Ewa Klajman-Gomolińska - Inaczej po hiszpańsku, inaczej po polsku. Xavier Roson

"Nadzieja pozwoliła mi walczyć i dojść aż tutaj. Bez niej nie byłoby to możliwe. Bez nadziei złożonej w Tym, który nas oczekuje, niezależnie od tego, jak bardzo pragnie się dojść do celu, upadnie się po drodze. Są granice, których człowiek nie zdoła w życiu przekroczyć, licząc wyłącznie na własne siły" (Xavier Roson „Aleja Kompozytorów Polskich”, [w:] "Brama Grodzka", s.55).

Codziennie docierają do mnie jakieś książki. Z wydawnictw albo od znanych i nieznanych pisarzy. Czytam wszystko, ale recenzuję znacznie rzadziej. Nudzą mnie, irytują nieudolnością, banałami, frazesami, powieleniami. Piszą już wszyscy i na każdy temat. Po większości widać, że niestety tylko piszą, ale nie czytają. Nie czytają tak do bólu, że na własne życzenie stają się  żałośni poprzez swoje książki. Kiedy każdego dnia połyka się co najmniej jedną książkę, rodzi się takie pyszałkowate przekonanie, że w zasadzie nic już literacko nie może w życiu zaskoczyć. A jednak zaskoczyło mnie. Jeśli mnie zaskoczyło to znaczyłoby, że spotkałam książkę niezwykle bogatą artystycznie, filozoficznie i teologicznie wykraczającą poza powielane teorie, wykraczającą poza mój utkany świat w kategorii ontologicznej i egzystencjalnej. Ale to nie było tak!

Kiedy otworzyłam książkę Xaviera Rosona „Brama Grodzka” znalazłam się w surowej zakonnej celi, w której nie było nic poza głosem M. i jego narracją. Mimo że M. podąża przez kilkadziesiąt stron ulicami Lublina to topografia tego miasta nie jest dla mnie dominantą kompozycyjną tej książki. Roson w zręczny sposób pod osłoną urokliwej stolicy Lubelszczyzny wydobywa z siebie wewnętrzny głos. Głos, który zmiata i łączy jedną siłą świadomość i podświadomość, starą duszę z młodym ciałem, odwieczną prawdę, którą mamy w sobie, ale nie umiemy się jej doszukać. Uliczki w Lublinie, czar i otchłań tego miasta powodują, że Autor omija dydaktyzm i w prosty, zdawałoby się „od niechcenia” sposób wyraża fundamentalne i kręgosłupowe, najważniejsze dla każdego człowieka, zdania stające się modlitwą. Żarliwą modlitwą M., który przemawiając do czytelnika rozmawia z Bogiem, rozmawia sam ze sobą. Oczyszcza się i przejmując swoje wypowiedziane słowa reaguje na nie jak dziecko; zdumieniem, że to jest właśnie tak. Roson musi usłyszeć własny głos, zapisać własne myśli, by ogarnąć siebie we Wszechświecie.

„Brama Grodzka” to książka napisana prostym językiem, bo w myśl Alberta Einsteina „Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz”. A tak w tym kontekście wypowiada się sam Xavier Roson:

Zawsze uwielbiałem pisać. Będąc dzieckiem wygrałem nawet jakiś konkurs literacki.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Bramę Grodzką w Lublinie zdecydowałem w tym samym momencie, że zasłużyła ona na książkę.

"Brama Grodzka" to mała i pokorna książka, która ma dwa wątki: moje myśli podczas spaceru ulicami Lublina i myśli dwojga bohaterów (M. i Aleksandra). Najbardziej szokujące było dla mnie to, co zobaczyłem w języku polskim (po przetłumaczeniu tego, co napisałem). To było po prostu wspaniałe, byłem bardzo dumny.

Prostota Rosona jest porażająca, bo ta prostota jest jego potęgą. Książka wydana w 2012 roku w lubelskim Wydawnictwie „Werset” jest jedną z najbardziej wartościowych pozycji wydawniczych na polskim rynku, jakie mogłabym wskazać. Dość nietypowe, że napisał ją Hiszpan po hiszpańsku (tłumaczona na polski) z akcją dziejącą się w aktualnym Lublinie, z całą naszą rzeczywistością i jej imponderabiliami, ze znajomością naszej historii, wzlotów i upadków, z blaskiem i cieniem uwielbianego przez Pisarza polskiego śniegu. Prostota w surowości i dostojności Bramy Grodzkiej, której Roson staje się osobistym strażnikiem i oddanym bez reszty rycerzem. My, Polacy, możemy uczyć się od tego hiszpańskiego prawnika (z zawodu) patriotyzmu okazywanego i wyrażanego bez fałszywego wstydu i obawy o kompromitację. Zapytany przeze mnie Autor „Bramy Grodzkiej”, czym jest dla niego Polska odpowiedział tak:

