Krystyna Cel - Pojedynek z Losem

Niegdyś, w toku analizy twórczości Stanisława Nyczaja, napisałam, że podmiot liryczny (poeta), podejmując trud opisania rzeczywistości, wychodził naprzeciw nadziei w przekonaniu, że człowiek całą swoją „sprawczą mocą” może tę rzeczywistość zmieniać, co więcej, może – „przechodząc samego siebie” – kształtować ją i naprawiać. Lektura ostatnich wierszy, zwłaszcza tych z tomiku Arcymiara, przekonuje, że w tym „zawikłanym krajobrazie świata” coraz trudniej spełnić pokładane nadzieje. Okazuje się, że niewiele tak naprawdę zależy od nas samych, że jesteśmy wmontowani w pewne struktury: społeczne, polityczne, ekonomiczne, że często spełniamy tylko role trybików w jakiejś wszechwładnej maszynerii, a nasze wybory są tylko pozornie naszym (Nasz łaskawy Pan But Ekonomii, Mecz o władanie, Kosmiczny futbol).

Ale przecież w tej trudnej współczesnej codzienności, pełnej trosk i zmartwień, tworzymy sobie jakąś racjonalną konstrukcję, by w niej czuć się bezpiecznie. Realizujemy wyznaczone cele, niekiedy spełniamy marzenia. Co dzieje się, gdy w tę naszą niejako już utrwaloną i wiadomą codzienność niespodziewanie, nagle wtargnie Los, „ślepy los” atakujący bez żadnego uprzedzenia, będący poza wszelką logiką. Chciałoby się wówczas powiedzieć, iż nie dość, że dźwigamy swój los jako gatunek ludzki w konkretnej rzeczywistości, często przez nas nie do końca akceptowanej, to jeszcze uderza w nas (dlaczego właśnie w nas?) ów Los nieubłagany i bezlitosny. A to już, jak na ironię, podwójne obciążenie. Bo los jest ironiczny, może nas powalić w najbardziej nieodpowiednim momencie, gdy np. wszystko idzie już dobrze, gdy nareszcie otwierają się przed nami jakieś możliwości.

Najnowszy tomik poetycki S. Nyczaja zatytułowany Pojedynek z Losem odebrałam jako bardzo osobisty i będący kwintesencją egzystencjalnych przemyśleń akcentowanych w wielu wcześniejszych utworach. Kto kiedykolwiek poczuł na sobie samym niesprawiedliwą rękę Losu, wie, jak trudne jest z nim zmaganie. Niekiedy zamienia się w prawdziwy pojedynek. Kto w nim wygra, czy człowiek przezwycięży ów los, czy też ugnie się pod jego ciężarem? To jedyny w swoim rodzaju egzamin – sprawdzian z życia i człowieczeństwa.

W udramatyzowanym poetyckim pojedynku S. Nyczaja są, jak przystało, dwie osoby: Poeta i upersonifikowany Los, a każda z nich ma swoje racje, swoje argumenty, których usilnie broni. Ma ów pojedynek swoją dramaturgię, a wydobyciu jej służą wskazówki autora, nazwałabym je minididaskaliami ze względu na swą lakoniczność, wystarczającą w tak krótkim poemacie dramatycznym, bo taki podtytuł nosi część pierwsza tomiku.

Taki właśnie pojedynek, pełen ekspresji, miałam możność usłyszeć w świetnym wykonaniu Arkadiusza Szostaka w roli Losu i samego autora-polemisty z okazji 50-lecia jego pracy twórczej na spotkaniu w kręgu twórców niewidomych i niedowidzących, a więc szczególnie dotkniętych przez los. Odtwórcy wyrazili całą gamę doznań i uczuć pojedynkujących się: od ironii, sarkazmu, pychy do zwątpienia, a nawet obawy i lęku.

Wracając do tomiku, a zwłaszcza jego pierwszej części, zauważamy, że Poecie przychodzi w sukurs, co ciekawe, sam Los, którego nieprzejednanie prowokuje i zachęca do walki. Ponadto Poeta ma zawsze wiersz w zanadrzu, a ten „będąc ripostą / zarzuci celnie lasso rytmu / puentę na szyi zaciśnie”. I mimo wszystko, albo raczej na przekór wszystkiemu, Poeta nie rezygnuje z tej „niestrudzonej nadziei”, bo niepodobieństwem bez niej żyć, póki się jest w tym „zawikłanym krajobrazie świata”.

Ale S. Nyczaj-liryk nie byłby w pełni sobą (jawiąc się w publikacjach często również jako satyryk i aforysta), gdyby nie spojrzał na ów Los jeszcze inaczej – z przymrużeniem oka. Mamy więc w drugiej i trzeciej części zbioru fraszki i aforyzmy. Wybrałam z każdego gatunku, dla przykładu, po kilka.

Ostateczny niepokój

Czy warto umierać,
by to drugie życie
zaczynać od zera?!


Los książki

Ten jeden ruch – VAT
zdecydował: mat!

I garść z Aforystycznych przymówek, nazwanych przez autora w słowie wstępnym „aforeskami”:


*
Oj, przydałby się kurs
do odparowywania ciosów Losu!

*
Los się do mnie uśmiechnął!
Zatem z kogo zakpił?


Przytoczone fraszki i aforeski z części drugiej i trzeciej tomiku rozładowują napięcie dramatyczne tytułowego pojedynku.

Poprzez swój prześmiewczy, ironiczny i żartobliwy ton mogą obudzić w czytelniku poczucie szansy, jaką ma w zmaganiach ze swoim losem, bo może „odejrzeć” mu sarkastyczną drwiną, przechylając na swoją korzyść wynik starcia, w którym siły są nierówne.

 

* * *

 

Stanisław Nyczaj, Pojedynek z Losem, kolaże Ireny Nyczaj, Kielce 2015, OW „STON 2”, ss. 76.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież