Stanisław Stanik - Sennik na jawie

Doprawdy, dziwić może, z jakim impetem Alicja Maria Kuberska wchodzi do literatury. Licząca akurat pół wieku (nieładnie tak liczyć lata kobiecie), a pół wieku dla Putramenta oznaczało rozpoczęcie wspomnień pod tym tytułem, zadebiutowała dopiero w 2011 roku zbiorem wierszy „Szklana rzeczywistość”. Tytuł ten kojarzy się ze „szklaną menażerią” albo nieprzepuszczalnym klonem widoczności Sylwii Plath. Potem był drugi zbiór wierszy, dalej – trzeci (po angielsku), ten jest czwarty – „Na granicy snu” też słowami rozgraniczający rzeczywistość między snem a jawą, z początkowym „Snu otwieraniem” jak u Zdzisława Łączkowskiego, czy równouprawnieniem dwóch stanów w „Życiu snem” u Pedro Calderon de la Barcy. Tytuł raczej nie zapowiada treści oryginalnych.

 

Książkę otwiera tekst pt. „Wygrany los”, gdzie autorka życie traktuje jak loterię, próbując uzasadnić swoją determinację tym, że ma „bilet tylko w jedną stronę”. Uparcie dąży do celu, nadaje tempo działaniu, wiedząc, że tylko można „zatrzymać czas słowem”. Tutaj zjawia się uzasadnienie swego wyboru drogi życiowej jako poetki. Autorka nie dopowiada wszystkiego, wierzy samemu nagiemu życiu, które powinno mieć tajemnicę. U Kuberskiej nie układa się jeszcze w historię, w opowieść, czasami słowo jest dosadne, oschłe, ale już zapowiada się ciekawość świata, dążenie do rozpoznania, chęć uogólniania i tworzenia własnego systemu przekonań.

O ile świat zaczął się od momentu pojawienia się „ja”, o tyle też tutaj autorka na początku zaczyna od postawienia sobie pytania: kim jestem? Jaka jestem? Jak jestem? Te myśli gryzą autorkę w wierszu „Skrzydlata bogini”, gdzie porównuje się do zwycięskiej Nike. „Mam na imię Nike” – powiada w zakończeniu liryku, kiedy nie zginie jak Ikar a rozerwie gordyjski węzeł, bowiem jest „przejrzysta, nieuchwytna”. To tak jak poezja, zatem bogowie, cały antyk, są upostaciowieniem credo artystycznego poetki, bo na koniec dochodzi i Wenus, która personifikuje piękno. Obie prowadzą przez życie.

Stosownie do siły władczej natchnienia, Kuberska w tym i w późniejszych wierszach stara się o dobór słów, ich selekcję, cyzelację – i na domiar potrzeby wprowadza opowieść, legendę, a często i pointę. Nie jest to już czysty liryk. Powstaje wielopoziomowość warstw tworzywa, a całość zdaje się zbiegać w jednogłośny chór.

Ręka poetki postępuje szybko i niezawodnie. Następną grupę utworów z tego tomiku stanowią liryki opisujące podróże w wyobraźni, nie na jawie. Forma zaistnienia wypraw „do głębi” nawiązuje niejako do tytułu całości. W przestrzeni poetyckiej przenoszą się do krain przyciągających czymś niezwykłym. W Nowym Jorku bohaterka dokładnie odczuwa „wibracje miasta” i dziwią ją potężne dzieła umysłu ludzkiego. Miasto czuje na odległość. Tak samo jak w Nowym Jorku poetka nigdy nie był na Hawajach. Nie zna wielu rzeczy tu spotykanych, ale na koniec sumuje: „Nie spotkałam wiecznej miłości szczęśliwej, / Ale to nie oznacza, że jej nie ma”. Tu jak i przez przeciąg wszystkich tekstów autorka wiecznie szuka miłości, w różnych formach. Jeśli jej nie znajduje, wierzy, że gdzieś jest. O jej oczekiwaniu wspomina w utworze „Katedra”, gdzie odnajduje „kawałek świata ziemi”, zapominając o strachu i smutku. Odwiedziny katedry odbywa się może konkretnie, ale jest nieidentyfikowalne.

Miłość metafizyczna nie niweczy miłości ziemskiej, a przeciwnie, potęguje ją. Temu kręgowi tematycznemu poświęca Kuberska cały zestaw wierszy, wśród nich: „Kawiarenka”, „Piękna dziewczyna”, „Zauroczenie”, „Kilka drzew”. W ostatnim przez gatunki drzew bohaterka widzi siebie: raz będąc brzozą, innym razem lipą, jeszcze innym razem sosną „nad morzem wciśniętą w piaszczysty brzeg”. Poszukiwanie piękna, dążenie do doskonałości, zachwytu modą – przemijalną zresztą – oto kanwa materiału do wysnucia ideału i dziejów miłości.

Kochać można ustawicznie, a jednocześnie z większym, to znów z mniejszym natężeniem. Miłość jest stanem, który należy cenić, tak jak istotnymi stanami człowieka są: nostalgia, smutek, aprobata, zniechęcenie itp. O różnych stanach człowieka odczucia, nastroju, przekonań, wyrażającym się doznaniem wewnętrznym, traktują kolejne wiersze Kuberskiej. Dewizą utworu „Nostalgia” Jest „wracać z nostalgią do zapamiętanego szczęścia”. Hasłem naczelnym „Oswajania czasu” jest „uczyć się aprobować niedoskonałość”. A znaczeniem trwałości w wierszu „Lustro” jest „przechowywać wszystkie twarze”. Cechy przystające do rzeczy nadają się zamiennie również do człowieka, bo jest on tylko cząstką tego świata.

Szczegóły pozwalają przeżyć dogłębnie rzeczywistość, która dotyka naszej głębi, jeśli zostanie dokładnie poznana, przyswojona. Pewne przedmioty wywołują dominację jednych stanów, inne – drugich. Ale świadomość i zmysły człowieka pozwalają unieść się ponad konkret, dotykalność, szczegółowość. Już nie wywołują stanów uczuciowych, ale wznoszą ku abstrakcji. Autorka w następnych wierszach właśnie kieruje nas ku uogólnieniu. Wiersz „Nie za” przedstawia parę będącą ze sobą, lecz już wyzbytą z uczuć. Udany liryk „Mur” przedkłada ujętą w tytułowym słowie sytuację rozejścia się, rozdzielenia przez „drzwi”, których nie ma. „Latający Holender” przedstawia podmiot, doznający „jak zwijam żagiel w sztormową pogodę”. Odsyła to do paradoksu, w którym „nie da się rozpłynąć w rzeczywistości”, by „stać się nicością”.

Ten ostatni utwór, tak głęboko przedstawiający byt, który nie może okazać się nicością w żadnej sytuacji pokonuje walkę przeciwieństw i sinusoidę różnicowań wartości abstraktu do konkretu. W wierszach Kuberskiej te dwie zmienne dopełniają się, dopadając na wykresie rozpiętości. Nigdy w tej grze, w tej ambiwalencji, nie można uchwycić jednoznaczności. Myśli, słowa, praca uzupełniają się, rozchodzę, są bliskie zetknięciu, a jednak konstytuują dwa różne światy - a zadaniem pisarza byłoby dać równoważnik szczegółu absolutowi. Snują się teraz wiersze falujące od dosłowności do idei. Nie ma tu obrazów, akcji, rozprzestrzenienia jednolitej faktury, fakt zostaje wysublimowany przez stan i odwrotnie, zatem i linearność wypowiedzi ustępuje na rzecz falowania. Przykładem może służyć takie zdanie z wiersza „Szuflada ze wspomnieniami” „z pozycji osoby wszechwiedzącej / czytam zdania ze starej korespondencji”. Można wyobrazić sobie erudycyjność i przechowywane listy – jedno z drugiego wynika, ale nie jest równoważne.

Ileż walki, rozziewu między przypływem a odpływem, następstw dominacji jest w dalszych wierszach tomiku poetki. „Przeprowadzka”, „Inna miłość”, „Trudne pytanie”, „Chat z nieznajomym”, „Ludzie wokół mnie”, „Sieć ciszy”, „Ryba w wodzie”, „Sonety dla Laury w muzeum starożytności… Gdyby ta poezja była tylko pojęciowa, stałaby się mało uchwytna, nieskrystalizowana. Ale – nie, autorka tak potrafi zaczepić abstrakt w naturze, że przemawia niejako „ludzkim głosem”. Niekiedy w tej poezji występuje pewność koegzystowania z absolutem, a więc ideą. Autorka pisze: „Jesteś ze mną, pomimo że wybrałeś samotność”. Tu już poznanie abstraktu odbywa się przez wiarę, to, że istnieje, wynika z przymiotów natury ludzkiej, zadumy skupienia, uniesienia.

W tonacji zawierzenia swej drogi Bogu przebiega fala drgnięć uczuciowych i myślowych zakreślających najdalsze rewiry tomu. Pod jego koniec daje „Żeglowanie po niebie”, w którym „Przemierzam mile, poznaję kolejne orbity / Czas zatrzyma się, dał nieśmiertelność”. To odczuwanie Bogu w kategoriach sofistycznych, a może dogmatycznych. Ale konkretnie autorka zamierza do apogeum swoich refleksji i obrazowań w wierszu o narodzeniu Pana w szopie betlejemskiej. Poczęciem kończy się stary rok, czas stracony zamyka się koło w cyklu zmian, a równocześnie sceneria stwarza nową nadzieję. Konkret zawiera się w słowach „Miłość i miłosierdzie”. Wieńczy książkę wiersz „Zwiastowanie”. Jest to utwór głęboki, pouczający, bowiem nawet – jak się okazuje – Maria też jest cierpiąca. A „Modlitwa” dopowiada o Bogu „Zostawię / słowa powieszone jak latarnie / Pomiędzy gwiazdami”. Nawet jeśli gorzka jest nadzieja.

 

Alicja Kuberska, Na granicy snu, Kraków 2014, Wydawnictwo Miniatura, ss. 112.   

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org