Dla mnie Polska nie jest tylko ładnym krajem, z jego architekturą, historią, literaturą, edukacją, ziemią z ludźmi, których kocham. Znaczy dla mnie dużo więcej...
W głębi serca żywię do Polski bardzo silne uczucie, mam poczucie jej piękna... naprawdę ostatecznej koncepcji piękna we wszystkich rzeczach. Nie jest to idealizacja miejsca, bo Polska ma problemy, oczywiście, jak wszyscy, ale uczucie miłości do kraju. Aby zrozumieć także i miłość do Polski, podstawą jest absolutna konieczność bardzo dobrej znajomości jej historii. Fascynuje mnie ten kraj; nawet to, że można poczuć tu prawdziwe zimno w zimie, wiatr i śnieg…
Eleganckie Polki chodzące po ulicach, stare miasteczka, wieże kościołów, niekończące się spacery alejami nocą, to wszystko zawiera się też w tej ostatecznej koncepcji piękna.
Nie mam polskich korzeni. Od dzieciństwa moim pragnieniem jest spocząć po śmierci w polskiej ziemi.

Miłość do naszej ojczyzny, do każdego skrawka jej ziemi i bez znaczenia, czy maszerują po niej pięknie odziani ludzie czy też staruszki z pomarszczonymi i wyziębionymi rękami. Nasza ziemia, nasze miasta z wielkimi galeriami handlowymi i z przedpotopowymi straganami.

Dla mnie pojęcie "Ojczyzna", nie jest koniecznie wspólną definicją, jaką znamy. Twoją ojczyzną może być również biblioteka z książkami gromadzonymi całe życie, dobra rozmowa w kuchni z przyjacielem przy filiżance kawy lub  znacznie głębiej: osoba, którą kochasz. Aby być w swojej ojczyźnie, trzeba czuć przestrzeń i atmosferę tego kraju, i tych ludzi. Nawet jeśli fizycznie jest się w innym miejscu. W moim konkretnym przypadku takim miejscem jest Polska – również jej społeczeństwo, kultura, język, wiara… Jednak daleki jestem od podręcznikowej klasyfikacji pojęcia „ojczyzna”. Urodziłem się w przedniej części kościoła Sagrada Familia w Barcelonie, ładnej świątyni, zamieszkałej i odwiedzanej przez miliony ludzi każdego roku. Kiedy byłem dzieckiem grałem z moim przyjacielem w wieżach, bo wszystko było puste wtedy. Tak, kocham miejsce, gdzie się urodziłem, ale ojczyzna to nie tylko to. Pamiętam pisarza Mario Benedetti, który powiedział, że osobistą ojczyzną są wszystkie miejsca, które były i wszystkie miejsca, w których chcesz być. Ja kocham Polskę.
Kiedy byłem dzieckiem w wieku około 6 lat, czytałem w łóżku każdej nocy. W domu moja matka i ojciec mieli wielką bibliotekę. Któregoś razu zobaczyłem fotografię miasta o nazwie zaczynającej się na literę "Ł". Zapytałem moją matkę, dlaczego ta litera "Ł" jest inna niż wszystkie litery, które znam. Moja mama powiedziała, że ​​to pismo pochodzi z kraju o nazwie "Polska" i dźwięk tego słowa, ta litera, wszystko to, co widziałem po raz pierwszy w życiu było dla mnie wspaniałe.

Noc, która gra jak ten śnieg, wygłusza świat i komponując ciszą zachęca M. do długich spacerów, które stają się spacerami jego myśli. Poruszając się po zakamarkach pokrytego mrokiem miasta, Roson wędruje po korytarzach swojej duszy i relacjonuje jak przewodnik po mieście – duszy to, co widzi. A widzi ból, cierpienie obowiązkowo wpisane w człowieczy los, dychotomię serca i rozumu, piękno umysłu i niewyrażalność jego w upływie emocji. Jednak zapytany, czy wierzy w wędrówkę dusz i czy być może w poprzednich wcieleniach był Polakiem, odpowiedział krótko i zwięźle odbierając mi możliwość drążenia tego tematu:

Nie, nie wierzę. Mamy niepowtarzalność życia ziemskiego, a każda osoba jest wyjątkowa.

Zdania  Rosona pochodzą z surowości, jaka pozwala pokochać naturę z całą jej dzikością serca a jednocześnie czułością i delikatnością. Xavier Roson to także przecież alpinista, człowiek, który  hartuje swoją siłę zdobywając kolejne szczyty i szachista szlifujący cierpliwość w licznych turniejach. Jednakże trudno jest zrozumieć, że prawnik, szachista i alpinista może napisać swoją debiutancką książkę w sposób aż tak doskonale prosty.

Bohaterką tych zapisków na skrawkach nocy wyrwanych snom (obok M.) jest Aleksandra. Kobieta będąca symbolem Polski, kraju do którego Xavier Roson chciał się zawsze przeprowadzić i kraju, który świadomie wybrał na miejsce swego wiecznego spoczynku. Dlaczego? Posłuchajmy samego Xaviera Rosona:

Bo czuję się zjednoczony duszą i ciałem z Polską. Chcę być blisko ludzi, których kocham, blisko ludzi, którzy walczyli w bardzo trudnych warunkach. Chcę pokrywy śnieżnej na moim grobie zimą w Polsce i liści opadających jesienią nade mną.
Mam nadzieję, że los pozwoli mi żyć w Polsce. Jeśli zaś nie to niech śmierć odeśle mnie tam na zawsze.

Fascynacja Aleksandrą nie zdejmuje jednak z naszego bohatera i narratora w jednej osobie odium samotności, zapętlenia w samozwańczej walce samego z sobą, nie koi bólu. Aleksandra nie rozumie M. Istnieje między nimi nie dająca się niczym usunąć nieprzystawalność. Aleksandra jest do bólu współczesna, M. jest duszą z innej epoki uwięzioną w obecnym ciele. Ich relacja niemożliwa do spełnienia jest metaforą polskiej ziemi, której Roson nie może posiąść na stałe, bo wciąż mieszka w Hiszpanii. Aleksandra jest bardzo ważną postacią w „Bramie Grodzkiej”, bo to ona egzemplifikuje odwieczną prawdę, że człowiek jest sam w świecie natłoczonym ludźmi. Nieważne, ile wokół nas jest ludzi bliższych czy dalszych, człowiek w obliczu egzystencjalnego lęku jest zawsze sam. Samotność jest dopełnieniem naszego człowieczeństwa, uzupełnieniem jego konstrukcji. Stanem, który człowiek chce wypełnić/dopełnić, więc poszukuje, ale nie znajduje. Xavier Roson przekroczył nawet granice Hiszpanii, by wyzwolić się z prymarnych lęków i znaleźć spełnienie, a jednak M. i Aleksandra znaleźli się na rozwidleniu dróg i każde z nich poszło swoją ścieżką.

„Jesteśmy tym bogatsi, im więcej rzeczy zbędnych zdołamy odrzucać” Jan Paweł II to duch „Bramy Grodzkiej”, mimo że Autor o tym nie wspomina. Radością jest kubek kawy, okno, delektowanie się chwilą, śnieg, cisza, spokój, zasłuchanie w wielkie serce ziemi, w swoje serce.
"Serce i rozum - odwieczna dychotomia. Ponieważ mój umysł nie był w stanie ogarnąć wszystkiego, potrzebowałem przemiany serca. Jednakże serce musiało przekonać rozum" („Plac Czechowicza”, [w:] op. cit., s. 30).

To chyba największy problem ludzkiej duszy w ciele z krwi i kości. Zgodnie z rozumem, jego życiową filozofią i zebranymi doświadczeniami żyje się w sposób najbardziej przewidywalny, zgodny z przejętymi zasadami i wyznawanymi wartościami, jednym słowem optymalnie bezpieczny. Serce kieruje się swoim głosem, nie mającym z twardą rzeczywistością nic wspólnego, jest nieprzewidywalne i w swoich pragnieniach dąży do podjęcia ryzyka, którego rozum nie ogarnia. Podobnie do Xaviera Rosona wypowiedział się wcześniej Blaise Pascal „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna.”
 "Bóg jest Miłością. Myślę długo o tym czasowniku. Bóg "nie ma" Miłości, On "jest" Miłością" („Ulica Kapucyńska i Krakowskie Przedmieście”, [w:] op. cit., s. 41).

