Ewa Jakubek - W tłumie codziennych nóg

kroki jak odciski palców
rozpoznawalne i obce, spokojne
i nerwowe, miarowe i przyśpieszone
wystukują kierunek potrzeb.

O zachodzie słońca przywracam im wolność

bose i obolałe leczą rany
w miękkiej wodzie, na kanapie jak kot
przeciągają się leniwie czekając
na wieczorne wiadomości.

Czasem nie wiem, czego chcą
zimno im na kafelkowej podłodze
w skarpetkach za gorąco
w papciach czują się staro.

Wstają pierwsze i znów biegną przed siebie

w obcasach dzielnie przeskakują kałuże
potykają się o moje myśli i przewracają
bez czucia, gdy mam zły dzień.

Nienawidzą mnie za to zimą i jesienią -
latem mnie kochają, moje nogi-staruszki
gładkie i młode po porannej rosie.