Bogdan Nowicki - Wigilia Brata Alberta

Źrenice ludzi bezdomnych
Pod rogówką mają całe mnóstwo
Cieniutkich czerwonych żyłek

W gardle noszą świerszcza własnego Oddechu

Ociężałe i opuchnięte stopy próbują Włożyć w sandały getta w jakim
żyją

Bez ścian Bez dachu Bez okien


Wszędzie towarzyszy im dudnienie
W głowie
Gdy słońce
Prześwituje przez pomarszczone
Palce i słychać dzwonki przejeżdżających
Rowerzystów

Kochają bezpańskie psy Wysoką trawę ścieżkę Biegnącą w niczyim Ogrodzie

Ci co od urodzenia nie zaznali domu Zasypiają w otwartych ramionach
Brata Alberta

I do ciepłego łóżka
W niebie
Uśmiechają się
Jak ufne dzieci