Obudzeniem tejże Miłości na ziemi jest osobowe istnienie człowieka, który powstał przez Miłość, ożył dzięki Miłości i Miłość jest jego transcendentnym doświadczeniem na ziemi będącym jednocześnie jedyną i niepodważalną relacją z Bogiem. Człowiek poszukując miłości, poszukuje Boga, największe i najsilniejsze pragnienie człowieka to pragnienie miłości – Boga. Bóg wędrując po świecie doszedł do krzyża i męczeńskiej na nim śmierci, po czym zmartwychwstał. Droga do miłości powiązana jest więc z cierpieniem, ciężarem krzyża, który człowiek dźwigając na swych plecach podąża za Chrystusem.
"Kobieta owa zapewne nigdy nie przeczyta tej książki. Możliwe nawet, iż nigdy nie dowie się, że osoba, która przeszła obok jej stoiska, napisała coś na jej temat, na temat tego, co z pewnością będzie jej obojętne" („Na bazarze”, [w:], op. cit., s. 51).

Życie jest wielkim stoiskiem globalnej ziemskiej wioski. Codziennie każdy przechodzi obok kogoś, mija kogoś na światłach, w drzwiach, za rogiem ulicy. Każdego dnia coś tracimy, nie czytamy jakiejś książki, gazety, czyichś myśli… Każdego dnia czegoś nie podniesiemy, nad czymś się nie pochylimy, coś bezpowrotnie utracimy, ale "Odejdę kiedyś, uleci moja dusza, przeminie moje potomstwo, a dom mojego ojca pozostanie"  („Aleja Solidarności”, [w:] op. cit., s. 57).

Ta grudka ziemi, nasza mała ojczyzna, dumna wielka ojczyzna, nasza miłość, dom mojego Ojca pozostanie na zawsze, nieważne czy z eschatologiczną świadomością czy bez.

„Brama Grodzka” to książka jakby biegunowa, pełna skrajności i bardzo nierówna mimo pozornego uporządkowania mapą Lublina. Jej narrator i bohater to człowiek hermetyczny, ale romantyczny; pragmatyczny, konserwatywny, sztywny, skostniały, ale oniryczny, refleksyjny, wrażliwy i czujny. Jest jak uśpiony wulkan, w pewnym sensie naiwny, kryjący w swej naiwności błądzenie, które zaprowadziło go aż do Polski w poszukiwaniu siebie do czego jednoznacznie się nie przyznaje. Poszukiwanie i zrozumienie siebie, wyrażenie siebie samego wyraża miłością do Lublina. W książce poruszonych jest wiele tematów fundamentalnych jak na tak niewielkie rozmiarowo miejsce, niestety z  brakiem ich kontynuacji. Duże zagęszczenie semantyczne, słaby słownik i ubogi język dla omawianych treści pozostający w zależności z afirmacją prostoty i skromności życia oraz samą objętością książki, częste powtórzenia. Nie wiem, na ile te powtórzenia są efektem translatorskim, a na ile zabiegiem artystycznym samego Rosona w konwencji onirycznej spacerów Autora, które są jednym wielkim spacerem, wieloma spacerami, snem który wędruje po ulicach. Przypominają trochę kołysanie nocnego pociągu, a jego rytm utrzymuje refren owych powtórzeń – okno, kawa, kuchnia, śnieg…
Od wydania „Bramy Grodzkiej” minęły cztery lata. Zmieniłeś się przez ten czas?

4 lata temu... Dla mnie to jest jak wczoraj... Czas mija szybko...
Nie, nie sądzę, żebym się zmienił. Chyba jestem w mniejszym stopniu optymistą ze wszystkim (i na pewno jest to powszechna opinia wielu ludzi). Jednak myślę tak samo; w życiu ważne są tylko proste, skromne rzeczy…
Idziesz rano do pracy szybko i widzisz tylko chodniki na ulicy (obecnie tylko ekran smartfona).  Najpierw spójrz w niebo, patrz na niebo, po prostu dlatego, że jest to nowy dzień w twoim życiu.
Prawdziwe, pokorne i proste rzeczy życia; okno, filiżanka kawy lub herbaty, kuchnia, książka, spojrzenie…

Takie słowa może tylko dopełnić cisza. Niech tak się stanie… Cisza, która jest odpowiedzią na pytanie Jezusa „Wierzysz w to?”. „Pytanie to jest tak bezpośrednie i proste, tak głęboko odkrywcze, że nie wiem, ile to już razy moje usta milkły” („Z dziennika M., [w:] op. cit., s. 21).

________________________________________

 1. Xavier Roson „Brama Grodzka”, Wydawnictwo „Werset”, Lublin 2012, ss.83.
 2. Wywiad z Autorem „Bramy Grodzkiej” udzielony Ewie Klajman-Gomolińskiej, autoryzowany przez Xaviera Rosona 24 lutego 2016 r.



Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora