Katarzyna Smyk - Księżyc w kuchni

Istnieją w nas miłości kładące się cieniem.

Zwyczajny, jesienny dzień, z chwilą na pobycie wśród drzew. Rano podziwiałam wschodzący owies i gdyby nie chłodne wieczory, zastanawiałabym się, czy oto, za progiem nie czeka czas, wraz z niecierpliwą wiosną. Pracownicy, zlecenia, obowiązki, faktury, wyjazd do miasta. Nigdy nie myślałam, że moje życie będzie wyznaczane przez rytm pór roku, oddanie sprawom chmur, ziemi, ludzi. Szczęście, to ukochane dzieciaki ze wsi, które mają gdzieś gadżety i  kaptury pełne liści po naszych "listkowych wojnach" wzdłuż alei. Oparta o stare dęby czuję, jak otulenie i spokój spływają na moje nowe życie.

Poczułam jednak wieczorem ukłucie w piersi, gdy wróciłam do domu. Oto ogień spod starej, niemieckiej kuchni rozświetlał ciepłem i blaskiem kuchnię. Do tego przez okno zaglądał daleki księżyc. Na chwilę oniemiałam. Światło księżyca padało na podłogę.

Pamiętam tę podłogę. Była daleko stąd. Leżeliśmy na niej razem. Padało światło, a ja nienawidziłam świata. Spytałam wówczas, dlaczego jest tu ze mną, skoro jestem i żałosna i zwyczajnie okropna, niezorganizowana. Usłyszałam spokojne i uroczyste: Ponieważ cię kocham. Odprowadzałam go na drugi dzień. Wracał, a ja miałam sobie poradzić. Żegnałam kogoś, kogo już nigdy nie będę rozumieć.

Czy znałam jego prawdę? Dlatego wracając … płakałam całą drogę. Wzdłuż torów, przechodząc mosty, wchodząc po schodach - w imieniu kobiety przemawiały łzy. Nie odpowiedziałam wówczas, w nocy, że każdej pięknej stronie życia, każdej spadającej gwieździe będę nadawała jego imię. Nie wolno mi pytać, dlaczego nie potrafiłam ocalić niczego z tamtego świata, który minął.

Siedziałam na podłodze w kuchni długo, aż skończyło się drewno. Istnieją w nas miłości kładące się cieniem - trwające całe życie.