Piotr Marek Stański - Pochwycić w zachwyceniu

Według autorki zbioru wierszy „Inni bogowie” poezja rodzi się z ekstatycznego upojenia życiem, jest wołaniem bachantki, chcącej „upić się ambrozją i biec na oślep/z okrzykiem euoe!” („Persefona”). Ale nadać temu zachwyceniu formę, podzielić się z innymi jego kształtem nie jest tak łatwo, bo wymyka się „nieuchwytny/jak obraz we mgle/ulotny/gdy po niego sięgasz/znika” („Wiersz”).

W poetyckim uniwersum Małgorzaty Kulisiewicz dominuje błękit jako przejaw Absolutu. Błękitne są konie z dzieciństwa, na których poetka przemierzała bezkres stołu („Niebieskość”), a inne dziecko odjeżdża w niepamięć („Jesienne pytania”), wyblakły błękit oczu jako znak mądrości („Szukam”).  Błękitu natomiast wyrzekł się Mefistofeles z wiersza „Zły”, duch przeczenia, który pragnie wyrządzać zło, a czyni dobro….

Błękitna jest też pszczoła z „Witraża” jako symbol transcendencji, kiedy indziej jednak staje się symbolem materialnej pokusy kariery – „jad wielkiej Pszczoły” („Inni bogowie”). Błękit, czyli zadatek wieczności, nie jest  dany na zawsze, można go lekkomyślnie roztrwonić niczym sprzedane błękitne szaty tytułowego trefnisia, może go pochłonąć upływ czasu jak błękit sukni („Zimowy kwiat”).

Pod wpływem tego ostatniego siwieją nie tylko warkocze pokrywające się  szronem („Persefona”), ale i animizowane myśli („Wierząc”).

Z kolei wielokrotnie przywoływany popiół wyraża stany, wymykające się jednostkowej jaźni, kontroli ze strony świadomości, a więc sen - „popiół sieję pod poduszką” („Podniesienie”) – a w końcu śmierć - „popiół zostawiam ptakom” („Litwa”). A zatem zwrot „co po popiele” jest zarazem pytaniem o to, co nastąpi po niej („Nikt nie pyta”). I nawet „psy nierasowe pytają/czy będą z tobą TAM” (nota bene nastoletniego Kotarbińskiego odeszła wiara, gdy mu oświadczono, że w raju nie będzie miejsca dla jego ukochanego psa).

To także metafora zastygającego w szkło dotknięcia śmierci: „szklana fuga niepamięci („W ciszy”), szklana łza („Emily Dickonson”).

W wierszach Kulisiewicz mitologia judeochrześcijańska spotyka się z grecką. Słowu, z którego miał się wyłonić wszechświat, przeciwstawione zostają narodziny z pianki morskiej Wenus z obrazu Botticellego („Słowo i ciało”). Wybór pomiędzy nimi należy zapewne do czytelnika?…

Z kolei tytułowa Galatea, jak golem, staje się przykładem próby przywłaszczenia sobie  przez człowieka boskiego aktu stworzenia. 

Bóg z wierszy Kulisiewicz nie jest spiżowy, lecz „kruchy jak dym” („Trwanie”), „drapie się w łydkę/w głowę/i po brzuchu” („Inni bogowie”) i można się z nim zaprzyjaźnić. Na dodatek bywa pojmowany dość panteistyczne, skoro postrzegać go można w rosie, skomleniu szczeniaka i makach na polu („Emily Dickinson”). A tak na marginesie wiersza „Niefrasobliwie” zastanawia mnie, dlaczego za wszelkie zło odpowiedzialnością obdarza się stworzenie, słabych ludzi, a nie ich stwórcę, wszechmogącego Boga? A nawet, jak chce tego tytuł tomiku, innych bogów?

Często pojawia się pytanie o mistrza, jego poszukiwanie, choć w końcu okazuje się, że każdy musi odnaleźć własną drogę, właściwą tylko dla niego, tak jak w przypowieści Kafki każdy ma swojego osobistego odźwiernego, czuwającego przy wejściu do nieba, przeznaczonym tylko dla niego. Stąd ocaleją ci, którzy „stworzyli własne światy” („Epoka lodowcowa”). A więc artyści. Przywołani z imienia i nazwiska (Marc Chagall, Henri Toulouse-Lautrec, Fryderyk Chopin, Marcel Prousy), tytułów swych dzieł (Michaił Bułhakow, Johann Wolfgang Goethe, Richard Attenborough) czy powołanych do życia postaci (Thomas Mann). Stąd zakorzenienie tej poezji w kulturze, dziedzictwie artystycznym, zapewniających poczucie bezpieczeństwa. 

