Roman Sidorkiewicz - Marian Rejewski - wielkość i skromność

Marian Rejewski to postać od roku 1973 publicznie znana w naszym kraju i na świecie. Do tej pory był osobą raczej nieznaną. Nawet w rodzinnej Bydgoszczy. Ot, skromny urzędnik w Wojewódzkim Związku Spółdzielni Pracy – księgowy, kontroler finansowy. Żona, córka, wąski krąg znajomych. Takich jak on zawsze było i jest pełno. Żadnej działalności publicznej, żadnego wychylania się, nie  podpaść nikomu, żyć w zgodzie z kim się tylko da i  bezpiecznie „dojechać” do emerytury. Na końcu pogrzeb, stypa i THE END. To credo takich ludzi.

O Rejewskim napisano tomy. W Bydgoszczy odbyły się dwa sympozja naukowe w roku 2005 i w roku 2015. To ostatnie organizowało Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych pod kierownictwem Stefana Pastuszewskiego oraz bydgoski uniwersytet pod kierownictwem profesorów Włodzimierza Jastrzębskiego i Zdzisława Biegańskiego. Przyjechała nań cała śmietanka badaczy jego postaci. W tym ostatnim miałem zaszczyt uczestniczyć – jako obserwator oczywiście. Prezentowali się najczęściej historycy. Była ich wyjątkowa nadreprezentacja. Brakowało na sympozjum jakiegoś inżyniera, który wyjaśniłby tajemnice konstrukcji Enigmy jak i zasady działania – jej egzemplarze są przecież  w Polsce. Tylko jeden prelegent wyjaśnić próbował zawiłości matematyczne w odkryciach Rejewskiego. Był to profesor Marek Wójtowicz z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Obserwując reakcje innych prelegentów – zacnych profesorów i zaproszonych gości to śmiem twierdzić, że niczego nie rozumieli. Lecz taki jest los matematyków – to nauka nie „dla ludu” i humanistów. Historię każdy może znać i zrozumieć, a matematykę – prawie nikt. A szkoda, gdyż ta nauka to fundament logicznego myślenia. Brak, przez całe lata, na maturze matematyki, jej lekceważenie w szkołach /” po co komu całki i różniczki”/ wyrządziło ogromne szkody, gołym okiem niewidoczne. W procesach odkrywczych, w innowacyjności wleczemy się w ogonie Europy.

Chcę właśnie zastanowić się jakim to cudem Rejewski – stał się wielką gwiazdą obracając się w tak niemedialnej materii jaką jest matematyka i kryptologia. Już samo pochodzenie społeczne kwalifikowało go do nauk ścisłych. Rodzina jego, żyjąca w zaborze pruskim, łączyła patriotyzm z działalnością gospodarczą. Żyli na własny rachunek, niezależnie od stanowisk w administracji. Syn chciał pracować w racjonalnej dziedzinie życia – w ubezpieczeniach. Tam matematyka dużo pomaga. Dlatego zaczął ją studiować w Poznaniu. Jak potoczyły się dalej jego losy? Odsyłam czytelników do książki Zdzisława Kapery „Pogromca Enigmy”. Autor w zwięzły sposób informuje o życiu i dokonaniach Rejewskiego. Interesująco pisze o znaczeniu złamania tajemnicy Enigmy w kontekście II wojny światowej.

Kapera pisze: "Nad pomysłem bezpiecznej, wirnikowej maszyny szyfrującej pracowało z początkiem dwudziestolecia wiele osób…przywilej zbudowania takiej maszyny przypadł niemieckiemu inżynierowi Arturowi Scherbiusowi…maszyna weszła na wyposażenie armii niemieckiej, Abwehry, poczty i kolei. Ciągle modyfikowana wojskowa wersja maszyny uchodziła za niemożliwą do złamania. Po intensywnych próbach poddali się Francuzi i Anglicy. Nie pomogły nawet pozyskane od niemieckiego szpiega z agencji kryptologicznej Reichswehry /niejaki Hans-Thilo Schmidt, który za grube pieniądze sprzedawał swój kraj – dop. autora/ oryginalne dokumenty niemieckie, opis i sposób użytkowania maszyny…na szczęście oficer wywiadu francuskiego, który zakupił te dokumenty był w dobrych stosunkach z polskim Biurem Szyfrów i ostatecznie wylądowały jesienią 1932 roku na biurku młodego matematyka Mariana Rejewskiego…Był to strzał w dziesiątkę. Gruntowna wiedza wychowanka Uniwersytetu Poznańskiego, zaliczony staż kryptologiczny, biegła znajomość języka niemieckiego, a przede wszystkim niezwykła intuicja pozwoliła mu zrekonstruować matematycznie wewnętrzne połączenia kablowe… i dokonać pierwszego włamania do Enigmy pod koniec roku… na miesiąc przed dojściem Hitlera do władzy… Rejewski z kolegami uniwersyteckimi Jerzym Różyckim i Henrykiem Zygalskim potrafili w latach 1933 – 1938 łamać kod Enigmy bez przerwy”.

