Stefan Pastuszewski - Wiluś i defilady

Zamykając oczy, czyli spoglądając wyobraźnią w przeszłość, a jesteśmy przecież ogniwem dziejów i ślady prawieków wciąż w nas tkwią, ujrzymy na miejscu obecnego traktu ku Pomnikowi Wolności w Bydgoszczy, utrzymany w przepysznej akademickiej konwencji, konny pomnik cesarza Niemiec - Wilhelma I (1797-1888). Był to jedyny w dziejach miasta, w końcu odwiecznej siedziby jednostek dragonów i ułanów oraz artylerii konnej, pomnik jeźdźca dłuta włoskiego artysty Aleksandra Emila Ludovico Calandrellie'go. Został odsłonięty w 1893 roku i przedstawiał cesarza w stroju paradnym, potęgowanym przez przepyszne wąsy i bokobrody. Choć oblicze władcy było marsowe, to jednak tchnęło świętomikołajską dobrocią, podobnie jak dla Małopolan twarz  cesarza Austrii – Franciszka Józefa. Zresztą mówiło się o tym niemieckim władcy pieszczotliwie Wiluś, a były to przecież czasy (w tym także w Bydgoszczy) prosperity po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku, które formalnie proklamowane zostało w gnieździe największego wroga, czyli w Wersalu.

 Koń, aby potężna figura z brązu nie runęła, podniósł tylko prawe kopyto, nerwowo przy tym prychając, na co wskazuje pionowo wyprostowany łeb i napięta szyja, a udający tylko groźnego Wiluś, kąpał swą twarz w słońcu, bowiem jego trzy czwarte oblicza zwrócone było w południowo-wschodnią stronę, czyli niemal przez cały dzień potęgowało sielankowy nastrój. Czy utalentowany Włoch, poprzez wybór odpowiedniego usytuowania w przestrzeni tak bardzo kochał słońce, czy fundatorzy, to znaczy inwestorzy kazali mu na trwale rozjaśnić oblicze zwycięzcy w wojnie francusko-pruskiej oraz pierwszego cesarza zjednoczonych Niemiec, czyli Drugiej Rzeszy (1871-1918) - trudno powiedzieć.

Dlaczego Wiluś w 1893 roku, czyli w piątą rocznicę swojej śmierci wjechał na bydgoski Plac Wolności, czyli ówczesny Weltzenplatz? Czy tylko dlatego, że ostatnie lata jego panowania były także dla Bydgoszczy ostatnimi rozwoju?

Nie tylko z tego powodu. Była to również pamiątka pobytu zwycięskiego cesarza w grodzie nad Brdą, a wiązało się to z uroczystością wmurowania kamienia węgielnego pod sytuowaną właśnie na Weltzenplatz- świątynię ewangelicko-unijną pw. Apostoła Pawła, co miało miejsce w 1872 roku, czyli – o zgrozo – w rocznicę pierwszego rozbioru polski i zagarnięcia staropolskiego grodu Bidgość pod skrzydła pruskie. W każdym razie gdyby dziś bydgoszczanie zdecydowali się zrekonstruować pomnik Wilusia  (w sierpniu 1919 roku został on wywieziony do Międzyrzecza, niem. Menserite, gdzie w 1945 roku został zniszczony przez zazjatyzowane hordy), to – abstrahując od przywoływanej przy takich okazjach skomplikowanej i bolesnej historii swego grodu – na pewno mieliby jedno z kolejnych magicznych miejsc w swoim ukochanym mieście. Magia tej części Placu Wolności polega na tym, że konny Wiluś, zwrócony w stronę aleistej Gdańskiej, jakby kontynuował tradycję defilad, w tym wojskowych.

Defilady były ulubioną uroczystością, ale też rozrywką świecką w dwudziestoleciu międzywojennym. Odbywały się w dniu święta narodowego, czyli 3 maja i państwowego, czyli 11 listopada. Witały i żegnały lato, czyli czas intensywnej egzystencji poza domem, w tym, jeśli idzie o mieszczuchów, to głównie na ulicach, choć często i w podmiejskich lasach, głównie w Rynkowie.

Pierwsza defilada miała charakter świecki, druga – wojskowy. Maszerującym z południa na północ przygrywały orkiestry stojące naprzeciwko trybun, czyli pod kamienicą Behrendta. Publiczność „przebywała tłumnie ale zachowywała się powściągliwie, zgodnie z usposobieniem i obyczajami miejscowej ludności, która nie znosiła afektacji. Przeżywano jednak głęboko te uroczystości i pasjonowano się także ich ocenami od strony estetycznej. Każdy miał swoich kibiców, a spory o to, który lepiej szedł, toczyły się do wieczora, i w domu, i przy piwie.

