Barbara Tylman & Ariana Nagórska - Duet prozatorski (2) - Ariana Nagórska - Międzymiastowe instruowania

Spis treści

Ariana Nagórska

Międzymiastowe instruowania

(Kontynuacja opowiadania Barbary Tylman "Osiedlowe spotkania")

Gdy dziewczyna z pieskiem weszła do swego bloku, na pierwszym piętrze klatki schodowej dostrzegła obcą kobietę, patrzącą w okno z taką determinacją, jakby zamierzała przez nie wyskoczyć. Rezolutna dziewczyna szybko uspokoiła się myślą, że gdyby ta kobieta chciała wyskoczyć, to nie utknęłaby na pierwszym piętrze, tylko poszła na ostatnie! Z niewiadomych przyczyn zapragnęła jednak jak najszybciej tę postać ominąć, lecz czuła, że im bardziej się do niej zbliża, tym porusza się wolniej.

Nieznajoma była niewiele młodsza od pań Heleny i Teresy, rozmawiających niedawno przed blokiem, ale jakże inne czyniąca wrażenie! Cała w czerni, tylko rękawice czerwone i różowy szal. Wyglądałaby ciut diabelsko, gdyby nie wymykające się spod kapelusza z opadającym rondem srebrzysto--złote kosmyki, przypominające ozdobę choinkową zwaną „anielskim włosem”. Gdy odwróciła się do dziewczyny, celebrując jak na estradzie każdy swój ruch, ciemnawa klatka schodowa pojaśniała od błękitu jej spojrzenia, a pies zaczął dygotać jak w febrze. Wkrótce się okazało, że oprócz anielskiego włosa dysponuje też anielskim głosem, gdy odezwała się słodko i melodyjnie, wskazując na ratlerka:– Oj, wstyd, żeby samiec był aż takim trzęsidupą! Przecież dziś nie Sylwester, więc mu petardy nie zaserwuję! Zresztą w Sylwestra nie stałabym przy tym oknie, bo w hałasie trudno coś podsłuchać, jak i dokładnie zaobserwować w niestabilnym blasku fajerwerków.

– A co pani dziś zaobserwowała? – To na przykład, że masz dziewczyno poważne problemy w kontaktowaniu się z ludźmi. Rozganiasz ich, zamiast integrować, przykuwając uwagę swą osobą. Te dwie kobiety przed domem tak obiecująco plotkowały, a jak tylko ty się pojawiłaś, to od razu sobie poszły! Zepsułaś mi obserwacje i teraz będziesz zmuszona to naprawić! Proszę mi natychmiast zrelacjonować, KOGO obgadywały i CO mówiły! – z nagła ostrym głosem wypowiedziany został rozkaz, po którym roztrzęsiony ratlerek posiusiał się ze strachu, a frechowne dziewczę wystękało pokornie: – Obgadywały takie starsze małżeństwo, Bogumiła i Barbarę. Pani chyba nie mieszka na tym osiedlu, więc na pewno ich nie zna. – Znam, choć nawet w tym mieście nie mieszkam! Przyjechałam tylko na gościnne występy. – A gdzie te występy będzie można obejrzeć? – Nigdzie. W dziedzinie sztuki, którą uprawiam, im mniejsza widownia, tym lepszy artysta!

Jaki błąd popełniłaś, dziewczyno, że te plotkary tak szybko sobie poszły? Co im powiedziałaś? – dopytywała dama.  – Gadały o tym małżeństwie oczywistą nieprawdę,  więc im po prostu prawdę powiedziałam! – Zapamiętaj na przyszłość, że w plotkowaniu ani nieprawda, ani prawda nie powinna być oczywista! W tym fachu operuje się wyłącznie PÓŁPRAWDAMI! Kto gada samą prawdę lub samą nieprawdę, żadnego mitu w obieg nie puści i odbiorców „sensacją” nie zaintryguje.

– Szkoda, że mieszka pani gdzieś daleko, choć bardzo pasowałaby do naszego osiedla, bo tu się wszyscy obserwują i obgadują. – Nie pasowałabym. Czynicie to po amatorsku, a ja jestem profesjonalistką. Obgadujących i obserwujących widać u was z daleka. Bez trudu można się też dowiedzieć, kto, o kim, co i jak. Tymczasem przy fachowym obgadywaniu powinno być jedynie wiadomo, że KTOŚ, O KIMŚ, COŚ TAM JAKOŚ. Mglista aura to podstawa!

Po chwili zastanowienia dama zauważyła krytycznie: – Nawet OBIEKTY plotek dobieracie sobie po partacku. Jak może was zajmować małżeństwo nieskazitelne? Ani rozwodów, ani romansów na boku. Ta para nie ma przecież żadnych grzechów, ani nawet drobnych przywar. – Co za bzdury pani opowiada! – spontanicznie krzyknęła dziewczyna. – Nie istnieją ludzie bez wad!  Na przykład te baby mówiły, że pan Bogumił (przynajmniej w młodości) nie wylewał za kołnierz! Dziewczyna za żadne skarby świata nie chciała obgadywać, dopiero jednak, gdy już chlapnęła językiem, zorientowała się, że została po mistrzowsku podpuszczona i sprowokowana umyślnie absurdalną  opinią o ludziach bez wad, co automatycznie wyzwalało chęć polemizowania. Dama, zadowolona z informatorki, uśmiechnęła się ujmująco: – Drogie dziecko, to co powiedziałaś o panu Bogumile, to przecież wielka jego zaleta, a nie wada! Urodził się pod takim znakiem zodiaku, że tylko toasty wznosić, od poczęcia aż po naturalny kres! – A jaki to znak? – Taki, jak i MÓJ!

Dziewczyna, by zmienić temat na mniej kontrowersyjny, zaczęła mówić o pani Barbarze. – Wiem, że ma talent literacki. – Znacznie cenniejszy jest jej talent plastyczny! Proszę zobaczyć, jaki naszyjnik DLA MNIE zrobiła! – dama wskazała na srebrno-bursztynowe cudo wyeksponowane na jej efektownym biuście. – A czy mogłaby mi pani wyjaśnić, dlaczego jej talent plastyczny uważa za cenniejszy od literackiego? – Pewnie, że mogę. To akurat żadna tajemnica! Gdy mam ochotę na lekturę, dużo lepszy tekst od pani Basi potrafię sobie napisać sama, natomiast naszyjnika (nawet znacznie gorszego) nie zdołałabym sobie zrobić. Oczywiście z lenistwa, a nie z braku talentu.

Kierując się ku wyjściu, dama jeszcze raz zerknęła na psa. – Ten samiec leży i wydaje takie dźwięki, jakby miał rodzić. Na syndrom odstawienia mi to wygląda. Dać mu w domu dla stymulacji parę łyków Krupniku. Tylko nie zupy! O miodówce mówię.

– Proszę pozdrowić ode mnie panią Barbarę i pana Bogumiła, gdy ich pani odwiedzi! – zawołało dziewczę za odchodzącą. – Nie jestem sadystką, by kogokolwiek nawiedzać. Ani też masochistką, by się nudzić w gościnie. Nie na tym polegają moje gościnne występy!

 

___________________________________

* Duet prozatorski tych autorek po raz pierwszy objawił się latem 2013 roku. Tym razem odsłona zimowa.

Również tego autora