Piotr Kowieski - Chata

na krawędzi świata
w pół drogi do nikąd
owiana zapachem lata
i wczesnej jesieni
(zima nie ma zapachu
jest martwa do wiosny)
stoi drewniana chata
na wydętej ziemi
wokół badyle lebiody i osty


to tu nocami obserwuję gwiazdy
w szczelinach podłogi
i trajektorie planet
w galaktykach desek
tu splatam marzenia
z warkoczami komet
oswajam strach  zaplątany
w chwiejne nogi krzeseł

i duszę zszywam
rozprutą zwątpieniem
srebrnym ściegiem nici babiego lata

to tu spieram się z Bogiem
w pół drogi do nikąd
na brzegu sinej rzeki
na krawędzi świata

a nad głową
chmura burzowa
szafirowo - sufitowa
z piorunami w tle
(uwielbiam ten moment)

burza
skrada się
czai się
wzdyma
i uderza
a po burzy z dachu
zszywam rozprute błyskawicą niebo

przed zaśnięciem
zliczam cuda i obroty ziemi