Najbardziej monstrualna defilada odbyła się na zakończenie wielkich manewrów wojskowych 15 września 1937 roku w godz. 9-14.00 i – oprócz marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, stojącego na jednej z dwóch trybun, usytuowanych na Placu Wolności, wzięło w niej udział – bagatela – 60 tysięcy żołnierzy. Jak pisze niezastąpiony Zbigniew Raszewski (Pamiętnik gapia, s.48-49), marszałek „puścił Gdańską wszystko co miał”, co „z niewyobrażalną siłą oddziałało na własnych obywateli, lecz obcych wywiadów nie było w stanie zmylić”. Według Gapia takie rozwarcie ”nożyc zadziałało bardzo szkodliwie”. Tradycję „defilad przy Placu Wolności” przerwali Niemcy, którzy po najeździe 1939 roku polskiemu świętu 3 Maja przeciwstawili narodowosocjalistyczne święto 1 Maja, po raz pierwszy dekorując miasto na czerwono i czarno 1 maja 1940 roku. Zasadę tę podtrzymywali ich towarzysze w totalitaryzmie-komuniści, którzy aż do 1980 roku gnali Alejami 1 Maja, bo tak właśnie ulicę Gdańską nazwano, tabuny ludu pracującego miast i wsi, lękając się jednak niczym diabeł święconej wody kulminacji owej przymusowej parady przy Placu Wolności. Trybunę ustawiali więc przed gmachem rozgłośni Polskiego Radia 52, czyli przy skrzyżowaniu Alei 1 Maja z ul. Słowackiego, podczas, gdy w miejscu, w którym stał pomnik Wilhelma I Hohenzolerna rozkładali budy kiermaszowe, w których dopiero po pochodzie, aby snadź trywialna konsumpcja nie zagłuszyła politycznych uniesień ducha, można było kupić tak długi oczekiwane parówki, jabłka, a czasami nawet i piwo.

Niemniej Plac Wolności od czasu do czasu przywracano pewnym uroczystościom według kalendarza i scenariusza „jedynie słusznej ideologii. 9 maja 1945 roku zorganizowano na nim wiec poświecony uczczeniu zwycięstwa koalicji państw sprzymierzonych nad Niemcami. 7 listopada tegoż roku, jakby „postępowo” wobec 11 listopada, odsłonięto na miejscu pomnika Hochenzolerna pomnik bohaterów Armii Czerwonej. Od tego czasu pod tym monumentem, przemianowanym z czasem na Pomnik Wdzięczności, „władze” składały wieńce w dniu 24 stycznia, czyli dniu, w którym armia radziecka ostatecznie zajęła Bydgoszcz.

Później namiastką owych niezapomnianych defilad stały się uroczystości 11 listopada, które powróciły na to miejsce od 1991 roku, kiedy udało się mi jako przewodniczącemu Komisji Kultury i Nauki Rady Miejskiej Bydgoszczy, doprowadzić nie do zniszczenia postsowieckiego obelisku, zwanego patetycznie i pod przymusem – Pomnikiem Wdzięczności, tylko do „zmiany jego symbolicznego znaczenia”, to znaczy ustanowienia Pomnika Wolności, wraz z usunięciem gwiazdy i tablicy z rosyjskimi, kontrowersyjnym z uwagi na jednostronność rozumienia pojęcia „wyzwolenie”, napisem. Od tego momentu w Święto Niepodległości delegacje władz rządowych, samorządowych, wojska i licznych organizacji, głównie kombatanckich i paramilitarnych składają przed napisem „Civitas Bidgostia Libera” wieńce i wiązanki. Werble warczą, orkiestra gra, czasem słychać salwy honorowe, a publiczności – tyle co kot napłakał, i to nie tylko z uwagi na sławną już bydgoską powściągliwość i niechęć do afektacji, ale również z uwagi na inny rytm i duch początku XXI wieku.

Obok przybytków finansów, czyli dwóch banków PKO S.A., znajdują się na tym placu przybytki kontemplacji religijnej /rzymskokatolicki kościół pw. św. Apostołów Piotra i Pawła/ oraz artystycznej / Biuro Wystaw Artystycznych, oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, gmach Akademii Muzycznej/. A jeśli idzie o udziałowców tego miejsca, to mieszają się tu  zarówno ci, u których dominuje przedmiejska naiwność, jak i ci, którzy opanowali już wielkomiejski szyk (klasyfikacja Zbigniewa Raszewskiego).

 

Zbigniew Raszewski, Pamiętnik gapia: Bydgoszcz, jaką pamiętam z lat 1930-1945, Wydawnictwo: Pomorze, Bydgoszcz 1994.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora