Jerzy Marciniak - Benek - Czternasty Poeta

Pamięci Krzysztofa Huberta Marksa,
artysty-plastyka z Kalisza,
który odszedł wczesnym rankiem.

 

Miasteczko jest nieduże i leży w województwie średniej wielkości. Po złym Peerelu pozostał Miejski Ośrodek Kultury, który działa dobrze, ale ma się źle pod względem finansowym. Ci co rządzą miasteczkiem, wolą przekazywać pieniądze na własną kryptoreklamę niż na kulturę. Widać często ich uśmiechnięte twarze na różnych plakatach. Płaci za to podatnik.

W Miejskim Ośrodku Kultury jest prężny Klub Literacki. Ma on aktualnie kilkudziesięcioro członków oraz mniej więcej tyle samo kandydatów na członków. Czyli z grubsza rzecz ujmując, jeden literat przypada tam na jedną ulicę. Z kandydatami jest trochę lepiej, bo na jedną ulicę przypada jeden takowy z małą liczbą po przecinku. Ujmując rzecz od ogona, można powiedzieć, że na każdej ulicy jest twórca literatury współczesnej oraz chętny na takowego. Za najwybitniejszego twórcę w miasteczku uchodzi Benek-Poeta.

Niestety, jak przyznał dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, Wybitnych Twórców Poezji jest tylko trzynaścioro. Z Prozaikami jest, niestety, podobnie. Argumentum at contrario – reszta jest o włos mniej wybitna lub o większą ilość włosów skromniej wyposażona w Talent-Dar Boży. I to martwi dyrektora. Jednocześnie nie martwi to chyba tam rządzących. Jeden z nich po pijanemu wyznał szczerze; jak k... mać mniej tych wybitnych, to lepiej, bo tak to byśmy musieli k... mać więcej do nich dopłacać.

Miejski Ośrodek Kultury postanowił wydać Almanach Poezji w którym ukazać miały się wiersze trzynaściorga twórców. Czyli ograniczono się tylko do promowania twórców najwybitniejszych pod względem artystycznym. Otwierać zbiór miał wiersz Benka-Poety „Pomniki Wyzwolicieli W Gruzach”, jako poety najbardziej uzdolnionego artystycznie.

Benek ucieszył się wyróżnieniem jego osoby oraz jego dokonań poetyckich i postanowił to uczcić. Kilka dni chodził podpity i trochę pobity, bo parę razy ręcznie tłumaczył kolegom na czym polega wybitność literatury. A oni ręcznie mu odpowiadali, że zgadzają się z nim albo nie zgadzają, ale im to jest w sumie wszystko jedno, bo i tak książek nie czytają.

Po tym pierwszym uczczeniu sukcesu artystycznego, Benek zabrał się do następnego uczczenia uczestnictwa w obiegu literackim. Pierwsze nie wyszło mu dobrze, więc postanowił do tego drugiego, dobrać lepszy garnitur uczestników.

Zrobił zakupy i poszli do dawnego Klubu Gwardii. Miejsce było ładnie położne, tuż nad rzeką i w otoczeniu rozrosłych lip. Tam kiedyś odbywały się potańcówki na świeżym powietrzu. Na zadaszonym podium stała orkiestra wojskowa i przygrywała tańczącym. Klub od dawna był już zamknięty, ale nadal miał duże powodzenie. Na podium była długa ławka a dach nie we wszystkich miejscach przeciekał. Z tyłu płynęła rzeka i zabierała ze sobą puste butelki. Nie trudno było się do klubu dostać, bo wystarczyło tylko przeskoczyć niski murek. 

Benek-Poeta i Aktor-Amator to jakby bracia syjamscy. Jeden utalentowany a drugi uzdolniony. Różniło ich trochę to i owo, ale nie przywiązywali do tego większej wagi. Jak różnice w poglądach były duże, to powiedzieli sobie kilka słów i ich zapatrywania na rzeczywistość przybliżały się wyraźnie ku sobie. Ich kompanem była Aktorka-Amatorka.

Aktor-Amator i Aktorka-Amatorka stanęli na podium i zaczęli Apel Poległych za który wykluczono ich z Koła Teatralnego przy Miejskim Ośrodku Kultury. Zaczęła ona.

- Młode dziewczyny z Iraku, co miałyście wtedy najwyżej tyle lat ile ja mam dzisiaj, wzywam was, stańcie do apelu!

Aktorka-Amatorka zabębniła głucho dłońmi po podłodze podium i sama sobie odpowiedziała.

- Zabici przez wojska amerykańskie, brytyjskie i polskie przy niszczeniu broni masowej zagłady, której Irak nie posiadał!

Benek niespokojnie rozejrzał się na boki. Na szczęście, wyglądało na to, że w Klubie Gwardii byli sami.

- Starcy z Iraku w wieku mojego ojca, wzywam was, stańcie do apelu !

Ona znowu głucho zabębniła a tym razem odpowiadał Aktor-Amator.

- Zamordowani przez...

Benek wiedział, że po upadku PRL-u nastąpiła wolność wypowiedzi, ale w praktyce to było jak dawniej a nieraz na szczeblach powiatowych, jeszcze gorzej. Przeskoczył więc murek i puścił się biegiem w stronę domu. Uciekając słyszał cichnące głosy tamtych; Kwaśniewski, Miller, Kaczyński, Sikorski, Komorowski...

Wieczorem zadzwonił dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury i przekazał Benkowi- Poecie złą wiadomość.

- Benek, jakby to powiedzieć... do dnia dzisiejszego byłeś Najwybitniejszym Twórcą w miasteczku, jednak od teraz to już tylko twoja twórczość jest najwybitniejsza, ale nie ty... ty jesteś na dalszym miejscu i almanach otworzy wiersz innego poety.

Rozłączył się tak szybko, że Benek-Poeta nic nie zdążył powiedzieć.

Benek chodził smutny kilka dni. Cały czas jednak myślał i w końcu doszedł do rozsądnego wniosku; dwa razy uczczenie sukcesu mi nie wyszło, może za trzecim będzie lepiej. Artystów znał wielu, gdyż w miasteczku ich nie brakowało, ale tym razem postawił na nauki matematyczno-ekonomiczne. Odstraszał go też sposób rozumowania Aktora-Amatora i Aktorki-Amatorki; robiliśmy Apele Poległych-Ofiar Stalinowskich w kraju, na Białorusi czy Ukrainie i dostawaliśmy za to brawa oraz gorące podziękowania od władz a jak go trochę rozszerzyliśmy, to kopy w ... krew wszędzie ma taki sam kolor i ludzie wszędzie mają tylko jedno życie, więc jak nas wyrzucili z MOK-u za krytykowanie zbrodni w Iraku, to może za krytykowanie zbrodni w Afganistanie, przyjmą nas z powrotem.

Benek zrobił zakupy i poszedł z Ekonomistą i Matematykiem do parku. Oni jednak nie czekali aż on powybija korki w butelkach z winem, tylko zaczęli swoje wypowiedzi:

- Jak majątek narodowy był warty jakieś sto miliardów dolarów, to oni sprzedali go za połowę ceny... wyprowadzili z funduszy emerytalnych pieniądze za granicę, mimo, że emeryci nadal mieszkają w kraju... społeczeństwa europejskie w średniowieczu potrafiły wynaleźć instrumenty prawne, by bronić się przed lichwą, czyli nadmiernemu, nieuczciwemu zyskowi a dzisiaj są bezradne wobec posłów do Parlamentu Europejskiego czy komisarzy z Komisji Europejskiej, którzy są typowymi złodziejami sami sobie przyznającymi absurdalnie wysokie zarobki...

Benek postawił butelki na ławce i rzucił się do ucieczki.

Późnym wieczorem zadzwonił dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury;

- Twoja twórczość jest nadal najlepsza w mieście, ale ty jako twórca ne jesteś już nawet w pierwszej dziesiątce!

Szybko się rozłączył.

Benek zaczął myśleć. Dotychczas rzadko to robił a przy pisaniu utworów, to prawie wcale, gdyż wtedy pisało mu się szybciej. Myślenie zaczął od siebie; trzynaścioro jest Wybitnych, niestety, wygląda na to, że Ja- Benek-Poeta znalazłem się niespodziewanie gdzieś na dwunastej pozycji, miejsce w dalszym ciągu niby dobre, bo przed judaszową trzynastką, ale w praktyce bardzo złe, bo w przygotowanym Almanachu Poetyckim, znajdzie się tylko Trzynaścioro Wybitnych i jak ja przesunę się jeszcze trochę w nieodpowiednim kierunku, to... może być nawet źle.

Sytuacja Benka bladła. Zło było złe i rzucało się wyraźnie w oczy. A do tego pierwszego zła, dochodziło jeszcze drugie zło; Benek nie pisał prozy. Jak kilka razy wyznał; są to utwory objętościowo dłuższe i po połowie tekstu zaczyna mi się męczyć ręka, więc prawie żadnego opowiadania nie dokończyłem a z esejami rzecz ma się podobnie... pomysły mam dobre, dla przykładu, fryzjer ma zakład fryzjerski przeznaczony tylko dla łysych, bo wtedy może wypoczywać w pracy, zawiązuje biały fartuszek pod szyją łysego i od razu obaj zasypiają, bo jeden nie ma nic do strzyżenia a drugi nie ma co strzyc... albo guzik w spodniach, że staruszek bał się złodziei, więc robił guziki z posiadanego złota a żeby mieć je zawsze na oku, to wszywał do rozporka, ale po jego zejściu na tamten świat spadkobierca posprzedawał jego spodnie a później chodził po mieście z Postanowieniem Sądu o nabyciu prawa do masy spadkowej i sprawdzał u wielu mężczyzn spodnie w poszukiwaniu przysądzonej mu masy spadkowej, co tworzyło różne, zaskakujące sytuacje, że ktoś idzie ruchliwą ulicą, spadkobierca podchodzi, daje do czytania przechodniowi Postanowienie Sądu, tamten wyciąga okulary i zaczyna czytać a spadkobiorca nachyla się, szarpie za guziki by sprawdzić, czy masa spadkowa ze spodni trafia w jego prawomocne ręce.

Poezja Benka-Poety jest taka jaka jest. Uczył się zawsze średnio, więc trudno byłoby wymagać od niego, żeby znał dobrze ortografię i gramatykę. A łatwo jest zrozumieć, że szczególnie ma duże problemy z liczebnikami, które są dosyć trudne w polskim języku. Co prawda pozostałych Dwanaścioro Wybitnych pod tym względem nie przedstawiało się lepiej, ale jak stali się wybitnymi, to im jakoś tam uchodziło. Zresztą na niwie krajowej, to... też różnie z tym bywa.

Benek-Poeta był artystą ambitnym i postanowił zwrócić się do Posłanki z Parlamentu Europejskiego. Ona przed wyborami mówiła mu; idę tam po to, żeby pomagać ludziom, tak widzę moją misję, głosuj na mnie a ja na pewno zajmę się każdą twoją sprawą.

Benek poszedł do jej biura. Wyglądało na to, że tam pracowało kilka osób. Patrzyły one w ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości i co chwilę gdzieś dzwoniły i dopytywały się o cenę, położenie, głośność czy sposób ogrzewania. Wyglądało na to, że Posłanka swoje dochody z Parlamentu chce ulokować w zakup mieszkań. Dyrektor biura, był bardzo grzeczny, podał mu kilka ulotek o Parlamencie Europejskim wydrukowanych na drogim, kredowym papierze i uprzejmie powiedział;

- Przykro mi Benek, ale nie ma takiej możliwości, by Posłanka przyjęła cię lub zajęła się twoimi sprawami, bo jest bardzo zajęta pracą na rzecz wyborców.
Benka to zaskoczyło, bo Posłanka przed wyborami wyraźnie mówiła; zawsze znajdę czas dla obywatela ! Wyszedł jednak z biura w milczeniu, chociaż miał chęć wyrażenia swojego cum votum separatum.