Rejewski i spółka potrafili w roku 1938 rozszyfrować do 75% niemieckich depesz! Niestety w grudniu tegoż roku Niemcy dołożyli dodatkowe dwa wirniki.
Postaram się w krótki sposób pokazać możliwości kryptologiczne Enigmy:

Użycie jednego wirnika o 26 liczbach alfabetu to 26 kombinacji zaszyfrowania jednej litery.
Użycie drugiego wirnika to 26 x 26 czyli 676 kombinacji.
Użycie trzeciego wirnika to 26 x 26 x 26 czyli 17 576 kombinacji.
Niemcy jeszcze dodatkowo zastosowali tzw. łącznicę na wejściu, zwiększającą to wszystko 6 razy.


I z „tym wszystkim” nasi ludzie dobrze sobie radzili. Niestety po grudniu 1938 było już katastrofalnie: Niemcy dołożyli dwa wirniki.

Zobaczmy:
Użycie czwartego wirnika to już 26 x 26 x 26 x 26 czyli 456 976 kombinacji.
Użycie piątego wirnika to następne razy 26 czyli 11 881 376 kombinacji.
I żeby było weselej - łącznica na wejściu powiększała to wszystko nie sześć a już trzynaście razy!

Polacy już zastosowali wiele własnych wynalazków, zwiększających „siłę bojową” napadu na szyfry Enigmy, takich jak „bomba kryptologiczna Rejewskiego, zegar Różyckiego, płachty Zygalskiego” i kilka innych. Na wzmożoną walkę zabrakło jednak funduszy i czasu. W lipcu 1939 roku doszło w Warszawie do szczęśliwego przekazania Anglikom i Francuzom metod deszyfrażu Enigmy. Dzięki temu Anglicy mogli na bazie pracy Polaków rozwijać swoje prace nad tajemnicą tej maszyny.
Dalsze losy naszych bohaterów są skomplikowane. We wrześniu 1939 ewakuowali się do Francji, taki był rozkaz organizacyjny. Jeden z nich - Jerzy Różycki zginął w katastrofie morskiej w styczniu 1942 na Balearach. Miał raptem 32 lata. Rejewski zaś i Zygalski w lipcu 1943 roku znaleźli się w Anglii po pobycie we Francji a następnie w Hiszpanii, gdzie kilka miesięcy byli internowani przez władze frankistowskie. Ta „rysa na życiorysie miała brzemienne skutki – obydwaj nie wrócili już w Anglii do pracy koncepcyjnej nad dalszym deszyfrażem Enigmy. Niemcy ciągle coś zmieniali, to jasne. Praca koncepcyjna wywiadu radiowego trwała bezustannie. Ale już bez naszych – kontrwywiad angielski był nieufny wobec ludzi, którzy byli aresztowani i przetrzymywani przez obce władze. Takie są, niestety prawidła w tej branży a szczególnie w warunkach wojennych. Rejewski i Zygalski zajmowali się ubocznymi sprawami, często służyli w roli zwykłych radiotelegrafistów. Nie dopuszczono ich do pracy ani pobytu w centrum wywiadowczym w Bletchley Park.

Anglicy, na bazie dokonań Polaków, włamywali się do korespondencji Niemców. W Bletchley Parku zatrudnionych było blisko 10 tysięcy ludzi! Wśród nich był Alan Turing – sławny matematyk a zarazem ekshibicjonista, homoseksualista. Uważany jest za prekursora budowy maszyn matematycznych i dalej komputerów. Nie za bardzo był dostosowany do współczesnego mu świata. Zmarł śmiercią samobójczą w roku 1954, zażywając cyjanek potasu położony na zielonym jabłku. To właśnie jabłko z odgryzionym kęsem jest dziś symbolem firmy Apple. Jest hołdem dla geniuszu Turinga.

Turing i jego współpracownicy mieli bardzo ułatwione warunki startu do walki z Enigmą. To niewątpliwie zasługa naszych ludzi. A jaki był wpływ tej pracy Polaków i Anglików na losy II wojny? Kapera dywaguje: „ Jak dalece zdołano skrócić przebieg wojny? Tu wg Hinsleya /wybitny historyk wywiadu/ Enigma pozwoliła dopaść w maju 1941 pancernik Bismarck, osłabiła flotę włoska na Morzu Śródziemnym ale nie zatrzymała inwazję na Grecję. Udało się zatrzymać generała Rommela niemal u wrót Kairu dzięki zniszczeniu statków zaopatrzeniowych. Rozszyfrowanie czterowirnikowej Enigmy Kriegsmarine pozwoliło topić U – booty na Atlantyku. Masakra niemieckich łodzi podwodnych wiosną 1943 roku pozwoliła na względnie spokojne przemarsze konwojów amerykańskich do Anglii i Murmańska. Alianci zyskali dwa lata. Takie byłyby skutki braku zaopatrzenia w sprzęt i ludzi. Inwazja na Normandię byłaby niemożliwa w czerwcu 1944 roku.”

Zakończenie wojny. Kapera pisze: „W roku 1946 Rejewski nawiązał kontakt z żoną Ireną, która szczęśliwie przetrwała wojnę z dwojgiem dzieci i przeniosła się z Warszawy do mieszkania swych rodziców w Bydgoszczy…Rejewski zdecydował się wrócić…Odrzucił propozycję gen. Kopańskiego do Polskiego Korpusu Rozsiedlenia w Anglii. Chyba jako jedyny w tym czasie oficer związany z Biurem Szyfrów poprosił o zezwolenie powrotu do kraju”.

To było znakomite posunięcie Rejewskiego. Na Zachodzie byłby nikim jak większość naszych żołnierzy. Zachodni alianci nie mieli pomysłu, co robić z masami żołnierskimi obcego pochodzenia, którzy na dodatek nie posiadali żadnych praktycznych zawodów. I tak generał Maczek był …windziarzem w hotelu, a często przebrany za szwajcara witał bogatych gości. Przełożony Rejewskiego, major Ciężki zmarł w przytułku dla ubogich w roku 1951. Naszym szyfrantom Anglicy proponowali kursy dokształcające w zawodzie… garncarza i kucharza. Takie mieli perspektywy życiowe przed sobą bohaterowie cichej wojny. Rejewski poza tym był zawiedziony postawą Anglików, którzy odsunęli go na boczny tor. Praktycznie od roku 1938 intelektualnie się nie rozwijał.

W Polsce nikt go nie prześladował, co chcieli mu wmówić wojskowi w Anglii /oczywiście był pod dyskretną obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa/. Zawodowo był na bocznym torze, ale żył w Ojczyźnie, wśród  swoich. Tylko będąc w Polsce mógł liczyć, że jego dokonania będą znane kiedyś w przyszłości. Gdyby został na Zachodzie, pies z kulawą nogą by o nim nie wiedział. Tam nikt nie miał interesu aby propagować dokonania jakichś tam Polaków. Anglicy wymogli jeszcze na pracownikach wywiadu nakaz milczenia. Gra była prosta – świat nie mógł się wówczas dowiedzieć, iż szyfr Enigmy był łamany. Nawet Niemcy byli przekonani o niezawodności systemu. Zatem wartość tej maszyny była dalej nieoceniona. Anglicy upychali zdobyczne Enigmy i rozprowadzali je po wielu krajach. Mogli przeto na bieżąco kontrolować sytuację na całym świecie a nade wszystko w swym kolonialnym imperium. Niewiele to im pomogło, imperium z trzaskiem rozpadło się po kilkunastu latach.
Rejewski chciał wyjść wreszcie z cienia, postanowił zerwać z wymuszonym milczeniem. Bardzo dobrze zrobił. Spisał swe wspomnienia i przekazał je w roku 1967 do Wojskowego Instytutu Historycznego im. Wandy Wasilewskiej. Tam nie wzbudziły żadnego zainteresowania. Dopiero po kilku latach historyk płk. Władysław Kozaczuk /”żołnierz Ludowego Wojska Polskiego”, jak go często opisują zazdrośni historycy/ zaczął propagować temat, jeszcze bez nazwisk bohaterów. W roku 1973 gen. Bertrand, przyjaciel i opiekun Polaków opisał ich dzieje. Książka jego bez echa przeszła we Francji. Zauważona została w Polsce.

Kapera pisze: „Wzbudziła zainteresowanie polskiego dziennikarza, który w korespondencji z Paryża zreferował ją na łamach jednej z warszawskich gazet. Ponieważ w książce Bertranda nie było nazwisk, redakcja zwróciła się z apelem do czytelników, czy ktoś może potwierdzić sensacyjne doniesienie na temat współpracy kryptologicznej warszawskiego Biura Szyfrów z armią francuską i czy żyją jeszcze pogromcy Enigmy. Dopiero w tym momencie Rejewski zdecydował ujawnić się rodakom i podać nazwiska kolegów”.

Zainteresowanie tematyką Enigmy przez Polaków było oczywiste, lecz problemem było jak zainteresować opinię światową. Jasne już było, że gloryfikacją Polaków nie są zainteresowani Anglicy. A to oni właśnie najwięcej korzystali z ich dorobku. Anglicy, zawsze egoistyczni, stawiali na swoich, nie dopuszczali myśli, iż program kryptologiczny ULTRA to tylko rozwinięcie odkryć Polaków. Francuzów problem też nie fascynował. Amerykanów, Rosjan – również. Niemcy byli zdumieni, że ktokolwiek mógłby zdeszyfrować ich system. Zatem też cicho siedzieli. I tak by chyba do dziś było, gdyby nie potęga amerykańskiej diaspory żydowskiej. O wpływie tego niedużego narodu na opinię światową można pisać całe tomy. My Polacy mamy różne doświadczenia. Tutaj jednak ich zdolności propagandowe zadziałały na naszą korzyść. Wystarczyło, aby najbardziej wpływowa amerykańska gazeta, a co zatem idzie i całego świata, będąca w rękach przedstawicieli tego narodu, pozytywnie coś napisała i… ruszyła lawina.

Oddajmy głos Kaperze: Książka Bertranda została zauważona nie tylko w Polsce. Amerykański historyk kryptologii, dr David Kahn z Nowego Jorku, dotarł najpierw do Bertranda, a potem w pierwszej połowie 1974 r. przeprowadził wywiad z kolegą Rejewskiego, Henrykiem Zygalskim, ciągle jeszcze żyjącym na południu Anglii. Jesienią 1974 r. Kahn otrzymał do recenzji książkę kontradmirała Freda Winterbothama, The Ultra Secret , London 1974, w której nie tylko nie znalazł prawdy o polskim wkładzie do przygotowania programu Ultra, ale nawet nazwisk Rejewskiego i kolegów. Musiał to naprawić podając po raz pierwszy pełne imiona i nazwiska polskich kryptologów dotąd na zachodzie nieznane. Odtajnił te nazwiska w niezwykle wpływowym dzienniku amerykańskim „The New York Times Book Review” z dnia 29 grudnia 1974r.

Machina przywrócenia prawdy ruszyła. Rejewskim zainteresowali się nie tylko specjaliści kryptolodzy, ale nade wszystko dziennikarze z całego świata. Stał się gwiazdą. Nareszcie! Kapera dalej pisze: „W tym samym Władysław Kozaczuk rozpoczął publikowanie swej pierwszej wersji książki pt. Enigma na łamach tygodnika Stolica, dzięki której nazwiska kryptologów poznali wreszcie Polacy. Kolejne broszury, a potem książki Kozaczuka pozwoliły społeczeństwu polskiemu poznać trzech matematyków… Książki o Enigmie budziły naszą dumę narodową. Przez ponad dekadę rozchodziły się one w ogromnych nakładach. Nakręcono też serial telewizyjny.”

Rejewski był bardzo skromnym człowiekiem. Ogromnie dużo dokonał. Z trójki naszych sławnych kryptologów on właśnie miał największe zasługi, gdyż zupełnie samodzielnie, pod koniec roku 1932 zdeszyfrował Enigmę. Zygalski i Różycki dopiero potem dołączyli do niego. W życiu jego było ponadto dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności.

I tak – w roku 1929 Sztab Główny Wojska Polskiego zorganizował w Poznaniu kurs kryptologii dla najzdolniejszych studentów matematyki Uniwersytetu Poznańskiego. Dlaczego właśnie tam? W mieście tym studiowała młodzież z terenów byłego zaboru pruskiego, doskonale znali język niemiecki. Enigma była już w użyciu w Niemczech, a pracownicy Biura Szyfrów nie mogli sobie z nią poradzić. Oficerowie z tego biura szybko poznali się na zdolnościach Rejewskiego i zatrudnili go u siebie. Przez dwa lata łączył tę pracę z asystenturą na uczelni. Znalazł się w idealnym miejscu i odpowiednim czasie.

Następnie – co uprzednio zauważyłem – powrócił do Polski. Tylko tu mógł być czczony, uznany.

Dalej – został w świecie rozpropagowany przez niezwykle wpływowego Davida Kahna. Bez niego – ani rusz.

I jeszcze dalej – kariera medialna Rejewskiego przypadła na okres otwarcia Polski na Zachód przez Edwarda Gierka. Władzom a także całemu narodowi zależało na sukcesach. Rejewski zjawił się jak na zawołanie.

Marian Rejewski stał się gwiazdą, niestety dopiero na końcu życia. Ale dobre choć to. Zmarł w lutym 1980 roku. Dziś ma wiele pomników, tablic pamiątkowych; wiele szkół jest jego imienia. Zasłużył sobie na to.

Ja osobiście musiałem nieraz natknąć się na jego osobę. Mieszkałem w Bydgoszczy blisko jego miejsca zatrudnienia; moja droga do szkoły pokrywała się z jego drogą do pracy. Gdzie by w mojej głowie zaświtało, że jakiś człowiek o fizjonomii zwykłego urzędnika to taki geniusz! Żył cichutko, skromnie.

W dzisiejszych czasach  narodziło się mnóstwo celebrytów, gwiazd i gwiazdeczek. Telewizja to miejsce szczególne do rozpierania się tego rodzaju ludzi. Każdy z nich chce być słynny czy słynną, choćby na pięć minut. Kto tylko zasiądzie przed kamerą – już uważa się za proroka. Masa tam różnych wróżbitów politycznych, dziennikarzy węszących wszelkie sensacje, zapowiadaczy pogody itp. itd.

Rejewski to całkowite ich zaprzeczenie. I tacy jak on wchodzą na stałe do historii naszego narodu. Tylko tacy. A cała reszta zostanie zmielona.

Z Rejewskim jest jeszcze jeden problem. Nie ma w Polsce żadnego muzeum jego pamięci. To niedobrze. Proponuję założyć je w Bydgoszczy na terenieExploseum. Miejsce jak ulał pasuje, należy do Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy. Tematyka wojenna byłaby poszerzona. Pamiątki po Rejewskim skupione są głównie w Muzeum Wojsk Lądowych/d.POW/ oraz w mieszkaniu Janiny Sylwestrzak- córki bohatera – w Warszawie. Powinny być eksponowane publicznie; stanowiłyby znakomitą lekcję historii i patriotyzmu. Zatem włodarzom Bydgoszczy daję temat pod rozwagę.


Bibliografia:
Zdzisław Kapera, Marian Rejewski. Pogromca Enigmy, Wydawnictwo THE ENIGMA PRESS Kraków 2006, Mogilany, ss. 102.
Praca zbiorowa, Marian Rejewski. Życie Enigmą Pisane, Wydane przez Urząd Miasta Bydgoszczy, 2005, ss. 288.
Władysław Kozaczuk, W Kręgu Enigmy, Książka i Wiedza, Warszawa 1979, ss. 406.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora