silnie związane jest z naszą historią, kulturą w szerokim tego słowa znaczeniu, z martyrologią, z polityką, a dla wielu także z czcią jaką otaczany jest  obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Poza tym jest to piękne miasto mimo zniszczeń i pożarów, które nań spadały częściej niż na Kraków, Poznań czy Lwów. Jego wielkim walorem stała się przyroda i położenie wśród otaczających je lesistych wzgórz, meandrującej rzeki, malowniczej góry a nawet dwóch gór pośrodku miasta. Na jednej stoi potężna wieża, atrakcja turystyczna, pozostałość po dawnym zamku, a druga z białym pomnikiem Trzech Krzyży, symbolem miasta. Pięknie  o Wilnie napisał Edward Słoński, poeta legionowy:

 

Ja znam ten gród, gdzie z murów tynk opada

I starych ruin obnaża żywe zgłoski

Pogański bór tam dziwy opowiada

Z dalekich wzgórz cudownej Matce Boskiej

 

Ja znam ten gród, pas Wilii złotolitej

I gdzieś we mgle Świętego Piotra wieże

I gdzieś w tej mgle, idącej pod błękity,

Pogański bór szepczący swe pacierze

 

Przez stulecia to była stolica wielkiego państwa, centrum władzy, siedziba książąt i królów, prowadzących swoje zwycięskie hufce aż za Moskwę. Kto ciekaw, niech zwróci uwagę na kamień pamiątkowy z odpowiednim napisem i datą koło cerkwi w Zagorsku. W czasach „potęgi i chwały” był Kłuszyn, Orsza, Psków, Kirchholm - wspaniałe zwycięstwa, ale później przyszły porażki, a nawet klęski, gdy minęła epoka Jagiellonów, Batorego, aż wreszcie nastał ten straszny rok 1795 – III rozbiór Polski, a właściwie szerzej - Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czy nawet jeszcze szerzej czworga narodów, licząc Ukrainę i Białoruś. Upadek,  który sprowadził na mieszkańców Wilna nie pogodzonych z losem, z przemocą i niesprawiedliwością surowe kary – katorgę syberyjską, szubienice, konfiskaty majątków, prześladowania polityczne, restrykcje religijne i narodowościowe. Słowem to wszystko co było nieznane tutaj, gdzie od wieków mieszkało obok siebie siedem narodowości i chyba tyleż wyznań religijnych. Tak okrutnie historia nie obeszła się z Krakowem, Poznaniem, Lwowem. Wilno nie leży gdzieś na skraju terytorium odwrotnie jest miastem usytuowanym na przecięciu się dróg wojennych. Kiedy państwo osłabło wróg najeżdżał je i łupił, mordował mieszkańców, palił domy, niszczył kościoły i pałace, zabierał wszystko co cenne. W okresie potopu szwedzkiego Wilno zajęły wojska moskiewskie. Sześć lat trwała wyjątkowo okrutna okupacja, aż Polska na tyle wzmocniła się militarnie, że mogła zbrojnie odzyskać stolicę Wielkiego Księstwa czy raczej to co z miasta pozostało i ukarać najeźdźców. W sto lat później zaczęła się epoka rozbiorów poprzedzona zrywami niepodległościowymi. Wilno aktywnie walczyło w powstaniu Kościuszkowskim ulegając wojskom Katarzyny II. Nie gdzie indziej a właśnie tu zaczęła się kampania polska Napoleona w 1812, którą zakończył tragiczny powrót resztek Wielkiej Armii maszerującej przez miasto z kozakami na karku. Niezbyt długo trzeba było czekać na wybuch powstania listopadowego, a później styczniowego i okrutne masowe represje Murawjowa.     

Dla Wilna utrata niepodległości to była utrata statusu stolicy państwa. Odtąd nie będzie ono żadnym ośrodkiem polityczno-administracyjnym tych rozległych obszarów. ani centrum kultury czy nauki. Zamknięto Uniwersytet, zlikwidowano księgozbiór wszechnicy, a niedługo wyszło na jaw, że nie będzie też żadnej industrializacji, dynamicznie przekształcającej w XIX wieku zachodnią część Europy. Władze carskie traktowały te wschodnie, buntownicze tereny dawnej Rzeczypospolitej szczególnie surowo i represyjnie, dopatrując się w każdej działalności niebezpiecznych tendencji niepodległościowych. Nie powstały tu żadne zakłady przemysłowe jak w Zagłębiu Dąbrowskim, czy w Łodzi, Zgierzu, Białymstoku albo w Warszawie. Niepokorne miasto sprowadzono do poziomu stolicy guberni jak na przykład Augustów, Suwałki, Siedlce. Jedyną działającą organizacją obywatelską na tym terenie było Towarzystwo Wyścigów Konnych. Dopiero rewolucja 1905 roku przyniosła zasadnicze zmiany i daleko idącą liberalizację stosunków. Ale przez 10 lat do wybuchu I wojny wiele zrobić się nie dało. Pozwolono mówić po polsku w miejscach publicznych, uczyć się tego języka w szkole, wydawać polskie gazety i książki. Zniesiono zakaz nabywania ziemi przez Polaków w guberniach zachodnich  (chodziło o rugowanie polskości).

Na szczęście urok Wilna okazał się czymś trwalszym i mniej podatnym na destrukcję niż sprawy polityczne i społeczne. Widać to szczególnie teraz, gdy Litwini mając wsparcie finansowe z Funduszy Europejskich pięknie je odbudowali ze zniszczeń po zaciętych walk o miasto w 1944 roku. Powstały  też  nowe dzielnice. Poprowadzono  szerokie, usprawniające ruch samochodowy. Te zmiany muszą uderzać szczególnie, gdy się wspomni Wilno z czasów radzieckich: szare, smutne, ze śladami zniszczeń mimo upływu lat, puste sklepy, żałosne wystawy, ludzie skromnie ubrani. Z trudem dawało się znaleźć jakąś kawiarnię, czy herbaciarnię.

Piękne są wileńskie kościoły. W czasach radzieckich zamienione je na magazyny, na rupieciarnie, na muzeum ateizmu, katedrę na galerię obrazów. Nowy York kojarzy się nam ze Statuą Wolności, Paryż z wierzą Eiffla, dla Wilna takim symbolem był duży, biały pomnik Trzech Krzyży umieszczony na wysokiej górze, widoczny z wszystkich stron. Wysadzono go w powietrze, zrzucono także figury świętych pańskich z frontonu katedry, zniszczono zabytkowe stacje Męki Pańskiej pod Wilnem. Ale nawet wtedy historyczna królewskość tego miasta nie dała się wytłumić do końca choćby tylko jako informacja podawana turystom zwiedzającym Katedrę, że w jej kryptach znajdują się groby monarchów: Aleksandra Jagiellończyka, Elżbiety Habsburżanki, Barbary Radziwiłłówny, Władysława IV.

Włoscy twórcy, ale także i rodzimi architekci obdarzeni talentem, wpłynęli na wygląd dawnej stolicy Gedymina. Powstały wspaniałe kościoły, pałace, gmachy rządowe, pięknie zaprojektowane place i ulice. Przed jedną ze świątyń - św. Anną - Napoleon w 1812 roku, zwiedzając miasto, powiedział, że gdyby mógł, to by na ręku ten kościół przeniósł do Paryża. W dawnym Wilnie istniały pałace Radziwiłłów, Sapiehów, Chodkiewiczów, Paców, Tyszkiewiczów, Ogińskich, Słuszków, Kiszków, Platerów i szeregu innych znamienitych rodów. Niestety niewiele z tych budynków dotrwało do naszych czasów.

Zamówienia architektoniczne czy urbanistyczne składali ludzie, którzy rządzili tym krajem. Jakiego  byli formatu o tym świadczą nie tylko budowle, te pomniki materialne. Pozostały także pomniki niematerialne, można tu wymienić na przykład słynne Statuty Litewskie, czyli skodyfikowane prawo wyrastające z prawa rodzimego i z tradycji prawa rzymskiego. Statuty zredagowano oczywiście w urzędowym języku tego państwa czyli starobiałoruskim, a nie polskim, ani nie po łacinie, bo tu obcych rzeczy, obcego języka siłą nikt z Krakowa nie narzucał. Tu także, a nie w Moskwie Franciszek Skaryna, drukarz białoruski a zarazem obywatel wielonarodowego państwa, wydawał pierwsze książki w języku białoruskim. Był to wiek XVI.  Dziś w Mińsku główna ulica nosi jego imię.

Pierwsza wojna światowa przyniosła rejteradę znienawidzonych wojsk carskich. Wojenna okupacja niemiecka stała się nie tylko czymś innym, stała się także dla miasta długim okresem wielkiego głodu. Odnotowywano wypadki śmierci z tego powodu.  

W dwudziestolecie międzywojenne Wilno wchodziło w całym tego słowa znaczeniu jako miasto cywilizacyjnie i technicznie zacofane. Duża aglomeracja, a praktycznie bez odpowiedniej kanalizacji, tramwajów, gazowni, autobusów, o telefonach nie mówiąc. Na wielu ulicach chodniki były z drewnianych desek. Wspomniany już historyk Jerzy Kirchmayer pisze, że w czasie swojej 10-letniej służby wojskowej w Wilnie miał cztery mieszkania i w żadnym z nich nie było nowoczesnych sanitariatów. Życie miasta trzeba było organizować od podstaw zarówno jeśli chodzi o instytucje, jak służby, urzędy, szkoły, życie kulturalne.

Można by sądzić, że w tych warunkach Wilno przygniecione jeszcze biedą dużej części ludności przez długie lata będzie się dźwigać z historycznych zapaści, krocząc w ogonie ośrodków intelektualnych kraju. Rzeczywistość okazała się inna. Gdy tylko historia lekko pofolgowała znów miasto buchnęło imponującym rozwojem. To nie tylko na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy wspaniale rozkwitał uniwersytet, szczycący się znakomitymi profesorami i nie mniej wybitnymi studentami, stolica Wielkiego Księstwa wyróżniała się na mapie Rzeczpospolitej w nauce, w literaturze, w oświacie. Najbliższy okres wykazał, że nie trzeba było wielu lat (a historia dopowiedziała, iż darowuje ich tylko dwadzieścia), aby znowu na tej glebie wyrośli, albo rozwinęli skrzydła wspaniali profesorowie, wybitna młodzież, znakomici twórcy: pisarze, malarze, muzycy, aktorzy, naukowcy. Do rangi wielkiego symbolu urosło otwarcie już w  październiku 1919 roku uniwersytetu wileńskiego. Powołanie do życia wyższej uczelni nie było niczym nadzwyczajnym w XX wieku, odwrotnie stanowiło zjawisko częste. Ale tutaj sprawa wyglądała inaczej. Tutaj następowało wskrzeszenie wielkich tradycji kulturalnych, naukowych i oświatowych a przede wszystkim wolnościowych, które zostały stłumione, zdeptane przez zaborcę. Musiała nastać wolna Polska, aby Naczelnik Państwa Józef Piłsudski mógł osobiście wraz z Władysławem Mickiewiczem, synem Adama skazanego na banicję w procesie Filomatów, otworzyć uroczyście wszechnicę zamkniętą przed stu laty przez cara.

Z perspektywy dzisiejszego czasu, trzeba pamiętać o ostatnim pokoleniu Wilnian, którzy pozostaną w naszej pamięci i kulturze, a wyrośli w tym wspaniałym mieście: Stanisław Stomma, Antoni Gołubiew, Paweł Jasienica, Czesław Miłosz, Stanisław Mackiewicz, Józef Mackiewicz, Tadeusz Konwicki, Józefa Hennelowa, Bernard Ładysz, Henryk Czyż, grupa wspaniałych malarzy. Znanymi postaciami lewicy komunistycznej, odnoszącymi się w tamtym czasie bardzo krytycznie do niepodległego państwa polskiego byli: Stefan Jędrychowski, Henryk Dębiński, Jerzy Putrament, dr Sztachelski, prof. Petrusewicz.

Wysoki poziom osiągnęło szkolnictwo w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Dwaj laureaci nagrody Nobla (tego prawdziwego ze Sztokholmu a nie tych namnożonych w kraju z lada okazji) to Czesław Miłosz i druga osoba mniej znana, bo wyróżniona za osiągnięcia naukowe w Ameryce (taki nasz los) – to Artur Schally, syn polskiego przedwojennego generała, legionisty. Wspaniały teatr stworzył Juliusz Osterwa, chyba najlepszy w Polsce. Jego przedstawienia to były misteria sztuki – tak je wspomina wielu w tym świetny pisarz Andrzej Bobkowski, podobnie Stanisław Stomma. Teatr Reduta docierał do zapadłych miejscowości, do małych miast z polską sztuką nigdy tam nieoglądaną. Redaktor  Stanisław Mackiewicz stworzył w tym zapadłym i odległym kącie kraju dziennik „Słowo”, który zdobył pozycję ogólnopolską. Ważne miejsce zajęła rozgłośna radiowa w Wilnie odbierana na całym terytorium. Trzeba wspomnieć o rzeczy zupełnie przemilczanej, nawet w czasopismach katolickich, a dla wielu ludzi bardzo istotnej. Widzenia, głośnej mistyczki, siostry Faustyny, wyniesionej przez Kościół na ołtarze, miały miejsce w Wilnie i obraz Miłosierdzia Bożego znany obecnie na całym świecie z tysięcy reprodukcji powstawał tutaj, malowany i poprawiany według jej wskazówek dawanych w czasie wizyt w pracowni malarza Eugeniusza Kazimierowskiego a nie w Warszawie, Płocku czy w Krakowie.       

