Zygmunt Dekiert - Mrówka w bursztynie wierszem żywa

Upływa drugi rok od chwili, gdy na cmentarzu junikowskim w Poznaniu, żegnaliśmy poetę wielkiego serca i talentu - Tadeusza Stirmera.

Zima roku 2013/2014 płatała figle pogodowe podobnie jak ta, którą aktualnie przeżywamy.

Dzień 14 stycznia 2014 roku - pełen deszczu, wiatru i chandry przypisywanej jesieni. Poranek dnia następnego zaskoczył puszystą bielą śniegu, który okrył spłakane dotąd drzewa mojego ogrodu.

Stojąc pośród dziewiczej bieli - telefon. „Tadeusz Stirmer nie żyje". Szok. Niedowierzanie. Smutek. Jeszcze przed dwoma dniami wymienialiśmy uwagi na temat działalności poznańskiego oddziału ZLP, wierszy „wczoraj" napisanych, literackich zamierzeń na jutro.

Przejęty do głębi tą tragiczną wiadomością, piszę wiersz wiedząc, że tu na ziemi Tadeuszowi nie będzie dane zapoznać się z jego treścią. Jeżeli przeczyta go TAM, może zgodnie ze swoją swadą powie: „Zyga - to jest dobre!"

Przytaczam końcowy fragment tego utworu, któremu nadałem tytuł:

Radość bieli
       w czerń smutku

Smutek szarego ogrodu
zagląda przez okna
puka w szyby
błaganiem o suchy kąt
dla spłakanych drzew

Wczesnym rankiem
przez uchylone drzwi
wszędobylską bielą śniegu
weszła śmierć

Tego nie było w prognozach

Gdy czytam wiersze poświęcone śp. Tadeuszowi Stirmerowi, piękne utwory: Danuty Bartosz, Jerzego B. Zimnego, Barbary Tylman, Edyty Kulczak i wielu, wielu
innych, którzy podobnie jak ja manifestują przesłanie, iż zmarły poeta jako człowiek pióra o szerokich twórczych horyzontach i szalonej wrażliwości, nie był postacią tuzinkową, moje serce rozpiera duma z długoletniej przyjaźni ze zmarłym poetą. Jego artystyczne działania nacechowane intelektualną szorstkością, często brutalnym wręcz osądem ziemskiego padołu, wyzwalały refleksję, że to my widząc i doświadczając bezwzględności świata, sami dążymy do jego gloryfikacji, ubieramy w pastelowe kolory, osadzamy w przyjemnej dla ucha muzyce.

Słowa wierszy wspominanego poety, toczą się lawiną doznań. Zagłębiając się w lekturze, jesteśmy wciągani w magię skrajnego postrzegania nieprzyjaznego świata. Zło, brzydota, głupota, śmierć. Skażeni „dorosłym" systemem wartości, potrafimy jednak z mrocznych często klimatów wierszy wyłowić odcienie przyjazne, łagodne, subtelne, które poeta tak skrzętnie stara się przed nami ukrywać. Utwory dynamiczne, często w swej dynamice bezkompromisowe. Twórca nie ma czasu na użalanie, rozwodzenie się nad dramaturgią zdarzeń.

W wierszu pt. „1916" - czytamy "... myślę o mrówce żyjącej w bursztynie”.

Tadeusz Stirmer wydał pięć książek poetyckich: „Dla nikogo mnie nie ma" (2002), „Na ścierwisku" (2007), „Łamana polszczyzna" (2009), „Bwana Polanda" i „Spij dobrze dziecko" (2011).

Niechaj podsumowaniem tego wspomnienia, będzie wiersz stanowiący wstęp do mojej recenzji z 2008 roku, książki poetyckiej pt. „Na ścierwisku”.

W moim przekonaniu utwór ten wystarcza za sążniste recenzje, oceny tego, co pozostawił po sobie, nieodżałowany Tadeusz Stirmer (1951-2014), członek Związku Literatów Polskich, poznański poeta, budowlaniec o szorstkich dłoniach i gołębim sercu.

Jest w Twoich wierszach coś,
co dla wielu odciskiem.
Szarość, czerń - aż do końca.
Bielą wiersza rzucasz kość
na pożarcie psom.
Schabowy bez kości,
prawem zachowania masy,
gnije na patelni słońca...

Krzyk Twego wiersza,
łatwo w szept zamienić.
Zupełnie nie z tej
- zupełnie z tej ziemi.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież