Waldemar Remisiewicz - Popiół

Musiałem się zapomnieć i wiem
kiedy to się stało. Rano
czytałem zerwane wątki, wtedy
dogasały piece, stygły kaloryfery.

Liczyłem palce i żebra,
przytapiałem język w kawie.
Kiedy wycierałem sen z powiek,
umierali moi bohaterowie. Starannie


skręcałem tytoń i chowałem
do kieszeni, żeby starczyło
na poczęstunek albo
na rozchodne.

Odpisywałem na wiersze i listy,
oglądałem miasta i planety,
na łasce trwania, w śmiertelnej
telefonicznej ciszy.

Musiałem się zapomnieć, kiedy
wysyłałem wiersze do ciebie
kominem.