Karol Pastuszewski - Tatarzy - Kruszyniany - Maciej

Mój znajomy krytyk muzyczny, radiowiec i bydgoszczanin, Jan Weber mógł mówić cały dzień o muzyce. Trener piłkarskiej reprezentacji polski z jej dawnych lat świetności stwierdził na spotkaniu z młodzieżą, że kto chce wspiąć się na szczyty futbolowe musi żyć piłką przez całą dobę. Byli to ludzie swoistej pasji. Do ludzi innej wielkiej, szlachetnej pasji trzeba zaliczyć Macieja Konopackiego. Pasji bycia teraz w XX i XI wieku polskim Tatarem, z tych Tatarów osadzonych przed tylu wiekami na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, polskim muzułmaninem tatarskiej narodowości.

Nie ulega wątpliwości, że Maciej Konopacki to swoisty fenomen w najlepszym tego słowa znaczeniu. Urodzony w Wilnie w tatarskiej rodzinie byłego carskiego oficera z czym nie wiążą się żadne negatywne implikacje, bo pamiętajmy, iż dobry tuzin polskich generałów, jeśli nie więcej, poczynając od Józefa Dowbór-Muśnickiego. a kończąc na Władysławie Andersie to oficerowie tej właśnie armii. Pułkownik Konopacki, gdy przyszła chwila opowiedzenia się kim jest naprawdę, to jasno stwierdził, że jest obywatelem Rzeczypospolitej, jak Żeligowski, Czuma, Wołkowicki, dodając, że czuje się związany z Białorusią. W kraju odradzającym się z niewoli stanowił żywy dowód przetrwania i istnienia Polski wielonarodowej, wielowyznaniowej, kolorowej różnorodnością.

Maciej Konopacki tę różnorodność dawnej Polski przypominał dookoła zarówno pobratymcom jak i wszystkim ludziom napotykanym na swojej drodze. Robił to przekonywująco jeszcze w Wilnie w czasie wojny jako uczeń gimnazjalny, rozmawiając czy bawiąc się z młodszymi kolegami, robił to zaraz po wojnie, gdy znalazł się z rodziną w Bydgoszczy, robił to nieprzerwanie przez następne lata. Pamiętam jedną taką dłuższą rozmowę na ulicy, a znaliśmy się jeszcze z Wilna, ze wspólnego domu na Lwowskiej. Maciej studiował w tym czasie prawo na Uniwersytecie w Toruniu a ja chodziłem do liceum im. Ludwika Waryńskiego (przed wojną Piłsudskiego). Mówił mi o jaskrawym rozchodzeniu się teorii i praktyki sądowniczej. Nawiązywał do toczącego się w Bydgoszczy procesu oficerów Armii Krajowej i do wyroków śmierci, które zapadły w stosunku do większości sądzonych.

Nie były to łatwe i dobre czasy dla przypominania idei Polski Jagiellońskiej. Propaganda partyjna z dumą głosiła, że Polska to wreszcie państwo jednolite etnicznie , że społeczeństwo kieruje się światopoglądem naukowym opartym o materializm dialektyczny, zaś światopogląd deistyczny to anachronizm przeszłości. Mimo tego starał się, ażeby po tych wszystkich kataklizmach II wojny, po wywózkach, wysiedleniach, zmianach granic nie zaginęła pamięć o istnieniu tych ważnych obywateli dawnej Rzeczpospolitej, dziś często rozproszonych, ale ciągle obecnych w Polsce. Może nie tak jak przed wojną kiedy nazwiska tatarskie spotykało się wśród uczonych, a obywatele pochodzenia tatarskiego byli odnotowywani w życiu społecznym i gospodarczym tak dużego miasta jak Wilno. Sam mieszkałem jako dziecko, w dużej kamienicy na Kalwaryjskiej, której właścicielem był Ali Beków, Tatar. W jednym z pułków ułańskich w Wilnie zaraz po I wojnie utworzono szwadron jazdy tatarskiej z rotmistrzem Tatarem na czele. Ten szwadron otrzymał różne wyróżniające go elementy i emblematy nawiązujące do starych historycznych tradycji. Oddano tym cześć Tatarom wiernym swojej Ojczyźnie w każdej wielkiej potrzebie, Tatarom zachowującym swoją muzułmańską wiarę, Tatarom którzy zgodnie żyli w Księstwie z innymi -jak ktoś wyliczył - siedmioma narodowościami, w Księstwie gdzie istniało siedem religii, siedem kultur i obyczajów.

Wojna i dwie okupacje radzieckie przedzielone okupacją niemiecką zburzyły dawne struktury społeczne i ekonomiczne na Kresach. Uderzały szczególnie w Polaków i w ich stan posiadania, ale dotkliwsze musiały być dla Tatarów, których było o ileż mniej. Stalin postanowił „zbiednić" społeczeństwo i maksymalnie je ubezwłasnowolnić wydając szereg represyjnych zarządzeń. Organizowano niezliczone meetingi, w czasie których wmawiano zebranym, że spotkało ich wyjątkowe szczęście, bo wkroczyła Armia Czerwona i oswobodziła ludność spod jarzma „pańskiej_Polski". Na jednym z zebrań pewien Żyd, nawiązując do ówczesnej polityki zwrócił się z prośbą: „Raz nas oswobodziliście i więcej już nas nie oswobodzajcie”.

Rafał Berger pedagog, publicysta, działacz społeczny, naczelny imam szyickiego Stowarzyszenia Jedności Muzułmańskiej w Polsce pisze w swojej książce jak Maciej Konopacki muzułmanin przyjaźnił się w przedwojennym Wilnie ze swoim szkolnym kolegą Żydem Szymonem Kaczelnikiem. Znając nieprzejednaną wrogość Palestyńczyków czy szerzej muzułmanów na Bliskim Wschodzie do Izraelczyków ta przyjaźń wymownie świadczyła o ongiś panującym na tych ziemiach klimacie wzajemnej tolerancji i życzliwości. Dlatego wielkim wstrząsem dla Macieja było zabranie z tego samego domu, w którym mieszkał najbliższego przyjaciela Munię (Szymona) i zamknięcie go najpierw w getcie, a następnie zabicie wraz z całą rodziną w podwileńskich Ponarach. Przy omawianiu wojennych losów żydowsko-polskich warto przypomnieć pewne sprawy. Mało się o nich mówi i nie każdy je zna. Otóż pewna grupa Żydów, ważna społecznie i intelektualnie ocalała w czasach holokaustu^ Ocaleli ci Żydzi, którzy przed wojną swoją identyfikację z Polską rozumieli także jako obowiązek odbycia służby wojskowej i skończyli przed 1939 rokiem różne podchorążówki, a następnie walczyli w kampanii wrześniowej i trafili, jak inni polscy oficerowie, do obozów jenieckich i tam nie niepokojeni z racji swojego pochodzenia doczekali końca wojny. Z długiej listy nazwisk wystarczy tu wymienić nazwisko znanego pisarza Mariana Brandysa, albo znakomitego i popularnego aktora Kazimierza Rudzkiego. Ojciec Szymona był aptekarzem o wojsku prawdopodobnie tylko rozmawiał z pułkownikiem Konopackim, fachowcem w tym względzie.

Kruszniany mała miejscowość w województwie podlaskim. I właśnie do Kruszynian w czasie bytności w Polsce przyjechał książę Walii Karol, następca tronu, przyszły król Wielkiej Brytanii. Chciał bliżej przyjrzeć się różnorodności etnicznej kontynentu europejskiego, jego historycznej przeszłości do której należą Tatarzy. Nie wybrał Krymu (wówczas jeszcze ukraińskiego) ani Litwy, ale właśnie leżące w Polsce Kruszyniany. Jest w tym jakaś, przynajmniej pośrednia, zasługa Macieja Konopackiego i takich ludzi jak on, starających by nie przechodzić obojętnie do porządku dziennego nad sprawą zachowania tego, co otrzymaliśmy w spuściźnie z dawnych czasów.


Rafał Berger, Munia, Bydgoszcz 2015, Stowarzyszenie Jedności Muzułmańskiej, ss.38.