akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Leszek Wierzchowski - Fraszki

(19 głosów, średnia ocena 3.26 na 5)
+ 42
+ 32

Pechowa panna
Wielu leci na jej wdzięki,
Tylko... stronią od jej ręki!


Na nieuczoną
Choćby nie umiała czytać,
Kawalera – wie jak schwytać!

O zakompleksionym
Dla tego z mężczyzn, co ma kompleksy
Najmniej urocza laska jest seksy! 

Na łowcę posagów
Tak go urzekł jej kapitał,
Że o wianek – nie zapytał!...

Do marzącej o zamęściu
Nie wódź mnie na pokuszenie,
Bo i tak się – nie ożenię!...

Słodki mężczyzna
Dla naiwnej jest najsłodszy
Ten, co plecie jej – trzy po trzy!

Amory z podlotkiem
Od nieletniej, miłej ciału –
Z łóżka krok!... do kryminału

Niemoralna
Swą moralność przezwycięża
Byle mogła... zdobyć męża!  

Wybredny amant
Zaledwie z jedną laską poleży,
Już mu się marzy... materiał świeży! 

Zawiedziona zakochana
Dałaby mu szczerze,
Lecz... z nią go nie bierze!

We mnie mocno zakochane
Są przeze mnie chore
Te, których... nie biorę!

Podnieta kobiet
Przystojny podnieca kobiety,
Lecz bardziej – bogatszy, niestety! 

Żądna pieszczot
Bez mężczyzny się rozmarza,
Zanim trafi na figlarza!

Na docenta napalonej
Z naukowcem – nie bądź święta
A zaliczysz... i docenta  

 

 

Komentarze  

 
+1 #2 Krysia 2011-06-21 09:39
Leszek Wierzchowski zaprezentował najwyższy poziom artystyczny w swoich fraszkach. To prawdziwy mistrz słowa.Gratujuję!...
Zgłoś administratorowi
 
 
+1 #1 Ziutek 2011-06-15 19:33
Świetne fraszki !
Zgłoś administratorowi
 

Zobacz też

Rudolf Leonhard - Żydowskie dziecko

Mój przyjaciel Gottfarstein opowiedział mi taką oto historię. Ale żeby wszystko było jasne od razu powiem, że Gottfarstein jest Żydem, i to Żydem ze Wschodu. I co jeszcze, a więc że przywykł do emigrowania, że jest człowiekiem nerwowym, ponadto ma serce poety i jako taki przeżywa głęboko to, co się wokół dzieje, lecz wyciąga wnioski ze swej wrażliwości, stąd postanowił walczyć. Jego nazwisko tłumaczy się jako „Gottverstehn”, czyli „Zrozumieć Boga”, ale ponieważ Gottfarsteina doświadczyło życie i żył w pobliżu wielu nieszczęść, więc przestał Boga rozumieć z chwilą, gdy zobaczył, jak też świat jest naprawdę urządzony.

Więcej …

Z archiwum

Gdy koniec zastanie nasna dzikiej plażyw mieście którego nazwynigdy nie słyszeliśmyzapatrzeni w horyzontbędziemy pytali
Wyspiański, perkusja i gitary   Już sama okładka programu sugeruje kontaminację postaci, syntezę tekstu. Spogląda z niej Sławomir Maciejewski w stroju pana młodego z wianuszkiem, welonem i bukiecikiem goździków w
nie mów mio miłości :pęknięciu  zwierciadła  snurozpaleniu  ust  wyśpiewywanym  muśnięciem wargspełnianiem  niemożliwym  do  wypełnienia  głosemopasłej 
Zielone cieniew szeptach w liściachSuchy wycięty wiązz cegieł grobowca sterczącyjak spod dziąsłai pozłota lip w pszczelich rojach- paciorki tajemnic żywego różańca twego Cmentarne imiona –
Jakiż to banalny tytuł! Tytuł może tak, ale widok ogniska na tle rozgwieżdżonego  nieba, już nie. To magia, to telewizja 4 D.  Mądrale od techniki audio-video wymyślili na razie zwyczajne 3D. Przy ognisku
Pamiętasz, Saskia, Pięknych dwudziestoletnich Hłaski i to: I’m Goofy the Dog? Nie, ja nie jestem Goofy the Dog. Ale gdybym miała wybierać, to byłabym chyba Iwanem Bezdomnym, Saskia. Bo ja też się gubię, tak jak on. I
Nową książkę Pawła Czapczyka można odczytać, jako udaną próbę udowodnienia, że możliwe jest pisanie erudycyjne, a jednocześnie porywające wrażliwe i zaangażowane.Autor dokonuje w niej wielokontekstowej, bardzo
Jestem tylko człowiekiem – denerwują mnie skrzydła motyla, jedno, które pozostało po tym jak z zazdrości złapałem się by lecieć z nim.   Ja mam tylko motylą nogę w ustach. Lśniące buty i zawiązane równo
DJM, który mnie stworzyl.     Czasami zdarza się zły dzień, kiedy człowiek chodzi podenerwowany i przygnębiony. Jeśli takie dni utworzą odpowiednio długi, nieprzerwany ciąg, wtedy nawet Budda zmienia
WPŁYW KONCERTÓWMłody Antek we wsi KlasztorneNa fujarce grywał koncerty wieczorneZ rozrzewnieniem słuchały go panieTłumnie, jak na zawołaniePotem już nie były

Z archiwum

Ewa Hatała - ZŁE MYŚLI

–Najgorzej jak pojawiają się te złe myśli. Wtedy całą wenę trafia szlag i ten szlag, tak całkiem przy okazji, dookoła wszystko fajczy jak pożar– mówiła wyraźnie poruszona. Gdy wygłaszała swoje tyrady, zawsze rozsiadała się na parapecie przy oknie, nadmiernie gestykulowała i co chwilę spoglądała na mnie, jakby chciała się tylko upewnić, czy wciąż jej słucham. I za każdym razem –ale to za każdym, bez wyjątku– trzymała w długich, delikatnych dłoniach papieros, który miał jej dodawać szyku i trochę tego substytutu prawdziwego talentu, czyli: „artystycznej nonszalancji". Podpatrzyła to w filmach– to był sprawdzony patent.
 –Kiedy pojawiają się myśli, nabieram pewności, że nic nie jestem warta. Znów się czuję jakbym była zrodzona zupełnie bez żadnej przyczyny, rozumiesz? Nic wtedy nie znaczę. W takich chwilach wiem, że jestem egzaltowana, że nie urodziłam się artystką, a marną podróbką jak tamta moja torebka. Muszę te chwile przeczekać albo je jakoś oswoić, złagodzić, wytłumaczyć, przetrawić i wtedy mogę już normalnie funkcjonować, pisać, śpiewać, malować, wiesz?
    Wiedziałem. Od czternastu lat to wiedziałem i praktycznie już nic więcej. Mieć żonę artystkę to już niemałe jarzmo, ale żyć z kobietą, która uważa się za artystkę, to jest więcej niż „trochę sporo".   
    Po pięciu latach pożycia małżeńskiego mój, powiedzmy, dobry kolega, zaproponował mi żebym dał sobie spokój, czyli zostawił żonę i broń Boże się przez to nie obwiniał, bo nikt normalny nie dałby rady żyć w takim potwornym umęczeniu. Zasugerował mi, abym zaczął myśleć o sobie, przestał o niej i takie tam. Ten kolega właśnie był jednym z tych beznadziejnych przypadków, u których każde wyjście poza ciasny obszar swojego bardzo interesującego „ja", powoduje ciężkie reakcje alergiczne.  Jeśli dodam informację, że raczej nie zwykłem skarżyć się publicznie, to wychodzi z tego równania jeden tylko wynik: mój nietypowy związek musiał być tak bardzo nietypowy, że począł wyciekać na świat z mej głowy przez jakieś pozornie niewinne frazesy, jak: „ładna dziś pogoda". I kiedy ten szanowny, wspomniany już parę razy kolega, wyłożył mi swój pogląd czarno na białym pomyślałem, że to żadne bzdury. Przyszło mi do głowy, że chłopak ten, jest głosem rozsądku, który zagubiłem już parę lat  wcześniej, że pojawił się w moim życiu jak drogowskaz, że nawet Bóg, w całym swym majestacie nie potępi mnie, jeśli złamię przysięgę złożoną przed jego obliczem. Po chwili jednak zdałem sobie sprawę, że cała perswazja Wszechmogącego nie jest mi w stanie wybić z głowy tego małżeństwa.
    I tak właśnie, tego dosyć deszczowego popołudnia, topiłem się w naszym starym, wysłużonym fotelu i patrzyłem jak moja droga żona wygłasza tyradę o wenie i o tym kiedy czuje się kimś, a kiedy zupełnie nikim.
–Słuchasz mnie?– spytała trochę zaniepokojona.
–Słucham– potwierdziłem sprawiając jej ulgę.
    Zapaliła swój rekwizyt, który trzymała w dłoni już od dobrych paru minut i zaciągnęła się nim ochoczo.
    –Tak się zastanawiałam… Może to czas na dziecko?
    Jej słowa musiały wymóc na mnie reakcję. Było to ciche „co?" wypowiedziane nieco piskliwym głosem.
    –Nie patrz tak na mnie –powiedziała obrażona. – Chyba to normalne, że kobieta w moim wieku chce mieć jakiegoś dziedzica wielkiej spuścizny, nie sądzisz? Chyba nie pozwolimy, aby taki potencjał twórczy się zmarnował i nie przeszedł na dalsze pokolenie?

Więcej …
akant.org: