Jarosław Kozłowski - Ucieczka i ukojenie u Epikteta i Boecjusza

W ogólnym poglądzie na źródła filozofii szczególne miejsce zajmuje czynnik zadziwienia i ciekawości, prowadzący do formułowania ważkich pytań, odsłaniających naturę bytu i metody jego poznania. Już Pitagoras ciekawość stawiał u praprzyczyn filozofii. W ujęciu jednak stoickim wartość zadziwienia przybrała paradoksalnie wektor przeciwny, czego doskonałym przykładem jest chociażby Marek Aureliusz, którego filozofia uczy nas tego, żeby niczemu się nie dziwić. Tą pozorną sprzeczność tłumaczy A. Sikora: „(…) jesteśmy filozofami dlatego, iż dziwimy się wszystkiemu, ale też jesteśmy nimi po to, żeby się niczemu nie dziwić i wszystko usiłować zrozumieć”. Ergo, akceptacja poprzez brak zadziwienia ścieżką do poznania i wolności. W myśli stoickiej wolność definiowana była jako pojednanie z naturą oraz opanowanie własnych afektów (zawiści, pożądliwości, smutku, obawy), a zasadę stanowiła apatheia (gr. Beznamiętność – cecha mędrca stoickiego, którą można też utożsamić ze szczęściem). Wytrwałość na tej drodze owocowała stanem eudajmonii (gr. Eudaimonia – szczęście, pomyślność, doskonałość, spełnienie), przywoływanej już w filozofii greckiej i rozumianej ogólnie jako stan pełnego zadowolenia z dobrego życia, do którego winniśmy dążyć, natomiast u stoików postrzeganego jako wewnętrzny stan ludzi oświeconych, uwolnionych od pragnień i emocji (szczęście plus cnota – arete).

 Ideały praktyki stoickiej w jej odsłonie schyłkowej (neostoickiej), „rzymskiej”, w oparciu o tezy epikureizmu, sceptycyzmu i topos pocieszenia stały się swego rodzaju wyznacznikami w nauczaniu sztuki życia (zgodnie zresztą z rzymskim pragmatyzmem). Przemożna siła ich oddziaływania na późniejszą tradycję, kulturę, filozofię, a nawet religię i współczesną psychiatrię znalazła najpełniejsze i najdoskonalsze przedstawicielstwo w „Encheiridionie” Epikteta oraz „Rozmyślaniach” Marka Aureliusza (121-180 r.n.e.). Do dzieł tych należy dołączyć jeszcze „De consolatione philosophiae” („O pocieszeniu, jakie daje filozofia”) neoplatonika Boecjusza – „ostatniego Rzymianina”, gdzie topos pocieszenia konstytuuje całą pracę. Wprawdzie jego dzieło sytuowane jest w podręcznikach do historii filozofii średniowiecza i w opracowaniach, poświęconych tradycji chrześcijańskiej, ale był on też ważnym spadkobiercą spuścizny antyku (także stoicyzmu), łączącym stare z nowym, świat wartości i myśli, wypracowanych na gruncie starożytności z budzącymi się przekonaniami wczesnych etapów średniowiecza. Podobnie nie można ignorować przenikania myśli Epikteta oraz Marka Aureliusza na grunt chrześcijański. Dość zgodnie wymienione wyżej prace trzech wielkich myślicieli zalicza się do najważniejszych w historii dzieł, uczących, jak znaleźć ucieczkę i ukojenie. Do kanonu tego dołącza się także „O naśladowaniu Chrystusa”, ale w swoich rozważaniach chciałbym skupić się wyłącznie na rzymskim kręgu kulturowym, rezygnując z omówienia podręcznika życia chrześcijańskiego, przypisywanego Tomaszowi a Kempis. Zrezygnowałem również z omówienia „Rozmyślań” Marka Aureliusza. Sądzę bowiem, że „filozofia pocieszenia” bardziej wiarygodnie i prawdziwie wybrzmiewa w słowach byłego niewolnika – stoika (Epiktet) i torturowanego więźnia, oczekującego na wykonanie wyroku śmierci (Boecjusz), niż filozofa na tronie cesarskim, władcy potężnego imperium (Marek Aureliusz).

EPIKTET

Urodził się około 50 roku po Chrystusie we frygijskim mieście Hierapolis w rodzinie niewolnika. Wyzwolenie uzyskał w roku 90. Po wygnaniu z Rzymu w 95 roku (na mocy edyktu Domicjana) trafił do Epiru i objął kierownictwo szkoły w Nikopolis. Nauczał ustnie, nie spisując swoich myśli (sokratejski model filozofowania). Robił to Flawiusz Arrianus z Nikomedii w Bitynii (ok. 95- ok. 175 r.n.e.), uczeń Epikteta. To właśnie dzięki niemu znamy „Encheiridion” („Podręcznik”), wyciąg z „Diatryb”, który pokazuje, że niewolnik może być filozofem, i że może być prawdziwie wolny – wolnością ducha. W filozofii Epikteta znaleźć można te same cechy, które występują u Seneki, Muzoniusza oraz Marka Aureliusza: zainteresowanie etyką, wyczucie życia wewnętrznego, silny nastrój religijny – związek człowieka z Bogiem. Tym, co różni go od wymienionych myślicieli to potrzeba powrotu do początków szkoły stoickiej, w szczególności do nauk Chryzypa.

Epiktet – filozof postrzegał siebie jako „(…) wychowawcę i lekarza ludzkości, (…) nauki- jako lekarstwa na (…) choroby i słabości, a salę wykładową – wręcz jako izbę lekarską i szpital”. „Encheiridion” traktować należy zaś jak „(…) rodzaj katechizmu, krótkie i zwięzłe kompendium, zawierające kwintesencję nauk moralnych Epikteta”. Źródłem filozofii Epikteta była świadomość i przekonanie, że człowiek, jako byt niedoskonały w swej istocie potrzebuje pomocy. Pomocy tej udziela filozof, instruując, jak odróżnić prawdę od fałszu, czy wskazując, czym jest, a czym nie, szczęście. Celem tej pomocy jest praktyczna umiejętność życia, a nie wiedza dla samej wiedzy. Wartością jest filozofia czynów, nie słów. Istotne jest, by przyjąć dany porządek i ład świata, ustanowiony ręką Stwórcy. Zaakceptować go, odrzucając bunt i traktować jako doskonały, racjonalny i piękny. Niedoskonałości świata, takie, jak fałsz, brzydota, czy nieprawość, budzące zrozumiały bunt wobec koncepcji Epikteta, tylko pozornie stoją w opozycji do niej. Zło bowiem i wszelka ułomność nie istnieją same dla siebie, lecz stanowią konieczne i istotne dopełnienie całości (dzień nie istnieje bez nocy, zło bez dobra, prawda bez fałszu). Harmonia musi mieć charakter wielowymiarowy. Ponieważ jest kreacją Boga (dobrego, opiekuńczego – Stwórcy) musi być doskonała i tak w chwilach zwątpienia należy ją postrzegać. Przepełniona obecnością Boga tchnie nadzieją – w obliczu Stwórcy nikt nie jest samotny, każdy jest bezpieczny. Bunt prowadzi do klęski i cierpienia, oddala od wolności, którą można osiągnąć, ucząc się znosić zmienne koleje życia, których treść nakreślił Bóg („Pamiętaj, że jesteś aktorem grającym rolę w widowisku scenicznym, a do tego w takim widowisku, jakie spodobało się dramaturgowi ułożyć: w krótkim – jeżeli krótkie, w długim- jeżeli długie. Jeżeli chciał, żebyś grał rolę żebraka, staraj się i tę rolę po mistrzowsku odegrać. I tak samo się staraj, kiedy ci powierzy rolę chromego, monarchy albo szarego obywatela. Twoją bowiem jedynie jest rzeczą powierzoną ci rolę odegrać pięknie, sam wybór natomiast roli jest sprawą kogo innego”). Aby tak się stało człowiek winien uniezależnić się od złej, czy dobrej fortuny. Nie ma sensu przywiązywanie wagi do rzeczy niezależnych od nas. To może nas zniewolić i nie przyniesie spokoju. „Bo ten tylko naprawdę jest niezwyciężony, kogo nie potrafi wyprowadzić z równowagi żadna z tych rzeczy, które nie są zależne od jego woli. I ten tylko jest naprawdę wolny, kto jest panem swojej woli, kto się nie smuci i nie niepokoi, nie trwoży i nie błądzi, kogo stać jest zawsze na żadną namiętnością nie zmącony spokój ducha. To apatia jest najwyższym celem i cnotą, do której powinno zmierzać zdyscyplinowane życie ludzkie. Jest ona zarazem nagrodą, gdyż tylko apatia daje człowiekowi niezależność i może zapewnić mu szczęście. Szczęśliwy jest bowiem ten, kto posiadł cnotę, a więc cel, do którego zmierza moralne postępowanie”. Odcinając się, uciekając od pożądań i namiętności człowiek znajduje szczęście, wolność i ukojenie, bowiem tylko od człowieka, od jego woli i sądu zależy wszelkie zło i dobro: „Z wszystkich rzeczy jedne są od nas zależne, drugie zaś niezależne. Zależne są od nas: sądy, popędy, pragnienia, odrazy i jednym słowem- to wszystko, co jest naszym dziełem. I dlatego te rzeczy, które od nas zależą, z natury są wolne i nie podlegają żadnym zakazom ani przeszkodom, te natomiast, które od nas nie zależą, nie przedstawiają żadnej wartości, spełniają służebną rolę i stanowią cudzą własność. Pamiętaj zatem, że jeśli rzeczy służebne z natury zaczynasz uważać za wolne, a cudze za własne, sam się zaprzęgniesz w niewolę, będziesz rozwodził skargi i żale, doznawał niepokoju, miotał złorzeczenia zarówno na bogów, jak i na ludzi”. Rozpoznając rzeczy, które nie leżą w naszej mocy unikniemy przeszkód i rozczarowań („A zatem wypleń ze siebie odrazę do wszelkich rzeczy, które z natury nie są od nas zależne, a skieruj ją ku tym jedynie, które z natury są od nas zależne. Pragnienie natomiast zdław na początek w sobie doszczętnie. Jeżeli bowiem pragnąć będziesz rzeczy, które nie są od nas zależne, z konieczności musisz się czuć nieszczęśliwy”). Należy opierać się wyłącznie na rzeczach, będących w naszej mocy, czyli tych, które odnoszą się do duszy. Pozostałe, niezależne od naszej woli, winniśmy ignorować, ponieważ nie są w stanie nam zaszkodzić („Choroba jest wprawdzie przeszkodą dla ciała, ale nie jest przeszkodą dla woli, chyba że wola sama chce tego. I tak chromanie jest wprawdzie przeszkodą dla nogi, ale nie jest przeszkodą dla woli. I w ten sposób winieneś sobie rzecz wytłumaczyć przy każdej spotykającej cię przeciwności, a dojdziesz do przekonania, że jest ona zawsze przeszkodą dla czegoś innego, tylko nie dla ciebie samego”). Tylko wtedy według Epikteta zrealizujemy poszukiwaną ideę wolności, gdy w obliczu każdej sytuacji zachowamy spokój ciała i ducha. Warto zwrócić uwagę na silnie akcentowaną w filozofii Epikteta zasadę wolności i równości wszystkich ludzi. Skoro wszystkich łączy braterska wspólnota, wszyscy powinni być wobec siebie łagodni i wyrozumiali. Taka apoteoza wolności (wręcz miłości wobec wszystkich ludzi), płynąca z wykładów byłego niewolnika, w świecie, w którym niewolnictwo stanowiło jeden z solidnych fundamentów rzeczywistości, z pewnością musiała znajdować gorliwych i zgodnych odbiorców, szczególnie wśród niższych warstw społecznych. Zbliża ona bardzo nauki Epikteta do wartości chrześcijańskich. Nie tylko zresztą w tym aspekcie. Dowodzi tego także opisany wyżej stosunek filozofa do Boga, dobrego, współczującego, miłosiernego, kochającego ludzi i nierozumianego w chwilach ostatecznych. Epiktet proponuje zrozumienie i pokorną akceptację: „Nigdy o żadnej rzeczy nie mów: „Straciłem”, ale: „Oddałem”. Zmarło ci dziecię? To znaczy dziecię zostało oddane. Zmarła ci żona? To znaczy żona została oddana. – „Tak, ależ ograbiono mnie z włości!” – A zatem i owe włości zostały oddane. – „Tak, ależ łotrem spod ciemnej gwiazdy jest ten, kto mnie z tych włości ograbił!” – A co ci na tym zależy, przez kogo Dawca zażądał od ciebie ich zwrotu? Wszakże na jak długo oddał ci je w posiadanie, troszczże się o nie, tak jednak, jak o rzecz będącą cudzą własnością i jak się troszczą podróżni o gospodę, w której się zatrzymali”. Dalej naucza: „Jeżeli pragniesz, by dziatki twoje i żona twoja, i przyjaciele twoi żyli i żyli bez końca, to jesteś szaleńcem. Albowiem życzysz sobie, by rzeczy niezależne od ciebie zależne się stały, a to, co cudze, by stało się twoje własne”.

Encheiridion” jako swego rodzaju podręcznik moralności stoickiej i zarazem przewodnik na drodze do życia szczęśliwego uczy także obecnie, jak osiągnąć wewnętrzny spokój i niezależność, odrzucić lęki i obawy oraz zaakceptować dany porządek rzeczy, jako zgodny z wolą Boga („Nie usiłuj naginać biegu wydarzeń do swojej woli, ale naginaj wolę do biegu wydarzeń, a życie upłynie ci w pomyślności”). Stanowiąc zbiór „pożytecznych rad”, odnoszących się do przyjmowania odpowiednich postaw w różnych sytuacjach życiowych, akcentuje przede wszystkim ucieczkę do własnego wnętrza, do twierdzy własnej duszy (później podobnie Marek Aureliusz: „Nigdzie bowiem nie schroni się człowiek spokojniej i łatwiej jak do duszy własnej; zwłaszcza ten, kto ma taką ustroń wewnętrzną, że się natychmiast zupełny znajdzie spokój, jeżeli w nią się wpatrzy. A nic innego nie nazywam spokojem jak wewnętrzny ład”), która właściwie pielęgnowana chroni człowieka od wszelkich zagrożeń i niepokojów. Spośród wszystkich, 53 paragrafów, które zebrał i zestawił Arrianus z Nikomedii, najważniejszy, bo w poetyckim skrócie podsumowujący i definiujący całość myśli Epikteta, zawartych w „Encheiridionie”, wydaje się być ostatni – 53: „Przy wszelkich zrządzeniach losu na zawołanie mieć trzeba te oto myśli:

„Prowadź mię tedy, Zeusie, i Ty, Przeznaczenie,
Rad pójdę i bez zwłoki na wasze skinienie,
Jaką w życiu mi Losy wyznaczyły, drogą:
Bunt- zbrodnią, iść- konieczność, skargi- nie
   pomogą.
Kto przed potęgą Losu gnie czoło beztroskie,
Ten dla mnie mędrzec, poznał tajemnice boskie”

BOECJUSZ

Urodził się około 480 roku w rodzinie rzymskich patrycjuszy. Odebrał staranne wykształcenie i dość szybko wspinał się po szczeblach kariery politycznej (konsul), ciesząc się dużym poparciem na dworze króla ostrogockiego Teodoryka (zm. 526 r.), rezydującego w Rawennie. Niestety wskutek konfliktu z władcą został przez niego skazany na śmierć i infamię. Egzekucja Boecjusza, poprzedzona najprawdopodobniej torturami, odbyła się w Pawii w 524 (lub w 526) roku. Chociaż znany już był i ceniony jako autor przekładów Arystotelesa, to największą jednak sławę przyniosło mu dzieło, stworzone w więzieniu, w oczekiwaniu na śmierć – „De consolatione philosophiae” . Wcześniej zajmowała Boecjusza działalność translatorska i pragnienie udostępnienia pism Platona oraz Arystotelesa (propagator spuścizny antyku w świecie wczesnego średniowiecza), a w ślad za tym nadzieja znalezienia wspólnej płaszczyzny interpretacyjnej dla tych dwóch myślicieli, aby wykazać ich zasadniczą zgodność. Należy także odnotować poczesne miejsce Boecjusza w jednej z kluczowych dla filozofii średniowiecza dyskusji nad uniwersaliami oraz jego traktaty teologiczne.

De consolatione philosophiae” to efekt osamotnienia Boecjusza, który w poczuciu beznadziejności, wtrącony do więzienia, pozbawiony złudzeń co do swojej przyszłości, w filozofii szuka ucieczki i podpory przed zwątpieniem i porażką. Dzieło to, składające się z pięciu ksiąg, zalicza się do utworów prozometrycznych, gdzie fragmenty wierszowane, przeplatają się z prozą. Jego konsolacyjny charakter skłania niektórych badaczy do traktowania „O pocieszeniu” także jako przykładu literatury protreptycznej, zachęcającej do uprawiania filozofii, lecz także upodabnianiu się do Boga. Niewątpliwie widoczne są w nim treści neoplatońskie oraz stoickie, tak bliskie Boecjuszowi (dziwić może, że myśliciel zwrócił się w swym smutku jednoznacznie w stronę filozofii, bez wyraźnej próby bezpośredniego dialogu z Bogiem, czy szukania pomocy w wierze. Pomimo tego jednak jego idee silnie wpisują się w nurt wartości chrześcijańskich i dlatego też recepcja „O pocieszeniu”, nie tylko w średniowiecznej Europie, była tak powszechna). W skrócie treść pięciu ksiąg „O pocieszeniu” przekazuje następujący obraz doświadczeń filozofa:

I.

Uwięziony Boecjusz, opuszczony i pogrążony w smutku, otoczony Muzami poezji lirycznej (Camenae), użalając się nad swą dolą, nad zmiennością Fortuny, przyzywając śmierć, spotyka w swej celi dostojną niewiastę. To Filozofia, która przybyła, aby go pocieszyć. Swoją terapię zaczyna od wyrzucenia Muz: „Kto tym ladacznicom sceny pozwolił się zbliżyć do tego chorego? (...) Więc odejdźcie raczej, syreny, (…) a zostawcie go mnie i moim Muzom, byśmy go otoczyły opieką i uleczyły”. Poezja, jak wszelka sztuka naśladowcza, odwołując się do uczuć, a nie do rozumu, nie może sprzyjać moralnemu uleczeniu, więc powinna opuścić celę Boecjusza.

II.

Filozofia staje w obronie Fortuny, wskazując, jak ta była szczodrobliwa w stosunku do Boecjusza. To przecież dzięki niej na Boecjusza spłynęło wiele łask: ludzka życzliwość, zaszczyty, poklask, bogactwa, rodzina. Jej zmienność jest natomiast naturalna („Opuścił cię bowiem los, a nikt nigdy nie może być pewien, że los go nie opuści. Czy możesz uważać za cenną szczęśliwość, która od ciebie może odejść? I czy drogi ci jest los obecny, o którym nie masz pewności, czy zostanie ci wierny, i którego odejście przyniesie ci smutek? Czy więc to coś, czego wedle swej woli nie można zatrzymać, a co uchodząc czyni człowieka nieszczęśliwym, nie jest ową przelotnością, która jest tylko niejako zapowiedzią przyszłej klęski? (...) Zresztą musisz z równowagą ducha znosić, cokolwiek się dzieje w zasięgu władania losu, jeżeliś raz poddał kark pod jego jarzmo (…) Jeżeliś oddał rządy losowi, musisz być posłuszny obyczajom tego pana. Czy starasz się zatrzymać pęd toczącego się koła? Zaprawdę, najnaiwniejszy ze wszystkich śmiertelnych, jeżeli szczęście staje się trwałe, przestaje być szczęściem”). Zabiera ze sobą tylko to, co tak naprawdę do człowieka nie należy- bogactwa, zaszczyty, władzę- dobra zewnętrzne, nie dające szczęścia. Znaczenie tych wartości w zestawieniu z duszą nieśmiertelną, miłością i przyjaźnią jest znikome. Paradoksalnie to właśnie niesprzyjająca Fortuna odsłania przed człowiekiem przyjaźń prawdziwą, której winniśmy pożądać i szukać jako dobra czystego, ponadczasowego, niezależnego od trudnych i niesprzyjających okoliczności: „Bo sądzę, że ludziom los nieżyczliwy lepiej się przysłużą niż los przychylny. Ten ostatni bowiem zawsze pod pozorem szczęśliwości, gdy się zdaje, że schlebia, kłamie; ten pierwszy zaś zawsze jest prawdziwy, gdy w swej zmienności okazuje swoją niestałość; ten drugi zwodzi, ten pierwszy poucza (…) Zresztą pomyślny los przynętami odwodzi zbłąkanych od prawdziwego dobra (…) Ten los oddzielił ci szczerze twarze towarzyszy od twarzy dwulicowych, a odchodząc swoich zabrał, a twoich ci pozostawił (…) ale, co jest najcenniejszym rodzajem bogactw, znalazłeś przyjaciół”.

III.