Po kilku dniach Benek zaszedł ponownie do biura Posłanki Parlamentu Europejskiego. Dyrektor biura – pensjonobiorca pieniędzy podatnika był znowu grzeczny, znowu dał mu kilka ulotek o Parlamencie Europejskim i sprawę załatwił od ręki;

- Pan dostał odpowiedź, więc raczej nie musi tu przychodzić, Posłanka nie ma uprawnień, by ustalać kolejność wierszy w Almanachu Poetyckim.
Benka to ponownie zaskoczyło, bo przed wyborami, Posłanka tak mówiła, jakby posiadała możliwości podjęcia działań w każdej sprawie. Wyszedł jednak w milczeniu.

Milczenie ograniczył Benek tylko do ust, bo poezją przemawiał dosyć często. I za to poetyckie niemilczenie, zaczął popadać w konflikt z Prywatnym Wydawcą Gazety. Benek wydrukował u niego poetycką wypowiedź w formie prozatorskiego eseju, że kiedyś nauczycielka od polskiego pytała uczniów w szkole; co twórca chciał powiedzieć w swoim wierszu ? I uczniowie wiedzieli co on miał na myśli. A dzisiaj takiego pytania nikt nie zada, bo nikt by na takowe nie był w stanie odpowiedzieć. Łącznie z autorami współczesnych wierszy. Po druku tekstu Benek zrzekł się honorarium.

Esej poetycki prozą nie był objętościowo obszerny, ale chyba ważny w swojej wymowie, bo Prywatny Wydawca Gazety zaczaił się wieczorem na Benka. W kieszeniach miał sporo gotówki.

Po północy, w ciemnej ulicy, doszło do pierwszego starcia. Prywatny Wydawca Gazety złapał Benka za klapy i potrząsnął nim mocno. Aż zatrzeszczały szwy w marynarkach. Potrząsającego i potrząsanego.

- Bierz honorarium, albo...

Po tych pierwszych słowach nastąpiło drugie trzeszczenie szwów w marynarkach potrząsającego i potrząsanego.

Benek nie chciał wdawać się w dyskusję, więc zaprzeczył tylko głową. Nie na takie zachowanie czekał Prywatny Wydawca Gazety, bo ponowił po raz drugi propozycję

- Bierz forsę, albo w ryło !

I po tym drugim stwierdzeniu nastąpiło trzecie potrzęsienie za klapy i trzecie głuche jęknięcie w szwach marynarek potrząsającego i potrząsanego.

Do trzech razy sztuka i obaj rozeszli się.

Benek zaczął chodzić bocznymi ulicami, bo Prywatny Wydawca Gazety był od niego dużo silniejszy. Często miał czapkę mocno naciągniętą na czoło a nieraz to prawie, że i na oczy.

Benek trochę pisał i niestety od czasu do czasu nieco czytał. Po upływie miesiąca od ostatniej wizyty w biurze Posłanki, ujrzał na pierwszej stronie dużej, ogólnopolskiej gazety, uśmiechniętą jej twarz. Z jej słów zamieszczonych pod zdjęciem wynikało, że ona po pierwsze, pomaga ludziom, po drugie, swoją misję w Parlamencie Europejskim widzi poprzez pryzmat spraw prostych obywateli a po trzecie, nigdy nikomu nie odmówiła pomocy i nigdy nie odmówi. A zakończyła wypowiedź stwierdzeniem, że będzie kandydowała ponownie do Parlamentu Europejskiego, bo chce nadal pomagać rodakom.

Benek dla świętego spokoju przeczytał wszystko jeszcze raz, po raz drugi przyjrzał się jej twarzy, żeby miał pewność, że nie ma pomyłki co do osoby i zaczął myśleć. Po kilku dniach myślenia zdecydował się na korepetycje w tym zakresie. Poszedł do Staruszka- Więźnia Politycznego, który miał duże doświadczenie z biurem Posłanki i poprosił go o pomoc w zrozumieniu aktualnej rzeczywistości.

Spotkali się w ustronnej alejce miejskiego parku. Dzień był pogodny i bezwietrzny. Staruszek-Więzień Polityczny rozejrzał się dyskretnie na boki. Nie spodobało się to Benkowi, bo wyglądało na to, że może zacząć mówić to, czego aktualnie nie powinno się w miasteczku mówić.

- Panie Benonie, po upadku PRL-u jest modne podawanie w życiorysach, że walczyło się w Armii Krajowej w czasie wojny... i jakby policzyć wszystkich tych dzisiejszych bojowników, to wychodzi, że Armia Krajowa miała minimum milion czynnych żołnierzy a przecież razem z Narodowymi Siłami Zbrojnymi i żołnierzami z WiN-u było nas nie więcej jak dwieście tysięcy... wygląda na to, że ci starsi radni z Rady Miasta czy Sejmiku Wojewódzkiego, to wszyscy walczyli w Armii Krajowej i to w moim Okręgu, tylko, że ja ich tam na żadnej akcji zbrojnej nigdy nie widziałem... jak Pochmurny wyznaczył dziesięć osób na akcję zbrojną, to stawiały się w punkcie zbrojnym dwie albo trzy osoby... jak wyznaczył dwadzieścia osób do akcji, to na zbiórkę przyszło czterech, nieraz pięciu a jak zarządził uderzenie na komunistów wszystkimi siłami Okręgu, to zjawiło się sześciu uzbrojonych żołnierzy i dwóch bez broni.

Benek ponownie rozejrzał się dyskretnie na boki. A po chwili jeszcze raz i nieco odetchnął. Nikogo w pobliżu nie było. Staruszek-Więzień Polityczny był dobrze przygotowany do tematu głównego. Wyjął z teczki wydruki ze stron internetowych, kserokopie z artykułów prasowych, książek oraz karteczki zapisane drobnym, zgrabnym pismem i zaczął to kartkować. Swoje wypowiedzi przerywał suchym, duszącym kaszlem. I to dosyć często.

- Panie Benonie, ja się staram o ponowną zmianę nazwy ulicy, bo... bo jaki to Bohater Narodowy raptem nam się objawił, głównie za sprawą Posłanki do Parlamentu Europejskiego zresztą... wszystko mam udokumentowane a w biurze Posłanki nie chcą ze mną rozmawiać, ani tego czytać... mnie aresztowano trzynastego czerwca czterdziestego siódmego roku po nieudanej akcji  Pochmurnego w Marysinie w celu odbicia niesłusznie aresztowanych... mojego brata trzynastego lipca po nieudanej akcji Pochmurnego niedaleko Piotrowa mającej doprowadzić do uwolnienia więźniów politycznych, natomiast kuzyna aresztowano trzynastego sierpnia po nieudanej akcji Pochmurnego pod Płakowicami, jako akcji odwetowej... ja wyszedłem po ośmiu latach, brat po dziewięciu a na kuzynie wykonano wyrok śmierci... kuzyna skazał na śmierć Sędzia Stalinowski Zbrodniarz, którego w swoich audycjach nadawanych zza granicy, strasznie potępiał Aktualny Bohater Narodowy... tylko, że on go bardzo głośno potępiał a po cichu z nim współpracował i życzenia imieninowe mu przesyłał... to ja pytam, czy z taką podwójną twarzą można mieć ulicę w naszym mieście... my byliśmy Żołnierzami Wyklętymi przez komunistyczne władze a teraz staliśmy się de facto Żołnierzami Wyklętymi po raz drugi przez antykomunistów...

Wszytko co mówił Staruszek – Oficer Armii Krajowej było w zasadzie prawdą, ale... Benek wstał i nic nie mówiąc rzucił się do ucieczki.

Późnym wieczorem zadzwonił dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury.

- Benek, przykro mi, że muszę ci to oficjalnie przekazać, ale sam sobie jesteś winny, twoja twórczość jest na pewno najwartościowsza w mieście, wiersz „Duży rozmiar w dolnym położeniu” jest najlepszym erotykiem, który powstał w poezji miłosnej naszego miasta, ale ty jako twórca wypadłeś z trzynastki i jesteś teraz na miejscu czternastym, czyli nie mieścisz się już w Almanachu... powtarzam, jak jest ktoś aktualnie Bohaterem Narodowym to jest i nie musisz mu zaglądać w życiorys... Posłanka zmianę nazwy ulicy popierała i popiera, jakbyś robił to samo, to byłbyś nadal naszym najlepszym poetą a nie na czternastym miejscu...ona dała ci dobry wzorzec kulturowy, że jak Aktualny Bohater Narodowy potępiał oficjalnie Sędziego Zbrodniarza Stalinowskiego na antenie a po cichu z nim współpracował, to ta głośność i cisza wzajemnie się znoszą i po stronie winy jest zero... a za zero winy, nie można nikogo pozbawiać nazwy ulicy, bo by represjonowano niewinnego, tak jak w nikczemnym staliniźmie... reasumując, twoje wiersze się nie ukażą !

Dyrektor rozłączył się nie mówiąc nawet; do widzenia.

Słowa dyrektora po raz kolejny zaskoczyły Benka. Idąc na spotkanie ze Staruszkiem-Weteranem oglądał się przecież kilka razy za siebie i nikogo z miejscowych literatów ani polityków nie zauważył. Podczas wypowiedzi Staruszka-Oficera Ak, też zerkał na boki i żadnego poety, dramaturga czy prozaika w pobliżu nie widział a z politykami rzecz miała się identycznie.

Benek wyszedł z domu. Ulice były puste i miasto przygotowywało się do snu. Nieopodal sklepu nocnego stał Prywatny Wydawca Gazety. Wyglądało jednak na to, że nie miał zamiaru zaczepiać Benka, bo zrobił tylko kilka kroków w jego stronę i powiedział nie wyjmując papierosa z ust:

- Pocałuj mnie teraz w d... mogę coś ci wydrukować, ale jak mi dasz za to honorarium.

Benek ominął go szerokim łukiem i zaczął iść w stronę rzeki. Jakiś ukryty głęboko zmysł czy instynkt podpowiadały mu, że ten kierunek w dzisiejszy wieczór będzie najlepszy. Pola Akrobatka, najstarsza kobieta lekkich obyczajów w mieście, była tu gdzie powinna być, czyli na ulicy. W ubiegłym roku obchodziła 50.lecie swojej Artystyczno-Twórczej Pracy. Podpierała się laską i powoli spacerowała wzdłuż brzegu rzeki. Miała mocno umalowane usta i pachniała tanimi perfumami. Co kilka kroków stawała i rozglądała się na boki. Widać było, że mimo starczego wieku nie ustawała w poszukiwaniu klientów.

Na kamiennym moście stała Aktorka-Amatorka wyrzucona z kółka teatralnego za rozszerzenie Apelu Poległych o ofiary w Iraku i Afganistanie. Kiwnęła na Benka i zaczęła iść w stronę Klubu Gwardii nad rzeką. Benek rozejrzał się dyskretnie na boki i ruszył za nią.

Ona trochę kluczyła, chwilami zrywała się do biegu, później stawała, oglądała się za sobą i znowu szła. Po kwadransie doszli do celu. Benek usiadł na tej resztce z ławki, która nadawała się jeszcze do siedzenia. Ona stanęła na pozostałościach z podestu dla orkiestry. Zastygła na moment w bezruchu a potem popatrzyła na Benka i zaczęła recytować:

                wieczność
                to często chwila
                a nieraz tylko takie oka mgnienie
                oni wczoraj tu byli
                przedwczoraj tańczyli
                a dzisiaj tam dalej
                pląsają już tylko
                ich czarne poszarpane cienie

Benek słysząc swoje słowa wstał, prawą rękę położył na sercu i wbił chciwie wzrok w jej twarz. Jakiś cień wynurzył się spomiędzy wierzb płaczek i podszedł bliżej. Był to Aktor-Amator. Słychać było jak puste butelki, uwięzione w przybrzeżnych trzcinach, ocierają się o betonowy pomost. Aktorka-Amatorka zgarnęła kosmyk włosów z czoła i wróciła do recytacji:

               duży rozmiar w dolnym położeniu...

Aktor-Amator podszedł i objął mocno Benka a on zakrył dłońmi twarz... i zaczął głośno łkać.

Ona dokończyła wiersz i podeszła do Benka. Patrzyli na siebie w milczeniu a potem ona zgarnęła palcem jedną z łez z twarzy Benka i zaczęła odchodzić. Aktor-Amator zgarnął z jego twarzy drugą łzę i ruszył za nią. Benek został i patrzył w to puste miejsce na podium, skąd kilka chwil wcześniej dobiegały jego słowa. Potem starł ostatnią łzę z twarzy i zaczął iść za nimi.