Współczesny dramat tego miasta rozegrał się w roku 1920, a spełnił się do końca w ćwierć wieku później w 1944-45 roku. Tym dramatem była niemożność znalezienia przez Polskę i Litwę, wówczas kiedy oba państwa mogły jeszcze same rozstrzygać swoje problemy, jakiegoś kompromisowego rozwiązania sprawy przynależności Wilna. Litwini nie chcieli słyszeć o żadnym, ale dosłownie żadnym nawet najmniejszym powiązaniu z powstającą Polską. Z drugiej strony ludność Wileńszczyzny mieszkająca tu od stuleci obawiała się, że w nowym nacjonalistycznym, żeby już nie mówić szowinistycznym państwie litewskim, nie będzie miała pełni praw obywatelskich, tak jak to było za cara, ani swobody języka, ani własnej szkoły i tożsamości kulturalnej dlatego opowiedziała się w referendum za pełnym i całkowitym włączeniem do państwa polskiego. Nie słuchano ostrzeżeń Józefa Piłsudskiego przed takim rozwiązaniem, ani nielicznych głosów przestrogi miejscowych działaczy jak na przykład  prezesa Aleksandra Meysztowicza, by nie załatwiać trudnego problemu jednostronną polską decyzją. Może ten milion Polaków składający się w dużej mierze z inteligencji, z ludzi o doświadczeniu politycznym, złączony w jednym państwie z trzymilionowym chłopskim społeczeństwem litewskim wpłynąłby na bieg historii tego regionu Europy?

Sześć lat II wojny światowej i w tym czasie aż pięć okupacji, które dotknęły Wilno, najwięcej z wszystkich miast  polskich. A dla ludności najtrudniejszy  do przeżycia jest pierwszy rok pod nowym okupantem. Od pamiętnego 17 września przez sześć tygodni gospodarzyła tu Armia Czerwona i NKWD, aresztując i wywożąc ludzi na wschód, zabierając z Wilna i Wileńszczyzny wszystko, co cenne, co się dawało wywieźć np. ogromne ilości taboru kolejowego wycofanego przed posuwającym się od zachodu frontem niemieckim. Później na 7 miesięcy miasto otrzymała Litwa niepodległa. Wilnianie wspominają ten okres źle. Buta i arogancja przybyłych do miasta Litwinów, zburzenie dotychczasowych struktur społecznych i politycznych, agresywne zacieranie polskości, rozwiązanie polskiego uniwersytetu, ogromny brak pracy, wielkie trudności materialne, uchodźcy z innych rejonów Polski szukający swojego miejsca w nowych wojennych warunkach to wszystko działało przygnębiająco.

Ale z drugiej strony to była okupacja najlżejsza. Gdy grupka młodzieży zaczęła po amatorsku konspirować i szybko trafiła do więzienia, wystarczyła jedna wizyta posła angielskiego w Kownie, by – jak pisze prof. KUL-u Czesław Zgorzelski, wszystkich od razu zwolniono do domów bez żadnych konsekwencji. Również, gdy zginął policjant litewski, czyn dokonany wyraźnie przez jakieś elementy kryminalne, to nie brano zakładników, nie rozstrzeliwano niewinnych ludzi, lecz wszczęto normalne śledztwo.

Okupacja radziecka w 1940 roku, ucieczka do Niemiec rządu litewskiego i koniec niezależności  tego państwa na pół wieku, to znaczy do czasu aż Polska odzyska suwerenność w 1989 roku. (Władze Łotwy i Estonii nie schroniły się za granicą i przypłaciły to utratą życia w więzieniach i łagrach stalinowskich). Niemcy zajmują miasto w czerwcu 1941, wymordowują ludność żydowską stanowiącą około 40 procent mieszkańców. Zginęło też w Ponarach wiele tysięcy Polaków, w tym także stryj obecnego prezydenta Polski 17-letni Bronisław Komorowski. Armia Czerwona po raz trzeci pojawia się na ulicach Wilna w lipcu 1944 roku po ciężkich walkach o miasto stoczonych przy wsparciu Armii Krajowej, której żołnierzy i oficerów dwa dni później NKWD aresztuje i wysyła w głąb Rosji. Z tego co dziś wiemy z ogłoszonych dokumentów, Stalin - mający tyle spraw na głowie - zażądał składania mu codziennych raportów o sytuacji na Wileńszczyźnie.

Następuje ostatnia odsłona wydarzeń - Wilnianie nie mogą już mieć nadziei - decyzją Wielkiej Trójki - Polski tu nie będzie. Nie będzie też suwerennej, demokratycznej Litwy, w której dałoby się żyć, to dodatkowa przygnębiająca wiadomość. Tu się rozciągnie na całym terytorium  władza radziecka. Wilno  opuszcza ludność polska stanowiąca przed wojną około 60 procent mieszkańców miasta. Coś zasadniczego skończyło się definitywnie. Przestało istnieć to, co przez wieki stanowiło bogactwo i siłę przyciągającą tego miasta - stolicy wielkiego kraju: wielokulturowość i wieloetniczność oparte o europejską cywilizację, o wysoki poziom intelektualny elity, o tradycje tolerancji (dla Żydów Wilno  było Jerozolimą wschodu, było też centrum staroprawosławia II Rzeczypospolitej).

Dziś Wilno i Litwa mają inne bardzo poważne problemy. Ma miejsce masowy wyjazd młodzieży w poszukiwaniu pracy na Zachodzie. Po wejściu do Unii Europejskiej Litwa straciła 14 procent ludności. Odnotowuje się wysokie bezrobocie. Szereg fabryk, nastawionych na produkcję na potrzeby imperium teraz trzeba zamykać. Przeszłość radziecką nie daje się łatwo pozostawić za sobą.

Między Polska a Litwą istnieje szereg zadrażnień w tym zupełnie niepotrzebnych i niezrozumiałych jeśli się weźmie pod uwagę standardy europejskie. Polskie znaki diakrytyczne dwujęzykowe, napisy informacyjne urosły do wielkiego problemu międzypaństwowego. Na terenie Alp, zarówno włoskich jak i austriackich w niektórych hotelach obsługa w okresie naszych ferii szkolnych musi mówić po polsku. Muszą też być polskie napisy. W Południowym Tyrolu napisy są włoskie i niemieckie. Natomiast na Litwie polskie napisy też trafiają się ale tam, gdzie zbierane są ofiary pieniężne na odbudowę zabytków, albo gdzie sprzedaje się wyroby artystyczne i chyba nigdzie więcej.

Główną winę ponoszą politycy (duża ich część ). Bo to oni starając się o głosy wyborców grają na najniższych populistycznych instynktach rzekomego zagrożenia języka litewskiego. Dzięki takiej retoryce wchodzą do parlamentu i odrzucają później wszelkie życzenia i oczekiwania zgodne z proeuropejskim duchem poszanowania praw mniejszości.

Inny sposób działania przyjął niezapomniany dr Leon Brodowski szef Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Litwy. W tej pracy prowadzonej wraz z żoną Danutą skoncentrował się na środowiskach opiniotwórczych: dziennikarzach, naukowcach, pisarzach, działaczach politycznych. Do nich zwrócona była publicystyka jego kwartalnika Lithuanii, zasilana piórami i Polaków i Litwinów. Tym zyskał sobie wielkie uznanie po tamtej stronie granicy. Bardzo ważne stały się duże trzydniowe spotkania dyskusyjne polsko-litewskie w Ośrodku Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego nad jeziorem Wigry. Brali w nich udział czołowi intelektualiści z obu stron w tym Czesław Miłosz, Thomas Venclova, dziennikarze, działacze polityczni, profesorowie z Wilna, Kowna, Mińska, Krakowa, Lublina, Warszawy. W środowisku tym panowała zgoda, co do anachroniczności szerzonych lęków o język litewski. I ten krąg ludzi znacząco się poszerza. Thomas Venclova, przy różnych okazjach podkreśla, że to, co było zrozumiałe na przełomie XIX i XX wieku nie ma żadnego uzasadnienia dzisiaj w dobie powszechnego korzystania z prasy, radia, telewizji, książek, internetu. Podkreśla też jak wielką szkodą dla Wilna, dla kultury, dla Litwy stała się masowa powojenna expatriacja Polaków z tego miasta.

Zamykając te dwa tomy przychodzi na myśl taka refleksja. Dobrze by było, aby polscy pisarze, twórcy, szukając czasami tak potrzebnego odosobnienia jak Hemingway na Kubie mogli znajdywać je nie tylko w Hiszpanii, Ameryce, a w Polsce na Kaszubach, bądź w Beskidzie Niskim, lecz także znajdowali je gdzieś na Laudzie nad Niewiażą, albo w Birżach, Druskienikach, Połądze.

 

Mieczysław Jackiewicz, Wilno znane i nieznane, t.1, ss. 702.

Wilno w XX wieku, t.2, ss.452, „Biblioteka Wileńskich Rozmaitości”, Bydgoszcz 2014.