Filozofia objawia Boecjuszowi wartość najważniejszą, wskazując, że tylko Bóg jest doskonałym dobrem i szczęściem i tylko On winien stanowić jedyny cel człowieka. To Bóg skupia w sobie wszystkie dobra, wszystko inne jest szczęściem pozornym, zewnętrznym, nietrwałym. Tylko w Bogu znaleźć można ukojenie i pocieszenie. Dobro, jako źródło szczęścia, daje moc, zapewnia samowystarczalność, gwarantuje chwałę, czyni życie przyjemnym: „Że Bóg, władca wszechrzeczy, jest dobrem, to potwierdza wspólne zapatrywanie wszystkich ludzkich umysłów. Bo gdy nic lepszego nad Boga nie da się wymyślić, czyż można wątpić, że jest dobrem to, od czego nie ma nic lepszego? A więc rozum wskazuje, że Bóg jest prawdziwym dobrem. (…) Ażeby więc wnioskowanie nie posuwało się w nieskończoność, trzeba się zgodzić, że najwyższy Bóg jest najpełniejszy najwyższego i doskonałego dobra. Lecz uzgodniliśmy, że doskonałe dobro jest prawdziwą szczęśliwością, zaczem prawdziwa szczęśliwość z konieczności mieści się w Bogu najwyższym”. Według wskazań Pani Filozofii (w duchu neoplatońskim) Boecjusz w poszukiwaniu ukojenia winien przekroczyć własną cielesność, uciec w stronę Boga, porzucając dobra zewnętrzne i upodabniając się do niego na mocy partycypacji w boskości („Ponieważ ludzie osiągnąwszy szczęśliwość, stają się szczęśliwymi, ona zaś jest właśnie bóstwem, jasną jest rzeczą, że ludzie przez uzyskanie boskości stają się szczęśliwi. Lecz jak przez nabycie sprawiedliwości stają się ludzie sprawiedliwi, a przez nabycie mądrości – mądrzy, tak zgodnie z tym samym rozumowaniem trzeba przyjąć, że dostąpiwszy boskości stają się bogami. Każdy więc szczęśliwy jest bogiem (…)”).

IV.

Boecjusz, dyskutując z Filozofią, zwraca uwagę na poniżenia cnoty, triumfu ludzi złych i podstępnych, co trudno pogodzić z ideą rządów Boga. Filozofia uspokaja Boecjusza, zapewniając, że prawdziwą potęgę posiadają ludzie dobrzy i cnotliwi, pełni człowieczeństwa, brak jej ludziom złym, którzy nigdy nie dostąpią szczęścia („Ta możność czynienia złego tym widoczniej dowodzi, że nic nie mogą: bo jeżeli, jakeśmy to przed chwilą uzgodnili, zło jest niczym, to gdy mogą oni tylko czynić zło, jasną jest rzeczą, że źli nic nie mogą”). Tłumaczy mu ponadto pojęcie niezmiennej opatrzności i jej wyroków: człowiek mądry, zależny od opatrzności, los swój winien przyjmować z pokorą i bez skarg i uznawać go za dobry. Opatrzność bowiem to boski zamysł, a los realizuje ją w danym miejscu i czasie: „Bo opatrzność jest to właśnie owa mądrość boska ugruntowana w najwyższym władcy wszechrzeczy, który kieruje wszystkim, fatum zaś jest to tkwiące w ruchomych rzeczach urządzenie, przy którego pomocy opatrzność wszystko włącza do swego porządku”.

V.

Namysłowi poddany jest problem przypadku, opatrzności i wolności woli. Skoro bowiem wszystkie zdarzenia są powiązane przyczynowo, zależne od Bożej opatrzności, to czy człowiek dysponuje wolnością wyboru? Na ten trudny dylemat Filozofia odpowiada twierdząco, podkreślając odpowiedzialność człowieka za swoje czyny, a co za tym idzie czynnik nagrody i kary. Na koniec poucza: „Zwalczajcie przeto występki, pielęgnujcie cnoty, podnoście ducha do słusznych nadziei, zwracajcie pokorne prośby ku niebiosom. Wam bowiem została, jeśli sami wobec siebie nie chcecie być obłudni, oznajmiona wielka konieczność prawego życia, bo, cokolwiek czynicie, czynicie przed oczyma wszystkowidzącego Sędziego”.

Konsolacyjny charakter dzieła Boecjusza nie dotyczy tylko jego samego i nie zamyka w tym jednostkowym przykładzie. Śledząc dyskurs uwięzionego myśliciela z Filozofią, czytelnik staje się odbiorcą rad i wskazówek, oświetlających drogę ku dobremu, szczęśliwemu życiu. W tym względzie „O pocieszeniu” to także praktyczny przewodnik w duchu filozofii wieczystej (philosophia perennis), pozwalający na realizację bytu o znamionach eudajmonicznych. Przewodnik, w którym doskonale widać syntezę filozofii greckiej oraz teologii chrześcijańskiej. Przewodnik, którego autor, filozof i poeta u kresu życia, zadaje pytania o znaczeniu fundamentalnym: jaki jest sens życia, czym jest szczęście, dobro, miłość, wolna wola, opatrzność? Na jego rozterki odpowiada upersonifikowana Filozofia, nauczycielka myślicieli, dążących do doskonałości, poszukujących, wątpiących. Podobnie jak u Epikteta proponuje ucieczkę do twierdzy własnej duszy, zamknięcie się na dobra zewnętrzne i przekroczenie własnej cielesności, aby w ten sposób osłonić się szczelnym pancerzem cnoty, przez który nie przeniknie żadne zło, ani niegodziwość. Nie sposób tu nie dostrzec przenikania się idei, propagowanych przez epikurejczyków, sceptyków, stoików, czy neoplatoników. Zwrócenie się ku Bogu natomiast, jako dobru najwyższemu, szczęściu najdoskonalszemu, ku miłości Stwórcy, to wyraźny wpływ wartości chrześcijańskich, kształtujących myśl wczesnośredniowiecznej Europy. W duchu tym definiowana też jest istota szczęścia – nie ziemskiego, lecz wiecznego, dostępnego dla każdego, kto wkroczy na ścieżkę Boga. Bóg, szczęście i dobro doskonałe są tożsame. Według Boecjusza to wskazania Filozofii, podążanie jej tropem, doprowadzić może do celu ostatecznego- upodobnienia się człowieka do Boga. Można więc Filozofię traktować jako bożą służebnicę. Bezpośrednim commercium między Bogiem, a człowiekiem jest modlitwa: „(…) a to jest jedyny sposób, w jaki ludzie mogą z Bogiem rozmawiać (…)”. Filozoficzno-teologiczne zmagania Boecjusza wielokrotnie prowokowały pytania o chrześcijańskie inspiracje w powstaniu ostatniego dzieła tego myśliciela. Nie wnikając w ten problem trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że ten filozof teologizujący, czy też teolog filozofujący, łącząc tradycje świata starożytnego z ideami wczesnośredniowiecznej Europy, myśl pogańską z wartościami chrześcijańskimi, stworzył doskonały aliaż, wewnętrznie spójny, niesprzeczny, zjednoczony w naczelnym, konsolacyjnym obrazie. Połączył równocześnie ars bene moriendi z ars bene vivendi i jako „pierwszy scholastyk” poznanie rozumowe zrównał z poznaniem poprzez wiarę – poznaniem objawionym.

Pomimo nieco innych tradycji filozoficznych, zarówno Epiktet, jak i Boecjusz sformułowali podobne wskazania w dążeniu do życia szczęśliwego. Akcentowali, każdy na swój sposób, prymat Filozofii, jako nauczycielki i przewodniczki na ścieżce ku szczęściu i dobru, naczelną rolę Boga – w przypadku Epikteta dobrego, opiekuńczego, emanującego nadzieją, a w przypadku Boecjusza – szczęścia najdoskonalszego oraz poszukiwanie spokoju, ukojenia i wyciszenia poprzez akceptację zmiennych kolei losu i ucieczkę do twierdzy własnej duszy. Tam, ignorując rzeczy, które nie są od nas zależne, rezygnując z buntu przeciwko wartościom, zdarzeniom, na które człowiek nie ma wpływu, oczekiwać można eudajmonii. Niewykluczone, że zbieżność idei w jakiejś mierze wynikała z doświadczenia zniewolenia, któremu poddany był Epiktet i Boecjusz. Czynnik ten musiał w jakiś sposób wpłynąć na ich postrzeganie sensu życia. Trudno orzec, czy był decydujący. Warto też zwrócić raz jeszcze uwagę na bliskość myśli „Encheiridionu” oraz „De consolatione philosophiae” z wartościami chrześcijańskimi, co prawdopodobnie odpowiada za tak dobrą i powszechną recepcję tych przewodników życia szczęśliwego nie tylko setki lat temu, ale i współcześnie.