Dariusz Filinger - Planetarne anioły

Hosanna na wysokości - archanioł Michał w olśniewającej zbroi Słońca właśnie zabił Smoka! Archanioł Gabriel, cały w poświacie księżycowej, ma zatrąbić na Sądzie Ostatecznym, a na razie (jeśli nie chodzi z dobrą nowiną do śmiertelników) z nudów przegląda się w lustrze i podziwia swą urodę. Rafael jest archaniołem stróżem podróżnych. Wszyscy go kochają, choć nie wdaje się w bitwy z siłami ciemności – jako Najwyższy Templariusz broni pielgrzymów do Ziemi Świętej. Jest jeszcze Azrael. Ten ma najgorzej: też stoi co prawda blisko u tronu Pana jak pozostali, ale nikt go nie podziwia. Żaden śmiertelnik nie kocha anioła, który w godzinę śmierci oddziela duszę od ciała. Ostatnio ma dużo roboty: wystąpił o przydział dodatkowych etatów dla swojego Wydziału – bez rezultatu, ponieważ to Archanioł Michał ma priorytet: potrzebuje każdą ilość anielskich żołnierzy.

 

Niektórzy z ludzi wolą Samaela – tego upadłego archanioła, co kusił Ewę w Raju pod postacią węża. Właśnie po kolejnej bitwie przegrupował diabelską armię, aby odpocząć na swojej bazie na Marsie. Wreszcie doszedł do porozumienia z tym prostakiem Draculą (który jak na diabła wykazuje się  wyjątkowo małą inteligencją i sprytem). Na szczęście Lucyfer oficjalnie oznajmił, że to nie Dracula będzie  dowodził głównymi siłami. Nic dziwnego, że Belial – znany z tego, iż ma subtelniejsze metody działania –  też prostaka nie lubi.

Czasem Rafael (jako gospodarz planety Mercury) sprasza Beliala i Samaela. Siada wtedy dla równowagi wraz z Michałem naprzeciwko nich i grają w karty, uważnie obserwując ręce przeciwnika. Trzymają się w szachu:  stale jest łamany bowiem traktat o nieudzielaniu fizycznej pomocy ludziom. Belial boi się Michała, zaś Samael – nie. Śmieje się, że jeśli Michał go zabije, to nie będzie na świecie zła, a jeśli nie będzie zła, nie będzie także dobra. Belial donosi na Samaela do Lucyfera, że ten gwiazdorzy  i popełnia grzech pychy - zachowuje się jakby na nim zaczynało się i kończyło Piekło! 

Archanioł Michał, aby nie wyjść z wprawy, własnoręcznie zabija następnego demona. Rozpoczyna to kolejną długotrwałą wojnę na Ziemi. Azrael ma coraz więcej pracy (już nie chodzi nawet na odprawy do tronu Pana). Nie może się doczekać, kiedy Gabriel (który jeśli nie prowadzi akurat długich rozmów z Panem, to gapi się stale w lustro) zatrąbi wreszcie na Sąd Ostateczny…

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora