Ryszard Kowrygo - Rana

Słowo uderzyło boleśnie jak pocisk.
Spłynęło wzgardliwym milczeniem,
które poniewczasie odezwało się
zza grobów tych, co twoim i moim
wspomnieniem, pamięcią
i przeznaczeniem.

 

Niebo przesłało je na adres tymczasowy,
na czas wędrówki po kres widnokręgu
obdarzając me serce, pulsujące słowem,
otwartą na żywej duszy raną.
Dotarło również na poste restante tam,
gdzie nasi bliscy antenaci czynem i słowem,
oczekują w pokorze i cichości na przyjście
Tego, co będzie sądził żywych i umarłych.

Stanęło w pełnej krasie wyrzutu,
przypominając, żeś marnym losu
wyrobnikiem, co nieudolnie wyłapuje
krążące na przekór wszystkiemu światło,
odbite od gwiazd na niebie, jako ten,
co się w ich świetle ogrzewa,
łudząc się, że słońce nań patrzy,
a to zimne światło gwiazd,
które nie ogrzeje ani nie otuli twej rany.

Aplikując bez znieczulenia na żywym
organizmie ból i subtelne wzgardzenie,
zaprzeczyłaś faktom, gdym jako ten
przybłęda, nie wiadomo skąd,
spadłem ulewną kroplą w majowy dzień,
rozbijając się na jestestw wiele.

Spotkanie przeszłości z teraźniejszością
i przyszłością w dali, dokonało się
na stopniach płaczącego dnia
gdyśmy radośni wspomnieniem,
chcieli zatrzymać to, co naszym wyobrażeniem.
Iglica, przyglądając się niebu nad Wrocławiem,
rzucała śmiało zalotne spojrzenie
niczym żyrafa w ZOO, wyciągając szyję.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org