Na drugim biegunie rysują się zagrożenia i wywoływane przez nie lęki. Do nich należy satyryczna wizja współczesnej metropolii, porównywanej do „celebrytki w neonowej sukni i naszyjniku z limuzyn”, a zapewniającej nawet wniebowstąpienie. I w tym celu nie trzeba nawet wznosić nowej wieży Babel, lecz wystarczy zainstalować eskalator, czyli ruchome schody.

W związku z tym można nawet mówić o pewnym rysie antyurbanistycznym, skoro miasto jawi się „symfonią smutku” („Nocne miasto”). Do tego kręgu przynależy motyw nieprzystosowanych do drapieżnej rzeczywistości artystów (Emily Dickinson), czy wręcz wykluczonych przez zbrodniczy kapitalizm, którego personifikacją staje się „przy samochodzie łotr” z „Trwania”, spychający ich na margines. Ich galerię współtworzą przydrożni clowni i przydrożne szkielety z „Podniesienia”, królowa śmietnika wymalowana jak Nicole Kidman z „Trwania”, uliczna wariatka oraz uliczny grajek o pięknym głosie i dłoniach anioła, ale z miedziakami w futerale, wreszcie „chłopak przed restauracją”, który „chciał być aktorem/dziś wabi klientów” z „Nocnego miasta”. Ten ostatni przywołuje zarazem tego, któremu się powiodło – ślicznego chłopaka o czarnym wąsiku i białej płci z wiersza Zaleskiego, lepiej znanego za pośrednictwem umuzycznienia przez Chopina, a to za sprawą rozszerzonego refrenu „czego chcieć jeszcze” („Nocne miasto”). Więcej jest tego rodzaju gier poetyckich poprzez strawestowane nawiązania do Mickiewicza i jego „Stepów akermańskich” („nikt nie pyta”), Szymborskiej („tego nie robi się psu”) czy Miłosza („innego końca świata nie będzie”).

Słowa mają być precyzyjne jak skalpel („Wiersz”), by wymierzyć – jak tego sobie życzył Conrad - sprawiedliwość światu. W tym celu trzeba je oddzielić, jak to z drwiną ujmuje autorka, od tych „niedogotowanych, przypalonych i nijakich” („Wiersz”).

Nieobca jest poetce synestezja, skoro kolory poszerzają swój zapach („Witraż”). Z upodobaniem sięga po kalambury: „Bóg i nie daj bóg” („Nikt nie pyta”), „gorączka romantyczna i reumatyczna” („Podniesienie”) oraz oksymorony: „dźwięki wiatru utrwalone w ciszy” („Wiatrak”). W celu rytmizacji przebiegu dźwiękowego wiersza stosuje też aliterację: „dziwna łąka trwa w trwaniu” („Witraż”), wprowadza anafory: o jeden zaimek/o jeden most/o jedno spojrzenie („Diabeł poezji”). oraz dowcipne zabiegi graficzne: „Konfi-tury, Konfi – teor, Konfi – rmacja, Konfi – dent, Konfi – skata” („Zapiski codzienności”).
Z kolei W celach parodystycznych sięga niekiedy po pierwiastek publicystyczny - absencje wywołane okresem wzrostu zachorowań („Z powodu”).

Na koniec warto wspomnieć o filmologicznej formacji poetki, która daje znać o sobie poprzez wplecione w tkankę wierszy tytuły filmów: „Strach na wróble”, „O jeden most za daleko”, zaledwie odniesienia: „Popiół i diament”, „Most na rzece Kwai”, czy wreszcie aluzje do filmowych symfonii wielkich miast. Bo szerzej cechuje tę poezję właściwa dla ponowoczesności gra nie tyle w klasy, co w rozpoznawanie przywoływanych zapożyczeń, składających się na labirynt tożsamości globalnej wspólnoty. Archetypiczne postacie i stare historie podlegają zatem nieustannym metamorfozom i nie dziwi, że Judasz pisze komentarz do dziennika Łazarza, skazany na „chłód więziennego judasza” („De profundis”).

 

Małgorzata Kulisiewicz, Inni bogowie, Kraków 2015.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież